Trendy w aranżacji wnętrz – Strefa Nieruchomości

Tekst: Justyna Cieślik
Zdjęcia: Marta Małyska

Wielu z Was zapyta, co można zaobserwować w świecie aranżacji wnętrz. Tendencje, jakie pojawiają się w wystroju, wyznaczają nowe kierunki lub dyskutują ze starymi. Czy nie jest jednak tak, że to my i poprzez nasze potrzeby kreujemy to, co w danym momencie jest modne?

Każdy z nas może poczuć wpływ artystów i projektantów, otaczając się pięknymi przedmiotami, które aktualnie odpowiadają na nasze oczekiwania. Trendy więc to nie tylko moda, to odpowiedź na potrzeby, jakie mamy. Warto więc dokonać małego przeglądu tendencji sugerowanych przez projektantów wnętrz i designerów. Przyszedł na to najodpowiedniejszy czas w kalendarzowym roku imprez wnętrzarskich, za nami bowiem najważniejsze światowe targi wnętrzarskie w Kolonii, Mediolanie, Bolonii, Londynie, Paryżu i Warszawie.

POWRÓT DO DESIGNU LAT 50. I 60. XX WIEKU

Skończył się czas „szarości”, neutralności i nijakości. Projektanci zauważyli, że nie boimy się odważnych rozwiązań. Doceniamy też dobry design lat 50. i 60. minionego stulecia. Wyrastaliśmy w nim, więc jest nam bliski. Teraz powraca w nowym wydaniu, bogatszy, pełen szlachetnych tkanin, wzorów kolorów i faktur. Geometria i prostota formy to główne wyznaczniki powracającego stylu. Zaczęliśmy doceniać też detal, który jest „biżuterią dla wnętrza”. Designerzy i projektanci odpowiadają na to zapotrzebowanie, projektując geometryczne lampy, owalne i okrągłe lustra, kwadratowe nogi mebli, skórzane uchwyty, złote i miedziane wykończenia.

Justyna Cieślik

Projektantka firmy Wow House, wykładowca Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Całe życie spędziła w teatrze i na planie filmowym. Doświadczenie w aranżacji wnętrz i współpraca z wieloma artystami pomaga jej w tworzeniu wyjątkowych przestrzeni. Posiadaczka 6. zmysłu, jej koncepty szybko przeradzają się w panujące trendy.

ETNICZNE WZORY

Dużo podróżujemy i z chęcią pokazujemy to w naszych wnętrzach. Wzory graficzne, wyraziste desenie – ta tendencja jest niezmienna od kilku lat, lecz teraz wybrzmiewa w towarzystwie odważnych kontrastowych zestawień kolorystycznych.

NATURA

Tempo życia jest tak duże, że trudno znaleźć czas na kontakt z naturą. Kolory natury, faktury drewna, kamienia, piasku przynoszą upragnione wytchnienie i spokój. Ten trend wnętrzarski ma swą nazwę: BIOFILIA – zaprasza nas do strefy zieleni, która bujnie schodzi z sufitów na ściany. Targi w Mediolanie opływały w kwieciste wzory i motywy dżungli.

HARMONIA

Potrzeba równowagi w pędzącym świecie staje się niekwestionowana. Harmonia, która daje ukojenie zmysłom, widoczna jest szczególnie we wnętrzach minimalistycznych, nawiązujących do estetyki sztuki japońskiej. Odnajdziemy ją również we wnętrzach wykończonych naturalnymi materiałami, piaskowcem, gliną i drewnem.
Takie wnętrza cechują: proste w formie meble, naturalne światło, brak zbędnych dekoracji, zasłon, luster, wszystkiego, co odciąga nas od odpoczynku. Obok trendu harmonii, nadal jeszcze panują style poprzednich sezonów: vintage, boho, skandynawski, industrialny, glamour. Wciąż popularny jest eco Design i hand made.

ZIELEŃ I ODWAŻNE ZESTAWIENIA

Kolor odgrywa w naszym życiu ogromne znaczenie. Ważne, żeby używać jego walorów z rozmysłem. Tendencje na rok 2020 pokazują, że potrzebujemy we wnętrzu zieleni. Zieleń króluje w różnych odcieniach, od khaki i koloru oliwkowego, po butelkowy ciemny wariant. Są też zielenie charakterystyczne dla lat 50. i 60. minionego wieku, zmieszane z żółcieniami i brązami.
Hitem sezonu ma stać się neo mint, choć wybór jeszcze nie jest przesądzony, ponieważ Pantone nie podało jeszcze swojej palety kolorystycznej na nadchodzący rok. Chłód turkusu pięknie złamie bardzo modny pudrowy róż. W połączeniu z metalicznymi detalami może dać niezwykły efekt nowoczesności i świeżości z futurystycznym zacięciem. Minął czas chłodu i szarości, teraz wnętrza robią się przytulne, skąpane w ciepłych, pastelowych odcieniach. Królują róże herbaciane,
beże, kolor piasku, ciepłe odcienie kamienia. Swe tryumfy święcą również odważne zestawienia granatów, fioletów, ugrów, odcienie bordo, cynamonu i głębokich brązów. Paleta kolorów na rok 2020 jest niezwykle szeroka, ale i bardzo konkretna.

WSKAZÓWKI DO URZĄDZANIA WNĘTRZ

  1.  Oszczędnie z kolorami i formami. Pamiętajmy o tym, że aby we wnętrzu zapanowała harmonia musimy uważać z nadmiarem wzorów i kształtów. Wybierzmy jeden motyw dla wnętrza, niech on wybrzmi na neutralnym tle. Jeśli podoba nam się tapeta o wyraźnym kwiatowym wzorze, niech pozostała część przestrzeni będzie wygaszona. Wówczas motyw zyska, będzie na pierwszym planie i wybrzmi, tak jak tego oczekujemy.
  2. Biel się znudziła, szarość również odchodzi w niepamięć, czas na kolory. Jak ich używać z rozmysłem? Stosując zasadę 80% koloru podstawowego, 15% wyrazistego nadającego charakteru a ostatnie 5% to mocny intensywny kolor dodatków – biżuterii dla wnętrza, to tzw. „kropka nad i”
  3. Roślinność i roślinne motywy robią zawsze dobre wrażenie bez względu na styl, jaki znajdziemy dla siebie. Kwiaty ozdobią zarówno wnętrze minimalistyczne, jak i glamour. Nie bójmy się ilości – teraz dopuszczalna jest każda. Im więcej, tym lepiej. Uważajmy jednak z nadmiarem, gdy w pomieszczeniu jest już motyw kwiatowy w tapetach zasłonach czy też na meblach. Należy zwrócić wówczas uwagę na wybór konkretnego rodzaju kwiatów i dopasować je do przewodzącego w pomieszczeniu wzoru.
  4. Mieszkanie powinno być idealnie przygotowane dla nas pod względem oświetlenia. Zwróćmy szczególną uwagę na określenie punktów świetlnych na etapie projektu wnętrza. Po wyborze stylu, to kolejna niezwykle ważna kwestia. Warto przemyśleć, jak użytkujemy przestrzeń, gdzie odpoczywamy, gdzie pracujemy. Projektowanie punktów świetlnych powinno być skonsultowane z elektrykiem. Ważna jest też moc światła oraz jego temperatura (czy światło ma być neutralne, czy ciepłe).
  5. Owale i okręgi to nietypowe kształty, które dają o sobie znać w trendach wnętrzarskich. Używajmy ich zapominając, że lustro musi być prostokątne. Nie bójmy się nietypowych rozwiązań, one sprawią, że nasz dom będzie jedyny w swoim rodzaju.
  6. Recycling wnętrzarski, renowacja starych mebli i nadawanie im nowego charakteru jest wciąż w modzie. Zmiana koloru uchwytów w komodzie z lat 60. XX wieku sprawi, że będzie wyglądała wyjątkowo. Zwróćmy uwagę, jak zyskuje wnętrze, w którym funkcjonuje własnoręcznie przez nas zrobiony mebel. Nie ma lepszego sposobu na pokazanie naszej indywidualności. Nie wyrzucajmy starych mebli, lamp – są często bardzo dobrej jakości i posłużą nam wiele lat. Tym bardziej, że tendencja recyclingowa nadal wpisuje się w najnowsze trendy w aranżacji wnętrz.

Najbliższe dwanaście miesięcy zapowiada się obiecująco w sferze aranżacji wnętrz. Choć na targach trudno było doznać olśnienia, to należy przyznać, iż ukłon w stronę lat 50. i 60. XX wieku oraz powrót do dobrego designu jest wyrazistą i niezwykle wyrafinowaną tendencją. Stoiska skomponowane z pieczołowitością przyjemnie wciągały w świat wyważony, pełen proporcji i ciekawych zestawień kolorystycznych. Widoczna dbałość o szczegół, precyzja wykonania, ciekawe rozwiązania techniczne to widoczne zmiany jakościowe. Trendy na rok 2020 otwierają przed nami paletę możliwości. Korzystajmy z niej świadomie, czerpiąc inspiracje i nie zapominając, że tworzymy idealną przestrzeń tylko dla siebie.

Relacja z Warsaw home – Strefa Nieruchomości

Teksty i zdjęcia: Dominika Tępińska

Dominika Tępińska

Fotografka, grafczka, krakowska łodzianka, emerytowana koszykarka, entuzjastka designu.

Warsaw Home to czterodniowe Międzynarodowe Targi Wyposażenia Wnętrz organizowane w PTAK Warsaw Expo w Nadarzynie pod Warszawą. Podczas wydarzenia prezentowane są oferty producentów i dystrybutorów z branży meblowej, dekoracyjnej, wykończeniowej oraz dodatków.

Targi co roku przyciągają coraz większą liczbę wystawców i miłośników designu głodnych najnowszych inspiracji. Dzięki rosnącej popularności, targi w Polsce stały się największym tego typu wydarzeniem w Europie Środkowo-Wschodniej. Nie przez przypadek – Polska jest przecież szóstym producentem i czwartym eksporterem mebli na świecie. Kasia Ptak, pomysłodawczyni i CEO Warsaw Home, dąży do tego, by impreza w Nadarzynie były wymieniana jednym tchem, obok targów w Mediolanie czy Paryżu Obserwując Warsaw Home od początku, uważam, że jest na dobrej drodze, by osiągnąć swój cel. Targi rozwijają się niezwykle dynamicznie.
W cztery lata udało się wykreować wydarzenie, na które przyjeżdża 75 tys. ludzi. Podczas tegorocznej edycji, na 120 000 m2 przestrzeni wystawienniczej wydzielono pięć stref: Selected Design (marki premium i luksusowe), Selected Furniture (meble do domu i przestrzeni publicznych), Deco (akcesoria dekoracyjne), Kitchen&Dining (meble kuchenne, sprzęt AGD, akcesoria) oraz Interior Finish (elementy wykończeniowe wnętrz).

Warsaw Home to nie tylko przestrzeń dla entuzjastów wyposażenia wnętrz. Ma również pełnić rolę międzynarodowej platformy biznesowej. W tym roku prawie 700 marek z całego świata prezentowało swoje produkty. Wśród nich nie zabrakło firm wiodących prym w europejskim designie, jak np. Magis, Hübsch, Tom Dixon, Flokk, Qeeboo czy Pedrali. Produkty wielu polskich marek, prezentujących swoje projekty podczas Warsaw Home, niczym nie ustępowały zagranicznej konkurencji. Nie zawiódł Oskar Zięta, który zaprezentował m.in. ultralekkie krzesło „Ultraleggera”, Fotele RM58 od producenta Vzor zachwycają od wielu lat, na stoisku Paged Meble wzrok przyciągało tapicerowane krzesło o charakterze klubowym Viena, a TFORY pozytywnie zaskoczyły produktami i stoiskiem. Ceramika Paradyż we współpracy z Mają Ganszyniec przedstawiła kolekcję „Modernizm”.
Podczas tegorocznej edycji Warsaw Home można było znaleźć produkty zarówno estetyczne, wpisujące się w obowiązujące trendy, jak i funkcjonalne. Podobnie jak w Mediolanie, królował granat, głęboki, wysycony, szczególnie pięknie prezentował się w postaci welurowych foteli czy narożników. Do modnej ochry,
bordo i butelkowej zieleni dołączył fiolet. Te kolory efektownie wyglądają na tle pudrowego różu, zwanego również „millenial pink”, który pojawiał się niemalże na każdym stoisku. Znakomicie komponują się również z naturalnym drewnem i kamieniem. Trend roślinny, ekologiczny i zrównoważonego rozwoju rozwija się zarówno w meblach produkowanych do biur, jak i do prywatnych domów. Nadal popularny jest nurt mieszania ze sobą różnych faktur i materiałów. Naturalne drewno, kamień, marmur, duża ilość zielonych kwiatów, obłe, naturalne formy i wysycone bordo z ultramaryną w połączeniu z pudrowymi pastelami będą pojawiać się w każdym modnym wnętrzu. Te stonowane, minimalistyczne wnętrza będą przełamywać ekstrawaganckie – w kolorze lub w formie – dodatki. Projektując modne wnętrze, warto sięgnąć po inspiracje do Bauhausu, architektury lat 50. i 60. XX wieku, naturalnych materiałów i przełamywania pasteli wysyconymi barwami. Kolejną dawkę trendów i inspiracji na Targach Warsaw Home otrzymamy już we wrześniu 2020 roku.

Hiszpańskie eldorado! – Strefa Nieruchomości

Rozmawiał: Łukasz Wasilewski

Zakup nieruchomości w Hiszpanii okazuje się aktualnie doskonałą perspektywą. Niskie ceny mieszkań i domów spowodowały napływ do tego kraju, szczególnie na południowe wybrzeża, „łowców” okazji. Dlaczego akurat Hiszpania? Otóż jest to obecnie najbardziej atrakcyjny rejon Europy, dostępny dla zagranicznych inwestorów. Dlaczego tak jest? Tego dowiemy się od Izabeli Zając, właścicielki firmy, działającej w tamtym rejonie.

Na początek powiedz, proszę, parę słów o sobie. Czym się zajmujesz?

Od 18 lat prowadzę własną firmę, a więc mam dość duże doświadczenie w wielu dziedzinach, obecnie moją uwagę koncentruję na rynku nieruchomości. Od 9 lat mieszkam za granicą, od 5 lat w środkowej Hiszpanii, na Costa Brava, gdzie prowadzę własny biznes, w tym dwa bary, pięć nieruchomości na wynajem, a w chwili obecnej finalizuję zakup hotelu. 

Jak oceniasz celowość inwestowania w nieruchomości, jak kształtują się ceny w tej okolicy?

Od wielu lat obserwuję ceny w tej branży. Po długim okresie ich spadku i zastoju nastąpiło duże ożywienie na tutejszym rynku, w konsekwencji czego ceny nieruchomości zaczęły systematycznie rosnąć. W ostatnim roku wzrost ten był ponad 20-procentowy! To doskonały moment na inwestycje. Jest to szczególnie atrakcyjne dla zagranicznych inwestorów, a jeszcze bardziej dla polskich, jako że nikt tak dobrze nie radzi sobie z remontami, jak my – Polacy. Mając tak dobrych fachowców, potrafimy sprawić, że nieruchomości, które dostały dzięki nim nowe życie i zupełnie inny (znacznie wyższy) standard, stają się tutaj niesłychanie atrakcyjne. Nieruchomości, które zostały zmodernizowane i wyremontowane przez nasze ekipy, sprzedają się jak ciepłe bułeczki.

Czy kupno domu lub mieszkania w Hiszpanii to teraz opłacalna inwestycja? Ile to kosztuje?

To częste pytanie. Opłacalność inwestycji zależy od kilku czynników. Po pierwsze od regionu, po drugie od tego, czy kupujemy dom czy mieszkanie, po trzecie, czy dla siebie czy na wynajem. W obecnej sytuacji, przykładowo, zakup domu na inwestycję nie jest opłacalny, ponieważ domy są drogie, w związku z czym zysk, jaki możemy osiągnąć, nie przekracza zaledwie 8% w skali roku. Jednocześnie zakup mieszkania na wynajem, przy dobrym zarządzaniu, pozwala osiągnąć zysk w wysokości około 15% w skali roku. Dodam, że nasza agencja wyszukuje mieszkania, których cena zakupu jest niższa od ceny rynkowej – już w chwili zakupu generują one zysk. Kolejnym czynnikiem mającym wpływ na opłacalność inwestycji jest rejon, w którym kupujemy nieruchomość. Nie należy kupować tam, gdzie rynek mieszkań jest już nasycony, jak np. w regionie Barcelony. Tam ceny są bardzo wysokie, co zmniejsza dochodowość takiego zakupu. Z mojego doświadczenia i najnowszych informacji wiem, że najlepiej jest inwestować w rejonach między Alicante i Walencją. Mieszkania są tam stosunkowo tanie, a ich ceny w najbliższym czasie będą szybko rosnąć. Wynika to z dynamicznego rozwoju tego regionu, jest on też dobrze rozwinięty pod względem komunikacyjnym. Wystarczy powiedzieć, że mamy tam dostęp do trzech lotnisk. To czyni go łatwo dostępnym dla turystów. W tym rejonie najbardziej opłaca się inwestować w apartamenty oraz w przebudowę domów na apartamenty. Jak już powiedziałam, zakup domu na wynajem – domu z ogrodem i basenem, usytuowanego w pierwszej linii brzegowej – jest bardzo drogi, bo to koszt np. ok. 300 tys. euro. Natomiast podobny dom z działką ok. 300 m2 i z basenem, ale ok. 2 km dalej od brzegu, można kupić już za 150 tys. euro. Z kolei mieszkanie w mieście z 75 tys. mieszkańców, takim jak Gandia, w przyzwoitej dzielnicy, będzie nas kosztował ok. 30 tys. euro. Ceny mieszkań w dzielnicach turystycznych zaczynają się od 50–60 tys. w górę, w zależności od lokalizacji. I dalej, we wspominanej już Gandii, jeśli mamy do czynienia z mieszkaniem w pierwszej linii, w rejonie pięknej plaży, będziemy musieli za nie zapłacić powyżej 150 tys. euro. To dość wyraźnie pokazuje, że za podobną kwotę możemy kupić apartament przy plaży albo dom z basenem i ogrodem, 2–3 km dalej od brzegu. Oczywiście, jak to w biznesie bywa, wszystko zależy od nadarzającej się okazji.

Jak zatem kupić okazyjnie mieszkanie? Do kogo można się zgłosić i gdzie szukać perełek?

Najlepiej zgłosić się do naszej frmy, ponieważ jak już wspomniałam, mamy duże doświadczenie i dobrą znajomość tutejszego rynku. Ponadto mamy podpisane umowy z bankami, w związku z czym możemy pomóc w uzyskaniu kredytu hipotecznego czy gotówkowego. Pomagamy w finansowaniu inwestycji, nawet do 70% wartości. Posiadamy bardzo atrakcyjne oferty bankowe (jak również z pierwszej ręki), kiedy sprzedający chce zbyć nieruchomość pod presją czasu, więc są to prawdziwe perełki w tej branży. Naszym priorytetem są nasi bezpośredni klienci, co oznacza, że zanim wystawimy ogłoszenie w Internecie, to ich informujemy w pierwszej kolejności. To pozwala na dostęp do wielu ciekawych ofert i ułatwia znalezienie najlepszych okazji. Warto podkreślić, że mentalność Hiszpanów i Polaków jest zupełnie inna. Można powiedzieć, że się uzupełniamy. Hiszpanie nie chcą remontować i inwestować, ale chcą sprzedawać, za to my, Polacy, mamy w genach kupowanie, inwestowanie, remontowanie i przebudowywanie. 

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo transakcji, to mam dobrą nowinę – 16 czerwca br. prawo w Hiszpanii zmieniło się na korzyść kupującego. Oznacza to, że sprzedaż odbywa się notarialnie, a każdy zapis w akcie jest sprawdzony i poparty certyfkatem. Sprawdzane są nawet takie fakty, jak niezapłacone rachunki za wodę czy prąd. Dzięki temu kupujący może czuć się bezpiecznie. To również tłumaczy, dlaczego na rynku hiszpańskim nastąpiło takie ożywienie. Minęły już czasy, kiedy kupujący obawiał się, czy nie zostanie oszukany albo czy „perełka” nie okaże się zadłużoną ruiną. To świetny układ, warto z niego skorzystać. A jeśli macie Państwo jakiekolwiek wątpliwości, wystarczy kupić bilet i za parę godzin możecie sami zobaczyć, jak przedstawia się sytuacja – zapraszam.

Czy bardziej opłaca się kupić mieszkanie pod inwestycję, w celu późniejszej odsprzedaży, czy korzystniejsze wpływy uzyskamy z wynajmu?

Na to pytanie również nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Zasadniczo lepiej jest inwestować w mieszkania na wynajem. Dotyczy to zwłaszcza obszaru Gandii, która jest bardzo atrakcyjna dla turystów, ale jednocześnie jest miastem uniwersyteckim. Tak więc mamy do wyboru dwie opcje – wynajem krótkoterminowy, dla turystów i długoterminowy, dla studentów. Obie grupy najemców się różnią. Studenci nie są tak wybredni co do standardu mieszkań i preferują lokalizacje bliższe uczelni. Jak łatwo się domyślić, turyści preferują miejsca bliskie plaży, te z pięknym widokiem i o wyższym standardzie. Są to różnice mające wpływ zarówno na cenę zakupu, jak i późniejszą modernizację. Taka inwestycja zwraca się jednak stopniowo i przynosi zyski rozłożone w czasie. Wybór zależy od inwestora i środków, jakimi dysponuje. Z kolei zakup w celu późniejszej odsprzedaży jest bardziej elastyczny w kwestii lokalizacji i gwarantuje zwrot nakładów w krótszym czasie, pod warunkiem, że szybko znajdziemy nabywcę.

Łukasz Wasilewski

Na co dzień inwestuje w nieruchomości na rynku warszawskim oraz specjalizuje się w wyszukiwaniu okazji inwestycyjnych na terenie Hiszpanii.
Więcej na:
https://www.facebook.com/wasilewski.apartamenty/

Moja ulica – Strefa Nieruchomości

Tekst i zdjęcia: Ewa Kowalczyk

Spełniłam marzenie. Jedno z tych, które na początku wydają się nieosiągalne. Mieszkam w Wietnamie. Nie, zaraz, to nie to było marzeniem, cofam to, co powiedziałam. Marzeniem było móc powiedzieć: „Mieszkam w Wietnamie“. I oto jestem! Każdego poranka budzę się do hałasu motorów i ulicznych garkuchni, nawoływań obwoźnych sprzedawców chleba i dziesiątek innych, niezidentyfikowanych hałasów. Każdego poranka wychodzę na już rozgrzaną ulicę po bułki na śniadanie, po świeże tofu, świeże mango, świeżą warstwę spalin na ubraniu… 

Każdego wieczora otwieram okno do cichnącego, ale jeszcze nie zasypiającego świata, gdzie, tuż za rogiem, nocny bazar oferuje grillowane mięso, sok z awokado, nie do końca zidentyfikowane wnętrzności wszelkich zwierząt w zupie, pośledniej jakości plastikowe buty i koszulki z nadrukami w fatalnej angielszczyźnie. 

[betteroffer]

TO TYLKO FRAGMENT ARTYKUŁU.
ABY WYKUPIĆ DOSTĘP DO CAŁOŚCI, KLIKNIJ W PRZYCISK KUP TERAZ.

[/betteroffer]

[betterpay amount=”1.00″ button=”http://www.strefanieruchomosci.info/wp-content/uploads/2019/01/kup-teraz.png” validity=”0″ validity_unit=”d” ids=””]

Kiedy wieczorem wracam na moją, tymczasowo udomowioną ulicę, zakochuję się w niej raz za razem, bez końca. Zapach świeżej mięty miesza się z zapachem świeżej krwi od rzeźnika, góry śmieci, narosłe w ciągu dnia, są właśnie zgarniane do kontenerów, na chodnikach nocne restauracje serwują ryż, „nudle“ i ogromne ilości piwa okolicznym młodym, którzy po długim dniu wyszli posiedzieć ze znajomymi, opowiadać żarty, palić papierosy, śpiewać i jeść smażone na głębokim oleju kurze łapki. 

Krajobraz mojej ulicy zmienia się, jak zmieniają się godziny na zegarze i cień na ścianie – nieustająco, ale według stałego dziennego rytmu. Przechadzam się nią o różnych porach – pieczołowicie unikając potrącenia przez skuter i wdeptywania w podejrzanego pochodzenia kałuże – i patrzę. I za każdym razem znajduję coś nowego – sklep, zakątek, elewację, na którą dotychczas nie zwróciłam uwagi… Tych kilkaset metrów ulicy zdaje się mieć nieskończoną ilość „atrakcji“. Oto niektóre z nich.

Nasz Pan z bułkami. Jest codziennie – rano i wieczorem. Siedzi z poważną miną na taborecie u zbiegu ulic, w taktycznie wybranym punkcie. Przed nim wieki kosz z trawy, pełen małych bagietek. Bagietki niezbyt może smaczne, trochę nazbyt „puste“ i ciągliwe po kilku godzinach, ale to tylko kilka kroków od domu, a pan na stałe wpisany do harmonogramu dnia… Spogląda zawsze poważnie, ale z aprobatą i uczciwie wybiera dobre bułki. Kiedy bułki w koszu się kończą, Pan z bułkami, już bez bułek, siedzi jeszcze czas jakiś na swoim taborecie i pije kawę z lodem, rozprawiając ze znajomymi o zawsze poważnych i porywających sprawach. Potem znika na większość dnia i wraca wieczorem. Nowa dostawa świeżych bagietek około dwudziestej!

W drodze po poranne bagietki (około sto zaspanych metrów) mijam: uliczny zakład fryzjerski i czyszczenia uszu, ulicznego mechanika motorowego, ulicznego szewca, dwie jadłodajnie uliczne, kawiarnię, stoisko z właśnie ugotowaną zupą (uliczne) i wyciskaczy soków z owoców wszelkich. Mechanik, szewc i fryzjer dzielą między sobą około dziesięć metrów wąskiego chodnika i – nie da się wykluczyć – że również narzędzia. 

Bywa, że bagietka to nie wszystko – wtedy poranny spacer się wydłuża. Za rogiem na kolejnych stu metrach ulicy ilość stoisk i usług jest nie do wymienienia, ale odwiedzam tylko kilka – na początek zakład produkcji tofu i innych sojowych smakołyków. Mleko sojowe tak świeże, że jeszcze gorące, tofu zresztą też. Nieopodal młode dziewczyny, na zmianę z mamą, sprzedają makarony ryżowe wszelkich kształtów i do różnorakich zastosowań. Żeby do nich podejść, muszę ominąć kałużę krwi – świeże mięso kroi się i mieli na tym samym chodniku. Zaraz obok krawcowa, która za grosze poprawia i naprawia. Kilka pań z owocami i warzywami. Świeże ryby i owoce morza wypływają (sic!) na chodnik. Obok wegetariańska garkuchnia, otwarta tylko czasem, apteka i sklep ze złotem. Przeszłam właśnie 50 metrów… Gorąco. Idę ulicą, bo chodnik zajęty handlem i motorami. Mijam kolejną garkuchnię i zakład produkcji niemal spożywczego lodu. Szkoła podstawowa. Kilka innych pań z owocami. Świeże kokosy, świeża woda kokosowa, świeżo wyprodukowane wiórki kokosowe. Tu zaczyna się zupełnie inna historia – ryneczek. Zawracam, przeciskając się między motorami. O dobrodziejstwach ryneczku innym razem. 

Za kilka godzin ulica ucichnie, narożną garkuchnię zastąpi kawa, upał przegoni tłum. Mechanik motorowy, szewc i fryzjer posiedzą jeszcze trochę, jeśli nie złapią klienta, pograją w karty. W porze deszczowej, pod wieczór ulice zmyje deszcz. W tym deszczu, często niepostrzeżenie, zajdzie słońce – sygnał do nocnej aktywności. Ulica ożyje hałasem ponownie – plastikowe stoliki wcześniej niewidzialnej restauracji wysypią się na chodnik, garnki zupy zostaną zastąpione grillowanym mięsem… Nie ma już tofu, nie ma krawcowej, tylko rzeźnik nadal zalewa krwią ulice. Za rogiem grupa kobiet pakuje do jednorazowych pojemników setki smażonych kurzych nóg, tuż obok wielkie worki kiełków sojowych leżą na ziemi, przekładane z miejsca na miejsce – nadal nie wiem po co, skutery nadal próbują mnie rozjechać.

Całe bogactwo wietnamskiego życia mieści się na tych kilkuset metrach od mojej bramy. Chciałam Wietnamu i naprawdę mam Wietnam. Nadal wpasowuję się w ten krajobraz, powoli zdobywając kolejne uśmiechy i skinienia akceptacji, choć jeszcze nie przyjęcia do grupy. Krok po kroku uczę się kodu, wiele jeszcze jednak zakupów przede mną, zanim spojrzą na mnie i powiedzą – ona tu mieszka. 

Ewa Kowalczyk
Fotograf, podróżniczka, obywatelka świata. Porzuciła pracę dla poznawania świata. Obecnie mieszka w Azji i zgłębia wierzenia i kulturę Wietnamu.

[/betterpay]

Maserati daje mi poczucie wyjątkowości – Strefa Nieruchomości

WYWIAD Z WOJTKIEM ORZECHOWSKIM

Bogate doświadczenie zawodowe, życiowe i mentalne. W posiadaniu trzy modele Maserati i ponad 100 000 km przejechanych bezawaryjnie Maserati Levante. Wojciech Orzechowski to nie tylko mentor, inwestor i przedsiębiorca, ale i prawdziwy fanatyk marki Maserati. Jakie znaczenie dla niego ma ta włoska marka, sygnowana trójzębem? Jakie są jego doświadczenia i emocje? 

Niedawno na liczniku Twojego Maserati Levante pojawiła się jedynka i pięć zer. Jakie masz wrażenia?

Uważam, że Levante to najbardziej dopracowany model tej marki. Ze względu na moją profesję chciałem, żeby auto było: piękne, szybkie, wyjątkowe, pojemne, bezpieczne. Levante spełnia wszystkie te cechy. Chociaż co do urody z początku miałem mieszane uczucia. A to dlatego, że jak z czasem zauważyłem – projektanci wybiegli znacznie w przyszłość. Potrzebowałem dwóch lat, aby auto zaczęło mi się podobać z zewnątrz. Wizjonerzy Maserati wyprzedzili oczekiwania klientów. Kiedy już się przyzwyczaisz, auto zaczyna wywierać na Tobie wyjątkowe, kosmiczne wrażenie. Pewnego razu, gdy jechałem przez centrum, zaintrygowany człowiek wyskoczył z tramwaju, aby zrobić zdjęcie mojego samochodu na środku ulicy. Budzi więc ekscytację!

Co do środka: zaprojektowane przez samego Ermenegildo Zegnę wnętrze wyzwala niesamowicie pozytywne emocje. Piorunujące wrażenie robią: moje ulubione biało beżowe wykończenie, skórzana tapicerka oraz kierownica pokryta białą skórą. Co ciekawe, materiał ten w ogóle nie przyjmuje brudu. Silnik spełnił wszystkie moje oczekiwania. Działa bez zarzutów. Skrzynia płynna, wręcz idealna. Zawieszenie – lekko przenoszące hałas. Po najechaniu na nierówność rozchodzi się dźwięk jak w większości aut z grupy Fiata. Jeśli chodzi o same odczucia, to oczywiście największą wygodę przynosi tryb komfortowy, natomiast przy trybie sportowym zawieszenie jest twarde.

[betteroffer]

TO TYLKO FRAGMENT ARTYKUŁU.
ABY WYKUPIĆ DOSTĘP DO CAŁOŚCI, KLIKNIJ W PRZYCISK KUP TERAZ.

[/betteroffer]

[betterpay amount=”1.00″ button=”http://www.strefanieruchomosci.info/wp-content/uploads/2019/01/kup-teraz.png” validity=”0″ validity_unit=”d” ids=””]

Gdybyś miał wymienić 3 atrybuty Maserati, które wyróżniają tę markę, jakie byłyby to cechy?

Piękno, sport i prestiż. Wszystkie auta tej marki same w sobie są piękne, wywołują masę emocji a wręcz podziw. Jeśli chodzi o moc, to właściwie nic dodać, nic ująć. Ustępują jedynie niewielkiej grupie aut o wiele droższych. Sporo zależy od budżetu, ale jak na te ceny aut, Maserati w standardzie daje wystarczająco dużo mocy. Prestiż – to dla mnie najważniejsze, na drogach występują pojedyncze egzemplarze tej marki, daje to poczucie wyjątkowości.

Tryb Sport w Maserati to przycisk, który kusi chyba każdego kierowcę. To on sprawia, że charakter pracy samochodu się zmienia. Brzmienie silnika jest charakterne, a przyspieszenie jeszcze bardziej podnosi ciśnienie we krwi. To wszystko wiąże się nie tylko z niesamowitą adrenaliną, ale i ze zużyciem paliwa w samochodzie. Jak oceniasz poziom spalania paliwa w Maserati Levante?

Rekord na trasie Łódź–Radom (ok. 200 km) to 9,5 litra/100 km, przy średniej prędkości 65 km/h i nieprzekraczaniu 130 km/h. Rekord na trasie Berlin–Monachium (ok. 580 km) to 27 litrów/100 km, przy średniej prędkości 197 km/h na trasie i dochodzeniu w miejscach dozwolonych do 285 km/h. Średnia z 3000 km: 17 litrów przy jeździe agresywnej i 14 litrów przy jeździe spokojnej na 100 km. Dla porównania: Maserati GT z silnikiem wolnossącym 4,7 l i 460 KM podczas wycieczki po Europie na dystansie 5000 km miał średnie spalanie 12,5 litra przy poruszaniu się z maksymalną prędkością 160 km/h.

Jest moc, jest frajda! A samo spalanie nie jest bardzo dołujące. Rata leasingowa za auto w zależności od modelu waha się od 6400 do 8000 zł netto miesięcznie, więc co to za różnica, czy auto spali za 1500 czy 2000 zł.

W pełni się z tym zgadzamy. Wszystko zależy od tego, na jaką jazdę się decydujemy, jednak Maserati kusi przede wszystkim dynamiczną jazdą. Jakie poniosłeś koszty serwisowania Maserati Levante?

Przegląd po 100 tys. km to koszt 790 zł netto. Najdroższą kwestią w serwisie była wymiana tarczy i klocków na przednią oś, koszt materiału: ok. 5500 zł netto i koszt usługi: 550 zł netto. Słyszałem, że za taką wymianę w innych markach łącznie płaci się nawet 18 tys. zł. Wymiana opon na nowe wyniosła mnie ok. 5 tys. zł, gdzie w modelach porównywalnych marek koszt sięga nawet do 12 tys. zł. To pokazuje, że koszt serwisowania Maserati jest na bardzo przyzwoitym poziomie. Myślę, że ważnym czynnikiem w serwisie Maserati jest opcjonalna gwarancja 5-letnia bez limitu kilometrów. Dzięki temu wiem, że mogę spać spokojnie.

10 lat temu zapytałem przypadkowego właściciela Maserati o serwis. Narzekał, że musi jeździć do Berlina. Dzisiaj tego problemu nie ma, ale auta są rzadkie i wyjątkowe. Wyjątkowe, bo niewiele osób może sobie pozwolić na ich zakup. Rzadkość natomiast sprawia, że w salonie i serwisie jest się osobą rozpoznawalną, tak przynajmniej jest w salonie katowickim – Maserati Pietrzak. To miłe, kiedy przyjeżdżasz do salonu i czujesz się, jak członek rodziny. Każdy klient chce czuć, że jest ważny, a załatwienie jego potrzeb jest priorytetem.

Wiemy, że jesteś właścicielem nie tylko Maserati Levante, ale również dwóch innych modeli: Ghibli i GranTurismo. Który z nich jest Ci szczególnie bliski?

Oczywiście GranTurismo. Ten model wyzwala niezwykłe emocje. Przechodnie, widząc auto, unoszą kciuki do góry, biją brawo. GranTurismo jest lżejsze niż Levante. Levante daje poczucie bezpieczeństwa, stabilności, układ sam dostosowuje moc na obie osie w zależności od warunków jazdy i stylu. Każdy da radę poprowadzić. Gdy włączymy system autopilota, samochód jedzie właściwie sam. W GranTurismo musimy skupiać się na jeździe. Kierowca musi czuwać cały czas, szczególnie, że cały napęd jest tylko na tylną oś. Sam czułem przerażenie, siedząc pierwszy raz za kierownicą, ale elektronika nigdy nie pozwoliła utracić kontroli nad jazdą. Są to zatem dwa różne auta, związane z różnymi potrzebami właścicieli i komfortem jazdy. SUV – do użytku rodzinnego albo biznesowego, podobnie jak Ghibli. Maserati GT – frajda, młodość, radość, wielkie emocje.

Maserati to marka, za którą kryje się niezwykła historia. Sam emblemat Maserati ma wiele znaczeń. Inspirowany posągiem Neptuna – wprost z bolońskiej fontanny znajdującej się na placu Piazza del Nettuno – wyraża moc i charakter marki. Jakie ma ona dla Ciebie znaczenie?

Wiele lat temu zbankrutowałem, potem przez lata odrabiałem straty. Wtedy zauważyłem markę Maserati w katalogach. Marzyłem o sytuacji, w której nie będę się zastanawiał, po ile jest gaz na stacji benzynowej i gdzie mogę jechać na wakacje. Wizja tej przyszłości wyznaczana była przez cel. A celem było to, aby brak ograniczeń finansowych pozwolił na spełnianie marzeń. Dzisiaj, gdy wyglądam przez okno i widzę na podjeździe trzy samochody marki Maserati, wiem, że cel został zrealizowany. Że marzenie zostało osiągnięte, a ja sam sprostałem zadaniu. Marzenie potrafi mocno inspirować, motywować nas do działania i wysiłku. Zachęcam do tego, ponieważ każdy z nas kreuje przyszłość. A ścieżkę do przyszłości musimy sobie wypracować. Wyczekuję premiery Alferi w Polsce. Zastanawiam się, czy nie wymienić Levante na jeszcze szybszy model – Trofeo – z 600-konnym silnikiem V8. Ale wiem na pewno, że GT będzie mi towarzyszyć do końca życia. 

Maserati Pietrzak 

Jeden z najnowocześniejszych salonów Maserati w Europie, który od 2016 roku prężnie rozwija się w Katowicach. Obecnie salon Maserati Pietrzak to jeden z największych salonów Maserati w Europie, w którym oprócz aktualnej gamy modelowej, można znaleźć również wyjątkowy pokój konfiguracji. To właśnie w nim znajdują się elementy wykończenia Maserati, które można zobaczyć i w pełni przetestować przy filiżance najlepszego, włoskiego espresso. Salon Maserati Pietrzak należy do Grupy Pietrzak – grupy spółek sektora motoryzacyjnego, która działa od 1994 roku.

[/betterpay]

Excuse My French! Relacja z targów MAISON&OBJET w Paryżu – Strefa Nieruchomości

Teksty: Żywia Nowicka-Wlaź 

Żywia Nowicka-Wlaź
Dusza artystyczna, absolwentka łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych na wydziale Wzornictwa i Architektury Wnętrz. Pasjonuje ją praca przy sesjach fotograficznych do magazynów wnętrzarskich. Dzięki Wojtkowi Orzechowskiemu inwestuje w nieruchomości, a jej ulubione to przestrzenie z duszą, kamienice i lofty.
www.zywia-nowicka-wlaz.pl

Jeśli uważacie, że tylko Mediolan wiedzie prym we wnętrzarskich trendach, koniecznie powinniście udać się do kolejnej stolicy mody i designu jaką jest Paryż. Do miasta kontrastów oraz inspirujących detali, które da się odczuć na każdym kroku, przechadzając się po jego różnych dzielnicach. Przekłada się to oczywiście na wszystkie dziedziny artystyczne i trendy zaprezentowane na targach MAISON&OBJET

Targi MAISON&OBJET w Paryżu odbywają się dwa razy do roku: w styczniu i we wrześniu, skupiają globalną społeczność profesjonalistów z dziedziny designu, projektowania wnętrz czy nowych mediów. Tak samo jak mediolańskie targi, prezentują szeroką gamę produktów do wyposażenia wnętrz oraz trendy wnętrzarskie na nadchodzący sezon. Wyróżniają się jednak niekonwencjonalnym podejściem do wnętrz i designem typowym dla francuskiego stylu. Organizatorzy MAISON&OBJET określają ten unikatowy styl jako: je ne sais quoi – czyli taki, który wyróżnia ich spośród reszty, ale którego nie da się dokładnie określić słowami. Ta nietuzinkowość zawarła się także w przewrotnym tytule targów: Excuse My French, który nawiązuje do francuskiej sztuki, składającej się z paradoksów czy przełamywania klasycznych stylów przez projektantów

Kolejną kwestią naświetloną przez organizatorów było nowe podejście twórców do tradycji i dziedzictwa kulturowego – czyli z humorem. Pomalowanie figur i rzeźb na odblaskowe kolory bądź przeniesienie grafik narodowych ikon na zastawę stołową, to tylko niektóre próby wprowadzenia przez projektantów zabiegów mających na celu oswajanie społeczeństwa z kulturą. Ponadto, wszędzie widoczny był nacisk na rzemiosło artystyczne z zagranicy. Jako że we Francji żyje wielu utalentowanych zagranicznych twórców, którzy tworzą dzieła nawiązujące do ich rodzimego kraju, organizatorzy szczycili się faktem, iż to za ich sprawą na ich grunt przenoszone są nowe trendy, które następnie stają się trendami francuskimi. Taki, w skrócie, był główny przekaz wrześniowej edycji targów MAISON&OBJET. A co możemy z nich przenieść bezpośrednio do projektów naszych wnętrz i inwestycji? Jakie aktualne trendy wnętrzarskie mogą znaleźć miejsce w naszych mieszkaniach, domach czy wszelkiego rodzaju przestrzeniach publicznych? Oto niektóre z nich. 

WELUR – VELVET AS THE NEW BLACK 

Ten trend był już widoczny w kilku ostatnich sezonach i ciągle utrzymuje się na fali. Na targach welur występował na wszelkiego rodzaju fotelach, krzesłach, sofach, pufach, poduszkach a nawet jako dodatek na dekoracjach, takich jak wazony, donice czy tace. Teraz występował w odmiennych kolorach, począwszy od niezliczonych odcieni ziemi i rdzy, palonej ochry, aż po ostrą pomarańcz, musztardowy żółty i oliwkową zieleń. Welur dodaje ciepła i elegancji a nawet nutę luksusu. Dobrze łączy się z metalem, kontrastowo i intrygująco.

RATTAN I WIKLINA – EKSTRAWAGANCKIE DODATKI 

To była bardzo zaskakująca niespodzianka – rattan i wiklina, które co prawda pojawiały się ostatnich sezonach w bardziej odważnych wersjach krzeseł ogrodowych – w tym sezonie także zapukały do aranżacji wnętrz domowych. Znane marki rzuciły nowe spojrzenie na oba materiały, które pojawiły się na sofach, fotelach, krzesłach barowych, lampach czy w dekoracjach, takich jak podpórki do książek. 

RENESANS LASTRIKO

Także lastriko przeżywa swój renesans. Znane było już w starożytności i stosowane na posadzkach, schodach czy nagrobkach. Dzisiaj nadal występuje w wykończeniach podłóg czy ścian, ale jego kolejne wcielenia można zobaczyć także w postaci imitacji wzoru na tkaninach, meblach i dekoracjach. Zarówno sam materiał lastriko, jak i jego imitacje chętnie zostały wykorzystane przez wystawców ze względu na jego wyróżniający się charakter. Jeśli myślimy o niewielkiej zmianie w otaczającej nas przestrzeni, wprowadzenie tego materiału bądź jego imitacji, będzie efektownym urozmaiceniem. 

MID-CENTURY MODERN – NOWY STYL W NASZYCH WNĘTRZACH 

Mid-century modern, czyli styl retro w połączeniu z nowoczesnością, to kolejny trend, który w ostatnim czasie cieszy się dużą popularnością. Mid-century modern traktuje wyposażenie wnętrz jako osobne dzieła sztuki, a główną zasadą jest to, że meble powinny być użytkowe. Pamiętajmy, że trzeba być bardzo sumiennym we wprowadzaniu tego stylu do naszych wnętrz, gdyż bardzo łatwo można zgubić po drodze jego główne założenia i stracić z oczu wyjątkowość jego charakteru.

OH LA LA! – MAMY NOWE PASTELE! 

Głównym odkryciem okazały się wcześniej już wymienione ciepłe kolory ziemi – palona ochra, musztardowy, złocisty brąz czy burgund – które dodają energii naszym wnętrzom i sprzyjają ich ociepleniu. Pojawiły się również stonowane odcienie zieleni, takie jak oliwkowa zieleń czy khaki w połączeniu z żółtymi barwami przechodzącymi w cytrynowe pastele, ale też fuksja czy krwista czerwień. Piaskowe kolory stają się nową neutralną bazą na nadchodzący sezon. Co ciekawe, dla kontrastu, te mleczne odcienie oraz kolory z gamy of white zostały przełamane przez vintage indygo – który oscyluje pomiędzy pastelowym granatem a kolorem spranego ciemnego jeansu – oraz przez kolor sieny. 

GLOBALNE SMAKI – TEGO TRZEBA PO PROSTU DOŚWIADCZYĆ

Egzotyczne wzory i tekstury przeniesiono na dodatki (poduszki, poszewki, koce, tapicerki krzeseł), a pamiątki z podróży często przyjmowały praktyczne zastosowanie, np. stojące damskie lusterka ubrane były w eleganckie pióropusze. Taka kombinacja stylizowanych pamiątek z rożnych krajów w połączeniu ze starannie zaaranżowanymi wnętrzami, wzbudzała spore zainteresowanie wśród oglądających, którzy w mgnieniu oka przenosili się myślami do dalekich zakątków świata. Dlaczego nie mielibyśmy poczuć się we własnym domu jak w egzotycznym kurorcie? 

RENESANS DEKORACJI W STYLU ART DÉCO I GLAMOUR – WNĘTRZA WIELKIEGO GATSBIEGO

Kolejny powrót do przeszłości, ale tym razem za pomocą dodatków – do wnętrz pełnych przepychu, złoceń, lustrzanych mebli, kryształowych żyrandoli, połyskującej, metalicznej zastawy stołowej. Moją szczególną uwagę przykuły jednak dekoracje z motywami Art déco, takie jak ornamentalne tapety czy metaliczne rzeźby, zarówno te małe, służące do postawieia na meblach, aż po te wielkie, przestrzenne rzeźby, które onieśmielały swoją ostentacją i oderwaniem od rzeczywistości. 

SZTUCZNE KWIATY 

Były na każdym rogu i stanowiły zarówno element aranżacyjny wielu stoisk, jak i handlowy. Kształty wielu z nich zostały celowo przeskalowane. Pomalowano je także na odblaskowe kolory po to, aby zwrócić uwagę na ich obecność, czy może po to, aby potraktować je jak unikatowe rzeźby. Mogliśmy poczuć się jak Alicja w Krainie Czarów. Czasem ciężko było odróżnić, które z kwiatów były sztuczne, a które prawdziwe. Kwiaty były wyeksponowane w skrupulatnie dobranych, finezyjnych wazonach, typowych dla francuskiego stylu. Teraz możemy sami stworzyć własne krainy czarów.

Jak radzić sobie ze stresem przy inwestycjach i nie zwariować? – Strefa Nieruchomości

Tekst: Mariola Kędzierska

Czy słyszałeś kiedyś termin WWO? Do WWO należy około jedna piąta populacji – to Osoby Wysoko Wrażliwe. Takie osoby silnie reagują nawet na słabe bodźce, a także szczegółowo i głęboko przetwarzają związane z nimi informacje. Dodam – silniej, niż by chciały.

Takie osoby spotkasz wszędzie – również w gronie inwestorów. Bo bycie WWO nie zamyka żadnych drzwi – może natomiast sprawić, że silniej będzie im dokuczał stres… Pozytywem bycia WWO jest swoista przenikliwość pozwalająca dostrzegać i unikać błędów. Do tego sumienność i umiejętność głębokiej koncentracji, a także odbieranie nastrojów innych osób. Nie jest źle być WWO – pod warunkiem bycia świadomym!

Gdy poznajesz sylwetki inwestorów w prasie albo gdy mijasz ich na korytarzu podczas konferencji o nieruchomościach – nic o nich nie wiesz. Gdy słuchasz o tym, czym się obecnie zajmują, podziwiasz ROI (return on investment, zwrot z inwestycji) lub śmiejesz się z historii, które brzmią nieprawdopodobnie – nic o nich nie wiesz. I gdy w efekcie myślisz, że też tak chcesz, bo widzisz łatwe życie – bazujesz na półprawdzie. To dość zabawne, jak wybiórcze jest nasze spojrzenie: czy to na inwestora finalizującego transakcję, czy sportowca odbierającego medal. Efekt jest widoczny, ale droga do celu pozostaje niewymówioną tajemnicą.

Gdy w 2014 roku wstępowałam do grona inwestorów, miałam niską świadomość podróży, w jaką wyruszam, a także zerową na temat bycia WWO. Działam wspólnie z mężem i większość naszych inwestycji, w którymś momencie trafiła na moment „trudny” lub nawet „tak trudny, że aż nieprawdopodobny”. Daje to ogrom historyjek do opowiadania przyjaciołom, ale w tamtym czasie, w praktyce, nie było mi do śmiechu.

Dopóki stres nie osiągał w moim życiu krytycznych wartości zbyt często, nie interesowałam się nim. Ale gdy stało się jasne, że to walka o coś więcej niż komfort życia – odcięłam co się dało, zregenerowałam się i rozpoczęłam poszukiwania.

Znalazłam! I mam dobre wieści. Na szczęście bieżąca wiedza w tym zakresie jest o niebo bardziej pozytywna niż wcześniej. I właśnie mały wycinek tej wiedzy pragnę Ci przekazać.

Pewnie nieraz słyszałeś o szkodliwości stresu. I być może z tego powodu nadmiar stresujących sytuacji w życiu nie tylko stał się bieżącym dyskomfortem, ale także przełożył się na przekonanie: „To mi szkodzi”. Mam świetną wiadomość. Tak dobrą, że aż nieprawdopodobną. Owszem, silny stres szkodzi i w badaniach zwiększa ryzyko śmierci aż o 43%, ale… dotyczy to jedynie tej grupy osób, które są przekonane o szkodliwości stresu!

Innymi słowy: osoby, którym dokucza stres, ale uważają, że nie jest to szkodliwe – są chronione dzięki temu przekonaniu. Przekonania zmieniają fizjologię – tak można podsumować najnowsze badania, które to wykazały. Przeczytamy o nich w książce „Siła stresu” Kelly McGonigal. Autorka przywołuje np. badania Alii Crum oraz doświadczenia Grega Waltona (obydwoje z Uniwersytetu w Stanford).

Jeśli więc Twoje inwestycje spędzają Ci sen z powiek – nie dokładaj sobie obciążeń przekonaniem: „To mi szkodzi, wkrótce niewątpliwie czeka mnie zawał”. Nie! Stres w nadmiarze jest nieprzyjemny, ale poza bieżącym uprzykrzaniem nam życia, nie zabiera nic więcej. To my sami przez swoje przekonania oddajemy mu więcej, niż trzeba. Koniec z tym!

Mogę wyobrazić też sobie, że jako inwestor jesteś bardzo zajęty i z pewną pogardą odnosisz się do ćwiczeń chociażby z nurtu mindfullness. Tu również zachęcam Cię do zmiany przekonań – wielu terapeutów zajmujących się stresem jest zdania, że gdyby miało wybrać jedną jedyną rzecz najskuteczniej w tym stresie pomagającą, byłaby to uważność (mindfullness). Już 5 minut świadomego oddychania dziennie, może po kilku tygodniach zacząć zmieniać struktury i drogi nerwowe w mózgu dorosłego człowieka! Czy nie jest to potęga?

Przede wszystkim warto tu wspomnieć o twórcy tej metody, profesorze Jonie Kabat Zinn, który jako pierwszy uruchomił Klinikę Redukcji Stresu opartą na uważności w 1979 r., przy klinice uniwersyteckiej w Worcester. Od tego czasu, jako praktykujący terapeuta zdołał on rozpowszechnić swoją wiedzę. Z autorów publikacji dostępnych na polskim rynku, warto wspomnieć o doktor Melanie Greenberg, autorce książki „Twój mózg odporny na stres”. Odmianą uważności stricte poświęconej stresowi jest MBSR (ang. Mindfulness-Based Stress Reduction).

Korzyści świadomego oddychania odczujesz zwłaszcza, jeśli towarzyszy Ci stres przewlekły. Taki stres, poprzez uniemożliwienie regeneracji, stopniowo doprowadza do fizjologicznego wyczerpania organizmu. Dzieje się to z powodu nadmiernego zalewu hormonami stresu.

Gdy zaczniesz praktykować świadomy oddech, uspokoisz pewną małą część mózgu o nazwie ciało migdałowate. To bardzo przydatne – gdyż to ono w permanentnym stresie stawia Cię na nogi, nawet gdy jedynie dzwoni niechciany telefon. I mobilizuje Cię tak intensywnie, jakbyś miał za chwilę walczyć z pająkiem mutantem! Gdy ją wyciszysz, skuteczniej zajmiesz się swoimi sprawami i… lepiej wykorzystasz swój inwestorski potencjał!

Podsumowując: inwestując, nie unikniesz stresu. Doświadczenie mówi mi, że ogrom niespodzianek, jakie dają nam nasze nieruchomości, jest wręcz nieograniczony. Wiedz jednak, że przy krótkotrwałym stresie hormony doskonale Cię mobilizują i pozwalają sprostać wyzwaniu, a przy długotrwałym – również nie musisz być jego ofiarą. I możesz pomóc sobie na wiele sposobów.

Pewnie nieraz słyszysz, że nasze myśli są ważne – bo pozwalają kreować dobrobyt lub niedostatek. Przekładają się na działanie i w efekcie zmianę świata wokół. Z tym samym zainteresowaniem pochyl się nad swoimi przekonaniami w kwestii stresu. Możesz więcej! A małe zmiany zrobią wielką różnicę. Powodzenia w inwestycjach. A Dobre Życie kreuj już teraz. Nie warto czekać.

Mariola Kędzierska 
Certyfikowany coach, inwestor, przedsiębiorca. Ekspert od stresów krótkich i przewlekłych. Pomaga zestresowanym poprawiać komfort swojego życia. I sięgać po więcej! 

Kredyt we frankach po orzeczeniu trybunału sprawiedliwości – co dalej? – Strefa Nieruchomości

Tekst: Noemi Chudzik
Radca prawny, LL.M., partner w Chudzik i Wspólnicy Radcowie Prawni Sp. p.

Wiele osób, które mają umowy o kredyty indeksowane do franka szwajcarskiego, z wielkimi nadziejami oczekiwały wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczącego kredytu we franku szwajcarskim, udzielonego w Polsce małżeństwu Justynie i Kamilowi Dziubakom. Czy wyrok TSUE ujednolici orzecznictwo?

Sprawa przed Trybunałem dotyczyła pytania prejudycjalnego zadanego przez warszawski Sąd Okręgowy w postępowaniu o stwierdzenie nieważności umowy kredytu, skierowanym przez ww. kredytobiorców przeciwko jednemu z banków, zaś sąd zwrócił się do TSUE z pytaniami dotyczącymi zasad stosowania unijnych przepisów chroniących konsumentów w kontekście umów kredytowych indeksowanych frankiem szwajcarskim.

W Unii Europejskiej obowiązuje bowiem Dyrektywa 93/13/ EWG w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich. Zgodnie zaś z art. 6 ust. 1 tej Dyrektywy Państwa Członkowskie stanowią, że na mocy prawa krajowego nieuczciwe warunki w umowach zawieranych przez sprzedawców lub dostawców z konsumentami nie będą wiążące dla konsumenta, a umowa w pozostałej części będzie nadal obowiązywała strony, jeżeli jest to możliwe po wyłączeniu z niej nieuczciwych warunków. 

Tego właśnie przepisu i jego interpretacji dotyczyły cztery zapytania Sądu Okręgowego. W dniu 3 października 2019 r. TSUE wydał orzeczenie, które z całą pewnością jest co do zasady korzystne dla konsumentów. W orzeczeniu tym wskazano bowiem jednoznacznie, że w przypadku stwierdzenia, że klauzule umów kredytowych są nieuczciwe, to nie będą one wiązały konsumenta, zaś dalszy los samej umowy (np. jej nieważność lub zastąpienie nieuczciwych klauzul innymi) zależy w dużej mierze od woli i interesu konsumenta, tj. kredytobiorcy. Trybunał Sprawiedliwości UE podkreślił bowiem, że artykuł 6 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG należy interpretować w ten sposób, że stoi on na przeszkodzie utrzymywaniu w umowie nieuczciwych warunków, jeżeli ich usunięcie prowadziłoby do unieważnienia tej umowy. A sąd stoi na stanowisku, że takie unieważnienie wywołałoby niekorzystne skutki dla konsumenta, gdyby konsument nie wyraził zgody na takie utrzymanie w mocy. 

Podkreślić należy, że wyrok TSUE był pierwszym wyrokiem wydanym w odpowiedzi na zapytania polskiego sądu dotyczące kredytów frankowych. Jednakże w kwestii tej Trybunał wypowiadał się kilkukrotnie dla sądów węgierskich, rumuńskich czy hiszpańskich, przy czym każdorazowo odpowiedzi te dawały wskazówki sądom lokalnym – nigdy TSUE nie wskazał i z pewnością nie wskaże, jakie powinno być w jego ocenie ostateczne orzeczenie czy orzecznictwo. Należy więc zaakceptować fakt, że każda sprawa jest rozstrzygana odrębnie i w oparciu o dane okoliczności. 

Nie można więc mówić, że wydany wyrok ujednolici orzecznictwo – jest ono bowiem zależne od okoliczności każdej sprawy, przy czym wskazówki TSUE z pewnością jednoznacznie wskazują, że interes kredytobiorcy/konsumenta powinien mieć nadrzędne znaczenie. 

CZEGO MOŻNA ŻĄDAC:

  1. Sąd może orzec nieważność umowy kredytowej od samego początku, jeśli dojdzie do przekonania, że klauzula dot. przeliczenia kwoty kredytu była niedozwolona i po jej wyeliminowaniu z umowy brak jest postanowienia regulującego główne świadczenia stron, oraz taka jest wola i wniosek kredytobiorcy. Wówczas bank i kredytobiorca zwracają sobie wszystko to, co świadczyły. Czyli kredytobiorca musi oddać całą kwotę otrzymanego kredytu, a bank zwraca spłacone raty kapitałowo-odsetkowe. Może to oczywiście nastąpić przez potrącenie. Banki obecnie wskazują, że będą dochodziły w takich przypadkach wysokiego wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału, ale wydaje się, że byłoby to zbyt duże roszczenie z ich strony.
  2. Drugim rozwiązaniem stosowanym często w orzecznictwie jest stwierdzenie, że umowa jest ważna, natomiast niedozwolona jest klauzula dotycząca przeliczania rat kapitałowo-odsetkowych i w związku z tym kredyt powinien być traktowany jako udzielony w złotych polskich, z korzystnym dla kredytobiorcy oprocentowaniem opartym np. na stopie LIBOR. Wówczas bank powinien zwrócić kredytobiorcom nadpłatę wynikającą z dokonanych przewalutowań. 

Orzecznictwo nadal nie jest ustabilizowane i sądy wydają ciągle różne orzeczenia – ostatnio z przewagą korzystnych dla kredytobiorców. W obecnym stanie prawnym i orzecznictwie, wydaje się, że osoby posiadające kredyty we frankach powinny je przeanalizować i w przypadku stwierdzenia, że umowa zawiera klauzule naruszające ich interesy, wystąpić na drogę sądową, ze świadomością jednak, że opisywany wyrok TSUE jedynie daje sądom wskazówki, nie rozstrzyga jednak jednoznacznie losów poszczególnych umów kredytowych.


www.chudzik.pl 

Historie trudnych sytuacji inwestorów – Strefa Nieruchomości

Teksty z bloga Wojtka Orzechowskiego:
www.zarabiajnanieruchomosciach.pl
Komentarze: Marcin Witkowski

CASE STUDY: Problem z ekipą remontową – niedokończony remont 

Inwestor w maju rozpoczął współpracę z ekipą remontową, po podpisaniu umowy ekipa zaczęła pracę. Remont miał potrwać 60 dni kalendarzowych. Niestety prace się przeciągnęły o ponad miesiąc i w dodatku ostatecznie nie zostały dokończone przez tę ekipę.

Pytanie inwestora 

Kilkukrotnie próbowaliśmy dowiedzieć się, kiedy będzie koniec prac, ale szef firmy nie potrafił się określić. Zwodził nas kilka tygodni, że na następny dzień przyjedzie i zrobi to czy tamto. Nie ukrywał, że ma drugie zlecenie. Dwa tygodnie temu napisaliśmy mu maila, że jeżeli nie skończy prac w ciągu 3 dni, to kończymy z nim współpracę. Zapytał, co jest do zrobienia, i obiecał, że to zrobi. To był ostatni mail od niego. W środę po pracy podjechałem do mieszkania – jego narzędzi już nie było, prace ciągle były niedokończone. W związku z tym nie została wypłacona ostatnia transza należności. Podjęliśmy kilka prób kontaktu mailowego i telefonicznego, ale bezskutecznie. 

Dodatkowo nie dostaliśmy od niego faktury za wykonane prace, ponieważ przy wypłatach poszczególnych transz wystawiał nam KP. Nie za wszystkie przekazane pieniądze otrzymaliśmy KP. W sprawie zakupów za materiały byliśmy umówieni tak, że dajemy mu gotówkę, a on robi zakupy. W sumie na ten cel otrzymał od nas 9500 zł. Początkowo twierdził, że pieniędzy mu jeszcze zostanie, ostatnia wersja była taka, że musimy dopłacić. Nie dostarczył nam wszystkich faktur, obecnie nie wiemy, ile wydał na zakupy. Zatrudniliśmy kolejną ekipę, która poprawiła jego błędy i dokończyła remont. 

Teraz zastanawiamy się, czy pierwsza ekipa nie będzie miała prawa do roszczeń o wypłatę ostatniej transzy, skoro nie zerwaliśmy z nią oficjalnie umowy, tzn. nie mamy pisemnego rozwiązania umowy. Czy może teraz przyjść i powiedzieć, że mieszkanie jest skończone i domagać się wypłaty ostatniej transzy? Do zapłaty pozostało 4100 zł (bez uwzględniania kary za opóźnienie). Co możemy zrobić, aby uniknąć jakichkolwiek nieprzyjemności ze strony pierwszej ekipy?

Komentarz Marcina Witkowskiego radcy prawnego z kancelarii Chudzik i Wspólnicy (chudzik.pl)

Dopóki nie powierzono poprawienia i dokończenia remontu innej ekipie, można było złożyć oświadczenie o odstąpieniu od umowy, co doprowadziłoby do jej rozwiązania. W tej chwili sytuacja jest bardziej skomplikowana. Zabranie przez wykonawcę narzędzi, a następnie powierzenie dokończenia prac i poprawek innej ekipie może być potraktowane jako wydanie przez wykonawcę przedmiotu umowy i jego odbiór przez inwestora. Wówczas po stronie wykonawcy pojawia się prawo do żądania wynagrodzenia, a po stronie inwestora uprawnienia z rękojmi i uprawnienia odszkodowawcze. 

Jeżeli jednak w umowie określono konkretne etapy remontu oraz płatności wynagrodzenia po zakończeniu i odebraniu każdego z tych etapów, a wykonawca nie wykonał tego ostatniego etapu, to wynagrodzenie za ten etap mu się nie należy. 

Inną kwestią (dowodową) jest to, że wykonawca może twierdzić, że remont wykonał w całości (razem z drugim etapem). Tutaj od zgromadzonych dowodów zależeć będzie, czy taka argumentacja ostałaby się w sądzie czy też nie. 

Wykonawca może zatem wystąpić o zapłatę ostatniej transzy wynagrodzenia i nie ma sposobu, aby taką opcję wykluczyć. Inną kwestią jest natomiast ocena szans ekipy remontowej w sporze o zapłatę tego wynagrodzenia. W takim sporze mogą Państwo przeciwstawiać swoje roszczenie odszkodowawcze, a także żądać rozliczenia zaliczek wpłaconych na materiały. Zamiast oczekiwać na ruch ekipy remontowej, mogą Państwo sami wystąpić z pozwem przeciwko wykonawcy. Wtedy wykonawca będzie mógł się bronić tym, iż nie zapłacili Państwo całego wynagrodzenia (brak wszystkich KP może tu być problemem).

CASE STUDY: Meldunek w mieszkaniu z licytacji komorniczej 

Uczestnik Warsztatów Inwestowania w Nieruchomości miał wątpliwość co do praw osoby zameldowanej w mieszkaniu, które chciał kupić od innego właściciela. Czy zameldowany może korzystać z tego lokalu?

Pytanie inwestora 

Sprzedający kupił (zadłużone) mieszkanie na licytacji komorniczej. Posiada decyzję sądu, że jest właścicielem mieszkania i na podstawie tej decyzji może je sprzedać. W mieszkaniu znajdują się jednak wciąż rzeczy lokatora, m.in. sprzęt grający i części rowerowe. Osoba ta jest zameldowana w tym lokalu, nie mieszka w nim, jest poszukiwana przez kuratora. Czy gdybym nabył to mieszkanie, mogłoby dojść do sytuacji, w której tenże lokator domaga się zwrócenia swoich przedmiotów? Czy człowiek ten może wejść do mieszkania? Gdyby to było mieszkanie, w którym to ja chciałbym zamieszkać, to nie byłoby problemu. Chciałbym jednak po 2–3 miesiącach od nabycia (po remoncie) sprzedać tę nieruchomość. Zastanawiam się, czy ktoś będzie chciał kupić ode mnie mieszkanie, w którym jest meldunek (ludzie boją się takich transakcji). Z tego, co się orientowałem, jeśli pojawi się osoba zameldowana i będzie twierdzić, że jest związana emocjonalnie z tym mieszkaniem i nie będzie chciała się wymeldować, to wymeldowanie może potrwać nawet do 2 lat.

Komentarz Marcina Witkowskiego radcy prawnego z kancelarii Chudzik i Wspólnicy (chudzik.pl)

Meldunek to tylko potwierdzenie miejsca stałego lub tymczasowego pobytu danej osoby i jest potrzebny do celów ewidencyjnych. Meldunek nie powoduje nabycia własności ani innego prawa rzeczowego. Zameldowanie osoby w lokalu wymaga zgody właściciela lokalu albo innej osoby posiadającej do niego tytuł prawny. (Więcej na ten temat można znaleźć pod adresem: https://zarabiajnanieruchomosciach.pl/umowa-przyrzeczona-a-zameldowanie-w-mieszkaniu/). Jeżeli obecny właściciel nabył nieruchomość na licytacji komorniczej i jest wpisany na tej podstawie do księgi wieczystej, to w żadnym razie osoba, która nie ma żadnych praw do lokalu (chociażby wynikających z umowy najmu), nie może domagać się dopuszczenia do korzystania z lokalu na podstawie samego meldunku.

Zgodnie z art. 999 § 1 kodeksu postępowania cywilnego „[…] Prawomocne postanowienie o przysądzeniu własności jest tytułem wykonawczym do wprowadzenia nabywcy w posiadanie nieruchomości i opróżnienia znajdujących się na tej nieruchomości pomieszczeń bez potrzeby nadania mu klauzuli wykonalności […]”.

Rzeczy dłużnika powinny zostać zatem wyniesione z lokalu przy okazji egzekucji z nieruchomości. Nie wiem, czemu znajdują się dalej w lokalu. Być może obecny właściciel został ustanowiony dozorcą tych ruchomości. Dla postępowania w sprawie wymeldowania nie ma żadnego znaczenia stosunek emocjonalny byłego właściciela do tego lokalu. Istotne znaczenie ma to, czy przebywa, czy też nie w tym lokalu i czy dopełnił obowiązku wymeldowania się. Oczywiście taka osoba może się odwoływać od decyzji o wymeldowaniu i faktycznie postępowanie takie może trwać dość długo, nie wpływa to jednak na prawo własności lokalu. 

Marcin Witkowski, radca prawny (teksty pochodzą z bloga www.zarabiajnanieruchomosciach.pl)

Błędy w formułowaniu umowy najmu czyli jak skutecznie ustrzec się przed problemami – Strefa Nieruchomości

Tekst: Elżbieta Liberda

Bezpieczne inwestowanie w nieruchomości mieszkalne pod wynajem nie jest możliwe bez odpowiednio zredagowanej umowy. W celu zapewnienia rentowności i bezpieczeństwa inwestycji kluczowe jest wybranie odpowiedniego rodzaju umowy najmu, formy jej zawarcia i poprawne zredagowanie postanowień regulujących prawa i obowiązki stron. 

Obowiązujące przepisy stawiają w uprzywilejowanej pozycji najemców. Pozostawienie najmu regulacjom ustawowym nie jest korzystne dla inwestorów, którzy dokonują zakupu nieruchomości po to, by czerpać z nich zyski. Przepisy narzucają szczególny sposób postępowania, kiedy np. wynajmujący chce podwyższyć czynsz lub wypowiedzieć umowę. Właściciele, przygotowując umowę, często zapominają, że ta na pozór prosta umowa jest bardzo sformalizowana, a swoboda w kształtowaniu jej treści jest ograniczona. Większość regulacji ustawowych można zmieniać, ale tylko na korzyść najemcy. Zawarcie w umowie postanowień sprzecznych z ustawą spowoduje ich nieważność.

WYPOWIEDZENIE UMOWY

Częstym błędem jest swobodne określanie, kiedy właściciel może wypowiedzieć umowę. Procedura ta jest ściśle określona przez przepisy. Często czytamy błędną klauzule: „Umowa najmu zawarta jest na czas nieoznaczony. Wynajmujący ma prawo wypowiedzieć umowę z zachowaniem jednomiesięcznego okresu wypowiedzenia”. 

Przepisy ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. z 2018 r. poz. 1234 ze zm., tzw. OchrLokU) wyraźnie wskazują, iż umowę najmu wypowiedzieć można wyłącznie zgodnie z art. 11 tej ustawy. Zawarcie zatem takiego zapisu w sytuacji, kiedy najemca zakwestionuje jego zasadność, nie zrodzi skutku w postaci ustania stosunku najmu po upływie okresu wypowiedzenia, gdyż w to miejsce wejdą regulacje ustawowe, a zatem, wynajmujący będzie mógł wypowiedzieć najem tylko z przyczyn w ustawie taksatywnie wskazanych. 

Nie wdając się w szczegóły, jedną z nich jest brak regulowania czynszu. Ale zaległości muszą istnieć przez pewien czas. Z ustawy wynika, że nie później niż na miesiąc naprzód, na koniec miesiąca kalendarzowego, właściciel może wypowiedzieć najem, jeżeli lokator jest w zwłoce z zapłatą czynszu lub innych opłat za używanie lokalu co najmniej za trzy pełne okresy płatności. Dodatkowo, obowiązkiem właściciela jest wcześniejsze uprzedzenie lokatora na piśmie, o zamiarze wypowiedzenia najmu i wyznaczenia mu dodatkowego, miesięcznego terminu do zapłaty zaległych i bieżących należności. Wypowiedzenie musi być dokonane na piśmie i określać przyczynę wypowiedzenia.

A co w sytuacji, kiedy nasze działania pozostają bez odpowiedzi, a lokator wciąż nie płaci i zamieszkuje w lokalu? Niestety, nie pozostaje nic innego jak skierowanie sprawy na drogę postępowania sądowego. Czeka nas proces o eksmisję i zapłatę. Oczekiwanie na pierwszą rozprawę to z reguły kilka miesięcy, szczególnie w dużych aglomeracjach. W toku sprawy sąd ustali okoliczności faktyczne, w szczególności, czy niesolidny najemca ma tytuł prawny do innej nieruchomości. Dodatkowo z urzędu zbada, czy nie zachodzą przesłanki uzasadniające przyznanie mu uprawnienia do najmu lokalu socjalnego. Sąd nie może orzec o braku takiego uprawnienia wobec m.in. kobiet w ciąży, małoletnich, niepełnosprawnych, ubezwłasnowolnionych, obłożnie chorych, emerytów, rencistów i bezrobotnych, chyba że osoby te mogą zamieszkać w innym lokalu niż dotychczas używany. Obowiązek zapewnienia najmu lokalu socjalnego ciąży na gminie, jednak jak wiadomo okres oczekiwania na socjalne lokum z reguły trwa latami. Na otarcie łez pozostaje możliwość dochodzenia odszkodowania od gminy z tytułu niedostarczenia takowego lokalu. To jednak wiąże się z kolejnym postępowaniem sądowym.

WYPOWIEDZENIE UMOWY NA CZAS OZNACZONY

 Możliwość wypowiedzenia umowy komplikuje się także przy umowach najmu na czas oznaczony. Właściciele popełniają błędy, poprzez zapisy, że umowa zawarta jest na czas oznaczony, ale stronom przysługuje uprawnienie do jej wypowiedzenia z np. jednomiesięcznym okresem.

 Jak wynika z brzmienia art. 673 §3 k.c. „jeżeli czas trwania najmu jest oznaczony, zarówno wynajmujący, jak i najemca mogą wypowiedzieć najem w wypadkach określonych w umowie”. Dla skuteczności zastrzeżenia wypowiedzenia konieczne jest zatem dokładne wskazanie tych przyczyn w treści umowy. Orzecznictwo dopuszcza zawarcie klauzuli o możliwości rozwiązania umowy z tzw. „ważnych przyczyn”. Należy jednak pamiętać, że zapis ten może być różnie interpretowany przez każdą ze stron. Ostatecznie, gdy nie dojdziemy do konsensusu, o tym czy przyczyna jest ważna, decydować będzie sąd.

FORMA UMOWY – USTNIE CZY NA PIŚMIE?

 Pomimo że przepisy dopuszczają zawarcie umowy najmu w formie ustnej, zdecydowanie do lamusa powinny odejść praktyki, kiedy dokonujemy „koleżeńskich” ustaleń. Zarówno wynajmujący, jak i najemcy powinni zadbać o precyzyjne uregulowanie wszelkich kwestii w umowie. W przypadku ewentualnych roszczeń którejkolwiek ze stron, dokument ten będzie miał kluczowe znaczenie. Równie ważne jak umowa, są załączniki do umowy, takie jak protokół zdawczo-odbiorczy lokalu, dokumentacja fotograficzna lokalu itp.

A co na to prawo? Co do zasady, „tradycyjną” umowę najmu możemy zawrzeć w dowolnej formie, grunt, żeby pomiędzy stronami ustalone zostały elementy wskazujące na to, że jest to najem. Musimy jednak pamiętać, że umowa najmu nieruchomości na czas dłuższy niż rok powinna być zawarta na piśmie. W razie niezachowania tej formy poczytuje się umowę najmu za zawartą na czas nieoznaczony, a to, jak wiadomo, wiąże się z poważnymi konsekwencjami w zakresie możliwości rozwiązania takiej umowy.

 Należy mieć na uwadze, że powyższa zasada, co do dowolności w wyborze formy, nie będzie miała zastosowania, gdy zawieramy umowę najmu instytucjonalnego lub okazjonalnego, wtedy bezwzględnie musimy zawrzeć umowę w formie pisemnej pod rygorem nieważności.

ZAWARCIE UMOWY PRZEZ FAKTY DOKONANE

Zdarzyć się może, że umowa najmu zawarta zostanie przez fakty dokonane (per facta concludentia). Taka sytuacja będzie miała miejsce, kiedy okoliczności świadczyć będą o tym, że strony łączy stosunek najmu, tj. wydany zostanie lokal, jedna ze stron będzie płacić czynsz, a druga będzie go przyjmować. Gdyby tak się stało, umowa taka będzie traktowana jako zawarta na czas nieoznaczony.

Zadbać trzeba też o zawarcie w umowie zapisu, że gdyby po zakończeniu obowiązywania najmu lokator dalej zamieszkiwał w lokalu, to stan taki nie będzie uważany jako przedłużenie umowy, gdyż ono może nastąpić tylko w formie pisemnej, a właściciel będzie naliczał opłaty za bezumowne korzystanie.

RYGOR EGZEKUCJI, CZYLI SŁYNNE 777

 Częstym błędem jest także wprowadzanie do umowy tzw. „siódemek”, czyli rygoru egzekucji co do zapłaty czynszu i innych opłat bez zachowania wymaganej prawem formy aktu notarialnego. Zapis ten umożliwia dochodzenie należności bez konieczności prowadzenia postępowania w sądzie, ale tylko wtedy, gdy oświadczenie o poddaniu się temu rygorowi lokator złoży przed notariuszem. 

MAŁŻONKOWIE JAKO NAJEMCY

Właściciele zapominają też wielokrotnie o tym, aby zapytać najemcę o stan cywilny i rodzinny. Niesie to doniosłe skutki. Ze szczególną sytuacją mamy bowiem do czynienia, gdy najemcami są małżonkowie bądź jedno z nich. W tych wypadkach wynajmujący powinien pamiętać o regule wyrażonej w art. 680 1 k.c., zgodnie z którą małżonkowie, bez względu na istniejące między nimi stosunki majątkowe, są najemcami lokalu, jeżeli nawiązanie stosunku najmu lokalu, mającego służyć zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych założonej przez nich rodziny, nastąpiło w czasie trwania małżeństwa. Jest to przepis niezwykle istotny z punktu widzenia wynajmującego, ponieważ mimo iż zawierał umowę najmu tylko z jednym z małżonków, najemcą z mocy prawa staje się także współmałżonek. 

RODZINA JAKO NAJEMCA

Wiele obaw u wynajmujących budzi wynajem lokali dla rodzin. Powodem tego są obowiązujące przepisy, które wskazują na uprawnienie osoby pozostającej pod władzą rodzicielską do zamieszkiwania wraz z rodzicami. W razie konieczności prowadzenia postępowania o opróżnienie lokalu sprawa będzie dotyczyła całej rodziny, pomimo tego że „głównym” najemcą będzie tylko jedna osoba. 

Źródłem tego uprawnienia jest art. 96 § 1 k.r.o., zgodnie z którym rodzice wychowują dziecko pozostające pod ich władzą rodzicielską oraz obowiązani są troszczyć się o jego rozwój fizyczny i duchowy. Obowiązek ten obejmuje także konieczność zapewnienia dziecku odpowiednich warunków mieszkaniowych. Dzieci pozostające pod władzą rodzicielską „głównego” lokatora są zatem lokatorami w rozumieniu OchrLokU. 

Jak widać sytuacja właścicieli z punktu widzenia obowiązującego prawa nie jest prosta. Po pierwsze należy zaznaczyć formalizm już na etapie redagowania umowy, liczne obostrzenia związane z możliwościami wypowiedzenia umowy, a następnie, jeśli coś pójdzie nie tak – trudności w wykonaniu wyroków eksmisyjnych.

Prawo daje jednak furtki pozwalające na zminimalizowanie ryzyka. Jest to chociażby możliwość zawierania umów najmu okazjonalnego i instytucjonalnego. Dlatego istotne jest, aby na etapie zawierania umowy precyzyjnie zredagować wszelki zapisy i mieć świadomość co do konsekwencji złożonych oświadczeń.

Elżbieta Liberda 
Radca prawny, właścicielka Kancelarii Radcy Prawnego oraz Biura Nieruchomości Lex Perfecta. Obsługuje transakcje sprzedaży i najmu nieruchomości mieszkalnych i komercyjnych. Świadczy profesjonalne doradztwo prawno-inwestycyjne z pełnym due diligence nieruchomości, optymalizacją ryzyk i maksymalizacją zysków. Amatorka nieszablonowych rozwiązań. Prowadzi bloga: Elżbieta Liberda – o prawie i nieruchomościach. Autorka książki „Być rentierem. Jak bezpiecznie inwestować w nieruchomości pod wynajem”.