Moja Mapa Marzeń O życiu, miłości, prowadzeniu biznesu w kryzysie i szansach na rozwój rozmawiamy z Beatą Pawłusiewicz. – Strefa Nieruchomości

O życiu, miłości, prowadzeniu biznesu w kryzysie i szansach na rozwój rozmawiamy z Beatą Pawłusiewicz.

Wywiad przeprowadziła: Aleksandra Zalewska – Stankiewicz

Beata Pawłusiewicz – inwestorka, kobieta niezależna i charyzmatyczna. Doświadczona pośredniczka, specjalistka w najmie krótkoterminowym – zarządzała nawet 50 mieszkaniami jednocześnie. Marzycielka-buntowniczka – tak o sobie mówi. Kiedy po raz pierwszy pojawiła się w Alpach, a było to 23 lata temu, od razu pokochała to miejsce. Wiedziała, że kiedyś powróci tam na zawsze. I tak się stało. Już niedługo będzie gospodynią małego pensjonatu w Alpach – to pewnik. W rozmowie ze Strefą Nieruchomości® tłumaczy, dlaczego we Włoszech warto inwestować w apartamenty, a w Polsce – w mikrokawalerki.

Aleksandra Zalewska – Stankiewicz: Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia. To Pani dewiza. Czy to największe marzenie w obszarze nieruchomości już Pani spełniła?

Beata Pawłusiewicz: Kiedy pierwszy raz usłyszałam ten cytat Jakuba B. Bączka, to poczułam, że bardzo się z nim identyfikuję. Również uważam, że nie wystarczy marzyć, aby marzenia mogły się spełnić, trzeba im w tym pomóc. Oczywiście pomocne będzie wykonanie mapy marzeń albo zwyczajne wypisanie marzenia na kartce. Ja jestem marzycielką-buntowniczką, ponieważ moje pomysły bywają czasem zaskakujące. Tak było, kiedy pięć lat temu wymyśliłam, że chciałabym prowadzić niewielki pensjonat w Tyrolu. Sprecyzowałam 14 STREFA SPOTKAŃ • lider / inwestor nawet obszar – niemieckojęzyczną część Włoch. Oczami wyobraźni widziałam kameralne miejsce, z 10 pokojami, gdzie ludzie będą przyjeżdżać na wypoczynek. Wielokrotnie wizualizowałam sobie ten pensjonat. Zaczęłam szukać inwestora.

A.Z-S.: Spełniła Pani już to marzenie?

B.P.: Częściowo tak, ponieważ w październiku 2020 roku przeprowadziłam się do Włoch. Zamieszkałam w Alpach, wprawdzie nie w Tyrolu, ale po drugiej stronie gór. Dlaczego tam? Ponieważ z okolic pochodzi mój partner – Włoch, którego poznałam rok temu. Marzenie o pensjonacie już prawie jest sfinalizowane. Pozyskałam dwóch inwestorów, którzy chcieliby inwestować we włoskich Aplach, a ja szukam miejsca, w którym ten wymarzony pensjonat powstanie. Okolice są bardzo malownicze. Wyobrażam sobie, że wybudujemy ten pensjonat nad jeziorem Garda lub Iseo, między górami. W tej chwili badam rynek. Ale już wiem, że to miejsce ma ogromny potencjał.

A.Z-S.: Czyli realizuje Pani krok po kroku swój plan, ale z tego, co słyszę, i w tym planie jest miejsce na spontaniczność, bo miłości nie można zaprojektować.

B.P.: To prawda. Mojego mężczyznę poznałam w miejscu, w którym miało mnie nie być, na imprezie sylwestrowej, na której zjawiłam się przypadkiem. Pozwoliłam ponieść się temu uczuciu. Miłość zaprowadziła mnie do Włoch, ale od razu zaczęłam też działać tam zawodowo. We Włoszech współpracuję z dwiema agencjami pośrednictwa nieruchomości. Jedną z nich prowadzi Polka, drugą – Włoch. Ta współpraca jest konieczna, ponieważ nie mam jeszcze licencji do prowadzenia własnej działalności we Włoszech.

A.Z-S.: Zanim ten pensjonat powstanie, minie jeszcze trochę czasu. Jaką ofertę dla inwestorów z Polski ma Pani w tym momencie?

B.P.: Zachęcam polskich inwestorów, aby inwestowali we Włoszech w apartamenty pod wynajem krótkoterminowy. Oferuję znalezienie takiego apartamentu, przygotowanie go pod wynajem i pełną obsługę, czyli zarządzanie apartamentem. Zainteresowanie jest duże, ponieważ nieruchomości we Włoszech są tańsze niż w Polsce. Jeśli przykładowo zainwestujemy 60 tys. euro, to w skali roku na takiej inwestycji zarobimy 25 tys. euro. Stopa zwrotu jest więc bardzo zachęcająca. Wynika to z faktu, że ceny wynajmu takiego apartamentu są dużo wyższe niż w Polsce, 100 euro za noc to tutaj norma. We włoskie Alpy przyjeżdża bardzo dużo niemieckich turystów. Jak tylko włoski rząd otworzy granice, będziemy zapraszać inwestorów z Polski na rekonesans.

A.Z-S.: Pandemia koronawirusa ograniczyła jednak nasze możliwości turystyczne. Nie wiadomo, jak ta sytuacja wpłynie na nasze plany wyjazdowe. Jak zachęca Pani inwestorów do kupna apartamentu właśnie w tym miejscu?

B.P.: W Alpach boom na wyjazdy zaczyna się już w marcu. Nad jeziorami alpejskimi można spotkać mnóstwo turystów, zwłaszcza tych, którzy pasjonują się sportami. Można tu uprawiać żeglarstwo, kitesurfing, surfing czy kajakarstwo. Obecność Alp daje świetne warunki do chodzenia po górach i wspinaczki. To raj dla osób jeżdżących rowerami szosowymi i górskimi. Można też jeździć konno i latać na paralotni. Tyrol jest świetnym miejscem dla rodzin z dziećmi, jak i dla aktywnych freaków. To eldorado dla osób, które chcą aktywnie spędzać wakacje. Jednocześnie blisko są perełki, jak Werona, Bergamo, Wenecja. W jednym miejscu mamy połączenie włoskiej historii, kultury, włoskiego jedzenia i sportów ekstremalnych. Zimą (od grudnia do kwietnia) oczywiście można jeździć na nartach.

A.Z-S.: W pandemii jednak liczba turystów zmalała. Inwestorzy mogą obawiać się, że ta sytuacja wcale się nie poprawi.

B.P.: Ależ turyści we włoskich Alpach są! Włosi to naród, który uwielbia turystykę świąteczną, weekendową i wakacyjną. Oni wewnętrznie nakręcają sobie turystykę. Niemcy uwielbiają tę część Alp. Przylatują tu turyści z Polski, z Anglii czy ze Skandynawii. Na całym świecie Italia kojarzy się z luzem, z dobrym jedzeniem.

A.Z-S.: Jak bardzo włoski rynek nieruchomości różni się od polskiego? Czy podejście Włochów do biznesu jest inne niż Polaków?

B.P.: Włosi są bardzo leniwi. Mają awersję do remontowania. Polacy przywiązują większą wagę do szczegółów. Dlatego mieszkania polskich inwestorów od razu się wyróżniają. Ale jednocześnie turystyka to siła napędowa Włochów, to podstawa biznesu. Dlatego włoski rząd jest mniej restrykcyjny w pandemii. W czasie lockdownu gastronomia nie pracowała, ale hotele były czynne.

A.Z-S.: Wynajmem krótkoterminowym zajmuje się Pani od 7 lat. Na ile w Polsce nadal jest to dziedzina do zagospodarowania?

B.P.: Wciąż jest duże zapotrzebowanie. Na początku prowadziłam działalność na terenie Krakowa, gdzie wynajmowaliśmy mieszkania w trybie hybrydowym. Od marca do końca września naszymi klientami byli turyści, a od października wynajmowaliśmy mieszkania studentom, którzy przyjeżdżali do Polski z zagranicy. Przyjeżdżali również do nas biznesmeni, uczestnicy konferencji, a także pracownicy z Ukrainy. Z czasem moja działalność wyszła daleko poza Kraków. W ramach współpracy z dużą firmą, jedną z tzw. wielkiej trójki, obsługujemy wynajmy krótkoterminowe w kurortach i dużych miastach, jak Warszawa, Wrocław, Gdańsk, Poznań, Międzyzdroje, Kołobrzeg i Zakopane. Każde z tych miejsc charakteryzuje się zupełnie inną specyfiką. W zależności od miasta przyjeżdżają do nas klienci w celach turystycznych lub biznesowych.

A.Z-S.: Ale to, co łączy tych klientów, to fakt, że zatrzymują się w mieszkaniu na krótszą lub dłuższą chwilę. Co Pani, jako osoba uwielbiająca podróżować i mająca na tym polu duże doświadczenie, przekuła na apartamenty, którymi Pani zarządza?

B.P.: Jako klient podróżujący po świecie nie cierpię atmosfery hotelu, w którym wszystko jest surowe i puste. Nie lubię, kiedy w hotelu nie można zrobić sobie zwykłej herbaty, a na każdy posiłek trzeba pójść albo do restauracji, albo do miasta. Drażnią mnie wentylowane pomieszczenia. Lubię podróżować ekonomicznie, wolę wyjeżdżać nawet sześć razy w roku niż raz w roku jechać do sześciogwiazdkowego hotelu. Być może Alpy urzekły mnie tak bardzo również dlatego, że zawsze wynajmowaliśmy apartamenty wakacyjne, w których był aneks kuchenny i duża przestrzeń. Jako pasjonatka górskiej jazdy rowerem nie miałam problemu, żeby na przykład przechować rower w apartamencie, było na to wystarczająco dużo miejsca. Te wszystkie niuanse przenoszę do swojej działalności. W Krakowie wprowadziłam zasadę – mieszkaj po królewsku, czując się jednocześnie jak w domu.

A.Z-S.: Jakie inwestycje w tej chwili prowadzi Pani w Polsce?

B.P.: W Krakowie zarządzam niewielką liczbą nieruchomości. Działam też w całej Polsce. Jestem menadżerem, który pozyskuje mieszkania do zarządzania. Jako pośrednik pomagam inwestorom kupować lub sprzedawać takie nieruchomości. W tej chwili skupiam się na sprzedaży mikrokawalerek w centrum Łodzi, gdzie docelowo chcę prowadzić wynajem krótkoterminowy. Miejsce jest idealne – w pobliżu teatru, w samym centrum, na ulicy równoległej do Piotrkowskiej. Mikrokawalerki z powodzeniem można wynajmować turystycznie na kilka dni, ale też osobom, które przyjeżdżają na jedną noc – np. na koncert czy w celach biznesowych. To jest bardzo dobre rozwiązanie dla inwestorów, którzy mają mały kapitał do zainwestowania, ponieważ najniższy próg wejścia to 120 tys. zł.

A.Z-S.: Konkurencja na rynku wynajmu krótkoterminowego jest duża. Jakie ma Pani sposoby, aby prześcignąć konkurencję?

B.P.: Trzeba się wyróżnić nowoczesnością i oryginalnością. Sprzedaż noclegów prowadzimy oczywiście na Booking.com i na Airbnb.pl. Nastały takie czasy, że gdziekolwiek jesteśmy, konkurujemy z całym światem zdjęciami i lokalizacją. Jeśli chodzi o Włochy, prowadzę blog (Bea Italia), na którym zachęcam do odwiedzania okolic jeziora Iseo. Robię promocję Italii jako krainy szczęśliwych ludzi i pięknych miejsc. Taki storytelling o tym, jak wygląda moje życie

A.Z-S.: Jakie narzędzia i rozwiązania pomagają w zarządzaniu tyloma nieruchomościami jednocześnie?

B.P.: Był moment, że mogłam nocować 120 osób naraz i wszystkie moje apartamenty były rozproszone po Krakowie. Bazuję na współpracy. Preferuję outsourcing sprzątania czy prania. Zatrudniłam asystentkę, która była moją wirtualną recepcją. Wszystko mamy zautomatyzowane. Są skrytki i zamki na kody. Klucze wydajemy automatycznie. Klienci płacą kartą. Przyzwyczaiłam ludzi do tego, że wynajmujący w moich apartamentach mają być samodzielni.

A.Z-S.: Prowadzenie kilku biznesów naraz zapewne sprawdziło się w pandemii i pomogło przetrwać biznesowo. Czuła się Pani bezpieczniej?

B.P.: W pewnej chwili na pięć zawodów, które uprawiałam, zamknęli mi cztery. Skoncentrowałam się na pośrednictwie, ponieważ można było sprzedawać mieszkania. Potem Polacy ruszyli na wakacje. Inwestorzy poczuli, że inwestycje w kurortach to świetne rozwiązanie. Ostatnie lato spędziłam w Kołobrzegu, gdzie zajmowałam się najmem krótkoterminowym. Spełniłam kolejne marzenie o pracy bezpośrednio z plaży

A.Z-S.: Jak zatem ocalić biznes w sytuacji kryzysowej?

B.P.: Wniosek jest jeden. Trzeba szybko reagować na zmieniającą się sytuację. Kiedy można było wynajmować na kwarantannę – tym się zajęliśmy. Gdy pojawiła się opcja wynajmu dla personelu medycznego – poszliśmy w tym kierunku. I nie można się bać zmian ani nowoczesnej technologii. Ten, kto umie szybko odnaleźć się w sprawach technologicznych, dużo zyskuje.

A.Z-S.: Prowadzi Pani szkolenia i warsztaty. Kto może na nich zyskać?

B.P.: Jestem praktykiem, mówię klientom, na co powinni uważać. Wyjaśniam, jak zmaksymalizować zyski z najmu. Opowiadam o błędach, które sama popełniłam, przestrzegam innych. Wyjaśniam, kiedy można otworzyć kalendarz, a kiedy go zamknąć. Kiedy podnieść cenę, jak przeprowadzić remont, z kim współpracować, jak zautomatyzować proces najmu. Osoby, które korzystają z 10-minutowych darmowych konsultacji ze mną, prawie zawsze wracają na płatne konsultacje.

Napisałam e-booka, który nazywa się „Airbnb.com i Booking.com – 10 błędów początkującego gospodarza”.
To kompendium wiedzy dla rozpoczynających swoją przygodę z nieruchomościami na wynajem krótkoterminowy.

Z kodem rabatowym: STREFA2021 ten e-book jest do pobrania bezpłatnie.