Peruwiańska fiesta TANIEC, PIWO I DESZCZ – Strefa Nieruchomości

Tekst i zdjęcia: Ewa Kowalczyk

Zupełny przypadek sprawił, że tego dnia, w połowie lutego, znalazłam się w miejscu, które od wielu wieków jest doskonale znane mieszkańcom Peru, a które niełatwo odnaleźć na zwykłej mapie. Zaledwie dziesięć kilometrów od przeuroczego miasteczka Ollantaytambo w południowym Peru, w prowincji Urubamba, na dawnych ziemiach Inków leży jedna z setek podobnych dolin – Markaqocha.

[betteroffer]

TO TYLKO FRAGMENT ARTYKUŁU.
ABY WYKUPIĆ DOSTĘP DO CAŁOŚCI, KLIKNIJ W PRZYCISK KUP TERAZ.

[/betteroffer]

[betterpay amount=”1.00″ button=”http://www.strefanieruchomosci.info/wp-content/uploads/2019/01/kup-teraz.png” validity=”0″ validity_unit=”d” ids=””]

FIESTA DE LOS COMPADRES 

Nie wyróżnia się ona przesadnie urodą czy urodzajem, nie wydarzył się też tutaj żaden cud, ani nie odbyła ważna bitwa. Ma jednak wielkie znaczenie dla tradycji Peru. Trzeba mieć pecha, takiego jak ja, i nie dostać biletów na autobus w inne miejsce, żeby przez przypadek dowiedzieć się o tak bardzo nieturystycznej, wspaniałej imprezie, jaką jest Fiesta de los Compadres. Żeby dojechać do Marqakocha, trzeba wraz z mieszkańcami Ollantaytambo stać przy ulicy i czekać, aż podjedzie i tak już przeładowany, trzęsący się bus, który zabierze kolorowe towarzystwo do miejsca, które de facto nie ma nazwy, a już na pewno adresu.

OGORZAŁE TWARZE KONTRA SZEROKIE NOSY

Cała okolica to góry i doliny, przecinane czystymi jak kryształ rzeczkami i gęsto usiane inkaskimi ruinami z czasów sprzed hiszpańskich podbojów. Handlowcy z południa, znad jeziora Titicaca, wędrowali na północ, by w półdrogi spotkać się z handlarzami z północnych lasów deszczowych. Jedni mieli ostre rysy i ogorzałe od wiatru twarze, drudzy szerokie nozdrza i wyostrzony życiem w dżungli wzrok. Jedni przywozili suszone ryby i wełnę, inni zioła lecznicze, pozyskiwane w tropikach. Inni wieźli sól, inni kości tygrysów…

Na mniejszą skalę podobna wymiana odbywa nadal między mieszkańcami górskich wiosek i miasteczek w dolinach. Towary są wymieniane, usługi świadczone a umowy przyjaźnie zawierane. Wszyscy wiedzą, że bez tych przyjaźni i długodystansowych wędrówek kupców życie byłoby niepełne, jeśli w ogóle możliwe. Dlatego raz do roku, na rozpoczęcie karnawału, niepozorna dolinka rzeki Patacancha, tam gdzie schodzą się ścieżki z wielu okolicznych wsi, wypełnia się śpiewem i tańcem, uzupełnianymi dużą ilością gotowanego na miejscu jedzenia i jeszcze większą ilością… butelkowego piwa.

SPOTKANIE PRZYJACIÓŁ

Fiesta de los Compadres w tłumaczeniu z języka keczua to po prostu zabawa ludowa. Ale compadres to też przyjaciele (z hiszpańskiego) i właśnie o przyjaźń, pobratymstwo i wzajemne wsparcie tu chodzi. Przez trzy dni cała okolica świętuje fakt, że przez ostatni rok mieszkańcy byli dla siebie wzajemnie pomocą. Przez trzy dni dzieci, młodzież, dorośli i starcy noszą tradycyjne ubrania, tańczą i ucztują bez ograniczeń. Z tego, co widziałam, wnioskuję, że wówczas odbywa się tu również dość intensywne poszukiwanie przyszłych żon i mężów, nastroje i ubiory są więc tym bardziej odświętne.

Każda wieś „wystawia” swoich przedstawicieli, którzy prezentują kilka tradycyjnych tańców, wnikliwie obserwowanych i ochoczo oklaskiwanych przez publiczność. Niektóre tańce, tak jak Kapac Qolla, opowiadają historie kupców wędrujących z towarami przez kraj, inne, jak Wallata, imitują zachowania ptaków, jeszcze inne opowiadają o pracy na polu lub rolach społecznych. Każdy taniec to inny strój i zestaw akcesoriów, ale najważniejsze są maski, będące bardzo istotnym elementem peruwiańskiego folkloru – kolorowe, ręcznie robione, często na drutach.

JAK OKIEM SIĘGNĄĆ – JEDZENIE

Wszędzie wokół jedzenie. Na straganach i na polowych kuchniach. W powietrzu unosi się nie tylko odświętny nastrój, ale i zapachy – tu zupa rybna, tam kukurydza i ceviche*, gdzie indziej świeżutkie pączki. Pieczone na węglu mięsa, ryby i kiełbaski, dalej wata cukrowa i placuszki z zupełnie nieznanych mi warzyw. Przechadzam się między straganami i z całej siły unikam ataku pianą wodną. To lokalny zwyczaj karnawałowy, praktykowany przez wszystkie grupy wiekowe – pryskanie na innych pianą w aerozolu. Można ją kupić praktycznie wszędzie. To trochę jak śmigus-dyngus – wolno zaatakować każdego, ale widzę, że tendencja jest dość wyraźna – chłopaki ganiają co ładniejsze dziewczyny, a tym nigdy nie udaje się uciec…

Zaglądam za róg budynku i znajduję zakątek, w którym młodzi mężczyźni grają na różnych instrumentach, głównie fujarkach, i pieką w żarze ziemniaki. Podchodzę i – jak zawsze – zostaję powitana ciepło i z zainteresowaniem. Gawędzimy o feście i jak pięknie jest w Peru. Jemy gorące ziemniaki, które w niczym nie przypominają tych polskich. Z rąk do rąk krążą kubeczki z czymś, co nazwałabym lokalnym bimbrem. 

RADOŚĆ ŻYCIA

Czerwone poliki, wspaniałe włosy, ubłocone stopy i bardzo wiele uśmiechów – to przeważa w ludzkim krajobrazie. Młody chłopak w dżinsach i modnej katanie porywa do tańca starszą panią w tradycyjnym stroju, wykorzystując chwilową przerwę muzyków w piciu. Dwie staruszki opowiadają sobie różnorakie historie… zaśmiewając się w głos i popijając piwo. Dwóch starszych panów rozmawia z przechodniami… zaśmiewając się w głos i popijając piwo. Mama karmi pucołowate dziecko, młode dziewczyny strzelają oczami, chłopaki zbijają się w grupki… zaśmiewając się w głos i popijając piwo.

Po południu udział w imprezie postanowił wziąć deszcz. Chyba bawił się dobrze, pewnie też z powodu piwa, bo z czasem lunął z oberwanej chmury i ani myślał nas opuścić. Lało i lało, a błoto pod stopami zyskiwało coraz to nowe stadia płynności. Zrobiło się zimno – Markaqocha leży w końcu na niemal 3500 m n.p.m. Tłum lekko się przerzedził, choć ulewa nie na wszystkich robiła wrażenie. Sprzedawcy kolorowych peleryn wyrastali nagle, jak spod ziemi, konkurując z busami i motorikszami oferującymi powrót do Ollantaytambo. I choć impreza trwała nadal, znów wsiadłam do zatłoczonego, trzęsącego się busika i odjechałam, dziękując losowi za brak biletów na inny autobus. Nie muszę chyba dodawać, że przestało padać po 10 minutach…

Ewa Kowalczyk

Fotograf, podróżniczka, obywatelka świata. Obecnie mieszka w Azji i zgłębia wierzenia oraz kulturę Wietnamu.

[/betterpay]

Na tropie kanibali i dzikich plemion, CZYLI PODRÓŻ DO DZIEWICZEGO MIEJSCA NA ZIEMI – Strefa Nieruchomości

Tekst: Wojciech Kłodziński

Witajcie w Papui-Nowej Gwinei! Kierunek został przez nas obrany dość spontanicznie. Na podstawie kilku informacji z Internetu dowiedzieliśmy się, że żyje tam najbardziej prymitywna cywilizacja na świecie, tworzona przez 750 różnych plemion. Każde plemię mówi innym językiem. W ostatnich latach starają się wprowadzić 4 uniwersalne języki. Chcieliśmy przekonać się, czy nadal panuje tam kanibalizm, a najlepiej zobaczyć na własne oczy tradycyjne obrzędy i stroje.

Dowiedzieliśmy się, że w Papui zanotowano najwięcej zdarzeń kanibalizmu. Niektóre plemiona przez pół roku walczą między sobą, a upolowane ofary zjadają. Drugą połowę roku w zgodzie odprawiają rytuały, tańcząc przy ogniu i ucztując z uśmiechem.

[betteroffer]

TO TYLKO FRAGMENT ARTYKUŁU.
ABY WYKUPIĆ DOSTĘP DO CAŁOŚCI, KLIKNIJ W PRZYCISK KUP TERAZ.

[/betteroffer]

[betterpay amount=”1.00″ button=”http://www.strefanieruchomosci.info/wp-content/uploads/2019/01/kup-teraz.png” validity=”0″ validity_unit=”d” ids=””]

Nasza podróż to nie była zwykła turystyka, przeszkody na każdym kroku wręcz się piętrzyły. Przed wyjazdem udaliśmy się na konsultacje do lekarki, specjalizującej się w chorobach tropikalnych. Już wtedy zaczęliśmy wątpić, czy jest sens się tam wybierać. W Papui jest wiele zagrożeń. Na przykład w wodzie występują groźne bakterie, które potrafą przedostać się do krwi przez zdrową skórę – otrzymaliśmy poradę, by nie wchodzić do żadnej rzeki. Przyjęliśmy 5 różnych szczepionek, kupiliśmy tabletki przeciwmalaryczne, dodatkowo odpowiednio wysokie buty do spacerowania po lesie, moskitiery, aby zabezpieczyć się od owadów podczas snu. I latarkę na baterię słoneczną, która… w praktyce nie zadziałała.

Z tym ekwipunkiem i wiedzą ruszyliśmy we dwójkę z kolegą Arkiem na drugi koniec świata. Lot na trasie Berlin-Dubaj- Filipiny-Papua był dość męczący. Jednak po wylądowaniu w Port Moresby, stolicy Papui, stwierdziliśmy, że udamy się jeszcze dalej. Wykupiliśmy lot do miasteczka Wewak. Tutejsze lotnisko jest bardzo prymitywne – rozładunek bagaży odbywał się na małym stole pod daszkiem. Otaczał nas płot z drutem kolczastym, podpierany przez kilkudziesięciu mężczyzn, oczekujących na swoich bliskich. Wsiedliśmy do lokalnego busa, który dowiózł nas do hostelu. 

Tam po 46-godzinnej podróży mogliśmy położyć się w jeszcze całkiem przyjaznych warunkach. Kolejnego dnia wyszliśmy na miejską plażę. Po 10 minutach, z małej, drewnianej łódki wyskoczyło pięciu tubylców. Nie byli przyjaźnie nastawieni, wymachując jakimiś chwyconymi w ręce konarami drzewa, krzyczeli do nas agresywnie. Wróciliśmy do hostelu. Zamówiliśmy transport jeepem do wioski Pagwi, nad rzeką Sepik – podróż wiązała się z przeprawą. Za przeprowadzenie samochodu po kłodach trzeba było odprowadzić odpowiednią opłatę.

Wioska liczyła około 40 mieszkańców. Dzieci podbiegały do nas z u śmiechem, lecz dorośli spoglądali niepewnie. Zapewniliśmy sobie nocleg w domu na palach. Nie było tam łazienki, był jedynie wychodek.

Na miejscu zamówiliśmy na kolejny dzień małą łódkę z dwoma baniakami paliwa i eskort ą trzech przewodników. Planowaliśmy dotrze ć jeszcze dalej. O północy po ł o żyliśmy si ę do spania pod moskitierami. Nagle usłyszeliśmy  hałas – był to dźwięk kamieni uderzających o domek. Sprawdziliśmy nasze drzwi – były zamknięte. Przez 4 godziny, nie wiedząc o co chodzi, czekaliśmy, aż odgłosy ustąpią. Spaliśmy tylko 2 godziny, by wstać o 6 rano i wyjść na brzeg rzeki. Tam czekała na nas łódka. Płynęliśmy, odwiedzając po drodze małe wioski, liczące po kilka domków.

W jednej z nich, na brzegu, powitało nas kilku mężczyzn z zaciśniętymi i uniesionymi pięściami. Jednak nasi przewodnicy ich uspokoili. Musieliśmy zapłacić. Następnie poczęstowali nas arbuzem i batatami. Obserwowali nas uważnie, zbiegły się dzieci. Okazaliśmy się dla nich niesamowitą atrakcją. W innej wiosce zdumieliśmy się cywilizacją. Dotarła nawet tutaj! Papuańczyk z radiem na baterię słoneczną, siedzący w swoim szałasie zrobił na nas wrażenie.

W kolejnej osadzie zapytaliśmy o blizny, często spotykane wśród tubylców. W Polsce mamy bierzmowanie. Papuasi zaś mają swój obrzęd, w wyniku którego chłopak staje się prawdziwym mężczyzną. Ceremonia ta polega na nakłuwaniu nożem pleców, ramion i rąk. Zaskoczyło nas też to, że wiele kobiet nie ma palców u rąk. Istnieje tu bowiem zwyczaj, że jeżeli zginie dziecko, kobieta obcina sobie palce w imię łączenia się z jego bólem. Zwyczaje niepokojąco krwawe.

Podróżowaliśmy dalej łodzią wzdłuż rzeki Sepik, pytając o „bush people” i kanibali. Niestety ani nasi przewodnicy, ani nikt z wiosek nie chciał nam wskazać drogi do lasu w górach i udać się tam z nami. Ostrzegali, że ktoś nas tam może po prostu zabić.

W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że od intensywnego słońca mam dość mocne oparzenie skóry. Zaśmiałem się! Tyle było przygotowań – szczepionki, ekwipunek – a zapomnieliśmy o mleczku do opalania. Konieczny był powrót do miasta. Przez kilka dni nie byłem w stanie wyjść poza hostel. Po 4 dniach wylądowałem w szpitalu w Port Moresby. Szpital był prywatny i dość dobrze wyposażony, jeden dzień kroplówki i stanąłem na nogi.

Stolic ę Papui zamieszkuje 360 tys. mieszkańców. Poświęciliśmy jeden dzień na zwiedzanie miasta, podróżując lokalnym busem. Przez cały dzień podchodzili do nas Papuasi i pytali, co tu robimy. Wręcz kazali nam brać taksówkę, schować telefony i uciekać do hotelu. Faktem jest, że nie spotkaliśmy tu żadnego innego turysty, nie mówiąc już o białym człowieku. Na targu udało nam się kupić kilka starych, drewnianych masek.

Kolejnego dnia, żeby jeszcze coś zobaczyć, wynajęliśmy kierowcę. Intrygujące było, że zarówno on, jak i wielu innych pytanych przez nas Papuasów, nie widział, ile ma lat. Podjechaliśmy między innymi do podobno jednego z najgorszych więzień na świecie. Gdy nasz nieoznakowany samochód podjechał do wrót więzienia, otworzyli nam i wjechaliśmy! Chodziliśmy i rozglądaliśmy się kilka minut, robiąc oczywiście zdjęcia. Po czym zaskoczony strażnik szybko nas wyprosił, orientując się zapewne, że jesteśmy przypadkowymi gośćmi.

Okazuje się, że zaufanie tubylców podróżnicy i badacze Papui-Nowej Gwinei zdobywają całymi latami, wracając tu i ucząc się tutejszych obyczajów i języków, a przynajmniej języka indonezyjskiego. W każdej wiosce zna go choć jedna osoba i dzięki temu badacze mogą poznać historię i kulturę, pozyska ć eksponaty do muzeów w Europie czy uścisnąć dłoń kogoś, kto wygląda na kanibala.

Nawet sam koniec naszej podróży nie był spokojny. W drodze powrotnej wstrzymali nasz samolot. Powodem była pewna 50-letnia Europejka, która nie pojawiła się na lotnisku. Podobno, jak okazało się później, jej poszukiwania trwały jeszcze 3 dni. Zaginęła. Sprawdziliśmy statystyki – okazuje się, że jest to jedna z 5 najbardziej niebezpiecznych stolic na świecie pod względem liczby morderstw…

Wojciech Kłodziński 

Właściciel marki Rentumi, inwestor i pośrednik nieruchomości ze Szczecina. www.rentumi.pl

[/betterpay]

MIESZKANIA Z DUSZĄ NOWA FORMA LUKSUSU CZ. 2 – Strefa Nieruchomości

Tekst: Żywia Nowicka-Wlaź

Mieszkania z duszą, czyli jakie? Przestronne, z wysokimi suftami, z ozdobnymi sztukateriami, dużymi, skrzynkowymi oknami, wykuszami, kafowymi piecami ocieplającymi wnętrze i drewnianymi klepkami ułożonymi w jodełkę… 

Historyczna atmosfera takich wnętrz i ich duży potencjał do aranżacji z dnia na dzień zyskują na wartości, a trend inwestowania w kamienice, zwłaszcza zabytkowe, staje się coraz bardziej popularny. W tym numerze pragnę Wam opisać estetyczne i praktyczne zagadnienia wykorzystania przestrzeni architektonicznej kamienic.

Ważnym aspektem w aranżacji kamienic są pokaźne ściany, pięknie doświetlone przez duże skrzynkowe okna czy wykusze okienne. Wielu architektów stara się odkryć te ceglane i wyeksponować na nowo ich piękno, co – jeśli się udaje – przynosi dużą satysfakcję. 

Zwróćmy też uwagę na fakturę ścian do remontu w takich wnętrzach. Często zdobią je wiekowe wzory – można je zachować, odświeżyć, a nie od razu niszczyć. Przykładowo, surowe, oryginalne ściany w Atelier u Katarzyny Złamaniec zostały odświeżone, a tylko w niektórych miejscach – dla podtrzymania ciągłości wzoru – został dodany tynk dekoracyjny. Efekt – jedyny w swoim rodzaju. Dodatkowo, wysokie ściany w kamienicach są idealnym tłem do wyeksponowania obrazów czy innych dzieł z naszych prywatnych kolekcji.

Drzwi to kolejny element architektoniczny, który nadaje charakter kamienicom. Jak przy wcześniejszych elementach, tak i w tym przypadku najlepiej, jeśli będą to drzwi oryginalne, odrestaurowane, z charakterystycznymi dla nich mosiężnymi klamkami i frezowaniem na drewnie. Jeśli drzwi nie nadają się już do użytku, warto je wymienić – na rynku jest wiele firm specjalizujących się w produkcji drzwi i opasek stylizowanych, oczywiście na wymiar.

W kamienicach można jeszcze znaleźć wiekowe żeliwne kaloryfery czy piece kaflowe i je także potraktować jako dodatkowy walor architektoniczny i dekoracyjny. Pani Monice Gruszce ze studia Luumo bardzo zależało na odratowaniu takich starych elementów. Gdy spogląda się na jej realizacje, widać wyraźnie, że piece oraz kaloryfery odzyskały drugie życie i idealnie wkomponowały się w nową wizję kamienicy – wyglądają jak rzeźby architektoniczne.

Jeśli chodzi o układ pomieszczeń, kamienice stwarzają szerokie pole do nietuzinkowych rozwiązań podziału przestrzeni. Nie bójmy się wysokich sufitów czy zaokrąglonych ścian – są świetną okazją do stworzenia nietypowego projektu. Wysokie sufity dają możliwość postawienia antresoli i wydzielenia przestrzeni do aranżacji na wysokości, np. sypialni czy biura. Jest to pewnego rodzaju przywilej, bo w większości mieszkań nie można sobie na to pozwolić. Tak samo nietypowe kształty pomieszczeń można sprytnie podzielić za pomocą szklanych ścian, oczywiście dalej w stylu paryskim lub loftowym, tak jak w przypadku projektu studia Luumo. 

Pani Małgosia Wojdal, właścicielka studia Lila Home, umiejętnie stosuje takie rozwiązania w swoich projektach. Używając metalowych drzwi ze szprosami w stylu loftowym, dzieli nimi strefy poszczególnych przestrzeni. Jednocześnie nie pomniejsza optycznie wnętrz, czym skutkuje np. wstawianie standardowych ścianek działowych. Nie przeszkodziły jej nietypowe kształty pomieszczeń – we wszystkich jej projektach są wręcz ciekawostką.

Dobrze zaprojektowane mieszkania w kamienicy, w których architekci zadbali o utrzymanie ducha czasu oraz przytulność, z całą pewnością są wyjątkowymi domami dla ich mieszkańców. Biorąc pod uwagę stylistykę wnętrz, nic nie stoi na przeszkodzie, aby łączyć w nich stare z nowym, przedwojenne detale z nowoczesnymi. Eklektyzm doskonale sprawdza się we współczesnych aranżacjach takich pomieszczeń. Polacy coraz częściej inspirują się klimatem paryskich kamieniczek i przemycają ten styl do swoich mieszkań. Jeśli do tego interesujemy się projektowaniem, posiadamy meblarskie ikony designu, to kamienice są idealnym tłem do wyeksponowania ich walorów oraz ponadczasowości, które są spójne z duchem takich wnętrz. Połączenie klasyki z nowoczesną stylistyką jest z pewnością nową formą unikalnego luksusu.

Fotografia na rynku pierwotnym – Strefa Nieruchomości

CASE STUDY OBSŁUGI FOTOGRAFICZNEJ INWESTYCJI DEWELOPERSKICH 

Żyjemy w pięknych czasach – przynajmniej jeśli chodzi o marketing. Przywykliśmy do reklam, świateł i intensywnych kolorów wypełniających naszą codzienność. Nawet ogłoszenia promocyjne w radio odtwarzane są nieco głośniej niż najlepsze solówki gitarowe w rockowych audycjach.

Konkurencja ta nie ominęła również branży nieruchomości. Ilość mieszkań i domów na sprzedaż stale rośnie, a wraz z nią oczekiwania kupujących. Jak więc wyróżnić ofertę, tak by dotarła do szerokiego grona odbiorców, generowała transakcje, a co za tym idzie – zyski dla dewelopera?

MINIATURKA, CZYLI KROK PIERWSZY W SPRZEDAŻY 

Przeglądając popularne serwisy ogłoszeniowe w poszukiwaniu ofert z rynku pierwotnego, można łatwo zaobserwować, że zdecydowana większość nieruchomości reklamowana jest grafikami komputerowymi. 

Najczęściej przewijają się wizualizacje budynków z zewnątrz, zaraz za nimi rendery 3D konkretnych mieszkań, rzadziej proste rzuty. Wszystkie te miniaturki mają wspólną cechę – są jednolite, wręcz nijakie i… sugerują, że inwestycja jest w fazie projektu. To utrudnia sprzedaż, szczególnie deweloperom dopiero budującym swoją markę. 

Kupujący cenią czas, ale przede wszystkim chcą czuć się bezpiecznie. Zdjęcia obrazujące inwestycję skutecznie eliminują obawę przed słynną „dziurą w ziemi”, dając pewność, że budynek stoi, można go obejrzeć i fizycznie dotknąć. Na ich podstawie ocenią również termin oddania, a doskonale wiemy, jak duży procent ludzi skrupulatnie czyta opisy ofert…

Za zdjęciami stoi również aspekt marketingowy. Przewijając codziennie listy ofert w poszukiwaniu wymarzonego „M”, kupujący przywykli do stonowanych grafik i płaskich rzutów. Warto to wykorzystać.

Dobrze skomponowane zdjęcie, wykonane w odpowiednich warunkach oświetleniowych, skutecznie zatrzyma wzrok, generując przy tym wejście w ofertę. To swoisty lejek sprzedażowy, pierwszy krok do stworzenia relacji skutkującej transakcją.

ZŁOTA GODZINA I SIŁA KOMPOZYCJI

Fotografując budynki z zewnątrz, wykorzystaj najlepsze warunki oświetleniowe w ciągu dnia. Mowa tu o tzw. złotych godzinach. Ten słynny termin oznacza czas, w którym słońce rzuca miękkie i łagodne światło, przyjemne dla ludzkiego oka. Ogólnie rzecz ujmując, to godzina po wschodzie oraz godzina przed zachodem słońca. Warunki wówczas panujące pozwolą idealnie podkreślić cienie i wydobyć naturalne, ciepłe barwy. Pamiętaj również o odpowiedniej kompozycji. Z pomocą przychodzi tu reguła trójpodziału. Kadr podzielony na 3 równe części w pionie i poziomie tworzy swego rodzaju szachownicę. Miejsca przecięć linii to punkty skupiające największą uwagę odbiorców – umieszczaj w nich obiekty ważne dla zdjęcia.

BETON, GIPS I WISZĄCE KABLE 

Prawdziwe wyzwanie zaczyna się jednak we wnętrzach. W mieszkaniu z rynku wtórnego zawsze znajdzie się coś, czym można skupić uwagę odbiorcy – szczegół warty pokazania. Wnętrza w inwestycjach deweloperskich są prawdziwym wyzwaniem dla umiejętności postprodukcyjnych fotografa. Ważne jest przygotowanie do sesji. Fotografowane pomieszczenia muszą być posprzątane, okna umyte, a wszelkiego rodzaju folie zabezpieczające usunięte. W pustym pomieszczeniu każdy niepotrzebny detal natychmiast rzuci się w oczy i zaburzy odbiór zdjęcia.

Często jedynym wątkiem kolorystycznym w mieszkaniu deweloperskim jest widok z okna, dlatego ważne jest, by go pokazać, nawet jeśli do dyspozycji mamy tylko błękitne niebo. Aparat w trybie automatycznym nie zbalansuje jednak odpowiednio światła dostępnego wewnątrz pomieszczenia z tym, jakie jest za oknem. Z pomocą przyjdzie technika HDR, wykorzystująca ten sam kadr wykonany w różnych czasach naświetlania lub umiejętne użycie lamp błyskowych. Wiszące z suftu kable, miejsca pod instalacje wodne i elektryczne nie są atrakcyjne dla oka, ale ważne z punktu widzenia kupującego. Warto więc posiadać dwie wersje zdjęć. Pierwszą – z usuniętymi tego typu artefaktami na potrzeby prezentacji w Internecie, druku w katalogach i materiałach marketingowych, oraz drugą – bez retuszu, dostępną w biurze sprzedaży. Dzięki niej można sprawnie pokazać klientom, w którym miejscu i jak wykonane są instalacje.

Warto pamiętać, by cała sesja była spójna. Należy zwracać uwagę na jednolitą jasność zdjęć, balans bieli oraz perspektywę we wszystkich fotografowanych pomieszczeniach. 

WYKORZYSTAJ MIESZKANIE POKAZOWE

Idealnym uzupełnieniem sesji deweloperskiej są profesjonalne zdjęcia mieszkania pokazowego. Warto je udostępniać w biurze sprzedaży lub podczas prezentacji inwestycji. Zdjęcia pobudzą wyobraźnię kupujących, ułatwiając zwizualizowanie sobie mieszkania w stanie gotowym do zamieszkania. Zaowocuje to wzrostem zaufania do marki dewelopera.

Łukasz Banaszek 

Fotograf reklamowy, specjalizujący się w obsłudze rynku nieruchomości. Właściciel marki Fotografia Nieruchomości.eu, realizującej sesje zdjęciowe dla hoteli, inwestorów i deweloperów na terenie całego kraju. Doświadczenie w branży zdobywał pracując jako specjalista ds. sprzedaży w największych biurach nieruchomości w Polsce. Autor szkoleń i warsztatów z zakresu fotografii reklamowej.

Bycie kobietą w nieruchomościach to ATUT – Strefa Nieruchomości

Tekst: Urszula Socha

Czy nieruchomości to NAPRAWDĘ męski biznes? W moim kolejnym felietonie powracam do kluczowego pytania, które zadałam w poprzednim artykule. Jak zatem zmienić te ponure statystyki, które rządzą na wszelkich spotkaniach z branży nieruchomości, spotkaniach networkingowych, szkoleniach, kongresach czy konferencjach? 

Kobietom w tej branży potrzebna jest ogromna siła i wytrwałość, a także właściwa interpretacja słów, działań, które są elementami naszego „sufitu”. To strach zewnętrzny, jak i wewnętrzny, ale też towarzyszące nam w podświadomości zdania: A co, jeśli popełnię błąd? Co się stanie, jeśli podejmę błędną decyzję? Należy spojrzeć całkiem inaczej na znaczenie tych słów. Być może zaakceptujemy ten stan w zupełnie inny sposób. Bez względu na to, czy budujemy, remontujemy, flipujemy, kupujemy, czy sprzedajemy nieruchomość, interpretacja powinna być następująca:

Błędy są efektem normalnym – są po to, by się uczyć. Nie da się odnieść sukcesu bez błędów. To dobrze, że chcemy być świetne we wszystkim – w pracy, w domu – i zawsze musimy świetnie wyglądać. Tylko wielka szkoda, że tak naprawdę nie doceniamy siebie. Nie warto więc czekać, aż pochwalą nas inni, gdyż robimy to dla siebie, z myślą o swojej rodzinie, o bezpieczeństwie finansowym na przyszłość. Uszczypliwie o mężczyznach mogę powiedzieć, że jeśli oni rozpychają się w tej branży łokciami i walczą o swoje miejsce – to my też musimy. Jeśli chcemy grać w „stereotypowo męskiej branży”, to musimy grać tak jak oni i na ich zasadach. Wykorzystać indywidualne kobiece cechy – to nasza broń, a mądrze wykorzystana gwarantuje przewagę.  

Strach to bariera, która nas w znacznym stopniu ogranicza i hamuje. Kiedy podejmujesz się działania, zaczynasz robić, nowe, trudniejsze, nieznane dotąd rzeczy – zawsze doszukasz się na wstępie powodów, by tego nie robić. Takie przemyślenia zawsze tam będą i wychodzą tuż za myślą o nowej inicjatywie, tuż za fantastycznym pomysłem, pojawiającą się okazją – ale to świadczy o dobrym, rozsądnym podejściu do tematu. Jeśli chcesz zaistnieć w tej branży, zapamiętaj: „Jeśli nikt Cię nie krytykuje – to znaczy, że nie robisz nic ciekawego, nic wyjątkowego, jesteś i będziesz dalej niezauważona”. Zwykła, szara kobieta nie wyróżniająca się z tłumu… Metaforycznie ujmując temat: wprowadź więcej kolorów w swoim życiu, działaniu i decyzjach, na przykład czerwoną odwagę, żółtą siłę, niebieską wytrwałość, zielony spokój, i bądź inna, wyróżnij się czymś! Bądź w końcu niezwykła! Nie boisz się przecież ludzi dookoła Ciebie, boisz się ich reakcji. Ale nie ograniczaj się przez krytykę innych, która zazwyczaj jeszcze nie nastąpiła, ale już potęguje w Tobie strach. Czy wiesz, że ludzie, którzy Cię krytykują, boją się bardziej niż Ty? Zaznaczam, być może skrytykują, z akcentem na być może – bo przecież przed podjęciem jakichkolwiek działań to się jeszcze nie wydarzyło. Nie bój się być sobą… Nie bój się krytyki i traktuj ją jak mądrą radę, bo być może w każdym zdaniu jest coś, na co powinnaś zwrócić uwagę. Wykorzystaj ją jak bezcenną wskazówkę, a jeśli nie dostrzeżesz w niej nic konstruktywnego, to staraj nie przejmować. Dalej bądź sobą i działaj… Warto czasem mądrze zaryzykować, żeby żyć tak, jak chcesz, żeby później nie żałować. Masz jedno życie i nie pozwól, by wiecznie dominował w nim strach, który przytłacza Cię jak nisko wiszący „sufit”. Tylko Ty możesz to zmienić.

CZY KOBIECIE ŁATWO JEST ZROBIĆ KARIERĘ W TEJ BRANŻY? 

Kobiety w nieruchomościach muszą posiadać „na wyposażeniu” istotne cechy i elementy osobowości, wykorzystać swoje mocne strony, odwagę, siłę, świetną intuicję, doskonałe zarządzanie czasem, profesjonalizm, perfekcjonizm i wiele, wiele innych, które pozwalają nam na dostrzeżenie okazji, przeprowadzenie doskonałego flipa czy na efektywną sprzedaż. Kobiety z mocną osobowością i pewne siebie konsekwentnie dążą do celu. To one mają szansę stawić czoła tej zdominowanej przez mężczyzn branży. To, czego nie mamy w naturze, można w sobie wypracować, by branża nieruchomości, tradycyjnie kojarzona z silną męską ręką – zmieniła obecnie widoczne statystyki. Kobiety mają szansę wzbogacać się i modyfikować ten męski świat wtedy, gdy pozostają sobą – bo też możemy i jesteśmy dobre w tej specyficznej branży. Bo kobiety w nieruchomościach mają „to coś” – czego nie mają mężczyźni. To takie drobiazgi, oryginalne cechy, których w męskim świecie czasem brakuje… Wtedy dokupują je tylko w najdroższych wersjach modeli z marzeń. Nieistotny jest wiek, istotą jest zaangażowanie, przedsiębiorczość i codzienne działanie, systematyczne i pomimo świadomości, że cel jest gdzieś blisko… Należy konsekwentnie działać w obranym przez nas kierunku, by krok po kroku zdobywać nowe, bezcenne doświadczenie, by się bać, ale strach wykorzystać mobilizująco, by wykorzystywać okazje – bo przecież po to są i tylko odważni/ odważne po nie sięgają.

Osobiście kieruję się założeniem, że każdy nowy projekt to nowe wyzwanie i szansa na stworzenie czegoś nowego, niepowtarzalnego, wyjątkowego, oryginalnego, czegoś, co przyniesie zawodową satysfakcję i rozwinie architektoniczne oraz deweloperskie umiejętności, nieruchomościową pasję… Wiecznie szukam nowych inspiracji i rozwiązań w nieustannie zmieniających się warunkach rynkowych tej specyficznej branży nieruchomości. Wiem, że kobiety mają zupełnie inne spojrzenie na świat, podejście do pracy, obowiązków i do myślenia, wręcz są wielozadaniowe i do tego profesjonalnie podchodzą do tematu… co w tej branży jest bardzo istotne. Jestem nastawiona na osiąganie założonego celu i „nie odpuszczam tak łatwo”. Uwielbiam wyzwania, bo to one są dla mnie głównym bodźcem do działania. Uwielbiam swoją pracę, która stanowi jednocześnie moje hobby. Urodzona lwica w życiu i w pracy – ambitna, zaangażowana wiedzą i sercem w każde przedsięwzięcie – tak działam.

Jak mogę powiedzieć, że boję się nowego kroku, skoro jeszcze go nie zrobiłam? Jeśli czegoś się nie da zrobić na już, to może da się inaczej? Każdego dnia uczę się radzić sobie z przeszkodami, które spotykam na swojej drodze. Co zabawne, wcale nie podsyła mi ich los, wiem, że one tkwią we mnie. To moja przewaga, mój los jest w moich rękach, moja siła lwicy, której nie waham się użyć i niesamowicie się przydaje. Uwierz w siebie i zacznij działać już dzisiaj, a jeśli już działasz, to dzisiaj bądź lepszą wersją siebie, niż byłaś wczoraj.

Urszula Socha 

Prywatnie jestem szczęśliwą osobą, mamą, Kobietą w Deweloperce, która stara się realizować w każdym zadaniu i każdej dziedzinie. Moja rodzina i moja ukochana druga połówka – równie wyjątkowa jak ja – daje mi ogromną siłę do działania. Dzięki nim mam niesamowitą energię, radość życia, ciągle ambitne plany, do których wspólnie, konsekwentnie dążymy i które wspólnie realizujemy. Więcej wiedzy znajdziesz na mojej stronie: www.kobietawdeweloperce.pl

Inwestowanie jest dla kobiet! – Strefa Nieruchomości

Tekst: Aleksandra Więcka 

KULISY POWSTANIA OGÓLNOPOLSKIEGO FORUM „KOBIETY INWESTUJĄ W NIERUCHOMOŚCI”.

Konkurentki czy przyjaciółki? My kobiety potrafmy to pogodzić i świetnie na tym wychodzimy.

Weszła na pierwsze spotkanie trochę spóźniona. Właściwie weszły – bo córeczka lada dzień miała przyjść na świat. To było pierwsze spotkanie Ani z inwestorkami i branżą nieruchomości. Złapała bakcyla. 

– Muszę być na następnym – oznajmiła. – Tylko mam kłopot, bo akurat wtedy rodzę – zmartwiła się.

W obliczu takiej determinacji nie miałyśmy wyjścia. Termin spotkań został przesunięty o dwa tygodnie, a świeżo upieczona mama zaczęła inwestować między karmieniem i przewijaniem.

– Uwielbiam tę historię – mówi Olga Marciniak, współtwórczyni Ogólnopolskiego Forum „Kobiety Inwestują w Nieruchomości” – bo świetnie pokazuje dwie rzeczy. Po pierwsze, że branża nieruchomości jest idealna dla kobiet, chociaż nie wszystkie jeszcze o tym wiedzą, a po drugie – jak bardzo chcemy i powinnyśmy się wspierać. To dzięki temu się rozwijamy, a rynek dojrzewa – dodaje. – No i w branży wciąż jeszcze zdominowanej przez facetów fajnie jest znać kogoś, kto widzi ten świat z podobnej perspektywy.

Sama zajmuje się nieruchomościami od 10 lat. Pierwsze kroki stawiała w Australii. – Już wtedy spotykałam kobiety, które interesował ten świat, ale nie miały pojęcia, jak do niego wejść – wspomina. Kiedy przyjechała do Polski, postanowiła poznać jak najwięcej kobiet, które inwestują w nieruchomości. Trafiła na spotkanie grupy „Kobieca Strona Inwestowania”. 

– Dziewczyny chętnie dzieliły się wiedzą, dodawały sobie otuchy, wspierały. To zrobiło na mnie wrażenie. Kiedy mój biznes WawaRoom nabrał rumieńców i życie stało się mniej chaotyczne po przeprowadzce, chciałam organizować takie spotkania w Warszawie. Facebookowa grupa „Kobiety Inwestują w Warszawie” zaczęła szybko rosnąć w siłę, a spotkania ofine nabrały regularnego, comiesięcznego charakteru – opowiada Marciniak.

Wtedy trafła na Wielką Wymianę Kontaktów. – A ja trafłam na Olgę. Połączyła nas idea – dać kobietom jeszcze jedno miejsce, w którym zobaczą na żywym przykładzie, że inwestowanie to nie porywanie się z motyką na słońce, tylko normalny biznes, w którym mogą odnieść sukces – mówi Katarzyna Dziubałka, współorganizatorka Ogólnopolskiego Forum „Kobiety Inwestują w Nieruchomości”. 

A jeśli po drodze popełnią błąd? Świetnie – jest o czym opowiadać. – Moje doświadczenie zdobyte dzięki organizowaniu spotkań dla kobiet i prowadzeniu Szkoły Liderek oraz wiedza Olgi zaowocowała projektem – Forum „Kobiety Inwestują w Nieruchomości” – podkreśla Dziubałka.

I to działa. – Byłyśmy świadkami, jak policjantka rzuciła pracę praktycznie z dnia na dzień – od tej pory poświęca się tylko nieruchomościom. Poznałyśmy emerytki, których sytuacja odbiega od losów statystycznej Polki – żyjącej dłużej i biedniej niż mężczyźni. Nie miały ambicji tworzenia wielkiego imperium, tylko zabezpieczenia dla siebie na przyszłość. I dzięki kilku mieszkaniom to się udało. Są wśród nas mamy, które nie muszą wracać do pracy zaraz po macierzyńskim, bo inwestowanie w nieruchomości dało im elastyczność i czas, którego potrzebowały.

Kobiety boją się inwestycji, kredytów, formalności, ale dzięki kilku prostym instrumentom mogą stworzyć dodatkowe źródło dochodu, które będzie je wspierało.

Miejsce, gdzie mogą być razem i wymieniać się doświadczeniami, to sposób na to, żebyśmy przestały wierzyć, że „to nie dla mnie”. Zwłaszcza, że statystyki są po naszej stronie. 

Z badań opublikowanych na portalu rynekpierwotny.pl wynika, że 70% zapytań kierowanych do deweloperów generują kobiety, a w 80% przypadków ostatnie zdanie przy zakupie mieszkania należy właśnie do nich. To one zwracają większą uwagę na funkcjonalność mieszkania, standard inwestycji, dostępność obiektów usługowo-handlowych czy placówek oświaty. Są wymagające, często udaje im się wynegocjować atrakcyjniejszą cenę.

Kobiety zdecydowanie przeważają w tych aspektach – mówią deweloperzy. Jeśli kobiety są tak dobre w zakupie mieszkania dla siebie, to mogą wykorzystać te umiejętności do inwestowania w nieruchomości. Spotkajmy się i bierzmy sprawy w swoje ręce!

Chcesz wiedzieć więcej? Wejdź na stronę: www.inwestorki.pl. 

STREFA NIERUCHOMOŚCI JEST PATRONEM MEDIALNYM WYDARZENIA.

Aleksandra Więcka

Specjalistka od projektowania historii. Łączy storytelling z metodą Design Thinking i treningiem kreatywności. Dziennikarka, dramatopisarka, scenarzystka.

Jakie zmiany CZEKAJĄ NAS W ZAKRESIE OBROTU NIERUCHOMOŚCIAMI ROLNYMI? – Strefa Nieruchomości

Tekst: Joanna Sojda Specjalista ds. nieruchomości POWER INVEST

26 czerwca br. weszła w życie nowelizacja ustawy o ukształtowaniu ustroju rolnego, która zliberalizowała obrót nieruchomościami rolnymi. Zmieniły się dwie ustawy: ustawa o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa oraz ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego. 

Dotychczas ziemię rolną powyżej 0,3 ha miał możliwość kupić tylko rolnik indywidualny. Jak wiemy, według ustawy to osoba fizyczna będąca właścicielem, użytkownikiem wieczystym, samoistnym posiadaczem lub dzierżawcą nieruchomości rolnych, których łączna powierzchnia użytków rolnych nie przekracza 300 ha, posiadająca kwalifkacje rolnicze oraz co najmniej od 5 lat mieszkająca w gminie, na obszarze której jest położona jedna z nieruchomości rolnych wchodzących w skład gospodarstwa rolnego, i prowadząca przez ten okres osobiście to gospodarstwo. Jednak ustawa przewidywała wyjątki. Prawo do zakupu miały również jednostki samorządu terytorialnego, Agencja Nieruchomości Rolnych, kościół katolicki i inne związki wyznaniowe. Ograniczenia w obrocie ziemią zostały wprowadzone m.in. przez ustawę z 14 kwietnia 2016 r. o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa. Przepisy dotyczyły obrotu ziemią państwową i prywatną. Jak czas pokazał, doprowadziły niemal do zastoju handlu ziemią rolną i spadkiem cen transakcji sprzedaży lub dzierżawy.

Zgodnie z nowelizacją, rozszerzony został katalog przypadków, w których nie będzie wymagana zgoda dyrektora Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR) na nabycie nieruchomości rolnej przez podmiot inny niż rolnik indywidualny. Zgoda ta nie będzie wymagana na nabycie nieruchomości rolnej o powierzchni mniejszej niż 1 ha, na nabycie nieruchomości rolnej w wyniku postępowania egzekucyjnego i upadłościowego, w wyniku przekształcenia, łączenia lub połączenia spółek, jak również przy znoszeniu współwłasności.

W przypadku zakupu ziemi na wsi na cele nierolnicze (np. pod budowę domu) nabywca może kupić tylko jedną działkę. Dla działek w obrębie miast nie wprowadzono takich ograniczeń. Warto mieć na uwadze, że nadal mogą obowiązywać pozostałe ograniczenia w nabywaniu nieruchomości rolnych przewidzianych tą ustawą, takie jak prawo pierwokupu, odkupu na rzecz KOWR-u, zakaz czasowy zbywania nieruchomości lub oddawania jej w posiadanie podmiotom trzecim oraz obowiązek czasowego prowadzenia gospodarstwa rolnego na tej nieruchomości.

Nowelizacja rozszerza katalog osób spokrewnionych z rolnikiem, które mogą swobodnie kupować działki rolne, nawet te, które nie mają kwalifikacji do prowadzenia gospodarstwa, o rodzeństwo rodziców i pasierbów. Ułatwi to przekazywanie ziemi w rodzinie. W myśl nowych przepisów osoby te to: rodzeństwo rolnika, dzieci rodzeństwa, małżonek, zstępni (potomkowie: dzieci, wnuki, prawnuki), wstępni (przodkowie: rodzice, dziadkowie, pradziadkowie), osoby przysposabiające i przysposobione, rodzeństwo rodziców rolnika oraz pasierbowie rolnika.

Kolejną zmianą jest skrócenie z 10 do 5 lat okresu, w którym nabywca nieruchomości rolnej będzie zobowiązany do prowadzenia na niej gospodarstwa rolnego, jak również okresu, w którym nabywca nie może zbywać nieruchomości ani oddawać jej w posiadanie osobom trzecim. Zbycie takich gruntów – za zgodą dyrektora KOWR-u w drodze decyzji administracyjnej, a nie przez sąd – będzie możliwe przed upływem 5 lat.

Ponadto nowelizacja wprowadziła dodatkowe przypadki, w których obowiązek ten i jednocześnie zakaz zbywania nie będzie obowiązywał. Dotyczy to sytuacji nabywania nieruchomości rolnej przez osoby bliskie zbywcy, w wyniku spadkobrania, jak i w przypadku nieruchomości rolnej w granicach administracyjnych miast. Jeżeli już uda nam się taką nieruchomość nabyć, to nie mamy obowiązku prowadzenia tam działalności rolnej (gospodarstwa rolnego), ani nie obejmuje nas zakaz zbywania.

Podpisana przez Prezydenta nowelizacja znacznie ułatwia zakup i obrót ziemią rolną. Liberalizacja w tym zakresie jest jak najbardziej korzystna. Warto pamiętać, że każdy krok w kierunku uwolnienia ziemi rolnej jest dobry.

LEX DEWELOPER CO SIĘ ZMIENIŁO DLA SAMORZĄDÓW ORAZ DEWELOPERÓW? – Strefa Nieruchomości

Tekst: Noemi Chudzik Radca prawny, LL.M., partner w Chudzik i Wspólnicy Radcowie Prawni Sp. p.

CO ZMIENIŁA SPECUSTAWA MIESZKANIOWA? 

Minął właśnie rok od uchwalenia tzw. specustawy mieszkaniowej, czyli ustawy z 5 lipca 2018 roku o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących (Dz.U. z 2018 poz. 1496). Ustawa ta weszła w życie w sierpniu 2018 roku i miała przede wszystkim skrócić proces konieczny do formalnego przygotowania inwestycji mieszkaniowej, a tym samym ułatwić budowę osiedli z rządowego programu „Mieszkanie+”, ale może z niej skorzystać każdy deweloper. Jak wskazywano w uzasadnieniu do ustawy, miał to być „krok w kierunku ograniczania barier administracyjno-prawnych w zakresie budowy mieszkań dla grup społecznych o umiarkowanych dochodach”. 

Nowa ustawa wprowadziła możliwość uzyskania przez dewelopera zgody na ustalenie lokalizacji inwestycji w drodze uchwały właściwej miejscowo rady gminy, przy czym co ciekawe, w trybie specustawy mieszkaniowej możliwa jest realizacja inwestycji mieszkaniowych nawet w sposób niezgodny z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Skorzystanie z procedury przewidzianej w tej ustawie nie zastępuje oczywiście procedury uzyskania warunków zabudowy czy budowy zgodnie z miejscowym planem – jest to nowa forma procedowania w ramach przygotowania inwestycji budowlanej.

Co ważne, w ustawie przewidziano bardzo krótkie terminy dla organów gmin w zakresie wydawania odpowiednich decyzji i uchwał. Są one wprawdzie instrukcyjne, ale ich przekroczenie może uprawniać inwestora do skierowania skargi na przewlekłość.

LOKALNE STANDARDY URBANISTYCZNE – OGRANICZENIE DLA DEWELOPERÓW 

Ustawa wprowadziła pewien standard dotyczący wysokości budynków w ramach inwestycji mieszkaniowych. Zgodnie z nim, w miejscowościach do 100 000 mieszkańców budynki nie mogą być wyższe niż 4 kondygnacje nadziemne, zaś w miastach, w których liczba mieszkańców przekracza ten limit, nie mogą być wyższe niż 14 kondygnacji nadziemnych. Przewidziano jednak, że rada gminy może uchwalić lokalne standardy urbanistyczne, zmieniające parametry przewidziane ustawą – nie więcej niż o 50% – zarówno in plus, jak i in minus. Standardy mogą też określić liczbę miejsc parkingowych niezbędnych dla obsługi realizowanej inwestycji mieszkaniowej lub obowiązek zapewnienia dostępu do sieci ciepłowniczej. Wiele gmin skorzystało z możliwości uchwalenia tych standardów (np. Łódź, Poznań, Gdańsk, Katowice oraz Kraków – przy czym tutaj, Wojewoda unieważnił uchwałę Rady Miasta w prawnym zakresie), w większości przewidując mniej korzystne dla deweloperów.

DO JAKICH INWESTYCJI USTAWA MA ZASTOSOWANIE?

Ustawa definiuje inwestycję mieszkaniową, określając, że jest nią przedsięwzięcie, w wyniku którego powstaną: budynek lub budynki mieszkalne wielorodzinne o łącznej liczbie lokali mieszkalnych nie mniejszej niż 25 lub budynki mieszkalne jednorodzinne o łącznej liczbie nie mniejszej niż 10. Inwestycja nie musi być budową nowego obiektu, obejmuje także zmianę sposobu użytkowania lub przebudowę istniejących budynków. W ramach inwestycji mieszkaniowej można uwzględnić części budynków przeznaczonych na działalność handlową lub usługową.

GDZIE MOŻNA BUDOWAĆ NA PODSTAWIE SPECUSTAWY MIESZKANIOWEJ? 

Ustawa definiuje szereg warunków, które muszą być spełnione do uzyskania stosowanej uchwały Rady Gminy. Otóż inwestycja taka musi mieć zapewniony: dostęp do drogi publicznej, wodociągów i kanalizacji oraz sieci elektroenergetycznej – czyli podobnie jak przy uzyskiwaniu warunków zabudowy. Nowym rozwiązaniem było określenie minimalnych odległości inwestycji mieszkaniowej od szkół, przedszkoli i przystanku komunikacyjnego. W przypadku gdy przewidziane w ustawie odległości (o ile nie są zmienione w ramach lokalnych standardów) nie były zapewnione, inwestor mógł inwestycję zlokalizować jedynie w sytuacji, kiedy umownie zadeklarował – w formie aktu notarialnego – przekazanie na rzecz gminy kwoty odpowiadającej 5-letnim kosztom zapewnienia transportu i opieki w czasie przewozu dziecka do szkoły lub przedszkola. Było to ciekawe rozwiązanie, jednak 13 czerwca 2019 roku zmieniono specustawę i zlikwidowano wymogi dotyczące odległości planowanej inwestycji od przedszkoli oraz możliwość zapłaty przez inwestora za transport do szkół. Zachowano przy tym obowiązek lokalizacji inwestycji mieszkaniowych, realizowanych w ramach ustawy, w odległości nie większej niż 3000 metrów, a w miastach, w których liczba mieszkańców przekracza 100 000 mieszkańców – 1500 metrów od szkoły podstawowej, która jest w stanie przyjąć nowych uczniów w liczbie dzieci stanowiącej nie mniej niż 7% planowanej liczby mieszkańców inwestycji mieszkaniowej.

CZY RADA GMINY MUSI SIĘ ZGODZIĆ? 

Największym minusem zniechęcającym do skorzystania z procedury specustawy jest fakt, że rada gminy nie musi podjąć uchwały pozytywnej. Zgodnie z nowym prawem, w terminie 60 dni od dnia złożenia kompletnego wniosku rada podejmuje uchwałę o ustaleniu lokalizacji tej inwestycji lub odmowie jej ustalenia. Podejmując decyzję rada gminy bierze pod uwagę stan zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych na jej terenie oraz potrzeby i możliwości jej rozwoju wynikające z ustaleń studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. W ciągu roku od uchwalenia ustawy zapadło już kilka wyroków dotyczących odmowy ustalenia lokalizacji inwestycji mieszkaniowych, w których sądy wskazywały, iż aby podjąć uchwałę odmowną, rada gminy musi podać informacje dotyczące merytorycznych powodów podjęcia takiej decyzji przez organ gminy. Bez takiego uzasadnienia uchwała rady gminy jest nieważna.

CZY USTAWA SPEŁNIŁA OCZEKIWANIA DEWELOPERÓW?

Zainteresowanie deweloperów uchwaloną ustawą było duże, jednakże praktyka pokazała, że nowe prawo stanowi obecnie podstawę do realizacji bardzo znikomej liczby inwestycji mieszkaniowych. Choć brak jest centralnej ewidencji uchwał rad gmin ustalających takie inwestycje, przykłady większych miast pokazują, że początkowe zainteresowanie wygasło i większość inwestycji jest realizowanych na podstawie miejscowych planów lub decyzji o warunkach zabudowy. Ustawa będzie obowiązywała do 31 grudnia 2028 r.

www.chudzik.pl

Twój SMART HOME – Strefa Nieruchomości

Tekst: Marta Kubacka

Wyobraź sobie, że wracasz zmęczony z pracy. Za pomocą smartfona przygotowujesz dom na swój powrót. Ulubiona muzyka, idealna temperatura powietrza, a nawet podgrzana woda w basenie. Prestiż posiadania zintegrowanego systemu automatyzacji domowej jest niepodważalny. Takie rozwiązanie daje Ci ogrom – ny komfort, ale też w dłuższej perspektywie oszczędności. Jednak za wygodę trzeba zapłacić, i to nie mało. Na czym polega system inteligentnego domu, co zawiera, jakie daje korzyści i ile kosztuje? Sprawdź!

INTELIGENTNY, CZYLI JAKI? 

Inteligencja przypisywana jest coraz to różniejszym przedmiotom. Wiąże się to z zawrotnym postępem technologii, w której urządzenia zastępują działania ludzi. Dobrym przykładem, na miarę XXI wieku, są inteligentne domy. Ich podstawą jest mechanizm, który polega na zintegrowaniu różnych systemów działających oddzielnie w jeden wspólny system. Obejmuje np. ogrzewanie, oświetlenie lub monitoring. Opiera się na prostym systemie kontroli, który pozwala zarządzać domem z dowolnego miejsca. Tak naprawdę wszystko dzieje się za sprawą automatyki, elektryki, kabli, czujników i smartfona lub laptopa. 

SKĄD WZIĄŁ SIĘ POMYSŁ? 

Oczywiście z Ameryki. Pomysły na zastosowanie nowych technologii w codziennym życiu pojawiały się już w latach 50., te bardziej zaawansowane w latach 70 ubiegłego wieku. Czynnikami sprzyjającymi rozwojowi były: burzliwy rozwój informatyki oraz coraz to nowsze technologie wykonywania budynków. Później pojawił się pomysł integracji tych systemów. Doskonałym przykładem jest posiadłość Emila Mathiasa w mieście Jackson, którą nazwał Push-Button Manor. Był rok 1950, a jego dom miał alarm w garażu, czujnik ognia, automatyczne rolety, a nawet możliwość włączenia radia guzikiem znajdującym się w sypialni. Później wszystko bardzo szybko się potoczyło. Idee, które zostały wymyślone do końca 1980 roku, pozwoliły na budowanie prostych systemów zarządzania budynkami. Pierwszy profesjonalny profl inteligentnego domu został zaprezentowany w 1999 roku przez frmę Microsoft.

W DOMU, W BIURZE, GDZIE CHCESZ! 

Inteligentne rozwiązania są obecnie stosowane w większości budynków: domach, biurowcach, budynkach rządowych, instytucjach fnansowych, fabrykach, centrach badawczych, uczelniach, szpitalach i na lotniskach. Można określić główne funkcje, które powinny być spełnione po zastosowaniu systemu inteligentnego budynku. Wśród nich można wyróżnić: zdolność adaptacji elementów systemu do zmiennych potrzeb użytkowników i zmian zewnętrznych, pełne i efektywne sterowanie, zapewnienie pełnego nadzoru nad funkcjonowaniem systemu. W mniejszej czy większej skali integralne połączenia różnych systemów są powszechnie stosowane we wszystkich rozwiniętych krajach. Wykorzystuje się je do komunikacji, ochrony, zarządzania, sterowania i monitorowania. 

KTÓRE INSTALACJE MOŻNA OBJĄĆ SYSTEMEM? 

W zasadzie wszystkie. Obecna technologia pozwala na skoordynowanie domowych systemów w zakresie automatyki: zarządzania światłem (włączanie i wyłączanie, rozjaśnianie i ściemnianie, tworzenie klimatów), sterowania temperaturą (ogrzewanie, wentylacja, klimatyzacja), sterowania roletami (wewnętrznymi, zewnętrznymi, markizami, bramami), zasilania awaryjnego, sterowania basenem, sauną, możliwości automatycznego podlewania ogrodu. W kwestii bezpieczeństwa systemy zarządzają alarmem (informacja o wtargnięciu, pożarze, zalaniu), monitoringiem (możliwość zdalnego obserwowania posesji), video-domofonem, a nawet dają możliwość kontroli dostępu tylko dla uprawnionych osób. Można sterować również multimediami, a w szczególności audio-wideo.

Systemami można zarządzać w wieloraki sposób. Najbardziej popularny pozostaje panel dotykowy zamontowany na ścianie. Często spotykane są tzw. przyciski wielofunkcyjne, dzięki którym za jednym naciśnięciem uzyskujemy wcześniej ustalony tryb – np. w zakresie ulubionego kanału TV, stopnia zaciemnienia pokoju czy temperatury powietrza. Do dyspozycji są jeszcze urządzenia do sterowania systemem w postaci pilota z funkcją rozpoznawania głosu oraz te najbardziej nowoczesne – aplikacje mobilne na telefon lub iPad.

WADY I ZALETY 

Komfort, bezpieczeństwo, oszczędność i prestiż – te cechy przemawiają do użytkowników. Najbardziej pożądaną korzyścią przy zastosowaniu systemu Smart Home jest wygoda. Możliwość włączenia odpowiedniej temperatury, nastawienia ulubionej muzyki i ekspresu do kawy jeszcze przed przyjściem do domu jest obiecująca. Takich udogodnień jest więcej i każdy może je zaplanować według swoich potrzeb. Istotna jest również kontrola nad bezpieczeństwem. Systemy monitoringu czy przeciwpożarowe dają nam poczucie nadzoru i szansę na szybką reakcję. Ważne są również oszczędności możliwe dzięki odpowiedniemu zarządzaniu temperaturą oraz użyciem sprzętów domowych. Nieobojętne jest zainteresowanie zastosowanymi systemami odwiedzających nas gości. Miło usłyszeć, że nasz dom jest wyjątkowy – nie tylko piękny, ale też praktyczny i nowoczesny.

Użytkownicy najczęściej obawiają się awaryjności, która jest nieodłączna przy wykorzystaniu nowych technologii. Co może się stać? Niekontrolowane zachowania systemu – np.  przegrzanie domu, włączający się alarm bądź otwierająca się pod naszą nieobecność brama. Istnieje również ryzyko kradzieży tożsamości – przez podłączenie urządzeń do sieci, wykorzystujących rozpoznawanie głosu czy twarzy. Warto też zastanowić się, czy naprawdę potrzebujemy w domu tych funkcji. Czy istnieje potrzeba, aby kontrolować wszystko, wszędzie i w każdym momencie?

INTEGRATOR WSKAŻE CI DROGĘ 

Jeżeli jesteś pewien, że chcesz unowocześnić swój dom, nie rób tego na własną rękę. Integracja systemów często bywa awaryjna, a żeby tak się nie stało, należy wybrać ofertę specjalistycznej firmy, których na rynku nie brakuje. Każda nieruchomość musi być indywidualnie potraktowana. Integrator będzie chciał poznać Twoje preferencje i oczekiwania, tryb życia, układ i przeznaczenie pomieszczeń. Ma to kluczowe znaczenie, jeżeli celem jest polepszenie komfortu życia. Warto umówić się na konsultacje już w momencie wyboru projektu mieszkania, aby instalacje scalić ze sobą w najlepszy z możliwych sposobów. Jeżeli dom został już wybudowany, to nic straconego. Obecne technologie stwarzają możliwość zintegrowania istniejących systemów bez większej ingerencji w strukturę budynku. Mimo wszystko warto to zrobić wcześniej.

PRZYGOTUJ SIĘ NA WYDATKI

System inteligentnego domu do najtańszych nie należy. Za wygodę trzeba zapłacić. Ile? Wszystko zależy od wielu czynników. Decydujący wpływ na cenę ma liczba pomieszczeń oraz rodzaje instalacji, którymi chcesz sterować – światło, ogrzewanie, rolety wewnętrzne i zewnętrzne, gniazda elektryczne, stacja pogodowa, brama wjazdowa, brama garażowa, wentylacja, klimatyzacja, system alarmowy, komunikacja GSM. Każdy dodatkowy system to większy koszt ostateczny. Sporo zależy również od rodzaju panelu do zarządzania technologią. Firmy specjalizujące się w tworzeniu systemów inteligentnych domów, na swoich stronach internetowych oddają do dyspozycji kalkulatory, dzięki którym każdy, bez ruszania się z miejsca, może sprawdzić, z jakimi kosztami wiąże się montaż systemów w odniesieniu do konkretnej nieruchomości. Dzięki temu można wybrać elementy systemu, które najbardziej odpowiadają naszym potrzebom i na które nas stać.

BRAK GÓRNEJ GRANICY

Można ogólnie określić, że w wariancie podstawowym, w którym steruje się tylko oświetleniem, należy przygotować się na wydatki rzędu 200-250zł/m2 . Ponad 500 zł/m2 kosztuje wariant luksusowy, w ramach którego można sterować oświetleniem, ogrzewaniem, klimatyzacją i roletami. Cena obejmuje kompleksową instalację, łącznie z projektem, okablowaniem, rozdzielnicami, urządzeniami, gniazdkami i uruchomieniem. Są również systemy, za które należy zapłacić więcej, ale dzięki nim otrzymujemy dodatkowe funkcje, np. możliwość przeróbki instalacji bez kucia ścian, integracji z alarmem, sterowanie z dowolnego miejsca i wiele innych. Najprościej tłumacząc: za podstawowy system zapłacisz kilkanaście tysięcy złotych, górnej granicy nie ma.

INWESTYCJA, KTÓRA SIĘ ZWRÓCI 

Celem, dla którego tworzy się systemy inteligentnych domów, jest głównie obniżanie kosztów – oczywiście w długofalowej perspektywie. Jak twierdzą specjaliści, inwestycja powinna zwrócić się w okresie 10–15 lat. Z każdym rokiem inteligentne systemy będą bardziej zintegrowane i pozwolą na coraz większy komfort użytkowania. Specjaliści w tej branży zgodnie potwierdzają, że wkrótce wszystkie nowe domy będą wykorzystywały inteligentne rozwiązania. Technologia zmienia się w ogromnym tempie, co oznacza, że w perspektywie kilkudziesięciu lat ograniczeniem w zastosowaniu inteligentnych rozwiązań może być tylko wyobraźnia.

Ryzyko inwestycyjne: JAK DOKONAĆ WŁAŚCIWEGO WYBORU KAMIENICY? – Strefa Nieruchomości

Tekst: Damian Kleczewski 

Kamienice coraz częściej stają się obiektem zainteresowania inwestorów z doświadczeniem. Jednak problemem okazuje się właściwe podejście do analizy danego obiektu. W przypadku starego budynku mamy do czynienia z wieloma obszarami ryzyka, które należy poprawnie ocenić i ostatecznie zdecydować, czy nasz wybór jest trafny. Zdarza się bowiem, że brak dobrej analizy powoduje utratę sporych zysków w całym przedsięwzięciu. W toku analiz wielu budynków nie zdarzyło mi się, aby trafiła się kamienica idealna.

CO W MOIM PRZEKONANIU OZNACZA IDEAŁ?

Uregulowany stan prawny, brak służebności i hipotek, jeden lub dwóch właścicieli, niska cena, bez konserwatora, duży dziedziniec z wjazdem, prowadzona dokumentacja techniczna obiektu, inwentaryzacja budynku, brak lokatorów, wyremontowane części wspólne z elewacją i najlepiej usytuowanie w centrum miasta. To bardzo życzeniowa charakterystyka a wymienione elementy niestety w 99,99% przypadków nie idą ze sobą w parze. Stąd tak ważne jest poddanie ocenie każdego z nich i nadanie mu wartości kosztowej w toku całego procesu analityczno-negocjacyjnego.
Dość istotne znaczenie w analizie i finalnym podjęciu decyzji o kupnie będzie odgrywał czas. Jest on potrzebny na analizę, na negocjacje, na przygotowanie finansowania, na wyprowadzki
lokatorów, na remonty i załatwienie wszystkich spraw techniczno-formalnych z mediami, w końcu na organizację końcowego procesu, czyli oddanie mieszkań do najmu lub sprzedaży.

JAK MOŻNA OBLICZYĆ ILOŚĆ CZASU POTRZEBNEGO NA KAŻDY Z TYCH ETAPÓW?

Przygotowanie dokumentacji dla konserwatora, projektu elewacji i uzyskanie stosownych pozwoleń, w tym pozwolenia na budowę, będzie wymagało przynajmniej od dwóch miesięcy w górę, w zależności od sprawnej organizacji, siły przebicia w urzędach, stopnia skomplikowania i ilości zmian, które należy wykonać. Z jednej strony czas wyznaczają nam przepisy prawa budowlanego, a z drugiej sprawność działania aparatu urzędniczego. W jednym mieście sprawę załatwimy szybko, a w innym trzeba czekać do ostatniego dnia, w którym powinna zostać wydana decyzja.
Bezpieczne zatem będzie przyjęcie okresu sześciu miesięcy na uruchomienie procedur związanych ze zmianami na elewacji frontowej i działaniami z konserwatorem, jeśli takowy będzie nadzorował postępy. Dalej mamy działania związane z przygotowaniem projektu instalacji elektrycznej i złożenie wniosków o rozdzielenie instalacji obecnej, zwiększenie mocy do budynku i legalizację z docelowym dołożeniem liczników, adekwatnie do ilości lokali. Jeśli w kamienicy ma być przyłącze gazu lub kotłownia gazowa, to także należy działać przez pozwolenie na budowę wydawane w oparciu o wcześniej przygotowany projekt.
Załatwienie decyzji i pozwoleń, a następnie realizacja wszystkiego z docelowymi odbiorami to koszt upływającego czasu, który trzeba wkalkulować w cenę nabycia. Dlatego tak ważne jest uświadamianie zbywcom, ile obiekt wymaga zaangażowania, jeśli cena zakupu jest dość wysoka. Po zakupie za wysoką cenę wymienione wyżej aspekty i tak trzeba brać pod uwagę, a koszt będzie po stronie inwestora. Zatem im lepszą cenę zakupu inwestor uzyska, tym będzie dysponował większym buforem finansowym.
Pamiętam, że jako początkujący inwestor w kamienice, podczas analiz pierwszych obiektów nie zwracałem uwagi na wiele niuansów, które blokują w czasie dalsze działania. Nie zwracałem uwagi, bo nie wiedziałem. Jednak wraz z nabieraniem doświadczenia weryfikowałem coraz więcej obszarów. Jednym z tych kluczowych jest ocena substancji lokatorskiej. Im szcze
gółowiej będzie ona rozpoznana, tym lepszą strategię można ułożyć. Jednak zanim przyjdzie czas na układanie strategii, rozpoznanie tego elementu może zaważyć na kupnie bądź odrzuceniu oferty. Osobiście odrzucam oferty kamienic, jeśli liczba mieszkań zajętych przez lokatorów przekracza 70% wszystkich lokali w budynku. Udział procentowy zajętych lokali to jedno, a profil lokatorów to drugie, stąd najpierw należy się z nim zapoznać, a potem szacować możliwości wyprowadzek.
Kwestią szczególnej weryfikacji jest także stan prawny działki. Wszelkie niezgodności, służebności lub hipoteki mogą stanowić duże utrudnienie w toku działań prawno-administracyjnych wraz z podziałem dużych lokali na małe i zakładaniem dla nich nowych ksiąg wieczystych. Wpisy z księgi wieczystej działki (tzw. matki) migrują na poszczególne, nowo utworzone księgi. Należy o tym pamiętać, układając strategię działań inwestycyjnych. Nierozwiązany problem na tym polu potraf skutecznie zablokować sfinalizowanie inwestycji w rynek.
Właściwy wybór zakupowy to efekt właściwej analizy poprzedzający fakt kupna. Tym samym, im lepiej inwestor przyłoży się do oceny wszystkich możliwych elementów, tym mniej wątpliwości będzie mu towarzyszyć w podjęciu właściwej decyzji.

REASUMUJĄC: im niższa cena nabycia, tym większy komfort w załatwianiu wszystkiego, co jest związane z przygotowaniem obiektu pod określone plany inwestycyjne. Komfort przychodzi z czasem, w którym udaje się coraz lepiej analizować to wszystko, co ważne dla podjęcia właściwej decyzji zakupowej.

JAK DOKONAĆ WŁAŚCIWEGO WYBORU KAMIENICY?

Poprzez oszacowanie ryzyka na pierwszym etapie analizy oferty, realne ustalenie ram czasowych dla całego procesu i nadanie wartości cenowej dla kosztów, jakie inwestor poniesie w trakcie realizacji inwestycji. Czasami warto rozważyć opcję pójścia na skróty i nicnierobienia, kiedy kupujemy tanio, ale… może o tym napiszę już w kolejnym numerze „Strefy Nieruchomości”. Życzę udanych analiz przynajmniej jednej oferty miesięcznie, aby nabrać doświadczenia i pewności do czasu, kiedy traf się ta wyjątkowa perełka inwestycyjna.

Damian Kleczewski

Inwestor na rynku nieruchomości. Autor książek: „Skuteczne sposoby inwestowania w nieruchomości”, „Rozruch inwestycyjny”, „Poradnik Inwestora Rynku Nieruchomości”, „Kompendium inwestora”. Twórca marki Zrozumieć Nieruchomości i prowadzący audycję w Radiu Kontestacja. Wykładowca studiów MBA Nieruchomości szkoły ASBIRO. Doradca i szkoleniowiec. Specjalizuje się w wyszukiwaniu okazji inwestycyjnych w kamienicach oraz wielkiej płycie. Planuje i wyznacza strategie działań remontowych, podatkowych i optymalizacyjnych. Więcej wiedzy znajdziesz na stronie: www.zrozumiecnieruchomosci.pl