Mój świat home stagingu

Rozmawiała: Aneta Nagler

– Spełniam swoje marzenia – powiedziała Barbara Schwarz, światowa pionierka home stagingu. Udowadnia w swoich badaniach, że zastosowanie home stagingu wpływa na wzrost wartości nieruchomości oraz skraca czas jej sprzedaży średnio o 40 proc. Pierwsze wrażenie robi się tylko raz, dlatego nieruchomość przygotowana do sprzedaży lub najmu powinna być atrakcyjna dla potencjalnego nabywcy. O tym, jak home staging może być pasją zawodową i zmienić bieg życia, rozmawiam z Joanną Popławską – homestagerką, członkinią Europejskiej Organizacji Home Staging Professionals Europe i założycielką pierwszego w Polsce stowarzyszenia homestagerów.

Aneta Nagler: Joasiu, w jakich okolicznościach home staging pojawił się w Twoim życiu?

Joanna Popławska: Miłość do projektowania zaszczepił we mnie mój dziadek architekt. Uwielbiam też podziwiać projekty architektoniczne mojego pradziadka. Jego warszawskie secesyj- ny kamienice z początku XX w. zawsze skradały moje serce. Pewnym zbiegiem okoliczności nie poszłam na architekturę, tylko na ekonomię i matematykę. Kolejnym zbiegiem okoliczności na kilka lat wylądowałam w szkole jako nauczycielka matematyki i przedsiębiorczości. Dziesięć lat temu po przeczytaniu artykułu w „Twoim Stylu” o tym, jak to kobiety 35+ zmieniły swoje życie, postanowiłam zmienić zawód. W moim życiu momenty zwrotne zawsze następowały podczas chorób. I tak było tym razem. Leżąc w szpitalu, miałam ogrom czasu do przemyśleń. Zapisałam się na pierwszy kurs. Było to projektowanie wnętrz w Educoncept. Do dziś jestem wdzięczna, że do nich trafiła. To oni totalnie zarazili mnie pasją do wnętrz. Po ukończeniu PW i moich pierwszych krokach na rynku pojawiła się franczyza House Doctor Ann Maurice. I tak dziesięć lat temu moim pierwszym profesjonalnym homestagingowym mentorem stała się Ann Maurice, założycielka firmy i marki House Doctor. To właśnie u Ann Maurice zrozumiałam, że home staging jest moim życiowym powołaniem. I dokładnie wtedy każdą komórką mojego ciała poczułam, że to jest to, co chcę robić do końca życia.

A.N.: Jak wyglądały Twoje pierwsze kroki?

J.P.: Początkowo nie było łatwo. Niewiele osób wiedziało, co to jest home staging. Bardzo mocno pomogła mi moja druga i trzeci profesja, czyli projektowanie wnętrz i metamorfozy wnętrz u klientów indywidualnych. Najpierw właśnie z tego się utrzymywałam. Z czasem te proporcje zaczęły się zmieniać, ale przyznaję, że początki wyznaczania i edukowania, czym jest zawód, nie byłam łatwe. Czułam się jak odkrywca, mający w ręku maczetę i wycinający dżunglę, żeby zrobić ścieżkę, z której kiedyś powstanie autostrada.

A.N.: Co spowodowało, że się nie poddałaś?

[betteroffer]

TO TYLKO FRAGMENT ARTYKUŁU.
ABY WYKUPIĆ DOSTĘP DO CAŁOŚCI, KLIKNIJ W PRZYCISK KUP TERAZ.

[/betteroffer]

[betterpay amount=”1.00″ button=”http://www.strefanieruchomosci.info/wp-content/uploads/2019/01/kup-teraz.png” validity=”0″ validity_unit=”d” ids=””]

J.P.: To chyba moja osobowość. Jak coś poczuję całą sobą, to po prostu do tego dążę. Miałam również ogromne wsparcie wśród moich najbliższych – mąż, dzieci oraz najlepsi przyjaciele mocno mnie dopingowali i podnosili na duchu w tych słabszych momentach. Bo jak u każdego u mnie też pojawiały się chwile zwątpienia. Pamiętajmy, że 10 lat temu home staging nawet nie raczkował – on dopiero się rodził. Ale ja kocham wyzwania i to mocno trzymało mnie przy kontynuowaniu zmiany zawodu.

A.N.: Wtedy każdy się zastanawiał, czym jest home staging. Pewnie często słyszałaś pytanie, co to za usługa i do czego jest potrzebna, prawda?

J.P.: Oj tak, do tej pory czasem słyszę takie pytanie. 😉 Ale w tamtym momencie tych pytań było zdecydowanie więcej. Same pytania nie były irytujące, ale brak wiary w to, że home staging działa, potrafił nieraz podciąć skrzydła. Całe szczęście z każdym rokiem świadomość na rynku się zwiększała. Coraz więcej osób zaczęło inwestować w nieruchomo- ści i to właśnie inwestorzy jako pierwsi otworzyli przed nami, home stagerami, swoje drzwi do współpracy.

A.N.: Założyłaś szkołę, prowadzisz szkolenia, wykładasz na uczelni. Czym home staging jest dla Ciebie?

J.P.: To zdecydowanie moja totalna pasja. Uwielbiam to uczucie, kiedy moja praca sprawia radość innym ludziom. Zawsze

staram się dać z siebie sto procent. Praca z ludźmi sprawia mi niesamowitą satysfakcję. To jest coś niesamowitego, kiedy niskim nakładem finansowym powstaje wnętrze z efektem WOW! Ucząc przez wiele lat matematyki, niesamowicie lubiłam przekazywać wiedzę. Ten moment, kiedy mój uczeń zaczynał rozmieć, np. ułamki – coś wspaniałego! W tej chwili połączyłam moje dwie pasje: do home stagingu i do nauczania. Połączyłam moje wieloletnie doświadczenie homestagerki z wieloletnim doświadczeniem pedagogicznym. Powiem krótko – kocham moją pracę!

A.N.: Czy faktycznie jest tak, że nieruchomości profesjonalnie przygotowane przez home staging sprzedają się szybciej i za większe kwoty, jak mówi ikona home stagingu – Barb Schwartz?

J.P.: Oczywiście. Pamiętajmy, że jesteśmy społeczeństwem coraz bardziej obrazkowym. Ponadto odpowiednio zaaranżowane wnętrze oddziałuje na wszystkie zmysły klienta. Home staging to wysoko zaawansowane techniki sprzedażowe. Oczywiście opierające się głównie na wizualnej stronie.

A.N.: W jaki sposób wyglądają Twoje ustalenia z klientami? Musisz przecież poznać ich oczekiwania, aby później nie było przykrych niespodzianek. To musi być trudne.

J.P.: W przypadku home stagingu tak nie jest. W oczekiwania i gusta klientów muszę się wpasować, jak robię projekt wnętrza albo metamorfozę dla klienta indywidualnego. To są zupełnie inne kompetencje i inny rodzaj wiedzy. Jeżeli chodzi o home staging, to ja decyduję, co w danym wnętrzu należy zrobić, aby mieszkanie sprzedało się szybciej i drożej. Klient zwraca się do mnie o pomoc, tak samo jak zwracamy się np. do lekarza. Przecież to nie my decydujemy, czy chirurg ma nam rozciąć brzuch wzdłuż czy w poprzek – on wie, jak postępować. I podobnie profesjonalny home stager ma wiedzę, co zrobić w danej nieruchomości, a czego nie, żeby podnieść jej wartość i żeby transakcja przyspieszyła, jednocześnie mocno dbając o budżet klienta. To też jest ta część zawodu home stagera, którą bardzo lubię. Jestem niezależna.

A.N.: Jakimi sposobami udaje Ci się wywołać efekt WOW zarówno na nabywcach, jak i na najemcach nieruchomości, tak aby obie strony były zadowolone?

J.P.: To szereg skomplikowanych czynności. Tę wiedzę przekazuję na trzydniowym szkoleniu podstawowym oraz dwutygodniowym szkoleniu zaawansowanym. Ciężko jest mi to streścić w jednym zdaniu, ale postaram się odpowiedzieć na pytanie. Po pierwsze home staging to nie odpicowanie. Bardzo nie lubię tego słowa. Kojarzy się mocno pejoratywnie. Home staging to uwypuklenie mocnych stron nieruchomości, to znalezienie potencjału, to zdecydowanie nie tylko same poduszki i zasłonki – jak niektórzy myślą. Profesjonalny home stager każdą nieruchomość traktuje indywidualnie. Podchodzi do wnętrza mądrze. Musi poradzić sobie zarówno z wnętrzem PRL (nie wysadzając ścian), jak i z wnętrzem industrialnym czy kamienicą. Każde to wnętrze wymaga zupełnie innego podejścia oraz innych zabiegów homestagingowych.

A.N.: Założyłaś pierwsze w Polsce stowarzyszenie home stagerów. Jaka jest jego idea?

J.P.: Jestem megadumna z tego kroku! Pomysł chodził po głowie mnie i mojej partnerce biznesowej Alinie już od kilku lat. Ale wiesz, jak jest, czasem musisz znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie z odpowiednimi osobami dookoła. I tak kilka miesięcy temu zaczęły się prace nad OSHS. Stowarzyszenie ma na celu przede wszystkim połączyć cały rynek home stagingu, wyznaczyć standardy edukacyjne – które ku mojemu ubolewaniu coraz mocniej kuleją w Polsce. Mam misję pomocy osobom, które startują, które są dopiero na początku swoje drogi, oraz wspierać tych, którzy już działają, ale chcą się dalej rozwijać. Mojej pracy zawsze musi przyświecać jakaś misja. Inaczej nie umiem pracować.

A.N.: Podczas Narodowego Dnia Home Stagingu poznałaś Barb Schwarz, twórczynię home stagingu. Jaka to kobieta?

J.P.: Wspaniała! Petarda cudnej energii! Barb jest wizjonerką, przepełnioną pasją. Home staging to jej miłość – dało się to wychwycić w każdym wypowiadanym przez nią słowie. Cudnie było z nią porozmawiać, szczególnie że sama czuję dokładnie to samo.

A.N.: Zostałaś członkinią Europejskiej Organizacji Home Staging Professionals Europe. Lubisz się rozwijać?

J.P.: Zdecydowanie tak. Nie lubię osiadać na laurach. Najbliżsi się śmieją, że zawsze mam nadprodukcję pomysłów i kreacji. Po tym, jak poznałam Barb i wymieniłyśmy kilka cudnych wiadomości, to był naturalny kolejny krok. Ponadto mam nadzieję, że nasze stowarzyszenia będą współpracować, wspierać się i inspirować nawzajem.

A.N.: Jesteś znana również z działalności szkoleniowej. To kolejne wyzwanie?

J.P.: Tak. Kocham moje szkolenia. Jak już wcześniej mówiłam, to połączenie moje pasji do przekazywania wiedzy oraz do home stagingu. Po kilku latach działania na rynku stworzyłam kompletne, merytoryczne szkolenie na najwyższym poziomie, po którym moi absolwenci otrzymują kompleksową wiedzę, nie popełniają błędów aranżacyjnych, a ich prace to zawsze efekt WOW. Bardzo ważne jest, żeby każdy absolwent wyszedł z mojego szkolenia z chęcią realizowania swoich marzeń i celów oraz zarabiał dostatnio na swojej pasji.

A.N.: A jak to się stało, że przeprowadziłaś home staging rezydencji w Meksyku?

J.P.: Spowodował to splot różnych wydarzeń. W czasie pandemii Meksyk był jednym z niewielu miejsc otwartych dla turystów. Dostałam propozycję od znajomego inwestora, abym urządziła mu dom w Meksyku. Przekonałam rodzinę i polecieliśmy – ja trochę do pracy, a trochę na wypoczynek. Będąc tam, na miejscu, otrzymałam kolejną ofertę od inwestora z Nowego Jorku. Potrzebna była homestagerka, która urządzi mu 3 mieszkania w kamienicy na Brooklynie. Bez mrugnięcia okiem zgodziłam się. To był boski czas – siadałam na tarasie w meksykańskiej rezydencji z widokiem na ocean, z zimną lemoniadą i głową przepełnioną pomysłami i pracowałam nad home stagingiem w nowojorskim mieszkaniu.

A.N.: A na czym polegał home staging w Meksyku?

J.P.: To duży dom – z 5 sypialniami, w każdej łazienka i garderoba. Rezydencja była mocno zniszczona przez huragany i tajfuny, które są tam normą. Właściciel przeprowadził drobny remont, a ja miałam sprawić, żeby dom był w typowo meksykańskich klimatach. To był miód na moje wnętrzarskie serce. Dodatkowo zrobiłam mu odpowiednie zdjęcia, które mógł opublikować na portalach amerykańskich.

A.N.: Wyzwaniem było zaaranżowanie mieszkania na Brooklynie?

J.P.: Nie do końca. A jeżeli, to takim pozytywnym. Bazą były 3 zniszczone apartamenty, które miały wrócić na rynek. Pracowałam z klientem całkowicie online. Właściciel podał mi listę sklepów, do których ma najbliżej (ach, te odległości w Nowym Jorku!), a ja przekazywałam mu listy zakupowe z tych sklepów. Praca układała się wzorowo. I tym sposobem przez 2 tygodnie spełniły się moje 2 marzenia: o home stagingu w ciepłym kraju – chociaż zawsze myślałam, że będzie to Hiszpania – oraz w Nowym Jorku… Jak widać, niekiedy marzenia się spełniają, i to w tym samym czasie!

[/betterpay]

Joanna Popławska – Akredytowany home stager, projektantka wnętrz i dekorator, wykładowca akademicki z zakresu home stagingu oraz inwestor w nieruchomości. Od 6 lat prowadzi autorskie szkolenia home-stagingowe. Od ponad 6 lat jest właścicielką wiodącej marki i firmy szkoleniowej HOME FOR ME. Prowadzi w niej profesjonalne autorskie szkolenia z home staigingu. Jest założycielem i prezesem zarządu Pierwszego Stowarzyszenia dla Home Stagerów (OSHS) oraz członkiem Europejskiej Organizacji Home Staging Professionals Europe.

Deweloperka – bieg z przeszkodami

Redakcja: Aleksandra Zalewska-Stankiewicz
Rozmawiała: Aneta Nagler

Wzrost kosztów materiałów, odcięcie od dostaw, problemy pracownicze – w tym roku deweloperom nie brakuje wyzwań. Mimo to ich środowisko stara się patrzeć mocno do przodu, nie zapominając o bieżącej pomocy dla uchodźców. Gdzie szukać dziś zysków, w momencie gdy sytuacja na rynku odwróciła się o 180 stopni – o tym Aneta Nagler rozmawia z Dorotą Dymyt-Holko.

Aneta Nagler: W jaki sposób wojna w Ukrainie wpływa na aktualną sytuację na rynku deweloperskim?

Dorota Dymyt-Holko: Bez wątpienia mamy sytuację kryzysową. Ludzie są zdezorientowani i ostrożnie obserwują rynek. Prowadzi to oczywiście do wstrzymania decyzji zakupowych. Bieżące za- mieszanie na rynku nie wynika tylko z sytuacji w Ukrainie, ale jest również pokłosiem podnoszenia stóp procentowych. Sektor PRS [z ang. Private Rented Sector, instytucjonalny najem mieszkań – przyp. red.] ma za to gorący czas.

Aneta Nagler: Biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną: czy to jest dobry moment, aby kupować mieszkania?

Dorota Dymyt-Holko: Tak, to jest dobry czas. Mamy ponad dwa miliony uchodźców, część z nich będzie chciała osiedlić się w naszym kraju.

Aneta Nagler: Napływ Ukraińców może spowodować, że znów otworzy się rynek najmu. Tylko pytanie, czy będzie co wynajmować.

Dorota Dymyt-Holko: Praktycznie nie mamy już czego wynajmować. Wielokrotnie podkreślaliśmy jako PZFD, że rynek musi otworzyć się szerzej na PRS. Obecna sytuacja pokazuje, że nie zadbaliśmy o wystarczającą liczbę lokali na wynajem. Zmieniło się zapotrzebowanie społeczeństwa, pracujemy mobilnie i tak też chcemy żyć. Zakup lokalu pod inwestycję zawsze będzie dobrym rozwiązaniem, ulokowane środki będą pracować. Jak widzimy, obecnie wygrali inwestorzy z bogatą ofertą lokali przeznaczonych na wynajem. Niestety, w tym momencie w Polsce rynek PRS jest dopiero w początkowej fazie rozwoju.

Aneta Nagler: Sądzisz, że rozwój rynku najmu instytucjonalnego przełoży się na rozwój sektora nieruchomości? Obserwujemy wpływy z innych rynków europejskich, także ze Stanów – czy one zmienią charakter rynku nieruchomościowego?

Dorota Dymyt-Holko: Już zmieniają. W znaczącym stopniu wpływają chociażby na lokalizację inwestycji i rozwój dzielnic dotychczas uważanych za „fabryczne”, a położonych w centrach miast. Jeżeli grunt jest przeznaczony w MPZP jako „usługówka”, to musimy się do tego dostosować i np. postawić właśnie PRS, zmieniając tak naprawdę funkcję okolicy i tworząc osiedla mixed-use.

Aneta Nagler: A czy według Ciebie ma znaczenie, że jest to kapitał zewnętrzny?

Dorota Dymyt-Holko: Polskich firm deweloperskich nie stać na to, aby wybudować setki nowych lokali. Napływ zachodniego kapitału jest nieunikniony. Obserwujemy także łączenie rynku i konsolidację firm deweloperskich. Nie widzę innej możliwości działania.

Aneta Nagler: W grudniu deweloperzy oddali mniej mieszkań. Co było tego powodem?

Dorota Dymyt-Holko: Głównym problemem branży, oprócz obecnej sytuacji politycznej i finansowej, jest brak gruntów – nie mamy na czym budować. Musimy dostosować swoje banki ziemi do realnych możliwości sprzedaży. Sensowne wprowadzanie nowych inwestycji, real- na ocena możliwości nabywców i zabezpieczenie kolejnych gruntów pod nowe inwestycje zajmuje bardzo dużo czasu. Weźmy jeszcze pod uwagę brak pracowników i niewiadome koszty budowy – rynek jest ostrożny. Pewna zachowawczość stała się standardem.

Aneta Nagler: Powiedzmy konkretnie, jaki wpływ na koszty nieruchomości może mieć wojna w Ukrainie.

Dorota Dymyt-Holko: Podam przykład. Jeszcze miesiąc temu za tonę stali płaciliśmy 3,3 tys. zł, obecnie stawka wzrosła do 8 tys. zł. Zostaliśmy odcięci od dostaw z Rosji i Białorusi, co przekłada się na trudności z zakupem materiałów. Przy takiej dynamice cen nie jesteśmy w stanie oszacować kosztów budowy. W związku z tym musimy wstrzymywać realizację inwestycji lub ją etapować. Kolejnym wyzwaniem jest prowadzenie sprzedaży i zarządzanie cenami i ryzykiem ich wzrostu. Rozumiemy klientów, którzy są zaskakiwani podwyżkami, ale one również nas dotyczą. Musimy „dopinać” już rozpoczęte inwestycje.

Aneta Nagler: A odczuwasz pesymistyczne nastroje wśród deweloperów?

Dorota Dymyt-Holko: Tak. Nastroje są pesymistyczne. Obawiamy się masowego odpływu pracowników z Ukrainy, już otrzymujemy informacje od GW o „sile wyższej”. Jako branża nie możemy sobie pozwolić na opóźnienia w realizacji, poszukujemy pracowników z innych krajów, zachęcamy rodaków do powrotów na budowy – wszystko jednak wymaga czasu, którego przeważnie nie mamy. Koordynacja inwestycji w obecnej sytuacji to bardzo duże wyzwanie i jeszcze większa odpowiedzialność. Mamy inwestorów, klientów, banki, wykonawców – i nad tym wszystkim musimy zapanować. To jest właśnie bieg przez płotki z dodatkowymi przeszkodami.

Aneta Nagler: W czasie pandemii największą popularnością cieszyły się domki z ogródkami. O co teraz najczęściej pytają klienci?

Dorota Dymyt-Holko: O domy z ogrodami, mieszkania z tarasami, wspólne tereny zielone. Każdy potrzebuje swojego miejsca i spokoju. Zaoferowanie dodatkowej własnej przestrzeni sprawia, że klienci chętniej podejmują decyzje zakupowe. Pojawiają się pytania, których wcześniej nie było, np. o dostępność bunkrów. Ludzie chcą stawiać na bezpieczeństwo. Nie zdziwię się, jeśli zaczną dopytywać o piwnice. W lutym zanotowaliśmy ogromny przestój na rynku – we Wrocławiu sprzedało się niewiele ponad 300 lokali. Nastąpiło zamrożenie zakupów, klienci i deweloperzy zajęli się w zasadzie głównie organizacją pomocy. PZFD we Wrocławiu od razu włączyło się w akcje pomocowe. Sprzedaż została niejako zepchnięta na drugi plan.

Aneta Nagler: Kolejnym wyzwaniem dla Was będzie zmieniona ustawa deweloperska. Co wzbudza największy niepokój deweloperów?

Dorota Dymyt-Holko: To bardzo skomplikowana ustawa, zmieniająca tak naprawdę wszystko – od sposobu wypłat, przez powołanie Funduszu Gwarancyjnego, inny sposób prowadzenia harmonogramów i finansowania przedsięwzięć, aż po samo wydanie lokalu. Zgodnie z nowymi zasadami ostatnia transza będzie wypłacana dopiero po przeniesieniu własności. Deweloperzy będą musieli dysponować dużym zapasem gotówki. Dochodzą dodatkowe obciążenia finansowe, nadzory bankowe i chociażby zmiany w prospekcie informacyjnym. Same nadprogramowe koszty. Zamknie się również rynek fliperów.

Aneta Nagler: Dlaczego tak uważasz?

Dorota Dymyt-Holko: Jeżeli mamy wpłacać 1%, to spółki nie będą zainteresowane cesjami, ponieważ od każdego nowego nabywcy będą musiały wpłacić kolejny procent. Nowe obostrzenia. Poza tym zmienią się zasady dotyczące rękojmi, na niekorzyść deweloperów. Rękojmia w nowej ustawie jest pełna wyzwań. To będzie taki bieg z przeszkodami dla deweloperów i ich działów technicznych. W nowej ustawie pojawiło się pojęcie „wady istotnej”, ale nie zostało one zdefiniowane. Sądzimy, że może dojść do takich przypadków, że jeżeli klient zobaczy na wizualizacji odcień grafitowy, a podczas odbioru okaże się, że jest antracyt, wówczas może uznać ten fakt za „wadę istotną”. Wtedy klient będzie miał prawo odstąpić od umowy, a deweloper będzie musiał zwrócić mu dwukrotność zadatku, jaki nabywca wpłacił przy podpisaniu umowy rezerwacyjnej. Wiele osób będzie chciało wykorzystać te zapisy na swoją korzyść. Ustawodawca narzuca dodatkowe obowiązki, bez szczegółowego opracowania.

Aneta Nagler: Ustawa wprowadza również zmiany dotyczące odbioru mieszkań?

Dorota Dymyt-Holko: Nowa ustawa zmienia wszystko w odbiorach lokali. Oprócz „wady istotnej” dochodzą dodatkowe niespodzianki, jak opinia rzeczoznawcy budowlanego w przypadku sporu o zasadność owej wady. Co ciekawe, opinia ma się pojawić na drugim odbiorze, który jeszcze się nie odbył, a już powinna być przedstawiona deweloperowi. „Interesującym” pomysłem jest możliwość zgłaszania kolejnych usterek aż do momentu przeniesienia własności. Zapewne powstaną spory, z czyjej winy one wynikły po przekazaniu kluczy. Jeżeli deweloper nie usunie usterek w ciągu 30 dni i nie poinformuje klienta o kolejnym terminie, klient będzie mógł usunąć usterkę na koszt spółki. To również prowadzi do wielu kontrowersji: co z odpowiedzialnością za jakość danej naprawy, co z ewentualnymi usterkami, które wynikły z winy wykonawcy, np. kolejne uszkodzenia. Spodziewam się sporów sądowych w tym zakresie.

Aneta Nagler: Nowa ustawa deweloperska ma wykluczyć patodeweloperkę i zostawić na rynku wyłącznie solidnych deweloperów. Czy Twoim zdaniem jest szansa, że ta ustawa faktycznie zrobi więcej dobrego niż złego?

Dorota Dymyt-Holko: Kwestia dyskusyjna. Nowa ustawa ma zarówno swoje plusy, jak i minusy. Rzetelne firmy, posiadające zaplecze finansowe i techniczne, dostosują się do jej wymogów, co faktycznie może doprowadzić do „wyczyszczenia rynku”. Mniejsze przedsiębiorstwa nie podołają obowiązkom i obciążeniom finansowym. Finalnie wyższe koszty zapłaci klient. Należy pamiętać, że każde dodatkowe obciążenie kosztuje – musimy zwiększyć ilość kadry nadzorującej, stworzyć działy do obsługi wpłat. Wszystko generuje wyższą cenę metra kwadratowego.

Aneta Nagler: Uchodźców w Polsce wciąż przybywa. Ich obecność zmieni rynek najmu?

Dorota Dymyt-Holko: Całkowicie. Już w tej chwili polskim studentom brakuje lokali na wynajem. Tak jak wspomniałam, nie zadbaliśmy o ten rynek, nie promowaliśmy PRS-ów. Brakuje też mieszkań zastępczych. A przecież osoby z Ukrainy będą chciały gdzieś mieszkać, pracować i żyć. Największy problem jest w dużych miastach – we Wrocławiu, Gdańsku, Warszawie, Krakowie. Musimy budować, nie mamy gruntów, nie znamy kosztów. Rynek najmu pójdzie w górę.

Aneta Nagler: Ale z drugiej strony może nastąpić otwarcie dla inwestorów, którzy do tej pory mieli dużo lokali czy kwater pracowniczych. Tylko pytanie jest takie, ilu Ukraińców będzie stać, aby zamieszkać w takich miejscach.

Dorota Dymyt-Holko: Problemem nie zawsze jest cena, tylko dostępność. Klienci z Ukrainy potrzebują lokali, lecz obecnie ich nie mamy. Pamiętajmy, że nie wszyscy, którzy przybyli, są biedni, każdy standard znajdzie swojego nabywcę. Kwater pracowniczych już praktycznie nie ma. To są ponad dwa miliony ludzi, nie mamy takich „zapasów” lokali. Jako deweloperzy wspieramy samorządy, oferujemy swoją pomoc na każdym etapie: od drobnych remontów po zakupy mebli, jednak brak jest wolnych budynków do szybkiego przystosowania.

Aneta Nagler: Co doradziłabyś osobom, które dysponują konkretną gotówką? Co mają z nią zrobić – wypłacić, trzymać w domu, kupować walutę, kupować nieruchomości?

Dorota Dymyt-Holko: Inwestować w grunty, mieszkania na wynajem, mieszkania typu premium, domy. Wszystko w zależności od posiadanych środków finansowych. Grunt nie wymaga dodatkowych nakładów i może „poczekać”. Lokale mogą za to przynieść szybszy zysk – czy to z najmu, czy ze wzrostu wartości. Pamiętajmy, że ten rynek szybko się odbije, mamy ponad dwa miliony uchodźców, część z nich zostanie tutaj na stałe.

Aneta Nagler: Wyzwaniem będą ceny surowców i kłopoty z łańcuchem dostaw?

Dorota Dymyt-Holko: Tak, łańcuchy dostaw już zostały przerwane. Zaczynamy ściągać materiały z Włoch i Niemiec. Taka sytuacja na pewno zastopuje rynek, bo jeśli nie mamy dostępu do materiałów, nie możemy kontynuować inwestycji.

Aneta Nagler: Łańcuch dostaw został przerwany, ceny surowców idą do góry, robotnicy z Ukrainy wyjeżdżają. Ale czy to nie jest tak, że duzi gracze, dla których Ty pracujesz, zabezpieczają się kontraktacją wcześniej i mają w magazynach przygotowane zapasy?

Dorota Dymyt-Holko: Oczywiście, mamy przygotowane zapasy, ale nie na długi okres. Możemy powiedzieć, że dysponujemy materiałami na jeden etap do przodu. Nikt z nas nie robił zakupów w takiej ilości, inwestycje były obsługiwane na bieżąco. Obecna sytuacja zaskoczyła wszystkich.

Aneta Nagler: Na koniec zapytam: czy Twoim zdaniem to będzie trudny rok, czy raczej rok pełen wyzwań?

Dorota Dymyt-Holko: Deweloperzy lubią wyzwania, praca w tym zawodzie nie należy do najłatwiejszych. Nadchodzący rok będzie trudny dla nas wszystkich. Zdajemy sobie sprawę z problemów, ja- kie nas czekają, i odpowiedzialności, jaka na nas spoczywa. Harmonogramy, ceny, wprowadzanie ustaw, kontrola kosztów i bieżący monitoring sytuacji. Kto chce pracować w tej branży, musi przygotować się na rok pełen wyzwań.

Dorota Dymyt-Holko – absolwentka Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, prawnik, specjalizujący się w przygotowaniu inwestycji deweloperskich oraz obsłudze posprzedażowej. Doktorantka prawa zajmująca się nową ustawą deweloperską na Uczelni Łazarskiego. Współpracuje z dużymi spółkami inwestycyjnymi.

Podnajem jako sposób na biznes. – Strefa Nieruchomości

Tekst: Natalia Cieślińska

Wynajem krótkoterminowy jest w tej chwili najlepszą strategią do zarabiania pieniędzy na najmie nieruchomości.
W ten sposób można zarobić dwa razy więcej niż na wynajmie długoterminowym. Co istotne, aby prowadzić taką działalność nie trzeba być właścicielem mieszkania. Wystarczy wynająć odpowiedni lokal i następnie podnajmować
go w trybie krótkoterminowym. Wbrew powszechnym opiniom, nie jest to wcale takie trudne.

OD CZEGO ZACZĄĆ:

1. Najpierw określamy lokalizację, w której chcemy prowadzić apartament. Wybieramy miasto, dzielnicę, osiedle lub ulicę.

2. Określamy wielkość i jakość wyposażenia mieszkania, które nas interesuje.

3. Przeglądamy portale z ogłoszeniami o wynajmie mieszkań.

4. Kontaktujemy się z właścicielami mieszkań, otwarcie komunikujemy o naszych zamiarach, umawiamy się na oglądanie, podpisujemy umowę wynajmu.

Pamiętajmy, aby wynajmowane mieszkanie było wyremontowane i w pełni wyposażone. Nigdy nie inwestujemy w nie swoje nieruchomości.

Musimy oczywiście dokupić kilka rzeczy, takie jak: kołdry, poduszki, pościel, ręczniki, środki czystości, sztućce, talerze itp.

Teraz rejestrujemy nasz apartament na Booking.com i innych portalach i zaczynamy biznes.

ILE MUSIMY MIEĆ PIENIĘDZY NA POCZĄTEK:

1. Czynsz za pierwszy miesiąc2.000 zł
2. Kaucja2.000 zł
3. Wyposażenie1.500 zł
RAZEM:5.500 zł

ILE MOŻEMY ZAROBIĆ:

1. Przychód miesięczny za mieszkanie 2-pokojowe(około 40 m2) = 230 zł x 21 dni = 4.830 zł
2. Koszty miesięczne: Booking.com, sprzątanie, pranie, środki czystości, TV = 1.330 zł
3. Czynsz = 2.000 zł
ZYSK MIESIĘCZNY: 1.500 zł

Z doświadczenia wiem, że ten zysk może się kształtować w granicach 1000–1800 zł/miesiąc.
Czy to dużo? Czy to mało? Jeżeli będziemy wynajmować tylko jedno mieszkanie i jeszcze płacić ZUS od tej działalności (w przypadku, gdy nie prowadzimy innej działalności lub nie pracujemy), a do tego zajmie nam to pół dnia, to wtedy zdecydowanie się to nie opłaci. Jeżeli natomiast będziemy postępować zgodnie
z moimi zaleceniami, wówczas będzie to bardzo dochodowy biznes.
Przede wszystkim należy wynająć co najmniej trzy takie mieszkania, nauczyć się wszystkiego i jeśli będziemy zadowoleni, to skalować tę działalność poprzez wynajmowanie następnych lokali. Przez lata prowadzenia najmu krótkoterminowego wypracowałam swój własny system prowadzenia i automatyzacji tego biznesu. Dzięki temu obsługa dziesięciu apartamentów nie zajmuje mi więcej niż 2 godziny dziennie.
Jeśli będziemy mieć trzy apartamenty w podnajmie, to zarobimy około 4.000 złotych miesięcznie, pracując tylko 2 godziny dziennie, a to już naprawdę niezły wynik.
Jeżeli chcielibyście dowiedzieć się więcej o najmie krótkoterminowym w opcji podnajmu, to zapraszam na moje 3-tygodniowe Warsztaty z Wynajmu Krótkoterminowego, które można zakupić w Sklepie Rentiera.