Gołębie pomogły nam sprzedać mieszkanie! – Strefa Nieruchomości

Rozmawiała: Marta Kubacka

Na pierwszym flipie zarobili 30 tysięcy złotych, na innym zyskali 80% wartości mieszkania, na żadnym nie stracili. Przedstawiamy Justynę i Artura Nowaków, którzy obrotem nieruchomościami zajmują się od trzech lat, głównie w Opolu i Wrocławiu. Opowiedzą, jakie błędy popełnili przy pierwszym flipie, czego żałują, co mogli zrobić lepiej i dlaczego polubili gołębie…

Kiedy pojawił się pomysł na pierwszego flipa? To był przypadek czy przemyślana decyzja?

Justyna: To była przemyślana decyzja.
Artur: W 2016 roku trafiliśmy na reklamę warsztatów Wojciecha Orzechowskiego w Internecie. Postanowiliśmy zainwestować w te warsztaty, wziąć w nich udział razem. Decyzję o flipie podjęliśmy zaraz po szkoleniu, ale to nie było takie proste.

Czego dokładnie nauczyliście się na warsztatach Wojciecha Orzechowskiego?

Justyna: Wcześniej myśleliśmy tylko o wynajmie, w tym mieliśmy doświadczenie. Od Wojciecha nauczyliśmy się, że najpierw trzeba zbudować kapitał poprzez flipy, a dopiero później zainwestować, by osiągać pasywny dochód z wynajmu. To zmieniło nasze wyobrażenie o biznesie w tej branży.
Artur: Warsztaty pomogły uporządkować wiedzę i finanse. Wcześniej brałem udział w podobnych szkoleniach z zakresu nieruchomości, ale w praktyce nic z nich nie wyniknęło. Dopiero po szkoleniu u Wojciecha Orzechowskiego podjąłem konkretne działania. To szkolenie pokazywało odpowiednie kroki i poukładało nam plan działań.

W jaki sposób przygotowaliście się do całej akcji?

Artur: Gdy trafiliśmy na informację o szkoleniu i bezpośrednio po warsztatach, prowadziłem kilka ważnych projektów, którym musiałem poświęcić się, aby dotrzymać terminów. Zarówno Justyna, jak i ja inwestowaliśmy wcześniej na giełdzie. Dzięki temu nie baliśmy się nowych wyzwań i byliśmy otwarci na nowe. Wiedzę w zakresie nieruchomości mieliśmy na podstawie doświadczeń zdobytych w życiu prywatnym: kupiliśmy mieszkanie dla siebie, wyremontowaliśmy, a później sprzedaliśmy je i kupiliśmy dom, wiele lat wynajmowaliśmy inne nasze mieszkanie. Mieliśmy więc już trochę doświadczenia.

Czy przygotowaniom towarzyszył stres, a może inne emocje? 

Artur: Po warsztatach u Wojciecha Orzechowskiego miałem wrażenie, że jestem gotowy, ale na przeszkodzie stały finanse i brak czasu.
Justyna: Bardzo chcieliśmy zacząć, ale mieliśmy problem, który należało rozwiązać. To powodowało, że czuliśmy się zablokowani i trochę sfrustrowani.

Jak udało się zgromadzić pieniądze?

Artur: Finansowo mieliśmy trudności ze względu na brak oszczędności, a nawet brak zdolności kredytowej. Wcześniej kupiliśmy dom i mieszkanie na wynajem, co zaabsorbowało nasze wszystkie środki. Zmobilizowaliśmy się. W trakcie przygotowań udało nam się w kilka miesięcy zaoszczędzić pewną kwotę.

W jaki sposób i jak długo szukaliście mieszkania?

Artur: Przeglądaliśmy ogłoszenia, analizowaliśmy ceny na rynku nieruchomości, nawiązywaliśmy kontakty z pośrednikami. Trwało to kilka miesięcy, gromadziliśmy wtedy środki na pierwszego flipa. W końcu znaleźliśmy ciekawe ogłoszenie w Internecie. Kolejnego dnia obejrzałem mieszkanie, złożyłem ofertę kupna i udało się, podpisaliśmy umowę przedwstępną. Jednak ze względu na sytuację prawną właścicieli, musieliśmy poczekać na to mieszkanie kilka miesięcy

Trafiła się inwestycyjna okazja? To było mieszkanie z rynku pierwotnego czy wtórnego?

Artur: Mieszkanie w Opolu, z rynku wtórnego. Właściciele nieruchomości musieli poczekać ze sprzedażą kilka miesięcy, aby uniknąć płacenia podatku od darowizny. Zależało nam na transakcji, ale musieliśmy poczekać.

Negocjowaliście cenę?

Justyna: Nie bardzo, bo cena sama w sobie była korzystna. Co więcej, ze względu na sytuację prawną właścicieli, mieliśmy kilka miesięcy, aby przygotować finanse.

Mieliście jakieś przygody podczas zakupu mieszkania?

Artur: Tak! Notariusz, u której kupowaliśmy mieszkanie, w trakcie podpisywania aktu kilka razy pytała sprzedających, czy są pewni, że chcą sprzedać to mieszkanie. My zdążyliśmy od czasu podpisania umowy przedwstępnej włożyć w jego remont już sporo pieniędzy, więc zrobiło nam się gorąco!

Jakie to było mieszkanie?

Justyna: To było mieszkanie starszej pani, później wynajmowane dla studentów. Wymagało generalnego remontu, łącznie z wymianą wszystkich instalacji.

Podzieliliście się rolami?

Artur: Podeszliśmy do tego przedsięwzięcia zbyt ambitnie. Postanowiliśmy wyremontować je samodzielnie. Czasami bywało ostro. Na początku spięcia były nieuniknione. Justyna: Tak, to prawda. Ja na przykład malowałam ściany, a później to wszystko odpadało. Zdecydowaliśmy, że trzeba zatrudnić ekipę remontową. Artur zajął się nadzorem ekipy i organizacją remontu, ja aranżacją. Wybierałam elementy wykończenia wnętrz, tworzyłam projekty mebli, planowałam dekoracje.

Remont zrobiliście sami, czy poszukaliście ekipy?

Artur: Remont własnymi siłami nie postępował tak jak chcieliśmy, więc znaleźliśmy ekipę od remontów. W zasadzie to była ekipa naszego znajomego, więc łatwiej było ustalić atrakcyjne warunki i dogodny termin. Żałujemy, że nie zrobiliśmy tego od razu.

Co z aranżacją mieszkania?

Justyna: Można powiedzieć, że to nie była wyszukana aranżacja, ale na ten czas mieszkanie wyróżniało się od innych. Meble do kuchni i łazienki były zamawiane na wymiar u stolarza. Zadbaliśmy też o szczegóły – np. o świeczki i ręczniki w łazience. Nie meblowaliśmy pozostałych pomieszczeń, zostawiliśmy to przyszłym właścicielom.

Mieszkanie sprzedawaliście samodzielnie czy we współpracy z agentem?

Artur: Sami. Dosyć długo z tym zwlekaliśmy, niepotrzebnie. W końcu wystawiliśmy ogłoszenie w Internecie. Wyróżniało się, bo zaprezentowaliśmy zdjęcia mieszkania w postaci kolaży. Wtedy nie było to takie popularne, więc przyciągało uwagę.

Po jakim czasie sprzedaliście mieszkanie?

Justyna: Po 20 minutach!
Artur: Tego samego dnia, zaraz po publikacji ogłoszenia, odezwał się człowiek, z którym umówiliśmy się na prezentację następnego dnia. Obejrzał dokładnie nieruchomość i od razu podjął decyzję, że podpisujemy umowę przedwstępną.

Szybka akcja. Mieliście szczęście…

Artur: To ciekawa historia, bo akurat było to wiosną i na balkonie zalęgły się gołębie. Wiedzieliśmy, że to nie wygląda zbyt korzystnie, ale nie chcieliśmy ruszać tego gniazda.
Justyna: Nie mieliśmy serca wyrzucić tych piskląt. Kupujący, gdy zobaczył gniazdo i pisklęta, powiedział, że gołębie przynoszą szczęście i to jest znak, aby kupić to mieszkanie.
Artur: Byliśmy w szoku. Nie spodziewaliśmy się takiego obrotu sprawy.
Justyna: Gołębie pomogły nam sprzedać mieszkanie!

Jak na tym wyszliście? Ile zarobiliście na czysto?

Artur: Ponad 30 tysięcy złotych.
Justyna: Założenie było takie, żeby zwróciły się pieniądze zainwestowane w warsztaty u Wojciecha Orzechowskiego. Okazało się, że zwróciły nam się kilkukrotnie.

Z perspektywy czasu, pewnie macie konkretne przemyślenia. Co zrobiliście źle przy okazji tego flipa, co mogliście zrobić lepiej?

Artur: W niektórych sferach szliśmy „po taniości”…
Justyna: Nieprawda! Ewentualnie, można przyczepić się do drzwi. Generalnie zrobiliśmy ładne mieszkanie.

Jakie emocje towarzyszyły Wam po całej akcji?

Justyna: Pomyśleliśmy, że mogliśmy na tym mieszkaniu jeszcze więcej zarobić. Może trzeba było poczekać i sprzedać drożej, czuliśmy niedosyt.
Artur: Pamiętam, że zapomnieliśmy usunąć ogłoszenie. Co chwilę dzwonili ludzie i pytali, czy oferta jest aktualna. Zabawne było, kiedy po tygodniu od wystawienia oferty zadzwonił do nas poprzedni właściciel z informacją, że chce odkupić od nas to mieszkanie.

Pieniądze zainwestowaliście w nowego flipa?

Artur: Oczywiście, zrobiliśmy kolejne flipy. Niektóre mieszkania wymagały pełnego remontu, niektóre odświeżenia. Czasem tylko wynosiliśmy meble i sprzątaliśmy. W naprawdę szybki i nieabsorbujący sposób zarobiliśmy kolejne pieniądze.

Wkręciliście się w ten biznes?

Justyna: Tak, zdecydowanie. Teraz przygotowujemy pierwszego gotowca inwestycyjnego. Zobaczymy, jak nam wyjdzie.
Artur: Realizujemy też remont generalny małego mieszkania, a kolejne już czeka na ekipę remontową.

Ile lat zajmujecie się już flipami i ile transakcji macie na koncie?

Artur: Trzy lata.
Justyna: Zrobiliśmy pięć flipów w pierwszym roku.

Ile najwięcej zarobiliście na pojedynczym flipie?

Artur: Największy zysk wyniósł 80% wartości mieszkania! To było mieszkanie we Wrocławiu, ze skomplikowaną sytuacją prawną, wymagające generalnego remontu. Opłaciło się.

Zdarzyło się, że straciliście?

Justyna: Nie, nigdy. Do transakcji podchodzimy ze spokojem. Jak widzimy, że mogą być problemy, to rezygnujemy. Być może to jest nasza recepta na sukces.

Sprzedaż nieruchomości nie jest Waszym jedynym źródłem utrzymania?

Artur: Nie. Oboje pracujemy na etacie, dodatkowo prowadzimy działalność gospodarczą. Nieruchomości to nasze uzupełniające zajęcie i dodatkowe źródło dochodu.

Planujecie rozkręcać swój biznes mieszkaniowy?

Justyna: Etat trochę nas blokuje, nie mamy czasu, aby rozwijać się w nieruchomościach, a bardzo chcemy.
Artur: Praca na etacie trochę nas męczy, biorąc pod uwagę fakt, że dochody z nieruchomości są dużo atrakcyjniejsze. Myślę, że wkrótce sporo się w naszym życiu zmieni, bo plany mamy ambitne…