ŻYJ AKTYWNIE, zarabiaj pasywnie! – Strefa Nieruchomości

Rozmawiały: Marta Kubacka i Aneta Nagler

Jak odnaleźć drogę do niezależności finansowej i życiowa równowagę? Może po prostu wystarczy nauczyć się żyć tu i teraz, i być szczęśliwym. O życiu, pieniądzach i niezależności finansowej rozmawiamy z Jakubem Midelem. 

Kim jest Jakub Midel? Rozwinął dwa biznesy na skalę ogólnopolską: sieć franczyzową szkół językowych i markę odzieżową. A pomiędzy kolejnymi biznesami nagrał płytę. Ale żeby nie było nudno, zaczął inwestować na rynku nieruchomości oraz stworzył na YouTubie kanał Akademia Bogactwa. Nazywany jest „Kubą Wojewódzkim” nieruchomości. Podczas szkoleń stosuje kontrowersyjne metody perswazji, a jego ostry jak brzytwa język sprawia, że trudno zapomnieć słowa, które mówi. Słynne zdanie: „Janusza Biznesu szanuję bardziej niż człowieka z korpo” to taki prowokacyjny trik. Dlaczego? Ponieważ ma nas motywować do działania. Prawdziwy Jakub promuje podejście do biznesu z zachowaniem życiowej równowagi. Masz kasę, to żyj, nie czekaj na dni, które może nie nadejdą. „Zarabiaj wczoraj, wydawaj jutro, żyj dzisiaj” – to życiowe motto Jakuba Midela.

Mówi się, że milionerzy są nudni i zadufani w sobie. Czy też jesteś tak postrzegany przez innych? 

Milionerzy to zwykle indywidualiści. Nawet jeśli zgrywają uśmiechniętych lekkoduchów, są skupieni i skoncentrowani na swoich biznesowych celach. Często nie są do końca rozumiani przez otoczenie. Aby dojść do pewnego pułapu, trzeba się naprawdę wysilić. Myślę, że kiedy rozwijałem moje dwie firmy, potrafiłem być nieobecny duchem w kontaktach z bliskimi, bo myślami 24 godziny na dobę byłem w pracy. Układ rentierski pozwolił mi znów stać się normalnym człowiekiem.

Podobno pierwszy milion trzeba ukraść albo odziedziczyć. Jak było w Twoim przypadku?

U mnie nie było ani jednego, ani drugiego. Majątek został wypracowany cegła po cegle. Nie odbyło się to specjalnie szybko. Przez kilka lat byłem korepetytorem, handlowcem i właścicielem małego biznesu. Dopiero kiedy się sprofilowałem i wiedziałem, że chcę stworzyć mobilną szkołę językową o ogólnopolskim zasięgu, osiągnąłem sukces finansowy, o którym wcześniej nie marzyłem. Wówczas ten pierwszy milion się pojawił. Zyski z działalności przeznaczyłem na budowanie marki odzieżowej i pierwsze inwestycje w nieruchomości.

No dobrze, ale realizowałeś wiele projektów – sieć franczyzową, markę odzieżową, inwestycje w lokale i mieszkania pod wynajem. Czemu właśnie nieruchomości?

Uważam, że nie ma niczego lepszego niż stały dochód pasywny z wynajmu nieruchomości. To jest łatwiejszy sposób na zarabianie bieżących pieniędzy niż tradycyjna działalność handlowa czy usługowa. W moim przekonaniu biznes należy rozwijać głównie po to, by nadwyżki przeznaczać na zaliczki na nieruchomości, głównie na dźwigni kredytowej. Obecne instrumenty fnansowe sprawiają, że praktycznie każdy może zacząć inwestować w nieruchomości.

Każdy? Ale ludzie boją się ryzykować. Sam powiedziałeś w jednym z wywiadów: „Jutro będzie kolejny dzień, od Was zależy, co z nim zrobicie”. To chyba nie jest takie proste, kiedy zaczyna się od zera.

Właśnie to jest najprostsze. Ten okres od zera do pierwszych sensowych pieniędzy jest najłatwiejszy. Dziwię się, że ludzie się boją, chociaż również miałem wiele wątpliwości. Zrobienie pierwszych kroków w biznesie z zyskami do 10 tys. miesięcznie jest stosunkowo łatwe. Tylko trzeba się przemóc. Dla przykładu: zakup trzech pierwszych mieszkań jest prosty. Jak masz ich dwadzieścia, to zakup kolejnych dwudziestu może być trudniejszy. W polskiej mentalności jest dużo zawiści i pesymizmu. Trzeba umieć ruszyć z miejsca. Nauczyć się iść swoją własną drogą.

Ale jak to zrobić? Jak znaleźć swój sposób na sukces? Może robienie tego, co się lubi? Słyszałam też o zasadzie „połowę oszczędzać, połowę wydawać”.

Recept jest oczywiście tyle, ilu jest ludzi. Każdy powinien wypracowywać własne metody. Na potrzeby książki i szkoleń wymyśliłem prostą receptę na finansowy sukces. Robić to, co się lubi i potraf, czego ludzie potrzebują i za co chcą zapłacić. Co do zarządzania pieniędzmi, większość osób zapomina o oszczędzaniu i inwestowaniu nadwyżek finansowych. Osobiście promuję model schodkowego rozwoju poprzez kolejne etapy zawodowego życia: naukę, pracę, biznes i rentierstwo. Ważne, żeby zadbać o stałe źródło dochodów, dobrą pracę czy własną działalność, ale też inwestować w nieruchomości, tym samym otrzymując przychody pasywne.

To pomówmy o tych przychodach pasywnych. Czym są dla Ciebie?

Przychody pasywne traktuję jako comiesięczne owoce wielu lat ciężkiej pracy i wyrzeczeń. Pieniądze skumulowane w nieruchomościach zaczęły przynosić regularne comiesięczne wpływy, gwarantując poczucie stabilizacji, jakiej nie doświadczyłem jako przedsiębiorca. Wiem, że kupując kolejne nieruchomości na wynajem, zapewniam sobie nie tylko dodatkowy przychód, ale i długoterminowy spokój, który daje niezależność finansową i szansę na spędzanie czasu tak, jak chcę i lubię. 

Jak wygląda zatem Twoja wolność finansowa?

Osobiście wolę termin niezależność zamiast wolność finansowa. Nawet kiedy nie musisz już pracować, bo Twoje frmy i inwestycje pracują na Ciebie, jako inwestor jesteś zależny od sytuacji na rynku, podatków, kursów walutowych i wielu innych czynników. Będąc na rentierskiej emeryturze, trzeba kontrolować nawet najbardziej pasywne przychody i szukać nowych inwestycji. Dzięki nieruchomościom od kilku lat sporo podróżuję z rodziną, jeżdżę po Europie na motocyklu, wydałem płytę muzyczną, wróciłem do sportu. Osiągnąłem stan równowagi finansowej, którego nie chciałbym zamieniać na najbardziej intratną karierę biznesową.

Dlaczego? Przecież prowadząc firmę, również możemy zapewnić sobie przyzwoite przychody i tytułową wolność finansową.

Esencja biznesu to codzienna walka o finansowy wynik. Z definicji głównym założeniem przedsiębiorstwa jest osiąganie zysków, a to bardzo wyczerpująca presja dla właściciela firmy. Dzięki nadwyżkom finansowym mamy duży komfort działania i podejmowania decyzji. Możemy dalej inwestować w firmę, w standard życia czy w portfel nieruchomości pod wynajem. Osobiście wybrałem model rentierski zamiast dożywotniego rozwoju jednej czy drugiej firmy.

Mówisz o tym tak, jakby to była istna sielanka?

To od razu dopowiem, że nie zawsze jest kolorowo. Są też ciemne strony mocy… zazdrość, brak czasu dla najbliższych, zmęczenie, ciągła gonitwa. W przypadku budowania portfela nieruchomości pod wynajem najtrudniejsze były pierwsze inwestycje. Najwięcej nauczyłem się na własnych błędach. Dziesięć lat temu nie miałem takiej świadomości jak dziś. Wybór lokalizacji, remonty, kredyty bankowe były zwyczajnie trudne. Na szczęście opłaciło się. Z ciemnych stron życia inwestora, który wdrapie się na pewien poziom, problemem jest fakt, że nie ma z kim cieszyć się sporą ilością wolnego czasu, bo większość znajomych jest w pracy.

Nazywają Cię „Kubą Wojewódzkim” nieruchomości. Trafnie?

Różne porównania padają na temat mojej działalności w internecie. Staram się w niekonwencjonalny sposób przekazywać wiedzę i doświadczenie. Jest wielu zamożniejszych graczy ode mnie, ale przez to, że mam ciągotki artystyczne i trenerskie, lepiej docieram do ludzi.

Czyli tak się urodził pomysł na aktywność w internecie i prowadzenie kanału na YouTubie „Akademia Bogactwa”?

Jako praktykujący inwestor i spełniony biznesmen chciałem podzielić się przemyśleniami i wiedzą. Myślę, że na rynku brakowało głosu zwykłego przedsiębiorcy, który oprócz wiedzy ma trochę doświadczenia. Otrzymuję wiele wiadomości od ludzi, którzy mówią, że gdyby usłyszeli moje rady kilkanaście lat wcześniej, byliby dzisiaj w zupełnie innym miejscu. Mam również wrażenie, że osoby, które pracują na etacie, nie do końca rozumieją mój przekaz – może właśnie dlatego są na etacie. 

„Akademia Bogactwa” zyskała sporą popularność. Powstało już ponad 130 odcinków. 

To rzeczywiście niesamowita przygoda i wielkie zaskoczenie. W ciągu 10 miesięcy kanał zyskał ponad 75 000 subskrypcji i prawie 6 milionów wyświetleń bez żadnych nakładów na reklamę. Od zawsze chciałem uczyć ludzi praktycznego biznesu i inwestowania w nieruchomości. Nie wiedziałem jednak, że moje internetowe wykłady będą cieszyły się takim zainteresowaniem. Dzięki tej działalności poznałem tysiące ciekawych ludzi w sieci i setki za żywo. Bardzo brakowało mi sensownego zajęcia na rentierskiej emeryturze, a teraz z pewnością nie mogę narzekać na nudę. Zapowiada się wspaniały epizod w moim życiu.

W jednym z flmów można zobaczyć, jak postrzegasz sens życia i tłumaczysz to na przykładzie rolki papieru toaletowego. Lubisz takie kontrowersyjne techniki perswazji?

Żeby dotrzeć do umysłu człowieka, trzeba czasem pewne rzeczy pokazać w różny sposób. Z tą rolką papieru właśnie tak jest. Życie jest szare, różowe albo błękitne, długie czy krótkie, drogie lub tanie, ale tak naprawdę każde się kiedyś skończy. Dlatego trzeba je szanować i jak najlepiej wykorzystać. Jeżeli nie nauczysz się żyć dziś, to nigdy nie będziesz szczęśliwy. Zarabiaj wczoraj, wydawaj jutro, żyj dzisiaj – to moja zasada życiowa. 

A gdy poznałeś Wojciecha Orzechowskiego, pomagaliście sobie nawzajem?

Poznaliśmy się jako właściciele powierzchni w znanym łódzkim biurowcu przy ulicy Piotrkowskiej 270. Wojtek zainwestował w półtorej kondygnacji, wyremontował ją i sprzedał z zyskiem. Ja również kupiłem półtora piętra i od blisko 10 lat wynajmuję 35 lokali biurowych. Przez rok byliśmy razem w zarządzie wspólnoty tego biurowca. Podjęliśmy kilka kluczowych decyzji, podnosząc standard budynku. Nie ukrywam również, że Wojtek przetarł szkoleniowy szlak i zainspirował mnie do wydania książki. 

No właśnie. Jesteś w trakcie pisania książki. O czym będzie?

Rzeczywiście wróciłem do realizacji pomysłu, który okazał się trudniejszy, niż myślałem. Po pierwsze, bardzo trudno jest zamknąć dwadzieścia lat działań i przemyśleń na dwustu stronach książki. Po drugie, nie zdawałem sobie sprawy, jak odmienne jest nastawienie, wiedza i postrzeganie pieniędzy przez Polaków. Obawiam się więc, że tytułów powstanie kilka. Pierwszy na wiosnę tego roku, czyli już wkrótce.

Osiągnęłaś już to wszystko, co wcześniej zaplanowałeś? Jakich działań możemy się teraz spodziewać?

Nowym etapem w moim życiu jest działalność szkoleniowa. Otworzyłem trzy platformy szkoleniowe, na bazie których zamierzam budować społeczności ludzi biznesu i inwestowania w nieruchomości: FundamentyFinansowe.pl – pierwsze kroki w biznesie, ManufakturaMilionerow. pl – droga do rentierstwa i AktywnyRentier.pl – kurs na dochody pasywne. W ciągu najbliższych miesięcy zamierzam również wydać pierwszą książkę, o której wspomniałem, dalej rozwijać kanał na YouTubie i organizować kolejne szkolenia. Chciałbym też możliwe dużo czasu poświęcić rodzinie i podróżom. Zespołowi „Stefy Nieruchomości” życzę wytrwałości w realizowaniu projektu, a Czytelnikom samych udanych inwestycji!

Z PODZIWEM PATRZĘ na ludzi sukcesu… – Strefa Nieruchomości

Rozmawiała: Magdalena Maciejczyk

Rozmowa z Piotrem Drońskim, właścicielem BASZTA – nieruchomości

Pana motto to piękne słowa: „Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach”. Co robi największe wrażenie na Piotrze Drońskim? 

Piękno samo w sobie, empatia ludzi, niebanalna elegancja, uroda rzeczy, miejsc, które oglądam. Uśmiech dziecka, wschód słońca na Zanzibarze, gdzie często przebywam, gdzie jest mój dom i praca.

Dla Pana rodziny jeden dom jest w Polsce, drugi na Zanzibarze. Czy Zanzibar to taki raj, odpoczynek dla ciała i duszy?

To wyspa, gdzie niemal zawsze świeci słońce, strzeliste palmy kołyszą się na wietrze, a powiew oceanu odurza zapachem. Słodkie chwile na leżaku w cieniu palm? Czemu nie. Lubię siadać na tarasie z filiżanką kawy, upajać się widokiem oceanu, bezchmurnego nieba, bezkresnych białych plaż. Ale lubię też patrzeć na padający na lustro wody deszcz. Tu spędzam czas z rodziną i przyjaciółmi. Tu, pracując, odpoczywam, analizuję nowe pomysły, stąd czerpię siłę i energię do działania. Tu chce mi się żyć…

Mówi się o Panu człowiek orkiestra – inwestycje w nieruchomości, działalność kulturalna, wspieranie lokalnej drużyny sportowej oraz szkoły na Zanzibarze. W co jeszcze angażuje się Piotr Droński?

Kreuję, tworzę, pracuję, mam swoje pasje i pilnuję życiowych priorytetów. Zawsze podziwiałem ludzi, którzy nie koncentrują się jedynie na pracy, własnym biznesie, życiu, ale starają się zmieniać świat dookoła, chcąc wycisnąć swoje piętno. Ostatnio też tak mam. Sprowadzam lekarzy na Zanzibar, wpływam na poczucie estetyki wśród pracowników i dzieci lokalnych szkół, zachęcając do zrobienia porządku wokół szkolnego budynku i okolicy, pokazując w ten sposób, że wspólnie można wiele zdziałać. Jak wiemy, czystość to nie jest przywilej bogactwa, a mentalności i kultury. Kiedy człowiek ma kilka obszarów działania, to jego życie nie tylko jest bogatsze, ale tocząc się w kilku przestrzeniach jednocześnie, jest jeszcze bardziej interesujące, rzekłbym: pełniejsze.

Rozdaje Pan ludziom pieniądze w Afryce?

Kiedyś dawałem, ale zauważyłem, że to niczemu nie służy. Następnego dnia ci, których w ten sposób wspierałem, już nie pamiętali, że coś takiego miało miejsce. Dzisiaj staram się potrzebującemu dać tzw. wędkę. Ale nie pomagam na oślep. Mam swoją skalę możliwości, wartości i planów.

Co jest największym wyzwaniem w prowadzeniu biznesu w takim miejscu?

Gąszcz nie do końca sprecyzowanych przepisów, lokalna praktyka i rzeczywistość czy też biurokracja. Miejscowi często mają fałszywe wyobrażenie o zamożnych turystach i biznesmenach z Europy, którzy pojawiają się tam coraz częściej. 

W jednym z wywiadów powiedział Pan: „Prowadzenia biznesu nauczyłem się na bazie własnych doświadczeń”. Poproszę o trzy złote rady dla młodych inwestorów z branży nieruchomości.

Uczyć się tak długo, jak to tylko możliwe. Ruszyć w świat, spojrzeć na pewne rzeczy z innej perspektywy. Starać się być doskonałym partnerem do rozmów nie tylko w obszarach zawodowych. Jestem snajperem w swojej pracy. Uważam, że bez względu na to, co robimy, trzeba skierować swoją uwagę na cel, precyzyjnie przygotować się na każdy etap zadania i być szalenie konsekwentnym. Do tego w biznesie trzeba być wiarygodnym od początku do końca. Nigdy nie składaj deklaracji bez pokrycia, nie wyolbrzymiaj rzeczywistości. To co mówisz i robisz musi stać za tobą. Wiarygodność sprawia, że zyskamy szacunek w oczach partnera, reputację w środowisku. Można mnie oszukać jako człowieka, ale nie jako przedsiębiorcę. W swojej pracy jestem na to za dobry. Pracuję w różnych miejscach na świecie. Wiem, że wszędzie sobie poradzę.  

Gdybym miał dziś raz jeszcze podjąć edukację, wybrałbym…

Niezmiennie to samo – studia prawnicze, a niezależnie skupiłbym się na dwóch przedmiotach: matematyce i psychologii zachowania.

Zajmuje się Pan także show-biznesem. Prowadził Pan przez ponad dwa lata w Sali Koncertowej w Szczecinie różne wydarzenia kulturalno-rozrywkowe. Jak udało się łączyć te dwie przestrzenie?

Sala Koncertowa to 3000 mkw. powierzchni, widownia dla 800 gości, o których trzeba było zadbać w szczególny sposób. Zazwyczaj przed każdym koncertem osobiście ich podejmowałem, następnie usadzałem na miejscu na widowni, witałem ze sceny, a w trakcie wydarzenia dbałem o sprawność działania na każdym odcinku sali. Pomagała mi w tym dzielnie rodzina i pracownicy. Nigdy nie traktowałem tej inwestycji stricte biznesowo. Włożyłem w nią mnóstwo serca i czasu. Zawsze to, co robię, robię z pasją. To najlepszy sposób na zawodowy sukces i satysfakcję z życia. W sali koncertowej urządzałem imprezy na najwyższym poziomie – koncerty, spektakle teatralne, występy baletowe, spotkania z gwiazdami, dużo imprez dla dzieci. Ale przede wszystkim było wiele uśmiechu i radości. Stworzyłem miejsce, w którym można było obcować z kulturą przy lampce wina w kameralnym gronie, z przyjaciółmi przy stoliku, w niecodziennej atmosferze na wzór broadwayowskich teatrów i paryskiego Moulin Rouge. W takich okolicznościach kulturalnie można było mówić o biznesie i biznesowo o kulturze.

Jako przedsiębiorca udowodniłem sobie i innym…

Niczego nie udowadniałem. Prędzej pokazałem, że bez jakiejkolwiek dotacji, o którą się nawet nie starałem, można poprowadzić placówkę kulturalną i nie trzeba do niej dokładać. Uważam to za swój ogromny sukces. Proszę spojrzeć na wyniki finansowe placówek kulturalnych: większość generuje straty. Przyznaję, że nie zarobiłem na tym przedsięwzięciu, ale ani przez chwilę nie żałowałem, że angażowałem swój czas i energię w ten projekt.

Jest Pan pewien, że było warto?

Oczywiście! Przez dwa lata dałem się poznać mieszkańcom województwa jako sprawny manager od szeroko pojętej kultury. Nie opłacało się to, ale było tego warte. Była to najlepsza wizytówka firmy i dowód, że potrafię łączyć tak różne obszary życia. Przy okazji zyskałem prestiż, sympatię mieszkańców Szczecina i woj. zachodniopomorskiego. W ciągu dwóch lat zorganizowałem 200 wydarzeń o charakterze kulturalnym. Poznałem wielu interesujących ludzi. Moje życie było przez to znacznie ciekawsze. 

Proszę opowiedzieć o najnowszym projekcie kulturalno-rozrywkowym – Piano Cafe – w Międzyzdrojach, z muzyką na żywo, koncertami fortepianowymi dla słuchaczy w parku, niczym w Żelazowej Woli.

Wdrażam tu nową formułę prowadzenia biura nieruchomości w ekskluzywnym otoczeniu piano baru, restauracji i galerii obrazów. Inicjuję nowy sposób kontaktu z klientem. To jedno z najbardziej spektakularnych miejsc nie tylko w województwie czy Polsce, ale i w Europie. Moje Piano Cafe to firmowy lokal, gdzie zamiast recepcjonistki, typowego gabinetu i sali konferencyjnej jest przestrzeń wypełniona obrazami z muzyką na żywo. Klienci przychodzą na lunch, kolację, lampkę wina, dobrego drinka, słuchają świetnie grających polskich i zagranicznych pianistów. W takiej atmosferze rozmawiają ze mną o inwestowaniu na rynku nieruchomości. To novum, które doskonale się sprawdza nie tylko jako formuła spotkań z polskimi klientami. Wiem, że mając takie warunki do rozmów, mogę z dumą zaprosić każdego zagranicznego inwestora. 

Porozmawiajmy o Pana podstawowym biznesie. BASZTA – nieruchomości zajmuje się sprzedażą nie tylko domów, mieszkań, ale przede wszystkim sprzedażą dużych nieruchomości – rezydencji, działek pod inwestycje, hoteli. Co się dziś najlepiej sprzedaje?

Nieruchomości dedykowane deweloperom. Ta koniunktura jest zarysowana na rynku jako długofalowy trend. Teraz dużo się dzieje na rynku nieruchomości. Ceny rezydencji i apartamentów na morzem i w górach coraz częściej osiągają pułap cen nieruchomości premium w Warszawie. Wiele osób kupuje je z myślą o inwestycji. 

Moja ostatnia transakcja dotyczyła największego akademika w Polsce i zazwyczaj sprzedaję nieruchomości przynoszące duże zyski. Wcześniej współpracowaliśmy z firmą Marvipol z Warszawy, a także firmą Dr Ireny Eris Wellness & Spa, której sprzedaliśmy 8,5 ha na ich kolejny ekskluzywny projekt kliniki i hotelu, tym razem nad morzem w Świnoujściu. Jednak jeśli traf do mnie klient, któremu zależy na sprzedaży kawalerki, to też go przyjmę i obsłużę, z czystego szacunku do kontrahentów. I gwarantuję: zaangażuję się tak, jak w każdą inną transakcję. Klienci wiedzą, że sprzedając cokolwiek, wiem o czym mówię, osobiście oglądam każdą nieruchomość. Taka jest moja dewiza. Dla mnie trudne i wymagające oferty wymagają tylko więcej pracy i kreatywności. Sukcesy i porażki odbieram tak samo, czyli jako równorzędnych oszustów, jednym można się zachłysnąć, drugim niepotrzebnie podłamać. Hartują mnie, wzmacniają na równi. Dysponuję odpowiednim kapitałem, a wciąż prowadzę firmę w sposób butikowy, zatrudniam rodzinę i przyjaciół. I mam zwyczaj, że po zakończeniu dużych transakcji świętuję to z bliskimi. Także klientów traktuję jak bliskich, którym oferując swój serwis, pomagam realizować marzenia albo rozwiązuję ich problemy.

Obecnie BASZTA – nieruchomości uczestniczy w sprzedaży ekskluzywnego hotelu tuż przy plaży w Darłowie i najznakomitszego hotelu w Bieszczadach. Wyceniono je, bagatela, jeden na 12,6 mln zł, drugi na 600 mln zł! Proszę zdradzić kilka szczegółów… Są już pierwsi klienci?

Hotel nad morzem jest z bezpośrednim wyjściem na plażę i możliwością rozbudowy. Może spokojnie stanowić docelowe miejsce na nadmorską rezydencję i gwarantuję, że takiej nad polskim morzem nie ma. Z kolei obiekt w górach zajmuje teren o pow. 100 hektarów. Tym transakcjom poświęcam obecnie całą energię. Właściciele zaufali mi całkowicie. Przygotowujemy obie inwestycje z myślą o dużych docelowych inwestorach (kapitał z krajów arabskich, skandynawski, niemiecki i chiński), jest już wstępne zainteresowanie, ale mamy jeszcze w planie szereg działań marketingowych. Budżet na to jest praktycznie nieograniczony, co pozwala na przykład zamieścić ogłoszenia na billboardach na krajowych i zagranicznych lotniskach.

A może warto inwestować nie tylko w Polsce, ale i za granicą? Jakie kierunki poleca Piotr Droński?

Miejsca, w których jestem. Dwanaście lat temu upatrzyłem sobie Dubaj i zawsze będzie on dla mnie jednym z najlepszych miejsc na inwestowanie pieniędzy. Tu człowiek przestaje używać takich przymiotników jak „niemożliwe” czy też „duży”. W Dubaju mamy jeden z najlepszych na świecie przykładów mądrego inwestowania i korzystania z zysków. Kolejne dobre miejsce to Seszele. Afrykańska Szwajcaria. Przestrzeń dla wymagających, idealne warunki do uprawiania turystyki żeglarskiej, kraj ekskluzywnych nieruchomości. I wreszcie Zanzibar. To Afryka z uśmiechem na twarzy. Zewsząd słychać „Hakuna matata”, czyli nie ma problemu i „pole, pole”, czyli spokojnie, spokojnie. To kraj, na który Polaków namawiam szczególnie. W cenie luksusowej nieruchomości 45 mkw. nad polskim morzem tutaj można kupić przepiękną działkę z dostępem do oceanu, z możliwością wybudowania inwestycji hotelarskiej. Raj na ziemi, w którym słowo „nuda” nie istnieje.

Podobno na oglądanie nieruchomości wozi Pan swoich klientów Rolls-Royce’m? A może w 2019 r., dla oszczędności czasu, będzie Pan ze swoimi klientami latał helikopterem…?

Całkiem możliwe. Zrobiłem niedawno kurs pilota śmigłowca, ale po tym wiem też, że nie będę siadał za sterem. Nie można prowadzić rozmów biznesowych, nie skupiając się na nich całkowicie. Z tych samych powodów nie można prowadzić helikoptera nie będąc w pełni skoncentrowanym na locie. Rzeczywiście, dzięki helikopterowi będę mógł w krótszym niż dotąd czasie pokazać wszystkie nieruchomości z mojej oferty. Poza tym helikopter jest mi potrzebny, bo patrząc na siebie z perspektywy moich klientów, myślę: takich pośredników jak ja są tysiące. Aby się wyróżnić na ich tle, musimy robić rzeczy, które dają nam prawo wyjść przed szereg. Dać klientom więcej, niż oczekują. Dać to, co najlepsze. Wówczas odwdzięczają się sowitą prowizją w poczuciu dobrze wydanych pieniędzy. 

A jeśli chodzi o Rolls Royce’a… to cóż, myślę, że sprawiam moim klientom dużo przyjemności, jesienią i zimą wożę ich limuzyną, a latem szybkim czerwonym Ferrari. Nawet pracując, czuję, że żyję. Nie dbam o oszczędności, wydaję i inwestuję na bieżąco wszystko, co zarabiam, żyję z dnia na dzień, nie martwię się o jutro, bo jutra po prostu może nie być.

Żyj aktywnie, zarabiaj pasywnie! Rozmowa z Jakubem Midelem.

Jak odnaleźć drogę do niezależności finansowej i życiową równowagę? Może po prostu wystarczy nauczyć się żyć tu i teraz, i być szczęśliwym. O życiu, pieniądzach i niezależności finansowej rozmawiamy z Jakubem Midelem. Rozwinął dwa biznesy na skalę ogólnopolską: sieć franczyzową szkół językowych i markę odzieżową. A pomiędzy kolejnymi biznesami nagrał płytę. Ale żeby nie było nudno, zaczął inwestować na rynku nieruchomości…

Continue reading

Niezwykła para inwestorów, która uzupełnia się doskonale w życiu prywatnym i zawodowym.

W rolach głównych Magda Metrycka i Dariusz Donat.

Mogli kupić kawiarnię albo założyć nową markę odzieżową, a wybrali nieruchomości. I jak na tym wyszli? Doskonale.
Nie dość, że robią to co lubią, to czują się wolni i spełnieni. W przerwie pomiędzy kolejnymi inwestycjami podróżują i zwiedzają świat. To jest właśnie wolność finansowa‼️

Magda i Darek szukając nowych możliwości, pewnego dnia trafili w sieci na film YT, w którym Wojciech Orzechowski opowiadał o swojej strategii inwestowania w nieruchomości. Temat tak ich wciągnął, że wpierw sięgnęli po książki Kiyosakiego i Sławka Muturi. Ale to było za mało. Przyszli na Warsztaty Inwestowania w Nieruchomości i tak się zaczęła ich przygoda z nieruchomościami.

Dziś są wytrawnymi inwestorami, choć sami tak się nie określają. Skromni na maksa, mówią że prowadzą biznes oparty na nieruchomościach.
Mają na koncie kilkanaście flipów, robią gotowce inwestycyjne i pozyskują kapitał na kolejne projekty.

W inwestowaniu w nieruchomości kierują się maksymą:
„To nie duży zjada małego, ale szybki wolnego”‼️

I faktycznie, decyzje podejmują błyskawicznie, korzystają z możliwości, które dają niemal natychmiastową możliwość reakcji na ofertę, np. korzystając z portali typu Moniter.pl.
A pomiędzy kolejnymi projektami podróżują. Zwiedzili już kilkadziesiąt krajów i ciągle nie mają dość. Jak sami mówią podróże kształtują ich charakter, ale i pozwalają im na poznawanie samego siebie w ekstremalnych sytuacjach.

Wywiad z Magdą i Darkiem, który przeprowadziła cudowna dziennikarka Aleksandra Zalewska – Stankiewicz – możecie przeczytać w 3. numerze Strefy Nieruchomości. 3. numer do kupienia na naszej stronie oraz w sklepie rentiera: https://skleprentiera.pl/…/STREFA-NIERUCHOMOSCI-NR-3-Ma…/529

Od 22 dolarów po szczyt wolności finansowej – Wywiad ze Sławkiem Muturi.

Sławek Muturi to postać legenda, nie tylko wśród osób zainteresowanych inwestowaniem w nieruchomości. Rentier, który w 2009 r. uwolnił się z etatu w korporacji. Zaczynając od 22 dolarów, zrealizował do dnia dzisiejszego kilkaset inwestycji na rynku nieruchomości oraz stworzył platformę crowdfundingową, której celem jest wspieranie innych. Nazwać go rentierem to tak, jakby nie powiedzieć nic, mówiąc jednocześnie wszystko.

Continue reading

Jak ryba w wodzie – Strefa Nieruchomości

Rozmawiała: Aleksandra Zalewska-Stankiewicz

28-letni Łukasz Masalon trzy lata temu postanowił, że będzie zarabiał na flipach. Nikt i nic nie było w stanie go powstrzymać przed wcieleniem planu w życie. Dziś jest już doświadczonym inwestorem. Wciąż mieszka w swoim ukochanym Trójmieście, gdzie na razie czuje się jak ryba w wodzie.

Jest Pan młodym człowiekiem, który już odniósł sukces w branży nieruchomości. Jak udało się to Panu osiągnąć w tak krótkim czasie?

W trakcie studiów natrafiłem na MLM (red.: z ang. multi-level marketing, czyli marketing sieciowy) i dzięki temu jak zaczarowany zacząłem czytać książki, mówiące o rozwoju osobistym i finansowym. Przede wszystkim fascynowały mnie publikacje Roberta Kiyosakiego i Sławka Muturi. Czytając ich książki, stworzyłem sobie wizję, że fajnie byłoby mieć dziesięć kawalerek pod wynajem. Nie wiedziałem, w jaki sposób zrealizować tę wizję. Postanowiłem, że na początek zatrudnię się jako agent, aby nauczyć się czegokolwiek o nieruchomościach. Po pewnym czasie, a było to cztery lata temu, wydarzyło się coś, co było dla mnie momentem przełomowym. Jechałem do klienta, od którego miałem pozyskać lokal na sprzedaż. Drzwi otworzył mi chłopak w moim wieku, który kupił mieszkanie za 160 tysięcy złotych, następnie je wyremontował i sprzedał za 280 tysięcy. Na tej transakcji zarobił minimum 60 tys. zł. Jak na sopockie warunki była to wówczas bardzo dobra cena. Ta sytuacja mnie zadziwiła, ale i dała do myślenia. Pomyślałem sobie, że ja jako agent muszę wypracować ciężką pracą niezbyt satysfakcjonującą prowizję, a ten młody człowiek zarobił w trzy miesiące na tej transakcji ogromną sumę, pracując mniej niż dwie godziny dziennie. Wtedy zdecydowałem, że też chciałbym się nauczyć zarabiać pieniądze w podobny sposób.

Miał Pan plan, a jak było z jego realizacją. Wiedział Pan, jak osiągnąć ten cel?

Absolutnie nie, ponieważ świat agentów, w którym wtedy byłem, i świat inwestorów to dwie zupełnie różne orbity. Szukałem swojego miejsca na świecie. Przez chwilę mieszkałem we Francji. Pewnego dnia mój znajomy polajkował na Facebooku post Wojtka Orzechowskiego. Przeczytałem go i już dokładnie wiedziałem,
że to jest właśnie to, czego szukam. Potrzebowałem kogoś, kto poprowadziłby mnie za rękę, ponieważ sam nie miałem wiedzy inwestorskiej. Warsztaty
z Wojtkiem odbywałem on-line, mieszkając jeszcze we Francji. Chciałem robić flipy zdalnie, z zagranicy, ale zdałem sobie sprawę, że to będzie zbyt trudne. Postanowiłem wrócić do Polski.

Już wtedy był Pan gotowy do tego, by zacząć inwestować?

Nie do końca. Do tego potrzebna mi była zdolność kredytowa. Aby ją osiągnąć, po powrocie do Polski zatrudniłem się na etacie w banku. Udzielałem kredytów przez telefon. Zarabiałem całkiem przyzwoitą pensję jak na etat. Po czterech miesiącach byłem już w stanie zaciągnąć kredyt. I wtedy Wojtek podpowiedział
mi pewne rozwiązanie, dzięki któremu zyskałem sporą gotówkę. Po konsultacjach z rodziną postanowiłem kupić w Gdańsku dwupokojowe mieszkanie mojej babci, o powierzchni 45 metrów kwadratowych, zlokalizowane nad morzem. Ja wziąłem na mieszkanie kredyt, a babcia przekazała mi je w drodze darowizny. Rata wynosiła około tysiąca złotych, więc byłem w stanie spokojnie spłacać zobowiązania. Mieszkanie pozostało we własności rodziny, a ja zyskałem
kapitał na pierwszego flipa.

Dobrym początkiem będzie Maraton WIWN®, który odbywa się dwa razy do roku. To jedna z największych, jeśli nie największa konferencja w Polsce zrzeszająca inwestorów i miłośników nieruchomości.

Z pewnością już na tym etapie pomogła Panu wiedza zdobyta podczas pracy w agencji nieruchomości.

Do agencji trafiłem, by poznać podstawy. Praca agenta umożliwia zdobycie doświadczenia, poznanie rynku, ale także styczność z wieloma osobami. W tym czasie poznałem inwestorów, którzy mnie zainspirowali, zdobyłem elementarną wiedzę, przeżyłem na własnej skórze cały proces kupna – sprzedaży nieruchomości.
To doświadczenie okazało się bardzo pomocne później, gdy zająłem się inwestowaniem. Dzięki temu łatwiej jest mi teraz zbudować relacje z agentami, wiem,
jak z nimi rozmawiać, znam ich oczekiwania i potrzeby

Przełomowym momentem był dla Pana udział w warsztatach WIWN®. Co one zmieniły w Pańskim życiu?

Kiedy zacząłem warsztaty u Wojtka Orzechowskiego, poczułem, że to jest to, czego szukałem. Potrzebowałem mentora. Pragnąłem tej wiedzy, chłonąłem ją jak gąbka. Poznawałem kolejne etapy wtajemniczenia, jak poprzez inwestowanie we fipy zarabiać pieniądze. Uczestnicy kursu spotykali się z Wojtkiem on-line, rozmawiali na skypie, przez telefon. W pewnym momencie powiedziałem do Wojtka, że musimy zacząć nagrywać te wirtualne spotkania, bo wiedza, którą
mi przekazuje, jest tak cenna, że muszę każde nasze spotkanie obejrzeć kilka razy, a i inni też mogliby z tego skorzystać. I tak zaczęliśmy nagrywać sesje. Powstało ich kilkadziesiąt, są dostępne dla uczestników WIWN.

Czy podczas warsztatów pojawiły się jakieś wątpliwości dotyczące sensu tych szkoleń?

Byłem na tyle zmotywowany, że byłem w stanie wydać na te kursy niemalże każde pieniądze i poświęcić mnóstwo czasu. Bardzo cenne były szkolenia w Łodzi, podczas których uczyliśmy się, jak zdobytą wiedzę zastosować w praktyce. Wojtek od samego początku wzbudzał moje zaufanie. Jest prawdziwym fachowcem.

Kiedy kupił Pan pierwsze mieszkanie?

To było trzy lata temu. Miesiąc po ukończeniu kursu przygotowywałem się do pierwszej transakcji. Miałem pieniądze uzyskane dzięki kupnie mieszkania
od babci. Znałem Trójmiasto, zrobiłem badanie rynku, wiedziałem, w jakich dzielnicach chcę inwestować. Byłem już umówiony z klientem na podpisanie umowy przedwstępnej i wtedy zadzwonił Wojtek z informacją, że w Gdańsku pojawiła się „perełka”. Usłyszałem: „Jest licytacja w spółdzielni, jedź i kupuj”. Pojechałem
i kupiłem 60 – metrowe mieszkanie za cenę wywoławczą, za bardzo dobre pieniądze, płacąc 3600 zł za metr kwadratowy.

Czy sam zwróciłby Pan uwagę na to mieszkanie?

Na pewno nie. Byłem skoncentrowany na tym, by kupić inne mieszkanie, natomiast gdy pojawiła się okazja, to z niej skorzystałem. Mieszkanie było istną ruiną, wymagającą całkowitego remontu. Znajdowało się w budynku z lat 70., na czwartym piętrze, w dzielnicy Chełm, która wtedy nie leżała w obszarze moich zainteresowań. Mocno mnie zastanawiał widok z okien sypialni, ponieważ widać było blok sąsiadujący prostopadle z budynkiem, w którym znajdowało się moje nowe mieszkanie. Jednak Wojtek zmienił mój sposób myślenia. Gdyby nie warsztaty, nie miałbym odwagi zainwestować.

Jak przebiegał remont?

Pierwszy remont to była niekończąca się opowieść. To był projekt rodzinny, w który zaangażowali się również mama, tata, brat i sąsiad. Popełniłem ogromny błąd, nie zatrudniając ekipy remontowej, ale to uświadomiłem sobie zbyt późno. Remont trwał siedem miesięcy, co odbiło się na jego jakości. Dostałem nauczkę, wiedziałem, że nigdy samodzielnie nie będę podejmował się takich prac. Choć udało się zaoszczędzić, ale w tym czasie mógłbym zrobić dwa, a nawet trzy flipy.

Projekt również robił Pan samodzielnie, czy we współpracy z architektem, projektantem wnętrz?

Pierwszy projekt jest dziełem Pawła Marcinkiewicza. Z Pawłem współpracowaliśmy on-line, natomiast konkretne prace spadły głównie na barki taty i sąsiada.
Ja w dzień pracowałem w banku, a następnie biegłem do mieszkania. Jednak mimo kilku defektów wizualnych, wynikających z braku naszych umiejętności, byliśmy dumni, że daliśmy radę. Samodzielny remont to jednak słaba opcja.

Po jakim czasie od zakończenia remontu udało się Panu sprzedać mieszkanie i jaki zysk wygenerowało?

Na kilku portalach umieściłem ogłoszenia, że mieszkanie jest wystawione na sprzedaż. Przez mieszkanie przewinęło się około 20 klientów, aż po dwóch tygodniach od opublikowania ogłoszeń sprzedałem mieszkanie. Jednak transakcja przebiegała dłużej, ponieważ małżeństwo, które zdecydowało się kupić lokal, trzy miesiące czekało na kredyt. Na pierwszym flipie zarobiłem około 50 tysięcy złotych.

Ile transakcji udało się Panu sfinalizować od tamtego czasu?

Jestem po piątym flipie, czekają mnie teraz dwa remonty. Być może w tym tygodniu zakupię ósmą nieruchomość. Kupuję mieszkania o powierzchni do 60 metrów kwadratowych. Są to lokale dwu- lub trzypokojowe. Teraz jest mi o wiele łatwiej niż na początku – zdobyłem doświadczenie i nawiązałem relacje
z agentami. Współpracuję z projektantką wnętrz, Beatą, która ma bardzo dobry zmysł, a jej pomysły zawsze mnie zaskakują.

Co doradziłby Pan tym, którzy chcieliby zacząć inwestować w nieruchomości, a następnie je sprzedawać?

Przede wszystkim nie można bać się pierwszego kroku. Zdobądź wiedzę i zacznij działać. Wówczas wyrobisz w sobie umiejętności. A cel, który sobie postawisz, będzie twoją motywacją do działania. Tylko nieliczni są w stanie pracować bez mentora – pomoc Wojtka będzie tu nieoceniona dla większości nowych osób.

Drzwi otworzył mi chłopak w moim wieku, który kupił mieszkanie za 160 tysięcy złotych, następnie je wyremontował
i sprzedał za 280 tysięcy.

Od czego zacząć?

Trzeba szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie – czy nieruchomości to temat dla mnie? Pierwszym krokiem może być udział w dużej konferencji inwestorskiej, gdzie będzie można w kuluarach porozmawiać z praktykami. Polecam wszystkim, aby wcześniej przygotowali sobie zestaw nurtujących pytań. Dobrym początkiem będzie Maraton WIWN®, który odbywa się dwa razy do roku. To jedna z największych, jeśli nie największa konferencja w Polsce zrzeszająca inwestorów i miłośników nieruchomości.

Co jest ważne w Pańskiej działalności – wiedza, intuicja, odwaga?

Jest wiele czynników, natomiast Excel jest najważniejszy. Transakcja musi się „spinać”. Jeśli inwestor zna rynek, to zarabia już w momencie kupna – kluczowa jest znajomość rynku.

Jest Pan zadowolony ze swojego życia?

Głównym celem była dla mnie rezygnacja z etatu i „bycie na swoim”. Cieszę się niezmiernie, że po kilku latach pracy na etacie teraz nie muszę kończyć dnia, nastawiając budzik wieczorem i budzić się rano o godz. 6. Sam planuję sobie harmonogram dnia – i to jest super. Natomiast jestem wciąż głodny, bo celem, po który przyszedłem na WIWN, jest osiągnięcie wolności finansowej. Do tego wraz z uczestnikami intensywnie dążymy.

Na ile w tym wszystkim istotne są pieniądze, a na ile zastrzyk adrenaliny?

Na początku zyski generowane z flipów wydawały mi się jedyną wartością. Natomiast z biegiem czasu dostrzegłem zdecydowanie inne, ważniejsze aspekty. Mam na myśli społeczność tych wszystkich wspaniałych ludzi, z którymi mam przyjemność przebywać i czerpać garściami z ich doświadczenia. Do wymiany doświadczeń dochodzi tak jakby zdrowa rywalizacja, kiedy obserwujemy, jak idzie innym. Inwestowanie jest jak maraton – każdy ma swoje tempo i jeśli się nie poddamy, to przekroczymy naszą metę. Właśnie to najbardziej podoba mi się w tej grze, że każdy jest inny i każdy ma swoje tempo.

Co Pan robi, gdy Pan nie inwestuje?

Chodzę na siłownię, spotykam się ze znajomymi, czytam książki, biegam wzdłuż brzegu morza. Wtedy najlepiej odpoczywam.

Moja droga do niezależności finansowej. Wywiad z Wojciechem Orzechowskim.

Budowanie niezależności finansowej poprzez inwestowanie w nieruchomości było, jest i będzie najlepszą formą osiągnięcia wolności ekonomicznej. Tylko jak to zrobić? Można przeczytać wiele książek, uczestniczyć w kursach, szkoleniach. Ważne, aby poznać kluczowe zasady i postawić sobie cel: chcę inwestować i zdobyć wolność finansową. Dla mnie, przez te ponad 20 lat inwestowania w nieruchomości, ważne było zdobywanie…

Continue reading