Fotorelacja z wypadu na wyspy Południowego Pacyfku – Strefa Nieruchomości

Tekst i zdjęcia: Sławek Muturi

Choć odwiedziłem każdy – bez wyjątku – ze Ϻ9Ͼ niepodległych krajów cieszących się członkostwem w ONZ, przy czym wiele z nich wielokrotnie, to rzadko pisze o swoich podróżach. Jest to tak naprawde moja pierwsza medialna relacja z podróży. Zamiast czytać o podróżach, wole po prostu podróżować i sadziłem, że inni też tak wola. Jednak poproszony przez redakcję „Strefy Nieruchomości” o relacje z mojego niedawno zakończonego ϻ-miesięcznego wypadu w rejon wysp Południowego Pacyfiku, nie odmówiłem.

[betteroffer]

TO TYLKO FRAGMENT ARTYKUŁU.
ABY WYKUPIĆ DOSTĘP DO CAŁOŚCI, KLIKNIJ W PRZYCISK KUP TERAZ.

[/betteroffer]

[betterpay amount=”1.00″ button=”http://www.strefanieruchomosci.info/wp-content/uploads/2019/01/kup-teraz.png” validity=”0″ validity_unit=”d” ids=””]

Inwestować w nieruchomości można albo po to, by się wzbogacić (tanio kupić i drogo sprzedać), albo po to, by osiągnąć wolność finansową (tanio kupić, by potem wynająć i do końca życia cieszyć się z wpływów pasywnej gotówki na konto). Dzięki temu, że moje comiesięczne wpływy z najmu przewyższyły koszty utrzymania standardu życia, do którego się przyzwyczaiłem, to w maju 2009 r. osiągnąłem pełnię wolności finansowej, a od kilku lat spędzam średnio 10 miesięcy w roku
w podróżach po świecie. Was także zachęcam do takiego stylu życia i stąd moja zgoda na niniejszą relację

Czym się różni Mikronezja od Polinezji?

Wyspy Południowego Pacyfiku leżą na antypodach. Oznacza to, że dalej jest już trudno z Polski gdzieś pojechać. Składają się z Mikronezji (m.in.: Palau, Guam, Federalne Stany Mikronezji, Wyspy Marshalla, Kiribati, Nauru), Melanezji (m.in.: Papua-Nowa Gwinea, Wyspy Salomona, Vanuatu, Fidżi, Nowa Kaledonia) oraz Polinezji (m.in.: Samoa, Tonga, Polinezja Francuska, Wyspa Wielkanocna, Hawaje). Mikronezyjczycy są nieco podobni do Azjatów, mają lekko skośne oczy,
a kraje to w większości atole, czyli małe, wąskie, nisko leżące kawałki ziemi, tworzące duży okręg wokół dawnego krateru wulkanu. W środku owego okręgu lub półokręgu znajduje się laguna.

Melanezyjczycy mają ciemny odcień skóry, kręcone włosy (czasami w kolorze blond, co mocno kontrastuje z ich naturalną opalenizną) i nieco afrykańskie rysy. Ich wyspy są relatywnie duże (choć większość trudna do odnalezienia na polskich mapach) i zwykle mają dość wysokie góry. Polinezyjczycy mają jasną karnację
i podobnie jak Mikronezyjczycy kruczoczarne, długie, proste włosy. To, co ich różni, to nieco bardziej zaokrąglone oczy i bardzo puszyste figury ciała.
Są w większości potężnie zbudowani.

Mówi się tu różnymi językami, i to nawet w obrębie jednego kraju. Dla przykładu Federalne Stany Mikronezji składają się z czterech w dużym stopniu niezależnych stanów – Yap, Chuuk, Pohnpei i Kosrae – i mieszkańcy owych wysp nie są w stanie się ze sobą dogadać w języku innym niż angielski. Nawet proste zwroty typu „dzień dobry” czy „dziękuję” brzmią zupełnie niepodobnie.

Około 10 milionów mieszkańców Papui-Nowej Gwinei (to 2–3 razy więcej niż łączna populacja pozostałych 11 odwiedzonych przeze mnie krajów tego regionu) posługuje się ponad 800 (!) językami. Ich lingua franca to tok pisin, czyli kreolska mieszanka angielskiego, niemieckiego (Papua była kiedyś kolonią niemiecką) oraz lokalnych języków plemiennych.

O tym,że wszędzie jest gorąco (ok. 30°C), bo część wysp leży poniżej, a cześć powyżej równika, pisać nie będę. Ani o tym,że wszędzie są piękne plaże, zatoki, że na atolach często się jedzie lub idzie drogą i po jednej stronie widzi ocean, a po drugiej wody laguny. Ani o tym, że rosną malownicze palmy i drzewa kwitnące pięknymi i ładnie pachnącymi kwiatami. Ani o tym, że ludzie są bardzo serdeczni i bardzo gościnni i często, gdy szedłem sobie wzdłuż wyspy, bo chciałem pospacerować, to sami się zatrzymywali, by mnie podwieźć lub zapraszali, bym sobie poleżał na ich hamakach. Ani o tym, że czas tam płynie zdecydowanie wolniej i mniej stresowo (również przez to, że rzadko można tam spotkać sprawnie działający internet). Nie będę o tym pisał, bo są to oczywiste oczywistości. Wyspy Południowego Pacyfiku są po prostu rajskie!

KOLONIALNA PRZESZŁOŚĆ

Na szczęście prawie wszędzie można się swobodnie dogadać po angielsku. Ciekawostką było dla mnie to, że mieszkańcy Vanuatu (była kolonia francuska) zagadywani przeze mnie po francusku woleli odpowiadać mi po angielsku. Niektórzy wręcz nie znają francuskiego – widać, że język ten jest teraz w wyraźnym odwrocie.

Współczesna historia tych krajów to przede wszystkim historia podbojów kolonialnych – brytyjskich, francuskich (do dziś, w listopadzie 2018 r. na Nowej Kaledonii odbyło się referendum niepodległościowe, a wiele innych wysp to nadal terytoria zamorskie Francji), niemieckich (m.in. Papua, Wyspy Marshalla, Mikronezja, a także Nauru do I wojny światowej). Japończycy zajęli wiele wysp w okresie II wojny światowej. Amerykanie do dziś mają w tym regionie wiele terytoriów zależnych (np. Guam czy Mariany Północne), a trzy niezależne kraje – Palau, Mikronezja oraz Wyspy Marshalla – są z USA zrzeszone w tzw. Compact of Free Association. Amerykanie zapewniają ochronę militarną, usługi transportowe (linia lotnicza United), a także swobodny dostęp do amerykańskiego rynku pracy, usług ochrony zdrowia itp. W tych trzech krajach w obiegu są dolary amerykańskie, a na Kiribati oraz Nauru – australijskie. Wyspy Salomona, Fidżi oraz Tonga posiadają własne waluty, ale i tak na monetach widnieje wizerunek angielskiej królowej. Policja na Wyspach Salomona nazywa się RSIPF – Royal Solomon Islands Police Force (w Papui – dość podobnie), a głową państwa nie jest prezydent lub premier, tylko gubernator generalny. Choć wybierany jest przez lokalne parlamenty, to jednak sprawuje władzę w imieniu królowej Elżbiety II.

CASE NAURU

Z pewnością znacie historię pucybuta, który stał się milionerem tylko po to, by za jakiś czas wszystko stracić i znów stać się pucybutem. Jest to też historia wielu szczęśliwców, którym przytrafiła się kumulacja w totka. Żyli skromnie i nagle spadły na nich – zupełnie znienacka – ogromne pieniądze. Zaczęli wydawać na lewo i prawo, ale ponieważ nie byli mentalnie ani psychicznie gotowi na zarządzanie takimi dużymi kwotami, to szybko zaczęli te pieniądze tracić, a nieliczne inwestycje okazały się totalnie chybione. Po drodze zdążyli jeszcze skonfliktować się ze swoimi znajomymi i rodzinami. Do grona bogaczy nie przynależeli pomimo posiadanych milionów, a z dotychczasowego środowiska sami się wypisali swoją arogancją i protekcjonalnym tonem wobec dawnych kumpli.

To samo spotkało cały… kraj. Nauru – kiedyś bardzo biedne – w wyniku odkrycia dużych zasobów fosfatów stało się jednym z najbogatszych krajów na świecie. Obywatelom dawano darmowe domy i samochody. Na studia, a nawet do szkoły średniej, wysyłano do Australii, Nowej Zelandii czy USA. Zamiast budować szpitale, chorych wysyłano samolotami za granicę. Rozdawano na lewo i prawo. Duża część przychodów z eksportu została zdefraudowana, a tę część, którą zainwestowano, zainwestowano nietrafnie. Fundusze zamiast się pomnażać, to wyparowały.

Jednocześnie odkrywkowe kopalnie fosfatów kompletnie zniszczyły środowisko. Usunięto dżunglę i zarośla, a w ich miejsce powstał krajobraz księżycowy. Jasny pył z kopalń pokrył całą wyspę. Jasny kolor spowodował odbijanie się promieni słonecznych, a te rozganiały nieliczne chmury, które pojawiały się nad wyspą (Nauru to – nietypowo jak na kraje Południowego Pacyfiku – pojedyncza wyspa o kształcie ziemniaka i łącznej powierzchni ok. 20 km kw.). Zanikły deszcze,
a wraz z nimi resztki lokalnego rolnictwa.

Początkowo się tym nie przejmowano, skoro kraj było stać na import całej żywności. Niestety, wkrótce okazało się, że importowana, wysoko przetworzona żywność z Australii negatywnie odbija się na zdrowiu nieprzyzwyczajonych do takich produktów mieszkańców. Zmiana była zbyt gwałtowna i zaskutkowała jednym z najwyższych na świecie współczynników otyłości oraz cukrzycy. Ludzie zaczęli masowo chorować. Zasoby fosfatów się skończyły. I pucybut milioner znów stał się zwykłym pucybutem. Tyle że otyłym i chorym.

MIESZKAM U BYŁEGO MINISTRA, POZNAJE BYŁĄ PREZYDENTOWĄ

Na szczęście dziś, w porównaniu z sytuacją sprzed około 15 lat, gdy po raz pierwszy odwiedziłem Nauru, sytuacja się nieco poprawiła. Poprawę widać było gołym okiem – nowa flota samolotów, odremontowane lotnisko, na ulicach zamiast starych, całkiem rozklekotanych land roverów, normalna fota w miarę nowych toyot i hond. Oraz – nowość – wiele skuterów. Odremontowane domy. Więcej domów. Wyasfaltowana droga prowadząca dookoła całej wysepki. Nowe supermarkety. Więcej hoteli i restauracji. Pojawił się lokalny oddział University of South Pacific.

Tak się złożyło, że hostel, w którym się zatrzymałem, należy do byłego ministra w rządzie Nauru. Okazał się bardzo miłym człowiekiem i przy piwie kilka razy opowiadał mi o programie reform, który jego rząd wdrażał, by znów postawić Nauru na nogi. Choć nigdy nie był w Polsce, to wiele słyszał o reformach z okresu transformacji polskiej gospodarki. I rzeczywiście sporo było podobieństw, choć oczywiście łatwiej reformować kraj, który liczy 8 tys. mieszkańców Dzięki mojemu gospodarzowi spotykam też Polkę, Mirkę, która na Nauru mieszka od kilkudziesięciu lat, a jej mąż nie tylko przez kilkanaście lat był ministrem finansów, ale przez kilka lat również… prezydentem kraju. Spotkałem też kilka innych osób z lokalnego świecznika. Ale o tym w drugiej części mojej relacji z podróży, którą zamieszczę w kolejnym numerze „Strefy Nieruchomości”.

Sławek Muturi

Osoba w 100 procentach wolna finansowo. Autor bloga www.fridomia.pl oraz ośmiu książek poświęconych wolności finansowej, inwestowaniu w najem oraz dobrym praktykom najmu. Założyciel spółek Mzuri, Mzuri Investments oraz platformy do grupowego inwestowania w najem w formule crowdfund investing – Mzuri CFI. Zapalony podróżnik, który średnio 10 miesięcy w roku spędza poza Polską. Odwiedził każdy kraj na świecie co najmniej raz, w ponad 150 z nich był co najmniej po dwa razy.

[/betterpay]

Relacja z 3-tygodniowej podróży po USA. W drugiej odsłonie – Strefa Nieruchomości

Autor: Wojciech Orzechowski

W poprzedniej Strefie opowiedziałem Wam o planowaniu mojej podróży do Stanów, o przystanku w Nowym Jorku, o Broadway Street, Greenwich Village, Washington Square Park, Brooklyn Bridge czy Manhattanie widzianym z poziomu rzeczki Hudson. Dziś opowiem o spokojnym Waszyngtonie, moich wrażeniach z Białego Domu, o przepięknym architektonicznie Chicago, które wg mnie kładzie na łopatki wszystkie inne, zwiedzane przez nas miasta i miasteczka amerykańskie. Będzie też o Detroit, które mnie osobiście bardzo urzekło. Niegdyś symbol światowej motoryzacji, a dziś miasto cieni, które po ostatnim wielkim kryzysie zostało wyludnione, a tysiące mieszkań i domów wieje pustką i smutkiem.

[betteroffer]

TO TYLKO FRAGMENT ARTYKUŁU.
ABY WYKUPIĆ DOSTĘP DO CAŁOŚCI, KLIKNIJ W PRZYCISK KUP TERAZ.

[/betteroffer]

[betterpay amount=”1.00″ button=”http://www.strefanieruchomosci.info/wp-content/uploads/2019/01/kup-teraz.png” validity=”0″ validity_unit=”d” ids=””]

ZWIEDZAMY MUZEA, POMNIKI, BIAŁY DOM…

W Waszyngtonie spędzamy trzy dni. Przepiękne miasto, jak z obrazka. Jak na stolicę przystało – czysto. Mam wrażenie, że wszyscy tu dbają o roślinność
i architekturę miasta, a trawa jest malowana na zielono. W porównaniu do tętniącego życiem Nowego Jorku Waszyngton wydaje się być spokojniejszy, cichszy, mniej zabiegany. W centrum nie ma tylu drapaczy chmur, co na Manhattanie. To dlatego, że obowiązują tu pewne restrykcje. Obowiązują tu ścisłe zasady urbanistyczne. Budynek nie może być wyższy niż szerokość ulicy, przy której stoi (plus 20 stóp). Najwyższą budowlą Waszyngtonu jest… pomnik Waszyngtona. Zwiedzamy muzea, pomniki, mauzolea, parki pamięci narodowej, Kapitol, Biały Dom, obelisk Lincolna. Jedziemy podziwiać z zewnątrz Pentagon, a także słynny cmentarz Arlington z grobem samego prezydenta J. F. Kennedy’ego, który został tragicznie zamordowany. Po Waszyngtonie poruszamy się w niecodzienny sposób – młodszy syn namówił nas na ściągniecie aplikacji Bird, która umożliwia wypożyczanie elektrycznych hulajnóg. Dla wszystkich to niesamowita frajda.

W centrum Waszyngtonu znajduje się The National Mall. Jest to duży, zielony obszar w centrum miasta, rozciągający się od Kapitolu po jednej stronie do Lincoln Memorial po drugiej. Kapitol to siedziba amerykańskiego parlamentu. Obraduje tu zarówno Senat, jak i Izba Reprezentantów. Budynek stoi na Wzgórzu Kapitolińskim, a zbudowany został w latach 1793-1865. Jest to naprawdę okazałe dzieło architektoniczne. Podziwiamy go zarówno od środka, jak i od zewnątrz
– i to przede wszystkim z tej strony prezentuje się monumentalnie. Sprzed Kapitolu rozciąga się ładny widok na The Mall.

Jedna z najsłynniejszych amerykańskich budowli, rezydencja i miejsce pracy tutejszego prezydenta to Biały Dom. Jego elewacja jest faktycznie biała. Biały Dom jest niewysoki, ogrodzony tak, że bez problemu można mu się przyjrzeć. Wokół można zobaczyć niezliczoną ilość policji. Biały Dom, a w zasadzie jego centralną część, zwaną Rezydencją Wykonawczą, zbudowano w latach 1792-1800. W 1902 r. dobudowano skrzydło zachodnie z Gabinetem Owalnym, a w 1942 r. skrzydło
wschodnie, którego budowa miała na celu tak naprawdę ukrycie konstrukcji bunkra przewidzianego w czasie kryzysu dla prezydenta i jego rodziny. Bunkier ten
w założeniu ma przetrwać nawet atak nuklearny. Obecnie siedziby prezydenta nie można zwiedzać.
Lincoln Memorial to budowla upamiętniająca szesnastego prezydenta Stanów Zjednoczonych – Abrahama Lincolna. Jej odsłonięcie miało miejsce 30 maja 1922 r., a stylem przypomina dorycką świątynię. W środku umiejscowiono marmurową postać siedzącego Lincolna, który spogląda cierpliwie na ludzi robiących sobie zdjęcia.

Degustujemy posiłki w restauracjach, takich jak Columbia Firehouse, która mieści się w wyremontowanej i odnowionej remizie. Nadaje to temu miejscu niepowtarzalny klimat. Podawane są tam przepyszne steki (danie popisowe).

PRZEZ PENSYLWANIĘ, OHIO I INDIANĘ DO CHICAGO

Dziewiątego dnia udajemy się w stronę Chicago, gdzie po drodze docieramy do lunaparku Hershey Park, jednego z większych w tych okolicach. Niesamowite wrażenie pozostanie na długi czas, chociaż osobiście uważam, że i tak wszystkie te lunaparki przegrywają z niemieckim Europa Park, znajdującym się w Rust.

Droga z Waszyngtonu do Chicago niczym specjalnym się nie wyróżnia, oprócz tego, że podróżujemy przez trzy stany. Można by rzec – monotonia, tym bardziej,
że Amerykanie ściśle przestrzegają prawa drogowego. Na autostradach nie można przekraczać 70 mil, czyli ok. 112 km/h. W przypadku kontroli policyjnej można zapłacić bardzo wysokie mandaty za przekraczanie prędkości, a w niektórych stanach trafić nawet na 90 dni do aresztu. W końcu zaczynam używać tempomatu,
z którego w Polsce rzadko korzystam. Podczas całej podróży samochodem (łącznie ok. 5000 km) tylko raz zatrzymuje nas policja. Powód: niezatrzymanie się przed znakiem STOP. Policjant wysiada z 500-konnego Dodge’a i pyta mnie, czy mamy w Polsce znaki. Jesteśmy dla niego mili i uprzejmi. Sytuacja kończy się pouczeniem. Co ciekawe, rzecz dzieje się w miejscowości… Poland w stanie Ohio.

CHICAGO NAJPIĘKNIEJSZE MIASTO TEJ WYCIECZKI

Po dotarciu do Chicago zdajemy auto. Spędzamy tu 4 dni. Jestem pod wrażeniem tego miasta. Chicago kładzie na łopatki wszystkie inne, zwiedzane przez nas miasta i miasteczka amerykańskie. Przepiękne zabudowania wzdłuż rzeki przecinającej miasto. Niezależnie, czy spacerujemy wczesnym rankiem, w południe,
czy wieczorem, miasto ma swój urok. Do najważniejszych punktów w Chicago uznać należy: panoramę miasta z tarasu widokowego na Chicago 360, rejs rzeką „Chicago architecture tour”, jedną z największych na świecie fontann Buckingham Fountain, Museum of Science and Industry. Rozczarowaniem okazuje się
Chinatown. Chicago jest trzecim pod względem wielkości miastem w Stanach. Jego wielkość i potęgę czuje się na każdym kroku. Mógłbym godzinami spacerować po tym mieście z głową zadartą do góry, aby wpatrywać się w wierzchołki drapaczy chmur. Budynki są naprawdę imponujące, a nocą miasto rozświetlone jest milionem świateł. Największe wrażenie wywiera na mnie widok ze SkyDeck, na 103. piętrze Willis Tower. Jestem „zakręcony” na punkcie widoków oraz panoram miast. Zwykle jestem zachwycony takim widokiem z dużej wysokości, ale panorama Chicago ze SkyDeck przebija chyba wszystkie widoki, jakie widziałam do tej pory, nawet widok z Burch Califa w Dubaju. Może to ze względu na to, że to USA, że wokół tyle pięknych innych wieżowców, a może samo miasto ma niesamowity w sobie urok.

W Chicago spotykam się z poznanianką Anitą, która opowiada mi połowę swojego życiorysu. Mówi o tym, jak trafiła do USA i jak tam poznała swojego męża. Jest to kobieta ambitna, z całą masą ciekawych wyzwań. Właśnie przygotowuje się do zdawania licencji na pośrednika nieruchomości w USA i obiecuje, że jak już zda, to udzieli nam wywiadu, jak to wszystko w Stanach od strony pośrednika wygląda.

Po trzech dniach zwiedzania ponownie wypożyczamy auto. Ze względu na większą ilość bagaży prosimy o auto z większym niż poprzednio w Audi bagażnikiem. Wybór trafia na amerykański model Forda Flex. Bardzo przyjemne z wyglądu auto, przestronne, z automatyczną skrzynią biegów, ale niestety słabym silnikiem. Po drodze do Milwaukke odwiedzamy przepiękny Japoński Ogród w Rockford. W Milwaukke mamy okazję uczestniczyć w 115. rocznicy urodzin Harleya Davidsona. Podziwiamy tysiące motocyklistów. Zwiedzamy muzeum, a na obiad idziemy na przepyszne hot-dogi z parówką wołową, sprzedawane na stoisku tymczasowym, jak to bywa na różnych festynach.

LEGENDARNE DETROIT – NIEGDYŚ SYMBOL ŚWIATOWEJ MOTORYZACJI

Detroit to drugie miejsce podczas wycieczki, które mnie urzeka. To miasto ma niesamowitą historię. Po ostatnim wielkim kryzysie miasto zbankrutowało,
a tysiące mieszkań i domów zostało pustych, ponieważ prawie połowa ludności miejskiej wyprowadziła się do innych miast w poszukiwaniu pracy. Odczuwamy specyficzny klimat tego miejsca, jak na wielu filmach nakręconych w tym mieście. Spotykamy więcej osób o ciemnej karnacji. Z kanalizacji wbudowanej
w drogach wydobywa się para wodna aż na wysokość 2 m. Ciekawe zjawisko.

NIESAMOWITY WODOSPAD

Niagara to najszerszy wodospad świata, co pewnie nie oznacza, że najwyższy. Ma- -my możliwość podziwiać go z wysokiej wieży widokowej, z brzegu nad klifem. Mamy sposobność podpłynąć statkiem wycieczkowym pod samą spadającą wodę. Czar pryska. Na zdjęciach widać samą rzekę i wodospad dający wrażenie,
że znajduje się on w dzikim rezerwacie. W rzeczywistości to miejsce nie jest tak urokliwe, jak sobie wyobrażałem.

NOWY JORK I TIME SQUARE

Ostatnim punktem naszej wycieczki jest ponownie Nowy Jork. Tym razem nocujemy blisko Time Square. Dzień spędzamy na odwiedzaniu urokliwych miejsc. Poruszanie się autem po Nowym Jorku to nie lada wyzwanie, najwygodniej jest poruszać się metrem. Tłok i brzydkie zapachy na niektórych uliczkach nadal są nieodzownym charakterystycznym elementem tego miasta, niemniej jednak wciąż przyciąga ono całą masę turystów i osób, które przybywają tutaj
w poszukiwaniu lepszej pracy. Faktem niezaprzeczalnym jest, że można znaleźć miejsca, których nigdzie indziej na świecie nie zobaczysz. Kto po raz pierwszy zobaczy Time Square o zmierzchu, ten zrozumie, dlaczego jest najsłynniejszym placem Nowego Jorku. Z tłumu nowojorczyków łatwo można
dostrzec wzrokiem turystów. Plac iskrzy meganeonami reklam. Wrażenie jest piorunujące. I te czerwone schody, o których tyle już słyszałem… Czeka nas ostatnia noc, ale nie chce się wracać do hotelu. Zresztą po co? Mógłbym tu siedzieć całą noc i patrzeć na krzątających się ludzi i kolorowe światła, które wydobywają się
z reklam wielkich telewizorów. Rodzina wyciąga mnie stamtąd siłą. Przez ostatnie dwa dni najczęściej bywamy w Hard Rock Cafe, blisko Time Square. To restauracja z setkami stolików, a nawet sceną, gdzie można by usłyszeć koncert coverów Queen. Najbardziej smakują nam skrzydełka w sosie barbeque
z paluszkami marchewkowymi i selerowymi.

Podsumowując naszą wyprawę

Na wizę czekaliśmy od zgłoszenia internetowego łącznie miesiąc, tydzień po odwiedzinach ambasady, wizy mieliśmy już w domu. Bilety i połączenie dla całej rodziny, czyli 4 osób, załatwiał nam Marcin i zapłaciliśmy niecałe 12 tys. zł. Hotele wybieraliśmy zawsze markowe z sieci Mariott bądź Hilton. W pokoju mieliśmy po 2 wielkie łoża do dyspozycji, w Waszyngtonie zaś mieliśmy do dyspozycji dwie oddzielne sypialnie. Łączny koszt 21 noclegów wyniósł nas ok. 12 tys. zł. Wypożyczenie aut łącznie na dwa tygodnie to ok. 8 tys. zł z pełnym ubezpieczeniem i możliwością zatrudnienia dwóch kierowców oraz opłatami autostradowymi. Paliwo tanie. Przy każdorazowym tankowaniu auta do pełna zawsze wystarczało 50$. Cena litra najtańszego paliwa wychodziła poniżej 3 zł. Wszystkie muzea, wstępy do parków rozrywki, parków wodnych, punktów widokowych to koszt łącznie ok. 6 tys. zł. Niektórzy wypowiadali się, że jedzenie w USA jest tanie. Osobiście tego nie zauważyłem, a wręcz przeciwnie. Wysokie temperatury i ruch zniechęcał nas do częstego jedzenia. W każdej restauracji po obiedzie zostawiliśmy co najmniej 100 do 150 dolarów. Więc zakładając, że na jedzenie wydawaliśmy 150 dolarów dziennie dla 4 osób, to samo wyżywienie w restauracjach kosztowało nas kolejne 12 tys. zł. Do tego można by doliczyć zakupy… ale przecież nie jest to mus. 🙂

Północno-wschodnia część USA nie wywarła na mnie aż tak wielkiego wrażenia. Może dlatego, że byłem już w wielu miejscach na świecie i naprawdę wiele widziałem. Przywitała nas bardzo ciepła i bezdeszczowa pogoda. Jeśli chcesz doświadczyć wieżowców i wysokiej temperatury, możesz równie dobrze polecieć do Dubaju, który jest znacznie bliżej i może okazać się nieco tańszym miejscem na Ziemi. Zarówno podczas tej podróży, jak i podróży w trakcie ferii na Jamajkę tym, co mi najbardziej przeszkadzało, była bardzo długa podróż. Równie trudno było przestawić tryb życia wynikający przede wszystkim ze zmiany czasu. Podczas podróży na szczęście nie spotkały nas żadne przykre niespodzianki. Jednak ponieważ bardzo lubię podróżować, już nie mogę się doczekać zwiedzania Florydy oraz części zachodniej Stanów – podobno tam jest piękniej. Dlatego też myślę, że rozpoczęliśmy zwiedzanie USA od właściwych miejsc. Teraz będzie tylko fajniej. Największe wrażenie, jak wspomniałem, wywarło na nas Chicago i tam na pewno jeszcze kiedyś wrócę.

[/betterpay]

Marka przez duże M – Strefa Nieruchomości

Autor: Magda Maciejczyk

INWESTYCJE PERSONALNE
– JAK BUDOWAĆ SWOJĄ MARKĘ?

Budowanie własnej marki to duże wyzwanie. Ważna jest nie tylko komunikacja, ale też osobowość człowieka, który za nią stoi. Jeżeli choćby jeden z tych elementów nie zagra, niewiele zdziałasz. Dlatego musisz mieć szczegółowo opracowaną strategię – twierdzą marketingowcy. Mają rację.

Według klasycznej marketingowej definicji, stworzonej w ubiegłym wieku przez profesora Philipa Kotlera, marka to: nazwa, termin, symbol, wzór lub ich kombinacja, powstałe po to, by nie tylko identyfikować produkt na rynku i wyróżniać go na tle konkurencji. Marka wskazuje na pochodzenie wyrobu lub usługi, ale też generuje określone korzyści – zarówno dla jej właściciela, jak i odbiorcy – poprzez swoje charakterystyczne cechy. Jednak współcześnie, gdy oferta wielu firm jest podobna do siebie, marketingowcy nie tylko modyfikują dotychczasowe definicje marki produktu, ale też tworzą nowy sposób jej budowania – ma wykraczać daleko poza działania związane z doborem nazwy, logo i komunikacją reklamową.

Marka osobista buduje reputację, wpływa na wizerunek i życiorys. Może pomóc w karierze, daje przewagę w negocjacjach.

MARKA NA MIARĘ NASZYCH CZASÓW

Co zrobić, by w XXI wieku stworzyć silną markę produktu? Na to pytanie eksperci odpowiadają tak: musi być unikalna – wyróżniać się obietnicami, mieć jasny
i wyjątkowy wizerunek. Powinna być ceniona przez odbiorców, wywoływać z ich strony pożądane reakcje, a także komunikować o wartościach, których jest nośnikiem. Więcej, niektóre z uniwersalnych zasad zarządzania marką, stosowane w sektorach konsumpcyjnych, mogą być też wykorzystywane w innych dziedzinach, np. w firmach, instytucjach badawczych czy organizacjach non profit, a także w budowaniu marki osobistej, czyli najkrócej mówiąc: naszego obrazu w oczach innych.

CO MOŻNA OSIĄGNĄĆ, BUDUJĄC SKUTECZNĄ MARKĘ OSOBISTĄ?

– Dobrze przemyślany i skomunikowany personal brand wzmacnia zaufanie, wyróżnia na tle innych, buduje autorytet, dodaje postrzeganej wartości (więc możemy sprzedawać drożej) i sprawia, że ludzie myślą: „Tak, to z tym gościem chcę prowadzić interesy” – wyjaśnia Marta Górazda, strateg marketingowy.

JAK TO WYGLĄDA W PRAKTYCE?

Wyobraź sobie, że oferujesz do sprzedaży produkt – wysyłasz oferty i katalogi. Zachęcony nimi potencjalny klient szuka w sieci nie tylko Twojej firmy, ale również wpisuje Twoje nazwisko. W dobie internetu kontrahenci bez problemu mogą nie tylko zasięgnąć opinii o firmie, ale także sprawdzić, kim są stojący za nią ludzie.
I coraz chętniej korzystają z tej możliwości. Dlatego znaczenie marki w rozwoju działań marketingowych jest bezsporne. Jeśli nie dbasz o swój wizerunek w sieci, stajesz się mniej wiarygodny. I odwrotnie: jeżeli to, co opowiadamy o sobie w sieci, jest spójne z obszarem, w którym poruszamy się zawodowo, zyskujemy opinię profesjonalisty w swojej branży – osoby wartościowej, która ma coś do powiedzenia w swoim środowisku i z którą warto się liczyć. – Ważnym elementem pracy nad marką osobistą jest autorefleksja: ustalenie, kim jestem, jak chcę, żeby myśleli o mnie inni, co mnie wyróżnia, jakie wyznaje wartości, jaki cel chcę osiągnąć
– uważa Marta Górazda, strateg marketingowy.

ŁATWO MÓWIĆ, TRUDNIEJ WYKONAĆ? NIEKONIECZNIE!

Zdaniem ekspertów, kto chce stworzyć silną markę osobistą, powinien przede wszystkim eksponować cechy szczególne, wyróżniające z tłumu i jednocześnie wzbudzające pozytywne emocje. Mówiąc krótko, to zaoferowanie czegoś, czego nie ma nikt inny. Zastanów się, co masz do zaoferowania, co możesz dać innym
i czemu miałoby to być dla nich ważne. Oczywiście powinno to być spójne z profilem działalności zawodowej, a prezentowane treści powinny być odpowiedzią
na potrzeby grupy, do której chcesz dotrzeć.

Co zrobić, aby działać jak liderzy w Twojej branży?

– Przede wszystkim dobrze jest przeanalizować najbliższą konkurencję, ustalić, co się sprawdza w komunikacji, jakie kanały i narzędzia marketingowe wykorzystują – radzi Marta Górazda. – Jeśli zauważymy, że konkurencja prowadzi webinary, regularnie tworzy treści eksperckie na bloga, relacje wideo, to może oznaczać, że tego typu aktywność jest dla niej skuteczna. Warto spróbować wykorzystać podobne narzędzia, ale komunikować się w nich po swojemu – zgodnie
z tym, jaka jest nasza marka osobista.

Techniki personal brandingu można wykorzystać do osiągania przewagi również wtedy, kiedy jesteśmy agentem nieruchomości lub inwestorem. Ważne,
by najpierw podejść do tematu strategiczne, czyli dobrze zastanowić się, co i komu chcemy przekazać, a dopiero później dopasować do naszej grupy docelowej kanały komunikacji i rozpocząć tam regularne działania. Pominięcie pierwszego etapu („bo to nudne”, „przecież siebie znam”, „to takie coachingowe gadanie”) może skutkować brakiem autentyczności i spójności, a bez tego nie zaprezentujemy się lepiej niż konkurencja. Należy działać rozważnie, systematycznie
i kreatywnie, a powinniśmy osiągnąć sukces.

PIERWSZE KROKI KU WŁASNEJ MARCE

  1. Zastanów się nad wartościami, które wyznajesz i zdefiniuj, na czym Ci zależy w życiu.
  2. Spójrz na siebie oczami innych i wypunktuj swoje unikalne cechy oraz umiejętności.
  3. Sprawdź, co „mówi” o Tobie Internet.
  4. Wyznacz sobie krótko- i długofalowe cele, które chcesz zrealizować. Określ je w czasie i daj sobie deadline.
  5. Przyjrzyj się konkurencji i poszukaj inspiracji.
  6. Nakreśl portrety osób, na których uwadze Ci zależy.
  7. Przygotuj sobie dodatkowo półminutowy elevator pitch, abyś mógł przedstawiać siebie w jak najlepszym świetle.
  8. Określ, jak będziesz komunikować swoją markę.
  9. Trzymaj się planu działania, bądź konsekwentny i cierpliwy.
  10. Mierz swoje efekty. Notuj sukcesy. Zyskasz dodatkową motywację do działania.

Polecamy książki – Strefa Nieruchomości

Strefa Rozwoju Osobistego
Polecamy

Autorzy:
Anna Szelągowska,
Wojciech Orzechowski,
Artur A. Trzebiński

Finansowanie
nieruchomości
w teorii i praktyce

Ta książka to petarda! Połączenie teorii doświadczonych naukowców i praktyka Wojciecha Orzechowskiego, który od lat jest związany z rynkiem nieruchomości. Książka „Finansowanie nieruchomości w teorii i praktyce” to kompleksowo ujęta problematyka finansowania nieruchomości z perspektywy zarówno instytucji rynku finansowego, jak też sprzedających i kupujących.

Dzięki tej książce, pierwszej tego typu na rynku, dowiesz się:

  • jak związać swoją karierę zawodową pośrednio lub bezpośrednio
    z rynkiem nieruchomości,
  • jak poszerzyć lub uporządkować posiadaną wiedzę z tego zakresu,
  • uporządkujesz swoją wiedzę z zakresu funkcjonowania rynku
    nieruchomości oraz mechanizmów finansowania inwestycji,
  • poznasz możliwości i ograniczenia aktywności biznesowej opartej
    na nieruchomościach,
  • uzyskasz wiedzę, jak szybko zrobić wstępną ocenę efektywności
    inwestycji w nieruchomości,
  • przeczytasz w jednym miejscu kompleksowo opisany proces
    flipowania na polskim rynku nieruchomości mieszkaniowych

Tylko z tym numerem, powołaj się na kod rabatowy:
„SN4 Finansowanie nieruchomości w teorii i praktyce”
a kupisz książkę z 5 % rabatem na
www.skleprentiera.pl (kod ważny do 31.05.2019)

Autor: Damian Kleczewski

Skuteczne sposoby inwestowania
w nieruchomości

W książce znajdziemy przydatne informacje, nie tylko dla doświadczonych inwestorów, ale także początkujących. Książka dostępna tylko w wersji audiobooka.

Autor odpowiada m.in. na pytania:

  • Jak uzyskać wyższe przychody z najmu?
  • Jak zminimalizować koszty utrzymywania
    nieruchomości?
  • Jak pozyskać uczciwych najemców?
  • Jak zwiększyć rentowność lokalu?
  • Jak zarządzać nieruchomościami
    w sposób efektywny?
  • Czym są i jak znaleźć okazje
    inwestycyjne?

Książka inwestora Damiana Kleczewskiego jest przeznaczona zarówno dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z nieruchomościami, jak i dla doświadczonych inwestorów. POZYCJA OBOWIĄZKOWA!

Tylko z tym numerem, powołaj się na kod rabatowy:
„SN4 Skuteczne sposoby inwestowania w nieruchomości”
a kupisz książkę z 5 % rabatem na
www.skleprentiera.pl (kod ważny do 31.05.2019)

Autor: Norman Vincent Peale

Entuzjazm zmienia wszystko.
Jak stać się zwycięzcą

Entuzjazm może pomóc ujawnić i pokonać lęki, nawet troski dzisiejszego, rozpędzonego świata. Jeżeli borykasz się z problemami, to książka może wzmocnić Twoją siłę przekonywania, pomóc przezwyciężać Ci słabości, a nawet spowoduje, że praca okaże się bardziej owocna.

Tylko z tym numerem, powołaj się na kod rabatowy:
„SN4 Entuzjazm zmienia wszystko”
a kupisz książkę z 5 % rabatem na
www.skleprentiera.pl (kod ważny do 31.05.2019)

Autor: Wojciech Orzechowski

Wszystko o FLIPACH
– 200 Pytań do eksperta

Z książki dowiesz się między innymi:

  • Czy inwestowanie w nieruchomości
    jest bezpieczne?
  • Jak podnieść wartość rynkową nieruchomości?
  • Co zrobić, aby znaleźć klienta na mieszkanie ?
  • Co się bardziej opłaca – obrót czy wynajem nieruchomości?
  • Jak osiągać od 40 % rocznie zwrotu z inwestycji?

Wojciech Orzechowski przeprowadzi Cię przez cały proces inwestycyjny. Bez ryzyka. Bez niespodzianek. Z gwarantowaną szansą na duży zysk. Ta książka to kompendium wiedzy na temat osiągnięcia wolności finansowej.
Nie przegap swojej szansy!!!

Tylko z tym numerem, powołaj się na kod rabatowy:
„SN4 Wszystko o flipach”
a kupisz książkę „Wszystko o flipach” z 50 % rabatem
na www.skleprentiera.pl (kod ważny do 31.05.2019)

Zaufanie w biznesie – Strefa Nieruchomości

Autorzy: Paweł Ligęska i Izabela Ligęska

W biznesie jak w życiu… aby osiągnąć sukces, trzeba dbać o dobre relacje miedzy soba. Podstawa takiej relacji jest zaufanie. Zajmując się obrotem nieruchomościami lub po prostu prowadząc biznes, warto pamiętać o zaufaniu. Dlaczego jest ono tak ważne?

Kiedy klienci obdarzają nas zaufaniem, pomaga nam ono owocnie sfinalizować transakcję. Jeśli ludzie nam ufają, to będą mieć przekonanie, że to, co od nas kupują, jest najlepsze. Większość z nas nie kupi nic od osoby, która nie wzbudza jej zaufania. Gdzieś tam z tyłu głowy będzie się nasuwała myśl, czy wszystko jest w porządku, czy później nie będzie problemów, czy transakcja przebiegnie pomyślnie? Dlatego musimy dbać o nasze relacje z klientami. Nasi kontrahenci powinni wiedzieć, że mają do czynienia z profesjonalistami. Z naszej strony zawsze dopilnujmy, by wszystko było tak, jak należy.

Naszym kluczem do budowy zaufania jest po prostu empatia

JAK ZBUDOWAĆ ZAUFANIE?

Naszym kluczem do budowy zaufania jest po prostu empatia. Kiedy potrafimy postawić się w sytuacji klienta, łatwiej jest nam go zrozumieć i przygotować dla niego wszystko, aby był zadowolony. Zadowolenie równa się zaufanie i polecenie. Gdy ktoś trafi do nas z polecenia, łatwiej jest wzbudzić w nim zaufanie.
Nawiązanie z kontrahentem nici porozumienia oraz znalezienie wspólnych cech sprawia, że bez trudności możemy sobie zaufać. W ten sposób udało się nam kupić i sprzedać mieszkanie. Kupić poprzez rozwiązanie problemów sprzedającej, a sprzedać jeszcze przed skończeniem remontu, dając gwarancję ukończenia inwestycji.

Przejrzystość transakcji to coś, czego oczekują od nas kupujący.

KLIENT DO NAS WRÓCI

Gdy raz wyrobimy sobie dobrą opinię, to z pewnością klient do nas wróci. Przykładem tego są nasze dwie ostatnie transakcje. We wrześniu ubiegłego roku udało się sprzedać mieszkanie panu, który szukał czegoś, co będzie mógł wynajmować. Kiedy je pokazywaliśmy, łazienka nie była jeszcze gotowa. Po negocjacjach klient stwierdził, że sam zrobi łazienkę, tylko mamy przekazać materiały, które były do niej przeznaczone. Klient nam zaufał, a my zgodnie ze słowną umową przekazaliśmy artykuły wykończeniowe. Po około trzech miesiącach kupujący zgłosił się do nas, ponieważ w łazience pękły płytki… Oczywiście bez zastanowienia pomogliśmy klientowi w tej sytuacji. W efekcie ten sam kupujący właśnie kupuje od nas kolejne mieszkanie. Rzetelne wykonywanie swojej pracy oraz opieka posprzedażowa jest gwarancją sukcesu i długofalowej współpracy.

TRANSAKCJA MUSI BYĆ PRZEJRZYSTA

Przejrzystość transakcji to coś, czego oczekują od nas kupujący. Naszym zadaniem jako inwestorów jest przygotowanie i stuprocentowe dopilnowanie kontraktu. Umowa, którą sporządzamy powinna być przejrzysta i prosta oraz tak dostosowana, aby obie strony miały korzyść. Nie powinniśmy używać ciężkich sformułowań, opierać się na samych paragrafach bez ich wytłumaczenia. Takie zachowania budzą w klientach obawę, a my tracimy w ich oczach jako rzetelni inwestorzy. Zawsze kupujący winien mieć wolny wybór w kwestii podpisania umowy i nie należy go naciskać. Presja nie jest sprzymierzeńcem owocnej transakcji i wprowadza jedynie negatywne emocje.

MARKA WŁASNA – WSPARCIE ZAUFANIA

Posiadanie marki własnej wspomaga proces budowy zaufania. Jeśli prowadzimy bloga, stronę internetową czy udzielamy się w social mediach, jesteśmy bardziej wiarygodni. W dobie internetu większość z nas, zaczynając współpracę, „wygoogluje” sobie nasze imię i nazwisko. Sprawdzi opinie o nas i realizowane projekty. A uwierzcie, jedna negatywna opinia może wnieść więcej niż mnóstwo pozytywnych. Dlatego musimy dbać o to, by opinie, które ludzie u nas zostawiają, były korzystne. Dzięki nim możemy wspierać zaufanie i zjednywać sobie kupujących. Opowiadanie o przeprowadzonych inwestycjach jest dla klienta bardzo pomocne, gdyż wie, że to, co robimy, jest dobre i jesteśmy szczerzy wobec niego.

MARKETING SZEPTANY – KTO I DLACZEGO NAS POLECA I ZA CO CENI

Jeśli klient jest zadowolony ze współpracy, będzie nas polecał, klient niezadowolony zaś również będzie o nas mówił, tylko w negatywny sposób. Dlatego musimy dbać o dobre relacje. Aby dostać polecenie, musimy się trochę napracować i często po prostu o nie poprosić. Jedynie poprzez rzetelne transakcje i fachową pomoc możemy sobie zjednać kupujących. Będą nas oni cenić nie tylko za przebieg inwestycji, ale również za zbudowaną atmosferę.

Izabela i Paweł Ligęska

Liderzy WIWN® województwa podkarpackiego. Inwestorzy i autorzy bloga www.noweobliczemieszkania.pl. Od 2016 r. inwestują na rynku wtórnym, gdzie mają za sobą pięć mieszkań. Również mieszkania deweloperskie nie są im obce, z powodzeniem zakończyli dwie inwestycje. Zdobytym doświadczeniem dzielą się ze swoimi podopiecznymi z Warsztatów Inwestowania w Nieruchomości WIWN®, gdzie pomagają z zakresu pozyskiwania mieszkań.

Jak cię widzą, tak cię piszą – Strefa Nieruchomości

Rozmawiała: Aneta Nagler

CZYLI KREOWANIE MARKI OSOBISTEJ
ZA POMOCĄ UBIORU Z EMILIĄ
ORZECHOWSKĄ

Podobno pierwsze wrażenie robimy tylko raz. Jak sądzisz?

Ubranie mówi za Ciebie zanim zdążysz się odezwać, gdy spotkasz kogoś po raz pierwszy. Podświadomie oceniasz i wydajesz opinię o tej osobie. Zazwyczaj zajmuje to około 2 sekund. Podobno potrzeba kolejnych kilkunastu spotkań, żeby zmieć pierwotne zdanie. Nawet przy wystąpieniach publicznych jest tak, że treść stanowi około 7 proc., a ponad 55 proc. stanowi przekaz wizualny. Bardzo często ludzie nie zdają sobie sprawy, jak ważny jest ubiór. Choć to się zmienia – na szczęście. Nasz wizerunek jest bardzo ważny. Ma ogromny wpływ na to, abyśmy zaistnieli w sercach i umysłach ludzi. Uważam, że cały czas sprawdza się powiedzenie: jak Cię widzą, tak Cię piszą. Coco Chanel powiedziała kiedyś, że: nie ma brzydkich kobiet, są tylko kobiety zaniedbane, i ja się z tym w 100 proc. zgadzam. To jest kwestia wydobycia fajnych cech, naszych atutów, ukrytych pod niefortunnie dobranymi ubraniami. Ubiór ma odkryć to, co w nas najlepsze, ale i zakryć mankamenty.

Czy według Ciebie polscy biznesmeni potrafią się dobrze ubrać? Jak to oceniasz, bywając na różnych galach, konferencjach, spotkaniach?

Ostatnio byłam na otwarciu dużego oddziału banku, gdzie była sama śmietanka – dyrektorzy wyższego szczebla, biznesmeni, inwestorzy. Może kilka osób było bardzo dobrze ubranych. Dominowały niestety za duże garnitury, niedopasowane i zbyt długie spodnie, kolor butów niepasujący do całości. Obserwując jednak Polaków i Polki, mam takie wrażenie, że nasza świadomość i estetyka ubioru zmienia się na lepsze. Jest coraz więcej dobrze i ze smakiem ubranych ludzi. Media, czasopisma, książki – jest z czego wybierać. I dobrze. Osoba, która jeszcze nie ma swojego stylu powinna metodą prób i błędów szukać swojego pomysłu na siebie lub skorzystać z porad doradcy wizerunku. Dziś mamy taką ilość możliwości i źródeł wyboru: od Internetu, poprzez książki, na programach stylistów kończąc,
że można stworzyć swój styl. Przez kilka lat mieszkałam we Włoszech i zachwycałam się, jak ze smakiem i gustem potrafią się ubierać włoscy mężczyźni. Włoski design mebli, ubrań, aut jest dla mnie bezkonkurencyjny. Mam takie poczucie, że włoski styl nawet na ulicy jest zawsze bella perfecta.

Jesteś doradcą wizerunku inwestorów, między innymi Wojciecha Orzechowskiego. Czy wygląd może wywoływać określone emocje u innych, wpływać na naszą markę?

Doradca wizerunku powinien patrzeć holistycznie na klienta. W swojej pracy zwracam uwagę na to, kim jest dana osoba, czym się zajmuje. Zawsze jest to spójne
z jej potrzebami. Dlatego staram się dopasować wizerunek osoby do jej charakteru, zawodu i firmy, którą reprezentuje. Od samego początku dbam o wizerunek
mojego męża Wojciecha Orzechowskiego, który jako inwestor bywa na wielu spotkaniach i konferencjach. Dlatego kwestia jego wyglądu, komponowania całości jego ubioru z kolorystyką, która funkcjonuje w identyfikacji wizualnej firmy, są dla mnie bardzo ważne. Wojciech Orzechowski to marka sama w sobie, dlatego spójność wszystkich elementów, jest dla mnie kluczowa.

Doradca wizerunku i stylista, najczęściej kojarzą się z celebrytami…

To bardzo mylne przekonanie. Styliści gwiazd oczywiście zarabiają krocie. W przypadku doradcy wizerunku to wcale nie są kosmiczne kwoty. Ustalam z klientem ilość godzin, w ramach których robię badanie jego potrzeb, weryfikuje dotychczasowe zasoby i w oparciu o budżet ustalam zakupy. Nim jednak wybiorę się
z klientem na taki shopping, wcześniej sama odwiedzam różne miejsca, szukam określonych rzeczy pasujących do danej osoby i przeliczam potrzebne
na to środki. Zatem moją rolą jest zmieścić się w określonej kwocie, a same zakupy z klientem robię już w wyznaczonych wcześniej przeze mnie miejscach. Szanuję czas klienta, dlatego dopracowuję te kwestie z wyprzedzeniem.

Kim jest Emilia Orzechowska?

Doradca wizerunku, kreatorka dobrego smaku. Prywatnie szczęśliwa żona i mama dwójki wspaniałych chłopaków. Mówi, że każdy człowiek jest niepowtarzalny, dlatego tak ważne jest dla niej, aby wizerunek, który pomaga tworzyć, był spójny z osobowością i charakterem klienta. Nie lubi słowa metamorfoza, bo jak twierdzi: Nie przebiera ludzi. Pozwala im poprzez ubiór wydobyć to, co w nich najlepsze… Tworzenie wizerunku to dla niej sztuka. Sztuka wykreowania takiego stylu, który będzie doskonałym odbiciem osobowości człowieka.
Chcesz wiedzieć więcej, wejdź na stronę:
www.emiliaorzechowska.pl

Jak pracujesz z osobami, które przychodzą do Ciebie i mówią: „potrzebuję zmiany”?

Najważniejsza jest dla mnie rozmowa. Po pierwszym spotkaniu już wiem, czy między mną a daną osobą jest chemia i czy dobrze nam się będzie pracowało. To jest bardzo ważne dla obu stron. Rozpoznaję potrzeby klienta poprzez ankietę jego oczekiwań. Przede wszystkim muszę wiedzieć, kim jest ta osoba. Dlaczego chce zmienić swój wizerunek. To jest dla mnie podstawa. Muszę ją poznać, dowiedzieć się, co lubi robić, gdzie pracuje, co chciałaby najbardziej zmienić i na czym jej zależy, czyli co chcę pokazać przez swój strój. Ważny jest dla mnie również budżet, czyli w jakiej kwocie mamy się zmieścić. Wizerunek jest bardzo ważną kwestią. Ale wcale nie musimy mieć ogromnych sum, aby skorzystać z usług doradcy wizerunku czy stylisty. To moim zadaniem jest się zmieścić w określonym budżecie. Gdy znamy już potrzeby i oczekiwania klienta, możemy np. wybrać kilka zestawów ubrań. Ważna jest ta droga i sugestia, w którym kierunku ma dana osoba zmierzać. Po naszych spotkaniach będzie już sama dobierała ubrania do swojej sylwetki, zestawiała kolory, dodatki, materiały. Ostatnio miałam spotkanie
z pewnym biznesmenem, który powiedział, że nie spotkałby się z potencjalnym inwestorem, gdyby ten nie był ubrany w garnitur. A przecież taka osoba ubrana
w luźny, nieformalny strój, mogłaby się okazać diamentem i przynieść firmie miliony. A jednak przez swój strój zostałaby skreślona.

Czyli pokutuje myślenie – nie ważne. co masz w głowie, ważne jak wyglądasz. Zatem to pierwsze wrażenie jest kluczowe?

Wizerunek to wszystko, co myślą o nas inni to, jak nas postrzegają i odbierają. Dla mnie najważniejsze jest tzw. wyczucie, umiar, estetyka. Nie lubię takiego dzielenia, że skoro ktoś przyszedł na dane spotkanie ubrany inaczej, niż jest to określone w kanonie spotkań biznesowych, to trzeba taką osobę przekreślić. Dziś moda i etykieta pozwalają łączyć eleganckie marynarki z luźnymi wręcz sportowymi spodniami i bluzkami. Choć oczywiście kodeks formalnych spotkań narzuca pewien rygor ubioru, który powinien obowiązywać i nas dotyczyć, jeżeli chcemy być dobrze zapamiętani.

A jak to jest z modą? Warto podążać za trendami i co sezon wymieniać garderobę?

Być modnie ubranym wcale nie znaczy, że jeśli obwiesimy się metkami znanych firm czy projektantów, to będziemy dobrze wyglądali. 80 proc. powinna stanowić klasyka przełamana w 20 proc. elementami, które właśnie są na topie. Czasami obserwuję osoby, które wyglądają jak wycięte z czasopism mody, ale nie zawsze
to, że są „modnie ubrane” oznacza, że dobrze wyglądają. Często też pokutuje przekonanie, że jeśli ktoś ma niewielki budżet, to nie może się dobrze ubrać. Nieprawdziwa opinia. Można za nieduże kwoty naprawdę fajnie skomponować garderobę. Najważniejszy jest smak, wyczucie, ale i dobranie stroju do swojego wieku. Często widzimy kobiety 40+, 50+, które ubierają się w różowe futerka, spodnie i szpilki. Różowy kolor dużo mówi o kobiecie, która go nosi. Z jednej strony kojarzony jest z infantylnym zachowaniem, ale również daje wrażenie łagodności, bezwarunkowej miłości. Wszystko zależy oczywiście od odcienia. Osoby wybierające różowy z pewnością potrzebują ciepła oraz wsparcia.

Porozmawiajmy zatem o kolorach. Czy to, jakie kolory wybieramy, ma wpływ na nasze emocje i na to, jak się czujemy?

Absolutnie tak. Kiedy zaczynam pracować z klientem, robię analizy kolorystyczne. Bardzo często kolory potrafią nam pokazać, w jakim odcieniu dana osoba uwydatni swoją urodę i nabierze pewności siebie. Mamy od 4 do 12 typów urody. Dzięki temu klienci, bazując na wybranej przez stylistę palecie kolorów, zaoszczędzają czas podczas zakupów, ponieważ wiedzą, który kolor podkreśla ich typ urody. Oczywiście pewnych trików kolorystycznych można się nauczyć samemu. Jednak wyczucie i wiedza, jaką mają styliści, pozwoli nam osiągnąć spójność w naszych zestawach.

Kolory są zarezerwowane dla określonych zawodów. Ale też kolory wyrażają nasze cechy charakteru…

Tak, np. granatowy to tzw. kolor biznesowy, brązowy kojarzymy z palestrą i adwokatami, a czarny to kolor projektantów. Z drugiej strony kolor czarny, który jest kolorem bardzo eleganckim, służy nam często jako taki, w którym ukrywamy swoje smutki, ale i niedoskonałości naszej sylwetki. Z kolei czerwień to pewność siebie, dominacja, władczość, ale i agresja. Patrząc przez kolory na daną osobę, można dużo o niej powiedzieć.

Coco Chanel powiedziała kiedyś że: nie ma brzydkich kobiet, są tylko kobiety zaniedbane.

Czy to, co nosimy, wpływa na nasze samopoczucie?

Oczywiście, po takiej zmianie wizerunku moje klientki wysyłają mi esemesa lub dzwonią z informacją, że nagle wszyscy wokoło pytają, co się stało, zachwycają się wyglądem. Czy to wpływa na samopoczucie tej osoby? Na pewno. Czy podwyższa jej samoocenę? Oczywiście. Lubimy dobrze wyglądać i być chwaleni. Może nie zawsze potrafimy przyjmować komplementy, ale w środku rośniemy, kiedy inni dostrzegają w nas zmiany. Sama, gdy widzę dobrze ubraną kobietę, mówię jej,
że ładnie wygląda. Ubiór buduje i umacnia poczucie własnej wartości. I nie ma znaczenia nasza sylwetka. Każdy dzięki ubiorowi może dobrze wyglądać
i podkreślić swoje atuty.

Jako doradca wizerunku pomagasz w kreacji wizerunku, również towarzysząc danej osobie podczas zakupów?

Wszystko zależy od tego, czy klient tego potrzebuje. Oczywiście mam w swojej ofercie zakupy z klientem i wybór garderoby w sklepie. Jeżeli mamy na to budżet, ustalamy miejsce i robimy to wspólnie. Jednocześnie mogę zaoferować inną formę. Spotykam się u klienta w domu, oglądam dotychczasowe ubrania, robimy zdjęcia gotowych zestawów i w oparciu o to sugeruję, jakich zmian trzeba dokonać. Zwracam uwagę moim klientkom, aby pozbywały się rzeczy nienoszonych, starych, które zajmują miejsce w szafie. Doradzam, aby w domu zawsze były zadbane i nosiły rzeczy, w których dobrze się czują, ale i dobrze wyglądają. Najgorsze jest takie myślenie, że po domu mogę chodzić w starych, rozciągniętych ubraniach. I nie chodzi tu o to, aby po domu chodzić w sukni balowej czy w garsonce.
To mogą być leginsy, t-shirt, kardigan, bluza. Uważam, że to, co nosimy nawet w domu, po pracy, ma wpływ na nasze samopoczucie i pewność siebie. Poza tym nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś do nas niespodziewanie wpadnie z wizytą, a wtedy fajnie jest dobrze wyglądać.

Zmiana stylu ubierania często wpływa na poprawę samopoczucia. My kobiety często tak mamy, że kolejna nowa rzecz poprawia nam nastrój. Czy doradca wizerunku lub stylista pełni rolę psychoterapeuty?

Czasami drobna korekta, a czasami globalna zmiana – od garderoby, poprzez nową fryzurę, makijaż, dobór dodatków – może uwydatnić w osobie, z którą pracuję to, co najlepsze. Jednocześnie to, co się dzieje na zewnątrz, wpływa na dobre samopoczucie i nastrój. Dlatego doradca wizerunku potrafi poprzez małą, a czasem radykalną zmianę, nie tylko wydobyć to, co najlepsze, ale i uleczyć duszę. Cieszę się z każdego uśmiechu na twarzy moich klientów. Dla mnie każdy człowiek jest niepowtarzalny, dlatego tak ważne jest dla mnie, aby wizerunek, który pomagam tworzyć, był spójny z tym, jaką osobą mój klient jest w środku. Tworzenie wizerunku to dla mnie sztuka. Sztuka wykreowania takiego stylu, który będzie doskonałym odbiciem osobowości człowieka.

Bądź autentyczny, buduj markę – Strefa Nieruchomości

Rozmawiała: Aleksandra Zalewska-Stankiewicz

– W budowaniu marki potrzebna jest uważność na drugiego człowieka – mówi Joanna Malinowska-Parzydło, Executive Partner w Younicorn, doradca strategiczny w zarządzaniu ludźmi i budowaniu marki osobistej silnej zaufaniem. Rozmawiamy o tym, w jaki sposób inwestor może stworzyć markę, pozostając
w zgodzie z własnymi wartościami.

„Każdy z nas jest marką, czy tego chce, czy nie. Niestety, tylko nieliczni świadomie nią zarządzają” – to Pani słowa z książki Jesteś marką. Czyli mamy markę i nawet o tym nie wiemy?

Ta konstatacja jest ściśle związana z tym, jak definiuje markę. Marka osobista to efekt dotychczasowej komunikacji z ludźmi. Silna marka mierzona jest poziomem zaufania, które do siebie zbudowaliśmy w otoczeniu prywatnym, społecznym i zawodowym. Każdy z nas zbudował w swoim otoczeniu jakąś opinię na swój temat. Ludzie coś o nas myślą. Nasza marka to suma tych opinii, odczuć, skojarzeń i wrażeń powiązanych z naszą osobą. Co istotne, mówiąc o marce, nie mamy na myśli żadnej magii i rytuałów rodem ze świata tzw. rozwoju osobistego. To nie jest też jakiś dyplom do uzyskania ani certyfikat o ukończeniu kursu „Jak kreować markę osobistą i lansować się w social mediach”. Markę ma każdy, bo każdy z nas w jakiś sposób komunikuje się z innymi i buduje w ich głowach jakieś doświadczenia, odczucia, wartości i emocje, które się z nim kojarzą.

Jak zatem skutecznie budować swoją markę osobistą?

Na co dzień mniej lub bardziej świadomie komunikujemy się z ludźmi w świecie online i offline. Aby skutecznie budować swoją markę osobistą, trzeba pamiętać
o teoretycznie bardzo prostej rzeczy, o uważności na innych i świadomości siebie. Silną markę budujemy uważnie funkcjonując z innymi ludźmi – w świecie realnym i wirtualnym – i komunikując się w sposób bardziej świadomy. Wystarczy dobrze traktować ludzi, być przyzwoitym, brać odpowiedzialność
za publikowanie jakichkolwiek treści w sieci i mieć zawsze świadomość, że na końcu każdego profilu jest człowiek, a nie jakiś troll. Komunikujmy się w sposób, który buduje zaufanie do nas jako lidera, profesjonalisty, eksperta, specjalisty, mentora, szefa czy pracownika – w zależności od roli, w jakiej zamierzamy występować. Budujemy markę po to, aby ułatwić życie komuś, kto będzie poszukiwał takiej osoby, jak my. Po to, aby łatwo było nas znaleźć, aby nasz przyszły partner biznesowy mógł oszczędzić czas, podejmując decyzję, z kim ma nawiązać współpracę, i wybierając nas. Narzędzia marki służą do tego, aby właściwie zakomunikować, kim chcemy być w życiu, biznesie i na rynku pracy
Jestem właśnie taka, jeśli szukasz kogoś takiego, jak ja – oto jestem. Nie musisz mnie szukać, bo wiem, że nie masz czasu. Zadałam sobie trud publikowania wartościowych treści na blogu, stworzyłam profesjonalny i autentyczny profil, zbudowałam odpowiednie doświadczenie, realizując dużo wartościowych projektów, zadbałam o referencje i łatwy do nich dostęp. Wszystko po to, żebyś mnie szybko znalazł, gdy będziesz potrzebował moich usług, wiedzy, doświadczenia czy oferty – i miał potrzebę upewnić się, czy będzie Ci ze mną po drodze ze względu na styl pracy i komunikacji, bo ten styl określają moje wartości. Te zaś są spójnie wpisane we wszystkie moje działania – co zwiększa moją wiarygodność i daje Ci argument za tym, że to właśnie ze mną chcesz pracować. Szansa na dobrą współpracę określana zwykle „chemią” rośnie, wynikając z dzielenia podobnych wartości.

Nasza marka to suma opinii, odczuć, skojarzeń i wrażeń powiązanych z naszą osobą.

Czy każdy jest w stanie zbudować własną markę?

O ile każdy z nas pewne konto z zaufaniem u ludzi już ma, to zawsze jest dobry moment, aby zrobić stopklatkę. Marką jest to, co inni czują w związku z nami. Pomyśl, jak jest teraz, a jak chciałbyś, aby było od jutra. I od dziś, tworząc plan lub strategię, rzetelną pracą, uważnością na innych, zastanawiając się nad konsekwencjami swoich działań, zacznij świadomie budować markę wokół wybranych i przemyślanych ról, wartości, talentów. Zanim otworzysz usta, zanim wyślesz do kogoś e-mail, zanim napiszesz SMS, pomyśl, czym to będzie skutkowało po stronie drugiej osoby, co ona będzie w związku z tym czuła. Czy to zbuduje, czy skutecznie zrujnuje zaufanie do Ciebie jako lidera, profesjonalisty lub godnego człowieka.

Żyjemy w obrazkowym oraz wizerunkowym świecie – dziś wszystko musi być ładnie opakowane. W jaki sposób budować własną markę, aby pozostać autentycznym?

Markę buduje się nie po to, by się wylansować czy zyskać popularność. Jeśli chcesz podkoloryzować swój profil na Facebooku, zastanów się, dlaczego zamierzasz to zrobić. W przypadku marki nie chodzi o to, by ją kreować. Kreacja to stan związany z przetwarzaniem rzeczy na jakąś sztukę. Duża część świata myli markę
z popularnością i wizerunkiem. Pamiętajmy, że koloryzowanie jest formą zakłamywania rzeczywistości. A nikt nie chce nawiązywać relacji opartych na kłamstwie czy fałszu. Walutą silnej marki jest zaufanie. Zadbajmy o to, byśmy dobrze czuli się sami ze sobą. Bycie autentycznym to wielki kapitał. A czasem warto przyznać się do błędu, w ten sposób możemy pozyskać zwolenników. Na przykład ja z chęcią opowiadam o moich porażkach, bo dzięki nim stałam się dobrym mentorem. Mam prawo zrobić błąd, ludzie przez to nie przestaną mi ufać. Wręcz przeciwnie. Chcemy pracować z ludźmi, a nie cyborgami. W budowaniu marki wystarczy uważność na siebie i drugiego człowieka. Warto zastanowić się, z czym zostawię klienta po projekcie – z wysoką jakością, z dużą dawką pozytywnej energii… I czy to powiększy kapitał zaufania na moim koncie.

Jak stworzyć własną markę, aby zaistnieć w sercach i umysłach naszych kontrahentów?

Dzisiejszy człowiek trochę pogubił się w zarządzaniu własną osobą. Dlatego proponuję zacząć od szczerej rozmowy z samym sobą. Warto odpowiedzieć sobie
na pytania: kim jestem dziś, z czym mnie ludzie kojarzą, a z czym chciałbym być kojarzony, by być zapraszany do projektów, które mnie interesują. Czy potencjalni kontrahenci wiedzą, że istnieję, i skąd będą wiedzieć, co jest dla mnie ważne. Co jest dla mnie priorytetem – w pracy i w życiu, a także w firmie. Jak chcę się definiować – czy chcę być liderem, który wymaga, inspiruje, a może takim, który niszczy zaangażowanie i podcina skrzydła? Jaka jest moja misja
w biznesie, co chcę osiągnąć. Potem trzeba ustalić cele strategiczne. Poszukać odpowiedzi na pytanie: co chcę usłyszeć od ludzi na swój temat za 5 czy 10 lat? Warto pochylić się nad strategią komunikacji, bo ta pomaga nam zaprojektować przyszłość. Zainteresowanych opracowaniem koncepcji własnej marki odsyłam do rozdziału 6. książki „Jesteś marką. Jak odnieść sukces i pozostać sobą”.

Marka osobista to efekt dotychczasowej komunikacji z ludźmi.

W jaki sposób w tworzeniu własnej marki warto wykorzystać internet?

Zastanów się, jako kto chcesz się pojawiać w internecie i w jakim celu. Jak chcesz być postrzegany w różnych kanałach komunikacji. Komu i co możesz zaoferować. Z kim chcesz pracować, a z kim nie widzisz przestrzeni do konwersacji. Jeśli mówisz internet, pomyśl, gdzie są Twoi klienci, odbiorcy, pracodawcy, podobni do Ciebie profesjonaliści, z którymi chciałbyś budować relacje. W jakiej roli chcesz tam wystąpić – prywatnie i zawodowo. Najpierw trzeba mieć
na to pomysł. Zastanów się, czy rozumiesz, gdzie się pojawiłeś i co chcesz tym ludziom zaoferować. Jaką wartość chcesz wnieść. Jednak aby znaleźć odpowiedzi
na te pytania, najpierw trzeba przygotować sobie strategię komunikacji. Pamiętajmy, że internet to nie jest jakaś magma, tam kryją się – jako odbiorcy – konkretni ludzie. Postaraj się budować spójną tożsamość w przestrzeni internetowej i realnej, aby nie powstała marka: schizofrenik.

Czy poprzez budowanie własnej marki można zyskać coś jeszcze – poczucie pewności siebie, odkrycie nowych pasji itp.?

Silna marka osobista daje nam powód do rozwoju – oprócz tego, że utrwalamy wysoką samoocenę, traktujemy siebie z szacunkiem, inni też nas wysoko oceniają, czują do nas respekt. Zyskujemy zdolność do wybierania sobie klientów. Na pewnym poziomie nie konkuruje się już ceną, potencjalni partnerzy biznesowi
nie rozmawiają z nami o pieniądzach, ale o wartościach. Zyskujemy wolność w wyborze partnerów, a tym samym poczucie bezpieczeństwa. Jesteśmy w elicie wartościowego świata, w odróżnieniu od świata plastikowych biznesowych celebrytów i pustych, krótkoterminowych relacji. Mamy ten komfort, że możemy otaczać się ludźmi, którzy myślą podobnie jak my. A nie ma nic ważniejszego, jak przejść przez życie w dobrym towarzystwie.

Pablo Picasso powiedział kiedyś: „Wśród ludzi jest dziś znacznie więcej kopii niż oryginałów” – skoro zatem unikatowość, nieprzeciętność to nasz kierunek, to jak stworzyć własną unikalną, silną markę, świecącą jak brylant?

Silne marki budują zwykle osoby, które zadbały o to, by mieć adekwatnie wysokie poczucie własnej wartości, w tym samoocenę. Osoby, które robią rzeczy właściwe i profesjonalne, mają powód, żeby siebie lubić i szanować. Te, które mają wysokie zaufanie do siebie i komunikują szacunek do innych. Jeśli popatrzymy na świat marek, zobaczymy, że liczy się to, czy klienci wiedzą o naszym istnieniu i czy kojarzą nas z naszą działalnością. Zastanówmy się, jak chcemy być pozycjonowani – czy chcemy być wymieniani w pierwszej trójce, czy w ostatniej dziesiątce. Zachęcam, by bazować na własnych unikatowych doświadczeniach, unikatowych talentach, unikatowych wartościach. Przecież nikt nie ma takich samych! Zastanów się, co w Tobie inni doceniają i pozycjonuj się jako rankingowa jedynka. Najpierw opracuj jednak strategię, bo to Ci oszczędzi czasu na błądzenie.

Joanna Malinowska-Parzydło

jest prekursorką idei zarządzania kapitałem reputacji w oparciu o koncepcję silnej marki osobistej. Stworzyła proces BrandYourName©, autorskie narzędzie Brylant Marki© oraz programy zarządzania marką lidera, marką zespołu, marką przywództwa i marką kobiecego przywództwa w frmach. W 2012 r. założyła Personal Brand Institute, który w 2019 r. zmienił nazwę na Younicorn. Wcześniej odpowiadała za strategiczną komunikację marketingową i strategie personalne w polskich mediach. W latach 2007–2012 pełniła funkcję dyrektor personalnej TVN SA. Autorka bestsellera „Jesteś marką. Jak odnieść sukces i pozostać sobą”
i bloga jestesmarka.pl.

Obowiązki dewelopera oraz jego odpowiedzialność w razie ich naruszenia – Strefa Nieruchomości

Artykuł przygotowany przez Kancelarię Chudzik i Wspólnicy Kancelaria Prawna

Na podstawie umowy deweloperskiej deweloper zobowiązuje się wobec nabywcy do ustanowienia lub przeniesienia na nabywcę po zakończeniu przedsięwzięcia deweloperskiego prawa odrębnej własności lokalu albo własności nieruchomości zabudowanej domem jednorodzinnym lub użytkowania wieczystego nieruchomości gruntowej i własności domu jednorodzinnego na niej posadowionego, stanowiącego odrębną nieruchomość. W zamian za to nabywca zobowiązuje się do spełnienia na rzecz dewelopera świadczenia pieniężnego na poczet ceny nabycia tego prawa.
Zgodnie z Ustawą z dnia 16 września 2011 r. o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego umowa deweloperska powinna zawierać m.in. określenie powierzchni i układu pomieszczeń oraz zakresu i standardu prac wykończeniowych, do których wykonania zobowiązuje się deweloper. W umowie należy wskazać także terminy rozpoczęcia i zakończenia prac budowlanych danego przedsięwzięcia deweloperskiego oraz przeniesienia na nabywcę prawa własności/użytkowania wieczystego. Ponadto powinna ona określać wysokość odsetek i kar umownych dla stron umowy deweloperskiej. Deweloper powinien zakończyć przedsięwzięcie deweloperskie i przenieść na nabywcę prawo do lokalu mieszkalnego (domu jednorodzinnego) w terminach określonych w umowie deweloperskiej. Lokal mieszkalny (dom jednorodzinny) winien zostać wydany nabywcy w stanie bez wad fizycznych i prawnych. Przeniesienie na nabywcę prawa do lokalu mieszkalnego (domu jednorodzinnego) poprzedzone powinno być odbiorem lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego przez nabywcę. Odbiór dokonywany jest w obecności nabywcy. Sporządza się wówczas protokół, do którego nabywca może zgłosić wady lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego. Do każdej z tak zgłoszonych wad deweloper jest zobowiązany się ustosunkować w terminie 14 dni od dnia podpisania protokołu, doręczając nabywcy oświadczenie o uznaniu wad lub oświadczenie o odmowie uznania i tego przyczynach.
W przypadku uznania wad deweloper ma obowiązek usunąć je w terminie 30 dni od dnia podpisania protokołu. Jeżeli mimo zachowania należytej staranności nie usunie on wady w powyższym terminie, może wskazać odpowiedni inny termin usunięcia wad wraz z uzasadnieniem opóźnienia.

W ramach rękojmi nabywca może złożyć oświadczenie o obniżeniu ceny, o odstąpieniu od umowy (o ile wada jest istotna), żądać wymiany rzeczy na rzecz wolną od wad albo żądać usunięcia wady.

Należy podkreślić, że w razie nieuznania wad albo ich nieusunięcia przez dewelopera nabywcy przysługują uprawnienia z tytułu rękojmi. Odpowiedzialność dewelopera z tego tytułu jest niezależna od winy i obciąża go niezależnie nawet od tego, czy deweloper wiedział lub mógł wiedzieć o wadzie. W ramach rękojmi nabywca może złożyć oświadczenie o obniżeniu ceny, o odstąpieniu od umowy (o ile wada jest istotna), żądać wymiany rzeczy na rzecz wolną od wad albo żądać usunięcia wady.
Dodać należy, iż przepisy o rękojmi nie wyłączają odpowiedzialności dewelopera za szkodę wynikającą z niewykonania lub nienależytego wykonania umowy deweloperskiej, którą ponosi on na ogólnych zasadach odpowiedzialności kontraktowej. Aby uzyskać odszkodowanie z tego tytułu, nabywca musi jednak wówczas wykazać, że deweloper naruszył zobowiązania wynikające z umowy deweloperskiej, że nabywca poniósł szkodę w określonej wysokości, a między tym naruszeniem i szkodą istnieje związek przyczynowo-skutkowy. Odpowiedzialność odszkodowawcza dewelopera opiera się na zasadzie winy. Nabywca nie musi jednak tej winy udowadniać. To deweloper, aby zwolnić się od odpowiedzialności, będzie musiał wykazać, że nie ponosi winy za zaistniałą szkodę.
Nabywca może również żądać od dewelopera zapłaty kar umownych zastrzeżonych na jego rzecz w umowie deweloperskiej. Jeżeli naruszenie przez dewelopera umownych obowiązków polega na nieprzeniesieniu na nabywcę prawa lokalu mieszkalnego (domu jednorodzinnego) w terminie określonym w umowie deweloperskiej, nabywca ma także prawo odstąpić od tej umowy. Przed skorzystaniem z tego prawa nabywca musi jednak wyznaczyć deweloperowi dodatkowy 120-dniowy termin na przeniesienie prawa do lokalu mieszkalnego (domu jednorodzinnego). Oświadczenie woli nabywcy o odstąpieniu od umowy deweloperskiej jest skuteczne, jeżeli zawiera zgodę na wykreślenie roszczenia o przeniesienie własności nieruchomości złożone w formie pisemnej z podpisami notarialnie poświadczonymi, w przypadku gdy został złożony wniosek o wpis takiego roszczenia do księgi wieczystej.
W przypadku skorzystania przez nabywcę z prawa odstąpienia umowa uważana jest za niezawartą, a nabywca nie ponosi żadnych kosztów związanych z odstąpieniem od umowy. Strony umowy deweloperskiej zobowiązane są w takiej sytuacji do zwrotu otrzymanych świadczeń. Nabywca zachowuje jednak roszczenie z tytułu kary umownej za okres opóźnienia.

Jakie prognozy w zakresie stóp procentowych w 2019 r.? – Strefa Nieruchomości

Autorka: Justyna Lendzińska

Stopy procentowe w Polsce od trzech i pół roku utrzymują się na rekordowo niskim poziomie – główna stawka oprocentowania wynosi niezmiennie 1,5%. Dla potencjalnych kredytobiorców tendencja ta stanowiła sprzyjające środowisko do ich finansowania – stała, niska stawka oprocentowania oznaczała stabilne miesięczne raty zaciągniętego kredytu. Jednak Rada Polityki Pieniężnej zwiastuje prawdopodobny początek zmian – sygnalizuje, iż IV kwartał 2019 r. przyniesie podwyżki stóp procentowych. Z jakimi konsekwencjami będzie dane nam się zmierzyć?

CO MOŻE STAĆ SIĘ PRZYCZYNĄ WZROSTU STÓP PROCENTOWYCH?

Rada Polityki Pieniężnej nie spieszy się z podwyższeniem stóp procentowych, jednak sygnalizowane wzrosty cen artykułów żywnościowych oraz podwyżki cen prądu czy też gazu mają prawo doprowadzić do szybkiego wzrostu inflacji, co w konsekwencji przełoży się na podwyżkę stóp procentowych. Niestety, trzeba się liczyć z faktem, iż dany wzrost spowoduje podwyższenie oprocentowania kredytu, a tym samym będzie miał wpływ na wzrost raty kapitałowo-odsetkowej oraz całkowity koszt kredytu.

O ILE PRZYPUSZCZENIA OKAŻĄ SIĘ TRAFNE, O JAK WYSOKIEJ PODWYŻCE MOWA?

Opinii analityków na ten temat nie brakuje. Najbardziej realnym scenariuszem wydaje się podwyżka na poziomie 25 punktów bazowych, czyli 0,25%, przypadająca na ostatni kwartał 2019 r.

CZY PODNIESIENIE WYSOKOŚCI STÓP PROCENTOWYCH MOŻE WYWRZEĆ NEGATYWNY WPŁYW NA WYSOKOŚĆ RAT KREDYTÓW HIPOTECZNYCH?

Kredyt hipoteczny obarczony jest ryzykiem zmiennej stopy procentowej. Oprocentowanie zmienne składa się ze stawki bazowej WIBOR (3M/6M, a niekiedy nawet 12M) oraz marży, która jest stała i stanowi wynagrodzenie banku za udzielony kredyt. Wysokość marży zależy m.in. od wysokości wniesionego wkładu własnego, poziomu LTV, wnioskowanej kwoty kredytu oraz okresu kredytowania. Wartość WIBOR-u jest natomiast pośrednio uzależniona od wysokości stóp procentowych i ulega wahaniom w czasie spłaty kredytu, dlatego też wzrost lub spadek danej stawki bazowej skutkuje zwiększeniem lub zmniejszeniem rat kredytu hipotecznego. WIBOR może zmieniać się codziennie. Na szczęście banki aktualizują wysokość raty na 3/6 lub 12 miesięcy. Zależy to od indywidualnego podejścia banku. Wszystkie kryteria i zasady obliczania wysokości raty obowiązkowo muszą zostać zapisane w umowie kredytowej. Pamiętajmy, że w przypadku długoterminowego kredytu hipotecznego poziom stóp procentowych wielokrotnie ulegnie zmianie, co spowoduje albo wzrost raty kapitałowo-odsetkowej, albo jej spadek w przypadku obniżenia stóp.

DO TEJ PORY OPROCENTOWANIE KREDYTÓW HIPOTECZNYCH BYŁO BARDZO ATRAKCYJNE. CZY JEST SZANSA, BY POZOSTAŁO KORZYSTNE?

W roku bieżącym WIBOR utrzymuje się średnio na poziomie 1,70–1,72 p.p., dokładając marżę banku na poziomie ok. 1,9 p.p. (w zależności od oferty banku), oprocentowanie kredytu klaruje się na poziomie ok. 3,60%. Zakładając, że korzystamy z kredytu w wysokości 220 000 zł na okres 300 miesięcy (25 lat), rata kapitałowo-odsetkowa oscyluje w granicach 1114,39 zł. Uwzględniając 10% wkładu własnego. Oczywiście oprocentowanie kredytu może być albo niższe, albo wyższe, wszystko jest uzależnione od potrzeb i sytuacji konsumenta. Przy założeniu, że wzrost stóp procentowych będzie na poziomie wspomnianym wyżej, różnica na ten moment nie będzie aż tak bardzo odczuwalna dla kredytobiorcy. Wzrost stóp procentowych wpływa także na pogorszenie liczenia zdolności kredytowej przez banki.

Mając na uwadze aktualną sytuację na rynku ofert kredytowych oraz uwzględniając ewentualne przyszłe zmiany, osobiście polecałabym podjęcie decyzji o finansowaniu właśnie teraz.

Justyna Ledzińska

Więcej informacji można uzyskać, kontaktując się z Justyną Lendzińską, ekspertem ds. produktów bankowych w POWER FINANCES: www.powerfnances.pl

Nowa ustawa o wynajmie krótkoterminowym. CO SZYKUJE NAM RZĄD? – Strefa Nieruchomości

Autor: Natalia Cieślińska

Od kilku lat zajmuje się profesjonalnie wynajmem apartamentów w trybie krótkoterminowym. Prowadzę w centrum Łodzi swój Aparthotel Drukarnia Apartments. Dziele się także swoja wiedza na Facebooku i prowadzę 3-Tygodniowe Warsztaty z Wynajmu Krótkoterminowego.

Według mojej opinii wynajem krótkoterminowy to w tej chwili najlepsza strategia inwestycyjna, jeśli chodzi o wynajem. Można tutaj zarobić co najmniej dwa razy tyle co na wynajmie długoterminowym. Ostatnio wiele osób do mnie pisze i pyta: co z nową ustawą? Czy rząd może w jakiś sposób ograniczyć naszą działalność i popsuć biznes? Postanowiłam prześledzić najnowsze doniesienia na ten temat i zebrać je w tym miejscu.

CO SZYKUJE NAM RZĄD?

Od jakiegoś czasu media straszą nas nową ustawą, która ma ograniczyć wynajem krótkoterminowy. Wielu z nas się zastanawia, czy będzie to zagrożeniem dla naszego biznesu…

A JAK TO JEST NAPRAWDĘ?

Jak do tej pory nie ma ustawy, a co za tym idzie – żadnych oficjalnych informacji, co w niej będzie. Przede wszystkim samorządy miast biją na alarm, że w centrach większość mieszkań wynajmowanych jest na krótki termin. W związku z tym brakuje ich do wynajmu długoterminowego dla mieszkańców, ceny czynszów rosną, następuje migracja na przedmieścia, a śródmieście się wyludnia. Radnych miejskich niepokoi też brak kontroli nad hałaśliwymi turystami. Najbardziej jednak naciska „lobby hotelowe”. W szczególności podnoszą kwestie nieuczciwej konkurencji, uważają, że apartamenty powinny być poddane takim samym rygorom i przepisom jak hotele czy pensjonaty. A dlaczego hotelarze w największych miastach mają problem? Oskarżają posiadaczy lokali na krótki termin o łamanie prawa, a dokładnie o łamanie przepisu mówiącego, że możliwość krótkoterminowego wynajmu mieszkania na krócej niż 30 dni mogą oferować jedynie hostele i hotele. A rząd, nie chcąc wojny z hotelarzami, postanowił uregulować zasady najmu krótkoterminowego. „Najważniejsza jest według nas kwestia odpowiedzialności właściciela mieszkania czy apartamentu na wynajem za zachowanie gości. W przypadku uporczywego zakłócania porządku przez osoby wynajmujące, samorządy powinny mieć możliwość odebrania koncesji/pozwolenia na wynajem” – tak napisał www.bankier.pl.

CZY W ZWIĄZKU Z TYM WYNAJEM KRÓTKOTERMINOWY JEST ZAGROŻONY?

Ze wszystkich informacji, do których dotarłam, wynika, że nikt nie chce ograniczeń i uciążliwości dla tego typu działalności, chcą natomiast, aby był to biznes zarejestrowany. Tu zacytuję wypowiedź prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego: „Nie chcemy zakazu wynajmu krótkoterminowego, gdyż zdajemy sobie sprawę, że w miastach turystycznych jest on popularny, ale formy koncesjonowania tego typu działalności, aby wyeliminować uciążliwości dla mieszkańców”.

A CO NA TO RZĄD?

Pojawiły się informacje, że wprowadzenie ograniczeń względem najmu krótkoterminowego zapewni większą konkurencyjność podmiotów działających na rynku hotelarskim oraz zwiększy przejrzystość na rynku najmu lokali i obiektów mieszkalnych. I tu było już o krok od decyzji Ministerstwa Sportu i Turystyki, które zdecydowało, aby dostosować się do unijnych przepisów w zakresie świadczenia usług hotelarskich. Resort postanowił wprowadzić obowiązek wpisywania lokali zgłoszonych do najmu krótkoterminowego do rejestrów prowadzonych przez samorządy, tym samym obiekty wynajmowane jednorazowo podczas pobytu do 30 dni przez gości będą podlegać obowiązkom rejestracyjnym, kontrolnym i innym wynikającym z przepisów zawartych w rozporządzeniu. I to jest jedyna oficjalna wzmianka dotycząca nowelizacji ustawy, do jakiej dotarłam. Moim zdaniem jest to dobra informacja, ponieważ taki rejestr ucywilizuje wynajem i wyeliminuje szarą strefę. My wszyscy prowadzący ten biznes jesteśmy przecież na portalach typu: Airbnb, booking… wystawiamy faktury, paragony, odprowadzamy podatki, prowadzimy legalną działalność gospodarczą. A zatem zapowiadana zmiana, jaką planują nasi urzędnicy, czyli kwestia opodatkowania, odejście od rozliczania ryczałtem 8,5% i traktowanie najmu krótkoterminowego jako działalności gospodarczej, nie powinna nas niepokoić. Nie mamy więc czego się obawiać. Powyższy rejestr wyeliminuje nieuczciwą konkurencję, która nie płaci podatków i zaniża ceny, oferując apartamenty np. po 100 zł za dobę lub nawet i mniej.
Nadal na Airbnb możemy zarabiać dwa razy tyle co na wynajmie długoterminowym. Możemy także robić ten biznes, nie posiadając własnego mieszkania, tylko je podnajmować. Jeśli chciałbyś dowiedzieć się więcej na temat wynajmu krótkoterminowego, zapraszam na moje 3-Tygodniowe Warsztaty, startujemy już 4 marca z siódmą edycją szkolenia.