Naszą misją jest kształtować rynek najmu. Wywiad z Borysławem Pasierbskim

Ojciec i syn – osiem lat temu postawili sobie ambitny cel: zmienić polski rynek najmu. Stworzyli firmę HOMtu, która jako jedna z nielicznych oferuje kompleksowe podejście do zarządzania najmem. Obecnie skupiają się na budowaniu sieci partnerów w całej Polsce, ale priorytetem pozostają starania o ucywilizowanie rynku. O tym, jak mają zamiar tego dokonać, opowiedział młodszy ze wspólników, Borysław Pasierbski.

Marta Kubacka: Na Waszej stronie znalazłam informację, że jesteście jedną z pierwszych firm w Polsce, która skupiła się na kompleksowym zarządzaniu
najmem. Co to konkretnie oznacza?

Borysław Pasierbski: Kompleksowość polega na tym, że zdejmujemy z właścicieli wszystkie obowiązki, które są związane z wynajmem mieszkania. Składa się na
to: poszukiwanie najemców, inwentaryzacja lokali, weryfikacja lokatorów, podpisywanie umów, rozliczenia płatności, okresowe wizytacje nieruchomości, naprawa usterek, windykacja. Wyłącznym zadaniem właścicieli jest odcinanie kuponów ze swojego majątku.

M.K.: Co stanowi o Waszej przewadze konkurencyjnej?

B.P.: Kiedy pojawił się pomysł świadczenia usług na rynku najmu, pierwszym krokiem była analiza ofert konkurencyjnych firm. Doszliśmy jednak do wniosku, że
wolimy iść swoją ścieżką. Jako pierwsi zaczęliśmy sprawdzać potencjalnych najemców w bazach dłużników. Obecnie mamy wypracowane chyba najlepsze sposoby zabezpieczenia najmu. Jak dotąd nikomu nie udało się ich skopiować. Mamy też misję, którą konsekwentnie realizujemy.

M.K.: Na czym ona polega?

B.P.: Chcemy zmienić rynek najmu. Nie zależy nam wyłącznie na zarabianiu, ale właśnie na wpływaniu na to, jak funkcjonuje rynek najmu w Polsce. To jest nadrzędna wartość, która przyświeca nam od początku i będzie z nami, dopóki ta firma będzie istnieć.

M.K.: Przepisy dotyczące najmu w Polsce są źle skonstruowane, co implikuje wiele problemów. Myślisz, że jest szansa, aby coś w tej kwestii się zmieniło?

B.P.: Czy się zmieni, nie wiem, ale sam wywieram presję, aby tak się stało. Przygotowaliśmy projekt zmian do ustawy o ochronie praw lokatorów. Przedłożę go
ministrowi zaraz po wyborach. Zobaczymy, może wywołała to dyskusję i coś się w polskim najmie zmieni na lepsze.

M.K.: Jakie postulaty zawarliście w tym projekcie zmian?

B.P.: Chcę, żeby wprowadzono publiczny rejestr eksmitowanych najemców. Tych, którzy przeszli przez cały proces w sądzie i otrzymali wyrok z klauzulą wykonalności. To kolosalnie podniosłoby poziom bezpieczeństwa na rynku najmu i rozwiązało wiele problemów, z którymi trudno sobie dzisiaj poradzić. To nie jest zupełnie nowy pomysł, bo coś podobnego funkcjonuje w Wielkiej Brytanii, pod postacią rejestru wiarygodności najemców, i to się sprawdza.
Kolejna propozycja dotyczy zasad zawierania umów najmu okazjonalnego. Problem jest ze wskazywaniem alternatywnego adresu. Jedni muszą go podawać, inni nie. Jest tu wiele nieścisłości i pozbawionych sensu obostrzeń, które komplikują najem.

M.K.: Liczę na to, że te postulaty zostaną rzetelnie przeanalizowane, bo pomysł jest moim zdaniem trafiony. Tymczasem opowiedz, w których miastach zarządzacie najmem i czy najem krótkoterminowy też jest Waszą specjalnością.

B.P.: Być może w przyszłości oferta zostanie rozszerzona o najem w krótkim terminie, ale teraz skupiamy się na najmie długoterminowym. Szczecin, Łódź, Warszawa i Poznań – to miasta, w których obecnie działamy. Wkrótce będzie ich o wiele więcej ze względu na koncepcję, którą wdrażamy w życie.

M.K.: Na czym ona polega?

B.P.: Skalujemy biznes przez zbudowanie zespołu opiekunów mieszkań w całej Polsce. Do obowiązków naszych partnerów będzie należało pozyskiwanie ofert, inwentaryzacja i wynajem lokali. Pozostałe kwestie związane z obsługą najmu będą należały już do innych członków naszego zespołu, których zatrudniamy.

M.K.: Jakie warunki trzeba spełnić, aby do Was przystąpić?

B.P.: Nie wymagamy doświadczenia, jesteśmy w stanie zapewnić odpowiednie przeszkolenie. Wystarczą chęci i nastawienie na sukces, w całej reszcie pomożemy. Oferujemy bardzo dobre zarobki, oparte na stałej pensji uzależnionej od liczby mieszkań w portfolio plus wynagrodzenie prowizyjne.

M.K.: Pozyskanie ofert wcale nie jest łatwe, bo w Polsce mamy taką mentalność: „wszystko zrobię sam”. Trudno nam delegować zadania, ale w przypadku zarządzania najmem jest to wyjątkowo korzystne. Jak przekonujesz właścicieli mieszkań do współpracy?

B.P.: Jeśli ktoś źle trafi z najemcą, to może mieć duże problemy. Ostatnio miałem okazję zapoznać się z wiarygodnym opracowaniem dotyczącym kosztów poniesionych przez właściciela podczas eksmisji lokatora. Było to 11 800 zł. To nie koniec, bo w zestawieniu nie zostały uwzględnione koszty utraty pożytków i bieżącego utrzymania nieruchomości. Dlatego w mojej ocenie oddanie mieszkania do zarządzania profesjonalnej firmie jest jedynym sensownym wyjściem.

M.K.: Właściciele pewnie też mają swoje grzeszki, zgadza się?

B.P.: Notorycznie chcą podwyższać czynsz, a to nie prowadzi do niczego dobrego. Podnoszenie czynszu nieadekwatne do warunków rynkowych ma swoje skutki. Po pierwsze zwiększa liczbę okresów pustostanu, a po drugie powoduje ryzyko braku terminowej płatności. My jesteśmy pomiędzy wynajmującym a najemcą i zawsze znajdujemy rozwiązanie, które jest satysfakcjonujące dla obu stron.

MK: Jakie są koszty takiej usługi?

B.P.: Klient płaci nam jedną stawkę, która wynosi 12% czynszu płaconego przez lokatora. Nie ma opłat startowych, abonamentów, prowizji, ukrytych kosztów. Mamy też opcję „gwarancja czynszu”. Dzięki niej właściciel mieszkania otrzymuje pieniądze, nawet jeśli najemca ich nie zapłaci. Nasze zasady współpracy są transparentne, a przede wszystkim bardzo korzystne dla wynajmującego.

M.K.: Co jeśli najemca zdemoluje mieszkanie albo nie będzie chciał się wyprowadzić? Kto się tym zajmie: Wy czy właściciel?

B.P.: Nie spotkaliśmy się z celowym zniszczeniem mienia. Zdarzały się jednak nieumyślne uszkodzenia o dużej wartości. Pieniądze odzyskaliśmy od najemcy w drodze windykacji. Właściciel nie musiał nic robić. Natomiast nigdy nie musieliśmy eksmitować najemcy. Zawdzięczamy to między innymi licznym zabezpieczeniom w umowie i dokładnej weryfikacji potencjalnych lokatorów.

M.K.: W jaki sposób ich sprawdzacie?

B.P.: Wnikliwie, przez co weryfikacja składa się z kilku etapów. Przykładamy do tego dużą wagę, bo wiemy, że to zadecyduje o sukcesie. Obserwujemy ich reakcje podczas ustalania warunków współpracy, ale też w trakcie wstępnych rozmów czy prezentacji. Oprócz tego wymagamy oświadczenia o dochodach lub zaświadczenia od pracodawcy oraz sprawdzamy, czy są w bazie dłużników. Kiedy mamy pewność, że dana osoba ma szansę być dobrym najemcą, decydujemy się na podpisanie umowy.

M.K.: Ile osób z całej puli zainteresowanych najmem nie przechodzi tej rekrutacji? To 10%, 20%, a może 50%?

B.P.: Myślę, że więcej. Przy czym my im nie odmawiamy, tylko gdy widzimy, że coś jest „nie tak”, proponujemy warunki, przez które sami rezygnują. Dzięki temu nie mają pretensji, a skutek jest ten sam – tracą zainteresowanie ofertą.

M.K.: Ile trwa umowa, którą podpisujecie z właścicielem mieszkania? Czy można ją wypowiedzieć?

B.P.: Umowę zawieramy na czas nieokreślony. Wynajmujący ma prawo wypowiedzieć ją wcześniej, z miesięcznym okresem wypowiedzenia. Na początku mocno angażujemy się finansowo w przygotowanie mieszkania i oferty, więc musimy też mieć pewne zabezpieczenia. Tylko grając fair, możemy razem zmieniać rynek nieruchomości na bardziej profesjonalny.

Borysław Pasierbski – z wykształcenia prawnik. Od 2015 roku związany z rynkiem nieruchomości. Przedsiębiorca, inwestor, autor książek w temacie wynajmu. Fan nowych technologii i przychodu pasywnego. Prowadzi serwis wyNajemca.com.pl, na którym dzieli się swoją wiedzą. Prywatnie szczęśliwy mąż i miłośnik wiecznie radosnego cavaliera.

Wybór nieruchomości na wynajem okiem analityka

Inwestowanie w mieszkania na wynajem nadal jest atrakcyjną opcją dla osób poszukujących stabilnego źródła dochodu. Jednak zakup dowolnego lokalu nie gwarantuje automatycznych zysków. Istotne jest wybranie odpowiedniej nieruchomości – w okazyjnej cenie, zlokalizowanej w miejscu atrakcyjnym z punktu widzenia najemców oraz przygotowanej tak, by wyróżniać się na tle konkurencji. W tym artykule przedstawię proces analizy potencjału mieszkania na wynajem, zwiększającego szansę na powodzenie takiej inwestycji.

Rynek najmu w okolicy
Pierwszym istotnym krokiem jest dokładna ocena podaży i popytu na wynajem w planowanej lokalizacji. Źródłem informacji mogą być zarówno portale ogłoszeniowe, jak i lokalni eksperci branżowi. Dobrym wyborem są z pewnością miejsca z rozwiniętym rynkiem najmu. Jednak mniej oczywiste lokalizacje, gdzie nie ma dużej konkurencji, również mogą mieć potencjał. Po zbadaniu popytu ważne jest określenie zdolności finansowej potencjalnych najemców. Warto zbadać stawki najmu w okolicy (konkurencja mogła je już weryfikować) oraz poziom wynagrodzeń oferowanych w lokalnych miejscach pracy. To
pozwoli oszacować, czy potencjalni najemcy będą w stanie opłacać czynsz na poziomie zapewniającym odpowiednią rentowność inwestycji. Kolejnym krokiem jest analiza, jak wyróżnić się na tle innych ofert. Przeglądając ogłoszenia konkurencji, można zobaczyć, jakie korzyści oferują inni inwestorzy, jak długo się ogłaszają, a także jakie są standardy i wyposażenie okolicznych mieszkań na wynajem. Pozyskana wiedza pozwoli przygotować ofertę, która przyciągnie uwagę potencjalnych najemców.

Otoczenie inwestycji – aktualne i przyszłe
Lokalne otoczenie odgrywa kluczową rolę w ocenie atrakcyjności inwestycji w mieszkanie na wynajem. Warto dogłębnie zbadać sąsiedztwo nieruchomości, uwzględniając obecność parków, dostęp do miejsc pracy oraz aktywność społeczności lokalnej. Istotne jest analizowanie aspektów bezpieczeństwa,
poziomu hałasu, jakości powietrza, czystości okolicy, dostępności transportu publicznego bądź miejsc parkingowych. Te czynniki wpływają na to, czy dana lokalizacja jest przyciągająca dla potencjalnych najemców. Część tych informacji można uzyskać osobiście, na przykład szukając pobliskich miejsc, które mogą niekorzystnie wpływać na komfort mieszkańców (skupy złomu, lombardy, sklepy monopolowe itd.). Dodatkowe informacje można uzyskać poprzez konsultacje z osobami mającymi aktualne informacje o jakości życia w danej okolicy, takimi jak dzielnicowi, lokalny samorząd, liderzy Stowarzyszenia Mieszkanicznik.
Perspektywy długoterminowe są również istotnym elementem analizy inwestycyjnej. Poznanie planów władz miasta/dzielnicy czy projektów deweloperów pozwala określić, jakie zmiany mogą wpłynąć na atrakcyjność okolicy. Statystyki migracji, liczba otwieranych i zamykanych miejsc pracy czy punktów handlowych mogą wspomóc szacunki obecnego i przyszłego popytu na wynajem. Istotna jest także liczba osób w tzw. wieku produkcyjnym mobilnym – potencjalnych najemców. Niekoniecznie trzeba analizować całą populację miasta.

Stan budynku i mieszkania
Podejmując decyzję o wynajmie, najemcy zazwyczaj uwzględniają całkowity koszt wynajmu zawierający wszystkie opłaty związane z mieszkaniem. Dlatego poznanie kosztów utrzymania budynku jest również kluczowe. Do oszacowania długoterminowej rentowności inwestycji warto wziąć pod uwagę: stan funduszu remontowego, koszty eksploatacji części wspólnych, zadłużenie zarządcy budynku (koszty kredytowe) czy plan remontów (np. fundamenty, klatki schodowe, piony, dach). Ocena stanu samego mieszkania, która często jest podstawą większości decyzji o zakupie nieruchomości, nie powinna być jedynym czynnikiem analizy. Także stan instalacji, pomieszczeń i wyposażenia ma ogromne znaczenie dla wynajmu. Warto również oszacować nakłady potrzebne na przygotowanie mieszkania pod wynajem i odpowiednie zabezpieczenie go przed najemcami. Ponadto należy zweryfikować dostępność ekip remontowych.

Krótko- i długoterminowa analiza finansowa
Analiza finansowa inwestycji w mieszkanie na wynajem nie może obejść się bez dokładnej kalkulacji. Porównanie opłacalności inwestycji przy użyciu kapitału własnego oraz przy wykorzystaniu kredytu pozwoli na oszacowanie różnych scenariuszy. Warto wziąć pod uwagę wymienione wskaźniki: Net Operating Income (NOI) uwzględnia wszystkie koszty operacyjne nieruchomości i pozwala na określenie faktycznej rentowności, z kolei Gross Rent Multiplier (GRM) pomaga oszacować, po ilu latach nieruchomość zwróci się w postaci otrzymanego czynszu brutto. Przygotowanie się na dłuższy okres inwestycji to kolejny ważny etap. Analiza wzrostu wartości nieruchomości w czasie pozwala ocenić, czy dana inwestycja ma potencjał, aby przynieść większe długoterminowe korzyści niż w innej lokalizacji. Dodatkowo zyski z optymalizacji podatkowej związanej z posiadaniem nieruchomości mogą znacząco wpłynąć na zwrot z inwestycji.

Ryzyka inwestycyjne
Przed podjęciem decyzji inwestycyjnej warto także przeprowadzić analizę ryzyka. Ocenienie potencjalnych scenariuszy ryzyka finansowego – czasowego oraz związanego z najemcami – pozwoli na lepsze przygotowanie się na ewentualne trudności. Ważne jest skoncentrowanie się na ryzykach, które są zależne
od naszych działań, oraz zrozumienie, które z nich mogą rzeczywiście wpłynąć na inwestycję. Podsumowując: wybór nieruchomości na wynajem to proces
wymagający gruntownej analizy i planowania. W dzisiejszym, konkurencyjnym rynku nieruchomości uzyskanie satysfakcjonujących rezultatów wymaga więcej niż tylko przeczucia czy samej analizy ROI. Podejmowanie decyzji na podstawie niekompletnych informacji nie daje gwarancji satysfakcjonującego wyniku. Inwestorzy mogą dokładniej ocenić potencjał i ryzyko swoich zamierzeń, wspierając się wiedzą ekspertów rynku, na przykład w Stowarzyszeniu Mieszkanicznik. Staranna analiza potencjału inwestycji pozwoli uniknąć wielu pułapek na drodze do sukcesu. Choć proces ten może wydawać się czasochłonny, końcowe wyniki będą tego warte.

Dawid Michna – główny analityk Stowarzyszenia Mieszkanicznik oraz lider krakowskiego oddziału. Od 2017 roku aktywny inwestor w nieruchomości na wynajem długoterminowy w Polsce. Analityk rynku nieruchomości z wykorzystaniem systemów cyfrowych. Poszukiwacz trendów i możliwości ich inwestycyjnego wykorzystania.

Odkryj potencjał rynku fliperskiego: Gdzie szukać inwestycyjnych perełek?

Poszukiwanie okazji inwestycyjnych na rynku fliperskim to obecnie wyzwanie, ale także obszar pełen potencjału. Pomimo wyzwań związanych z inflacją i cenami surowców budowlanych, rynek mieszkaniowy nadal oferuje okazje. Tylko trzeba wiedzieć, gdzie szukać. Kluczowym elementem jest dogłębna analiza rynku, lokalnych trendów cenowych i potrzeb nabywców lub najemców. Dobrze jest też korzystać ze wsparcia ekspertów, takich jak doradcy nieruchomości, lokalni inwestorzy, analitycy rynku czy liderzy działający w ramach WIWN® Wojtka Orzechowskiego czy Stowarzyszenia Mieszkanicznik. Oto kilka miejsc, gdzie warto poszukiwać okazji inwestycyjnych:

• Rynek pierwotny:
Okazje inwestycyjne na rynku nieruchomości pierwotnych nadal istnieją i mogą być atrakcyjne dla inwestorów. Kluczem do sukcesu jest dokładnaanaliza rynku, śledzenie promocji, negocjacje z deweloperami, zakup w fazie wczesnej budowy, kupowanie nieruchomości z drobnymi wadami lub błędami wykończeniowym oraz poszukiwanie lokalizacji z potencjałem wzrostu wartości nieruchomości w przyszłości. Osobom dobrze przygotowanym i zorientowanym na rynek inwestowanie na rynku pierwotnym może przynieść zyski i korzyści.

• Rynek wtórny:
Inwestowanie w nieruchomości na rynku wtórnym, czyli zakup istniejących mieszkań lub domów, może być opłacalne. Szukając okazji, zwracajmy uwagę na lokalizacje, gdzie ceny nieruchomości są jeszcze stosunkowo niskie, ale istnieje potencjał na wzrost wartości.

• Kamienice:
Doskonałym pomysłem na prowadzenie inwestycji typu „flip” może być skoncentrowanie się na zakupie i remoncie kamienic. Dlaczego to może być tak atrakcyjne? Oto parę kluczowych powodów. Inwestowanie w kamienicę pozwala na prowadzenie kilku projektów fliperskich jednocześnie, wszystko pod jednym dachem. To oznacza, że można maksymalizować efektywność czasu i zasobów, pracując nad wieloma nieruchomościami w ramach jednej inwestycji. Inwestując w jednej kamienicy, możesz skoncentrować swoje zasoby, czas i energię na jednym projekcie. Nie musisz rozpraszać się na różne lokalizacje czy typy nieruchomości, co ułatwia zarządzanie inwestycją. Kamienice, zwłaszcza te położone w atrakcyjnych lokalizacjach, mają potencjał wzrostu wartości w dłuższym okresie. Dzięki gruntownemu remontowi można znacząco podnieść wartość nieruchomości i czerpać zyski przy jej odsprzedaży. Remontując kilka mieszkań w jednej kamienicy, można wykorzystać efekty synergii. To oznacza, że prace budowlane, zakupy materiałów czy usługi remontowe mogą być bardziej opłacalne, gdy są wykonywane w większej skali. Inwestując w kamienicę, masz kontrolę nad zarządzaniem wszystkimi jednostkami mieszkalnymi. To pozwala na lepszą kontrolę nad kosztami utrzymania, wynajmem i obsługą klientów. Zakup kamienicy może być bardziej opłacalny niż kupowanie pojedynczych mieszkań. Ceny za metr kwadratowy nieruchomości mogą być niższe, a uzyskiwane zyski wyższe.

• Przetargi miejskie i spółdzielcze:
Przetargi miejskie oraz spółdzielcze to źródło nieruchomości, które często oferuje korzystne warunki zakupu. To także sposób na pozyskanie nieruchomości poniżej rynkowej wartości.

• Licytacje komornicze:
Licytacje komornicze to często miejsce, gdzie można znaleźć nieruchomości sprzedawane po atrakcyjnych cenach. Warto jednak dokładnie zbadać historię nieruchomości i jej stan techniczny przed zakupem.

• Portale internetowe:
Internet to doskonałe źródło informacji o nieruchomościach na sprzedaż. Portale ogłoszeniowe i strony internetowe poświęcone inwestowaniu w nieruchomości często prezentują różne okazje na rynku fliperskim.

• Kontakty branżowe:
Budowanie relacji w branży nieruchomości może być kluczowe. Osoby pracujące jako pośrednicy, prawnicy czy nawet inni inwestorzy często mają dostęp do informacji o nieruchomościach dostępnych na rynku. Rekomendacje od profesjonalistów mogą być cenne.

• Grupy inwestycyjne i stowarzyszenia:
W wielu miastach istnieją grupy inwestorów nieruchomościowych oraz stowarzyszenia, które organizują spotkania i dyskusje na temat okazji inwestycyjnych. To doskonałe miejsce do wymiany doświadczeń i zdobywania wiedzy.

• Platformy rezerwacyjne:
Niektóre platformy internetowe oferują dostęp do nieruchomości, które mogą być interesujące dla inwestorów fliperskich. Przeszukiwanie takich platform może być efektywne.

• Siatka kontaktów:
Warto korzystać ze swojej siatki kontaktów, w tym znajomych i rodzinnych, aby dowiedzieć się o dostępnych nieruchomościach na sprzedaż lub o potencjalnych okazjach.

• Analiza rynku:
Kluczowe jest zrozumienie lokalnego rynku nieruchomości i trendów cenowych. Analizując dane na temat lokalizacji, można dokładniej

Zapytałam trzech liderów WIWN®, inwestujących na rynku nieruchomości, gdzie dziś szukać okazji na rynku fliperskim.

Jacek Kłosiński
Przygodę z nieruchomościami rozpoczął niespełna cztery lata temu po powrocie z emigracji w UK, posiadając niewielki kapitał. Dziś jest liderem WIWN® województwa pomorskiego, ma za sobą blisko 100 flipów. Zajmuje się nie tylko obrotem nieruchomościami, ale również zarządzaniem najmem mieszkań, a także kwaterami pracowniczymi.

Dzisiaj, w dobie wysokiej inflacji oraz wysokich stóp procentowych, musimy być bardzo ostrożni, kupując mieszkania na flipy. Ceny nie rosną tak szybko, jak to było w 2021 roku, więc czas inwestycji nie skoryguje naszych błędów. Musimy się także zmierzyć ze sporymi kosztami remontów. Zanim mieszkanie pojawi się w Internecie w formie ogłoszenia, stanowi często najlepszą okazję. Świetnymi źródłami perełek są pośrednicy, prawnicy, sąsiedzi, inni inwestorzy, znajomy deweloper, a nawet ulotki i zrywki. Zapytałam trzech liderów WIWN®, inwestujących na rynku nieruchomości, gdzie dziś szukać okazji na rynku fliperskim.
Jeśli chodzi o źródła internetowe, polecam różnego rodzaju programy komputerowe filtrujące ogłoszenia, abyśmy mogli zaoszczędzić czas i mieć wszystkie oferty skoncentrowane w jednym miejscu. Więcej okazji na rynku można dostrzec tam, gdzie powstają nowe trendy inwestycyjne. Tutaj możemy wyróżnić dwa główne nurty: mieszkania w kamienicach i na rynku pierwotnym. Te pierwsze przyciągają miłośników tradycji i sztuki, a drugie – nowoczesności i wygody, a w każdym przypadku inwestycje te kojarzone są z modelem premium i wysokim standardem. Najważniejsze, abyśmy znaleźli bezpośrednie dojście do osób decyzyjnych: zarządców wspólnot mieszkaniowych czy deweloperów. Kluczowy jest natomiast sposób dotarcia do nich, najlepiej przez rekomendacje i „ocieplony kontakt”, a nie bezpośrednio z ulicy czy w ramach zimnych telefonów. Wówczas nasze szanse na powodzenie są dużo większe. Rekomendacje możemy uzyskać w różnych środowiskach networkingowych dla przedsiębiorców związanych nie tylko z nieruchomościami (np. BNI). Zachęcam zatem do zwiększania swojej siatki kontaktów i poszerzania horyzontów działania.

Michał Kubisiak
Współzałożyciel FLIPUP sp. z o.o., lider łódzkiej społeczności WIWN® od 2020
oku. Na rynku nieruchomości od 2018 roku – ma na swoim inwestorskim koncie ponad 40 sprzedanych flipów i 150 dostarczonych okazji inwestycyjnych. Zajmuje się hurtowym zakupem nieruchomości od deweloperów oraz sourcingiem uszytych na miarę perełek inwestycyjnych.

Posiadamy ogromną bazę potencjalnych inwestycji, w której kryje się prawdziwa perełka nieruchomościowa. Na rynku wtórnym mamy wiele dostępnych opcji, takich jak przetargi miejskie, przetargi spółdzielcze, licytacje komornicze oraz ogłoszenia dostępne w Internecie, na przykład na portalu podkluczyk.pl. To wszystko stanowi źródło potencjalnych okazji inwestycyjnych, dostępnych dla każdego z nas. Jednak zanim weźmiemy się za poszukiwanie tych perełek, musimy sobie zadać kluczowe pytanie: jak należy przygotować się do pierwszej inwestycji typu „flip”? Po co nam wiedza i umiejętności analityczne? Bez nich, choćbyśmy znaleźli idealne mieszkanie, nie będziemy w stanie zweryfikować, czy to faktycznie okazja, czy tylko nasza subiektywna opinia. Każdemu początkującemu inwestorowi polecam rozpoczęcie od nauki i zdobycia podstawowej wiedzy, na przykład poprzez uczestnictwo w warsztatach WIWN®. Jednocześnie warto nawiązać kontakt z osobami, które już działają na naszym rynku, co umożliwią nam spotkania regionalne organizowane przez WIWN®. Kolejnym krokiem jest przeprowadzenie gruntownego badania rynku. Musimy dowiedzieć się, jakie są aktualne ceny mieszkań w standardzie „fliperskim”, jakie koszty wiążą się
z wykończeniem mieszkania od podstaw, a także uwzględnić naszą marżę oraz przewidzieć miejsce na negocjacje cenowe podczas zakupu. To dzięki tym krokom będziemy w stanie obliczyć, w jakiej cenie powinniśmy poszukiwać mieszkania, aby nasza transakcja była naprawdę opłacalna.

Dariusz Kozłowski
Inwestor, przedsiębiorca, przyszły rentier. Łączy pracę na etacie z flipami. Jego marzeniem jest wolność finansowa, dlatego sumiennie realizuje Najskuteczniejszą Strategię Inwestowania w Nieruchomości. Ukończył Warsztaty Inwestowania w Nieruchomości WIWN® prowadzone przez Wojtka Orzechowskiego. Flipuje z udziałem swojego kapitału, jak i w formie 50/50, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Jest liderem w społeczności inwestorów w ramach WIWN® w województwie podlaskim. Prywatnie pasjonat sztuk walki, głównie tajskiego boksu. Interesuje się psychologią rozwoju i chętnie pogłębia wiedzę na temat rozwoju osobistego.

Na wstępie warto podkreślić, że zanim wkroczymy w świat biznesu, niezależnie od tego, czy mówimy o flipach, prowadzeniu sklepu odzieżowego, tworzeniu sklepu internetowego, czy otwieraniu kawiarni, kluczowe jest zrozumienie, dlaczego chcemy to robić. To fundamentalne pytanie stanowi solidne podstawy naszych przyszłych osiągnięć. Niemało osób rozpoczyna działalność, prowadzi dochodowe przedsiębiorstwa, a mimo to wpada w pułapkę finansową, żyjąc z miesiąca na miesiąc. Zrozumienie zasady inteligencji finansowej i już na samym początku inwestowanie zarobionych środków w rozwijanie naszego biznesu daje nam znaczną przewagę nad konkurencją. Ciągłe wydawanie pieniędzy bez jasnego planu biznesowego może doprowadzić nas jedynie do niepowodzenia. Choć może się wydawać, że to oczywiste, nie każdy wciela to w życie. Podzielam to spostrzeżenie, gdyż osobiście przeszedłem przez to doświadczenie i miałem ogromne szczęście spotkać właściwych mentorów, którzy poprowadzili mnie w odpowiednim kierunku. W ciągu rocznych Warsztatów Inwestowania w Nieruchomości, prowadzonych pod czujnym okiem Wojtka Orzechowskiego, można dokładnie wypracować plan na kilka lat i osiągnąć sukces, o ile przyswoimy sobie wiedzę i rady przekazywane podczas tych spotkań. Ale teraz pojawi się pytanie: jak to wszystko zrealizować w praktyce? Gdzie znaleźć tę idealną nieruchomość? Po warsztatach jesteśmy przepełnieni wiedzą i pozytywną energią, ale kiedy wychodzimy do naszego miasta czy regionu, to nie wiemy, od czego zacząć. To właśnie tutaj powracamy do kwestii, którą podniosłem na początku. Warto mieć wypracowany plan działania, zrozumieć cel tego, co robimy, i mieć pomysł na znalezienie pierwszej, idealnej nieruchomości. W tej dziedzinie łatwiej mają osoby, które potrafią budować relacje, być otwarte, przyjazne i empatyczne. To umiejętności nieocenione, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy rynek jest konkurencyjny i zmienny. Musimy wyprzedzać innych, być waleczni i konsekwentni w realizacji naszych celów. Wyszukanie okazji inwestycyjnej nie polega na jednym magicznym rozwiązaniu, lecz raczej na wielu spotkaniach, rozmowach na żywo, rozmowach telefonicznych, obecności w spółdzielniach mieszkaniowych, udziale w spotkaniach biznesowych i networkingowych. To wymaga także nieco szczęścia, ale i determinacji. Wszystko jednak w naszych rękach. Pamiętaj, że sukces to suma niewielkiego wysiłku powtarzanego każdego dnia.

Obrót nieruchomościami w INVESTTAXI – dziewięć złotych rad od Marka Brdaka

Podczas gdy w Polsce część taksówkarzy rezygnuje z zawodu, Marek Brdak inwestuje w tę branżę i odważnie patrzy w przyszłość. Dlaczego podejmuje takie decyzje? Otóż jego aktywność zawodowa na tym polu współgra z aktywnością w sektorze obrotu nieruchomościami, co dywersyfikuje źródła przychodu i zwiększa bezpieczeństwo finansowe. Jak wykorzystać te spostrzeżenia w codziennej praktyce handlowej na rynku nieruchomości? Oto złote rady od nietypowego pośrednika z Poznania.

  1. Zrób dobry research rynku nieruchomości.
    Bądź czujnym obserwatorem i staraj się być na bieżąco. Ilość i jakość zebranych informacji ma duże znaczenie. Podstawą jest znajomość lokalnego rynku nieruchomości, w różnej skali. Miej oczy i uszy szeroko otwarte, ale nie kalkuluj wszystkiego na początku. Najpierw oceń wartość użytkową nieruchomości i otoczenia. Zastanów się, czy widzisz potencjał. Jeśli tak, to zacznij grę negocjacyjną ze sprzedawcą – im taniej kupisz, tym lepiej. Pamiętaj o wzorcowym maksimum, jakie możesz zapłacić. Dobrą metodą jest parokrotna przejażdżka taksówką – pozwala to poznać specyfikę danego mikrorynku i stylu życia mieszkańców.
  2. Znajdź lub wykreuj niszę!
    Nisza to nic innego jak niedobór produktu lub procesu, na który jest zapotrzebowanie. W przypadku nieruchomości niszę może wyznaczać lokalizacja – produkt może być dostępny w jednej części miasta i jednocześnie może go brakować w innej jego części. To tzw. mikrorynek, który rządzi się lokalną specyfiką. Staraj się być z nią spójny i spójrz na wartość dodaną, jaką oferuje, sprawdź też, czego tam jeszcze brakuje. Jeśli masz problem z utworzeniem wartości dodanej, skonsultuj się z dekoratorem wnętrz, home stagerem czy projektantem. Z czasem nabędziesz doświadczenia i będziesz mógł na nim bazować.
  3. Skaluj inwestycje.
    Przygodę z branżą nieruchomości zaczynałem od niewielkiej inwestycji w Poznaniu. Wynajmowałem w dobrej cenie duże mieszkanie, w którym podnajmowałem pokoje. Dzięki temu nie płaciłem za mieszkanie i dodatkowo zarabiałem. Pozwoliło mi to nauczyć się doboru kandydatów rozsądnie, tak aby można było dzielić z nimi tę samą podłogę przez długi okres. Te umiejętności przydały mi się podczas wolontariatu na UEFA EURO 2012, podczas którego rekrutowałem wolontariuszy i pomagałem w kontroli antydopingowej. Z czasem zdobywałem kolejne doświadczenia, również na rynku papierów
    wartościowych, aż w końcu zacząłem korzystać z opracowanego przez Wojtka Wzoru Powodzenia Inwestycji®. Wszedłem w kontakt z innymi inwestorami, dzieląc się moim doświadczeniem i dostarczając im atrakcyjnych ofert. Kiedy osiągnąłem kolejny level, w nagrodę za dobre wyniki inwestycyjne usiadłem za kółkiem. Tobie też radzę działać stopniowo, od rzeczy mniejszych do coraz większych. Obecnie skupiam się na takich dealach, które przy możliwie najmniejszym wysiłku przyniosą największy zysk.
  4. Stawiaj na innowacyjność produktu.
    Nie rób rewolucji. Kieruj się zasadą: mała zmiana – duży postęp. Dziś branża nieruchomości to nie tradycyjne biuro. Zmieniły się czasy i wymagania klientów, którzy oczekują elastycznego podejścia. Nieustannie staram się wprowadzać nowoczesne procesy produktowe i sprzedażowe. Jakie? Pracuję m.in. nad aplikacją ułatwiającą handel nieruchomościami oraz meblami, a także staram się tworzyć ergonomiczne przestrzenie w moich mieszkaniach. Pamiętaj, że innowacje mogą pozwolić Ci osiągnąć ponadnormatywne zwroty pod warunkiem spełnienia wzorcowych kryteriów zakupu. W razie wpadki może Cię ochronić przed stratą lub brakiem zarobku.
  5. Kryzys? Wykorzystaj go.
    Największe postępy na świecie dokonały się w czasach kryzysów. Ta zasada obowiązuje także w branży nieruchomości, co pokazał okres COVID-u, który wymógł na handlowcach wykorzystanie urządzeń do pracy zdalnej, a to obniżyło koszty. Ja w tym czasie pracowałem głównie nad formułą formalno-prawną firmy, która ostatecznie przekształciła się w dwie spółki z o.o., a także udoskonalałem sposób działania na rynku nieruchomości.
  6. Graj zespołowo.
    Jeśli chcesz osiągać duże zyski, przyłączaj się do dużych graczy. Aby ich poznać, bywaj w ważnych miejscach, uczestnicz w wydarzeniach, spotykaj się z ludźmi. Dość często biorę udział w spotkaniach networkingowych, na których istnieje możliwość bezpośredniego kontaktu z obecnymi i nowymi partnerami biznesowymi. Dzięki temu wiem, czy mi z kimś po drodze, czy też nie. Bez współpracy z dużymi graczami, przede wszystkim deweloperami, nie da się osiągnąć dobrego wyniku finansowego, tym bardziej w krótkim czasie.
  7. Polub codzienność w nieruchomościach. Fajerwerki zdarzają się rzadko.
    Bądź otwarty na superokazje bazujące na nieruchomościach, o których nikt nigdy nie słyszał, ale pamiętaj, że codzienność to zwykłe transakcje. I do tego trzeba przywyknąć. Jeśli ktoś szczęśliwie zarobi duże pieniądze w krótkim czasie, to nierzadko zdarza mu się wpaść w pułapkę złudnej nadziei, że tak będzie cały czas. Adrenalina nakręca do kolejnych działań – i to jest w porządku, ale łatwo się wypalić. Pozostawiaj jedynie margines na superokazje i intratne transakcje. Pozwoli Ci to na bycie gotowym do działania tu i teraz.
  8. Podejmuj działanie, nie przesypiaj okazji.
    Jeśli widzisz okazję, ale nie masz pieniędzy lub mocy przerobowych, odstąp ją innemu inwestorowi i zgarnij za to prowizję. Przynajmniej pozostawisz po sobie ślad. Inwestorzy doceniają podobnych do siebie i potrafią ich odpowiednio wynagrodzić.
  9. Zapobiegaj porażkom.
    Zwróć się w kierunku tego, co Cię kręci. Tego, co możesz robić przez długi czas bez poczucia jego upływu. To twój motor napędowy w biznesie. W nieruchomościach jest wiele rzeczy ciekawych, które potrafią pochłonąć. Oprócz tego fascynuje mnie jazda samochodem. Czuję się bezpiecznie, a przy okazji podróżuję i poznaję nowe osoby. Tę pasję przekułem w działanie i od pięciu lat jeżdżę taksówką po Poznaniu. Na początku nie było łatwo, musiałem się zaadaptować do nowych warunków, ale wymagałem od siebie więcej, niż trzeba było. Myślę, że dzięki temu w ubiegłym roku zdobyłem tytuł Taksówkarza Roku. W tym roku również wziąłem udział w konkursie u boku Krzysztofa Hołowczyca, jednego z autorytetów w tej dziedzinie. Mimo że nie wygrałem, zdobyłem kolejne niezapomniane doświadczenia. Nadal będę siadał za kółkiem i mknął do przodu. Z pasją – to ważne zarówno w nieruchomościach, jak i w każdej innej dziedzinie. Pasje pozwalają kontrolować wypalenie zawodowe i ułatwiają zrelaksowanie się. Każdy przejazd to nowy byt – podobnie jest z obrotem nieruchomościami. Zachowuj spokój i bądź cierpliwy – to taka cicha zasada.

Marek Brdak – inwestor i pośrednik w obrocie nieruchomościami z Poznania. Jeden z 3 taksówkarzy z tytułem Poznańskiego Taksówkarza Roku spośród
8500 taksówkarzy jeżdżących w tym mieście. Na rynku nieruchomości zarabia od 2001 roku. Z powodzeniem wciela w życie strategię Wojciecha Orzechowskiego, udoskonalając ten proces o innowacje. Fan motoryzacji i wszystkiego, co amerykańskie, żeglarz.

Pięć eksperckich wskazówek dla biznesu kwater pracowniczych

Biznes kwater pracowniczych jest atrakcyjnym obszarem inwestycyjnym, który oferuje szereg korzyści, takich jak niski próg wejścia i potencjał skalowalności. Jednak sukces w tej branży wymaga starannego planowania i unikania pewnych pułapek, które mogą zaważyć na końcowym wyniku finansowym. Przedstawiona przeze mnie analiza ma na celu zidentyfikowanie i zrozumienie aspektów kluczowych dla skutecznego zarządzania taką działalnością. Poniżej przedstawiam pięć kluczowych błędów, których warto unikać w prowadzeniu biznesu kwater pracowniczych.

Błąd 1: Niewłaściwa lokalizacja
Pierwszym krokiem przed wynajęciem nieruchomości pod kwaterę pracowniczą powinno być dokładne zbadanie rynku. Nieodpowiednia lokalizacja może skutkować brakiem zainteresowania ze strony firm lub agencji pracy. Warto zastanowić się, z jakimi zakładami pracy planujemy współpracować, i określić odległość między nieruchomością a miejscem zatrudnienia. Przyjmuje się, że pożądany czas dojazdu nie powinien przekraczać 40 minut. Dodatkowo warto zbadać dostępność komunikacji publicznej oraz obecność sklepów w okolicy. Biorąc pod uwagę, że pracownicy często pracują na różne zmiany, odpowiednia lokalizacja może zagwarantować nam 100-procentowe obłożenie.

Błąd 2: Wybór nieodpowiedniego mieszkania lub domu
Agencje pracy zatwierdzają nieruchomości na podstawie określonych kryteriów. Należy zadbać o to, aby nasza nieruchomość spełniała te wymagania, w przeciwnym razie może pozostać niewynajęta przez dłuższy czas. Typowe wymagania dotyczą m.in. liczby pokoi, układu mieszkania oraz wyposażenia. Idealna nieruchomość to mieszkanie 3- lub 4-pokojowe, gdzie każdy pokój jest nieprzechodni i wyposażony w zamki. Warto również zapewnić co najmniej jeden pokój dla pary. Maksymalna liczba osób w jednym pokoju to zazwyczaj cztery. Optymalnie: każde osiem osób powinno mieć dostęp do jednej łazienki, a toaleta powinna być osobna. W przypadku większej liczby miejsc noclegowych, warto rozważyć dodatkową łazienkę oraz balkon. Co do wyposażenia, to na przykładzie swoich inwestycji proponuję łóżka typu tapczany o wymiarach 90×200 cm lub 80×200 cm, ponieważ takie są preferowane przez agencje pracy. Sugeruję unikać piętrowych łóżek. Balkon oraz stworzenie miejsca do suszenia prania lub palenia również mogą wpłynąć na atrakcyjność nieruchomości. Jeśli rozważamy inwestycję w dom, to warto wybrać obiekt o powierzchni powyżej 160 mkw., co pozwoli na zakwaterowanie większej liczby osób i zwiększy potencjalny zysk. Warto także zaplanować trzy łazienki oraz kuchnię na każdym piętrze, jeśli przewidujemy większą liczbę lokatorów. Tutaj również należy kierować się zasadą, że kwaterujemy maksymalnie cztery osoby w pokoju oraz tworzymy więcej pokoi dla par. Unikajmy rozkładu pokoi przechodnich, które nie cieszą się akceptacją agencji pracy. Dostęp do podwórka może być dodatkowym atutem naszych kwater.

Błąd 3: Brak adekwatnych zapisów w umowach
Umowy to nie tylko formalność, ale również zabezpieczenie przed nieprzewidywalnymi sytuacjami. Warto unikać korzystania z gotowych wzorców umów znalezionych w internecie, ponieważ mogą one okazać się niewystarczająco skuteczne w praktyce. Zamiast tego zalecam skonsultowanie się z osobą, która posiada doświadczenie w prowadzeniu biznesu kwater pracowniczych lub specjalistą z zakresu prawa nieruchomościowego. Umowy powinny zawierać zapisy chroniące interesy firmy w różnych scenariuszach. Dzięki temu zamiast tracić czas i pieniądze na rozwiązanie konfliktów prawnych będziemy mogli się skupić na dalszym rozwoju biznesu.

Błąd 4: Brak wpłaty kaucji
Jeśli prowadzimy biznes na większą skalę i współpracujemy z agencjami pracy lub firmami budowlanymi, warto rozważyć pobieranie kaucji. Statystyki i moje doświadczenie wskazują, że pracownicy firm budowlanych nie zawsze dbają o nieruchomości, w których przebywają tymczasowo. Kaucja może stanowić
dodatkowe zabezpieczenie przed ewentualnymi kosztami związanymi z naprawami czy odświeżeniem mieszkania po wyprowadzeniu się pracowników. Dlatego warto mieć dodatkowe zabezpieczenie, które uchroni nas przed poniesieniem dodatkowych kosztów

Błąd 5: Niewłaściwie dobrany zespół
Zarządzanie kwaterami pracowniczymi zdecydowanie wymaga wsparcia innych osób. Tworząc zespół, warto postawić na ich kompetencje, myśląc długofalowo o rozwoju firmy. Zespół ma nas wspomóc w naszych działaniach, przyspieszając równocześnie kwestie, które mogłyby nam zająć zbyt dużo
czasu. Ponadto powierzanie zbyt dużego zakresu obowiązków jednej osobie może prowadzić do błędów lub niezadowolenia pracowników w naszych kwaterach. A tego radzę unikać. Warto zainwestować w odpowiedni zespół, który będzie odpowiedzialny za konkretne zadania, zamiast obarczać jedną osobę wieloma obowiązkami. Zarządcy nieruchomości, osoby ds. utrzymania czystości czy specjaliści ds. napraw, np. często psującego się sprzętu AGD, mogą odciążyć właściciela i wpłynąć pozytywnie na jakość obsługi pracowników zamieszkujących w naszych kwaterach. Mając na uwadze powyższe punkty, które opisałam na przykładzie swojego biznesu: prowadzenie firmy związanej z kwaterami pracowniczymi wymaga gruntownej analizy i dbałości o szczegóły, aby osiągnąć sukces i uniknąć potencjalnych pułapek.

Natalia Gorszkowa – inwestorka, ekspertka w dziedzinie kwater pracowniczych. Na rynku nieruchomości od 2020 roku. Pierwsze 4 mieszkania i 2 duże domy pracownicze pozyskała podczas pandemii, miesiąc od rozpoczęcia działalności. Działa na rynku Trójmiasta, Pruszcza Gdańskiego, Grudziądza, Olsztyna i Rzeszowa, w planach kolejne miejscowości. Aktualnie posiada 1000 najemców, głównie pracowników z agencji pracy. Dodatkowo buduje własny portfel nieruchomości inwestycyjnych, skupiając się głównie na rynku pierwotnym, najmie oraz gruntach. Edukuje ludzi, organizując warsztaty z biznesu kwater pracowniczych, podczas których przekazuje swoją wiedzę praktyczną, zdobytą w trakcie budowania biznesu. Pokazuje, jak zacząć biznes, nie mając dużego kapitału własnego. Prelegentka, wygłaszająca swoje prelekcje na wielu konferencjach z branży nieruchomościowej. Autorka licznych artykułów w prasie branżowej. Prywatnie mama 10-latki. Miłośniczka koni i podróży, zwłaszcza do słonecznej Italii. Pasjonatka rozwoju osobistego i nauki języków obcych.
www.nataliagorszkowa.pl

Mocne strony są kluczem do okazji Wywiad z Pauliną Budkowską i Krzysztofem Urdą

Kiedy jesteś świadomy swoich mocnych stron, to o wiele łatwiej znaleźć się we właściwym miejscu i we właściwym czasie – inwestorzy Paulina Budkowska i Krzysztof Urda zdradzają swój sposób na skuteczne odnajdywanie perełek inwestycyjnych.

Marta Kubacka: Co wspólnego ma samoświadomość z poszukiwaniem okazji inwestycyjnych?

Paulina Budkowska: W mojej ocenie nie ma w życiu nic bardziej przygnębiającego niż robienie rzeczy, które nie są zgodne z tobą. Świadomość tego, kim jesteś i z kim pracujesz, pozwala ci wybrać nie tyle odpowiednie narzędzia, co właściwą osobę do poszukiwania okazji. Nam nie chodzi jedynie o wędkę, ale też o samego wędkarza. Chcemy pozyskać nie tylko temat na flipa, lecz także znajomość z kimś, kto zadzwoni ponownie.

Krzysztof Urda: Okazje na rynku są prawie zawsze połączone z drugim człowiekiem. Niezależnie od tego, czy jest to pośrednik, deweloper, spadkobierca, czy
ktoś, kto może być twoim stałym dostawcą perełek. Kiedy budujesz coś większego, chcesz, by to zostało na długo, a nie tylko na chwilę. Na przykład zaufanie, czyli dobra marka osobista. Kojarzy mi się to z uprzejmością, życzliwością i uśmiechem na twarzy na widok drugiej osoby – bo to czujesz, a nie dlatego, że usłyszałeś na szkoleniu, że tak trzeba robić, by zarobić. Przy budowaniu firmy szczerość jest jak spoiwo, które trzyma cegły razem. Bez tego wszystko runie, to tylko kwestia czasu.

M.K.: Już w poprzednim artykule widać było, jak ważny jest dla was rozwój osobisty. Czy tą drogą warto podążać?

P.B.: Powiedziałabym: i tak, i nie. Rozwój osobisty i duchowy razem – to tak! Sama branża rozwoju osobistego często daje nadzieję, że możemy wszystko i możemy być ,,każdym”. To nie do końca tak – jednak te hasła przyciągają i dają zarobić, a według nas nie wszystko, co się opłaca, warto robić.

K.U.: W tej branży, ale też w szkołach i domach często wywierana jest presja, aby być coraz lepszym w czymś, co czasami nie jest naszą mocną stroną. To bardziej skoncentrowanie się na naszych słabościach niż rozwijanie talentów. To samo jest w firmach. Szef nas nie zna, ale co gorsza – my nie znamy siebie! Zmuszamy się do robienia rzeczy, których nie czujemy, i nic dziwnego, że to nie działa.

M.K.: Jaki macie sposób, aby określić swoje mocne strony?

K.U.: Pomocne jest badanie Gallupa, które określa nasze talenty. Pozwala dostrzec prawdziwy potencjał. Sztuką jest znaleźć swoje atuty i z nich korzystać – co czasem oznacza zmianę pracy lub branży. Pomocna jest też książka Florence Littauer Osobowość plus. Jak zrozumieć innych przez zrozumienie siebie?.

P.B.: Tę pozycję polecamy szczególnie tym, którzy nie mogą odnaleźć swojej drogi lub znaleźli się w miejscu pełnym wątpliwości. Dla nas niektóre „dopasowania” były dużym zaskoczeniem, ale w ułamku sekundy wiele rzeczy stało się jasnych.

M.K.: Jakie są Wasze mocne strony?

P.B.: Moim głównym talentem jest empatia, a całokształtowi przyświeca budowanie relacji. Jestem dobra w sprzedaży, ale nie dlatego, że znam techniki i sposoby wpływania na ludzi. Po prostu staram się dopasować produkt do klienta. Czasem też odradzam, przez co buduję zaufanie. Jestem osobą niekomercyjną i dobrze mi z tym, bo nie chcę robić czegoś wbrew sobie, tylko dla pieniędzy. Z temperamentu jestem spokojna oraz mocno zorganizowana i tu właśnie świetnie uzupełniam Krzyśka.

K.U.: Moim głównym atutem jest komunikacja. Indywidualizacja natomiast sprawia, że jestem mocno zaintrygowany unikalnymi cechami każdego człowieka. Mam dar do przydzielania ról ludziom, którzy są od siebie różni. Widzę, że razem mogą pracować produktywniej. Maksymalizacja sprawia, że zawsze szukam mocno rentownych inwestycji i dążę do efektywnego wykorzystania potencjału grupy.

M.K.: Wspominasz o maksymalnie rentownych inwestycjach – jak to się ma do warunków wysokich cen nieruchomości czy braku okazji na rynku?

K.U.: Często słyszę opinię, że ciężko już o okazję. Natomiast ja co chwilę dostaję informację o ciekawych ofertach lub widzę okazje nawet w portalach z ogłoszeniami.

P.B.: Niezależnie od sytuacji na rynku hasło „brak okazji” jest często powtarzane. Czasem służy jako swoisty slogan reklamowy, a czasem trochę jako wymówka.
To jest odrobinę jak w sporcie. Ktoś wykonuje po prostu więcej pracy, jest wcześniej na treningu i przede wszystkim jest głodny pozytywnych rezultatów. Ciężko
mu zaakceptować stagnację, więc szuka do skutku – okazji, wiedzy, kontaktów, rezultatów. Dzieci uczymy tego, aby szukały zguby, aż ją znajdą, a nie powtarzania: ,,Mamo, nie ma!”. Jako liderzy Warsztatów Inwestowania w Nieruchomości® przypominamy o tym na naszych spotkaniach regionalnych.

M.K.: Wiem, że nie zawsze cena tworzy okazję, a czasem w inwestycji drzemie niezauważony przez innych potencjał.

K.U.: Dokładnie tak. Okazja to często ukryta funkcjonalność. Na przykład: z trzypokojowego mieszkania można wydzielić dodatkowy pokój. Wtedy ogłoszenie wypada z 30–40 ogłoszeń mieszkań proponowanych na portalu jako trzypokojowe, a wchodzi w kategorię mieszkań czteropokojowych, których jest niewiele.

M.K.: Czy macie jeszcze jakieś inne przykłady?

K.U.: Tak! Otrzymaliśmy ofertę, która dotyczy sprzedaży dużego mieszkania za sporą kwotę. Nikt nie był nią zainteresowany, bo mieszkanie jest duże i drogie, a przez to niewzorcowe pod flipa. Sprawdziliśmy to. Okazało się, że są to dwa mniejsze połączone mieszkania, w świetnej lokalizacji, na pierwszym piętrze.

P.B.: Już wcześniej przeprowadzaliśmy tego typu inwestycje. Na przykład mieszkanie o powierzchni 100 mkw. rozdzieliliśmy i sprzedaliśmy osobno, jako dwa mniejsze: po 40 mkw. i 60 mkw. To była świetna okazja, bo w przypadku małych mieszkań cena metra kwadratowego szybuje o kilka tysięcy złotych w górę. Zarobiliśmy na tym wspólnie z zespołem prawie 200 tysięcy złotych. Czasem dla naszych inwestorów musimy nie tyle znaleźć okazję, co ją stworzyć.

M.K.: Flipy czy najem? Co będzie lepsze na początek?

K.U.: Zależy od kapitału. Inwestorzy, którzy do nas dzwonią, przechodzą wstępną weryfikację. Wtedy jesteśmy w stanie ocenić, czy możemy zacząć już budować
portfel mieszkań inwestycyjnych na wynajem, czy może zaczniemy od obrotu, gdzie w mojej ocenie, można więcej zarobić. Jednak wiadomo, iż celem każdego
inwestora powinno być także budowanie portfela mieszkań na wynajem, aby pozwalały na spokojny sen.

M.K.: Czasy mamy takie, jakie mamy. Dla jednych są bardzo ciężkie, dla innych przeciwnie. Ile Waszym zdaniem warto obecnie przeznaczać na inwestycje, a ile na zabezpieczenie siebie i dzieci w przyszłości?

K.U.: Temat dzieci jest ważny. To coś więcej niż pozostawienie im pieniędzy czy nieruchomości. Dobrze, że o sukcesji w Polsce mówi się coraz częściej. Przykra historia naszego kraju, wojna czy gospodarka centralnie planowana sprawiły, że nie mamy silnej tradycji przekazywania majątku z pokolenia na pokolenie jak w
krajach anglosaskich. Sami mamy często okazję kupować mieszkania spadkowe i widzimy, w jaki sposób spadkobiercy myślą i na co przeznaczają pieniądze z nieruchomości.

M.K.: Co możemy zostawić wobec tego swoim dzieciom?

K.U.: Przykładowo, umiejętność radzenia sobie ze zmianami. Kto wie, jak będzie wyglądał świat, kiedy nas już nie będzie…

P.B.: Dzieci uczą się najlepiej, obserwując swoich rodziców. Widzą nasze wzloty i upadki. Nasze córki mają 7 i 14 lat. Rozmawiamy przy nich o biznesie. Zadziwiające, jak trafne są często ich oceny sytuacji. Potrafią wyczuć w głosie osoby, która z nami rozmawia, że „coś jest nie tak”. Trenują intuicję. Często je chwalimy, zwłaszcza jeśli miały rację. Jest to dla nas ważne, aby uczyły się czytać więcej niż tylko liczby i nie rzucały się na wszystko, co się „błyszczy”. Ważne, aby inwestowały swój czas w rzeczy, które będą je rozwijały. Dzięki temu nie będą miały obaw wyjść ze strefy komfortu.

M.K.: Na co trzeba teraz uważać? Macie jakieś rady dla mniej doświadczonych?

K.U.: Przede wszystkim trzeba dobrze liczyć. Coś, co wydaje się okazją, po głębszej analizie może nią nie być. Jeśli ktoś nie wie, jak przeprowadzić obliczenia, to polecamy warsztaty WIWN® Wojtka Orzechowskiego. Można się także zwrócić z prośbą o wsparcie liderów regionalnych. W każdym województwie mamy organizowane spotkania. Wraz z Pauliną przygotowujemy je w województwie lubuskim. Łączymy osoby w pary inwestycyjne lub robimy pierwszego flipa razem, przy okazji dzieląc się doświadczeniem.

M.K.: Jaki jest próg wejścia do flipa z Wami?

K.U.: Na rynku wtórnym od 280 do 350 tys. zł przy zysku na poziomie 70–120 tys. zł brutto.

P.B.: Rynek pierwotny: w granicach 320– 480 tys. zł, przy podobnym zysku. Czas realizacji to od 2 do 6 miesięcy. Rozpiętość jest spora, gdyż często udaje nam się sprzedać projekt na etapie remontu.

M.K.: Jakie są Wasze cele na najbliższy czas?

P.B.: Negocjujemy aktualnie zakup kilkunastu mieszkań z rynku pierwotnego, które przeznaczymy na wspólne transakcje z naszymi inwestorami.

K.U.: Mamy rozpoczęte projekty na rynku wtórnym, a kilka jest na etapie zakupu. Jak zwykle interesuje nas uzyskanie jak największych zysków, zwłaszcza z flipów z naszymi inwestorami. W przeciągu miesiąca planujemy też uruchomienie firmy rodzinnej związanej mocno z nieruchomościami, co nas najbardziej ekscytuje.

Krzysztof Urda – fliper z kilkuletnim doświadczeniem. Na koncie ma ponad 50 udanych transakcji, z czego ponad połowa to gotowce inwestycyjne. Tworzy i realizuje flipy o wysokiej stopie zwrotu z inwestorami z kraju i zagranicy. Lider WIWN® w woj. lubuskim. Inspiruje i jednoczy ludzi, stawia na wolność i życie poza schematami. Ponad wszystko ceni sobie rodzinę.

Paulina Budkowska – fliper oraz lider WIWN® na woj. lubuskie. Opiekun inwestora i specjalista ds. nieruchomości. Niepoprawna optymistka o artystycznej duszy, z wielkim sercem do ludzi i świata. Znajduje rozwiązanie w każdej sytuacji. Lubi łączyć rozwój osobisty z duchowością w odpowiedniej proporcji. Interesuje się medycyną alternatywną, kocha muzykę, kino i ciche popołudnia z rodziną.

Mieszkanie pod klucz czy stan deweloperski?

Jedni chcą się wprowadzić do wykończonego mieszkania, inni wolą trzymać rękę na pulsie i samodzielnie zadbać o najmniejszy szczegół. Rynek ma rozwiązanie dla wszystkich klientów. Zarówno dla tych, którzy wybierają wykończenie mieszkania pod klucz, jak i dla tych, którzy kupują nieruchomość w stanie deweloperskim. Czym dokładnie różnią się od siebie te pojęcia i która opcja jest bardziej opłacalna dla dewelopera?

Stan deweloperski stanowi deweloperskiemu nierówny?
Zacznijmy od wyjaśnienia pojęć. Chociaż można znaleźć dokładne definicje zarówno stanu deweloperskiego nieruchomości, jak i wykończenia jej pod klucz, to i tak w wielu przypadkach granice zakresów tych usług są nieostre. Wynika to z faktu, że na polskim rynku określenia te kształtowane są przez marketingowców, a więc w przypadku konkretnych inwestycji klient i tak musi dopytać, czego dokładnie może się spodziewać. Czy u danego dewelopera stan deweloperski oznacza otynkowane ściany? Czy wtedy w nieruchomości zawarte zostają progi i drzwi wewnętrzne? Szczegóły są ważne, dlatego zawsze należy o nich pamiętać we wszelkich umowach podpisywanych z klientem. Gdybyśmy jednak chcieli przybliżyć najpowszechniejszą definicję stanu deweloperskiego, to najprościej byłoby powiedzieć, że określa on standard wykończenia mieszkania lub domu pochodzącego z rynku pierwotnego. W takiej nieruchomości nie da się zamieszkać od razu po jej odbiorze. Konieczne jest wykończenie wnętrz i ich umeblowanie. Natomiast wykończenie mieszkania pod klucz zdejmuje wszystkie te obowiązki z barków klienta. Po odbiorze takiego lokalu można natychmiast zacząć w nim mieszkać. Jeśli deweloper gwarantuje taką opcję w umowie, to w szafkach kuchennych można znaleźć nawet sztućce i naczynia. Nie trzeba wnosić nic poza rzeczami osobistymi. Zazwyczaj jednak odnosi się to do wykonania wszelkich prac wykończeniowych, umeblowania i przygotowania przestrzeni dla przyszłego właściciela. Wszystko jest kwestią umowy – w niej zawarte są wszelkie szczegóły. Każdy deweloper posiada swój standard: i deweloperski, i wykończenia mieszkania pod klucz.

Deweloperskie za i przeciw… czyli wykańczać mieszkanie pod klucz czy nie?
Jednym z najważniejszych czynników przy w pełni wykończonym lokalu są większe koszty dewelopera. Natomiast z perspektywy klienta zaletą mieszkania pod klucz jest pewność, że nie przekroczy założonego budżetu. To może go skłonić do wyboru danej oferty. Ponadto w tym przypadku przecież nie zaczynamy od zera – możemy zacząć remont dla klienta z tym materiałem, który został nam w trakcie budowania inwestycji, a dzięki temu zaoszczędzimy. Z drugiej strony konieczność poszukiwania ekipy wykończeniowej nie napawa optymizmem. Tym bardziej że w obecnej sytuacji może być to utrudnione. Nie każdy też czuje się na siłach, żeby wyjść poza stan deweloperski. Czy opłaca się robić mieszkania pod klucz? Każdy klient ma swoje preferencje. Zawsze znajdą się kupujący, którzy nie chcą inwestować swojego czasu w szukanie materiałów i wykonawców. Dotyczy to szczególnie klientów inwestycyjnych, nabywających kilka nieruchomości jednocześnie. Zdarzają się też klienci indywidualni, którzy nie czują się pewnie w tym temacie i zwyczajnie chcą dostać w pełni gotowy produkt. Mieszkanie, do którego wystarczy wejść, a potem powiesić kapelusz na wieszaku i mieszkać. Dla dewelopera taka sytuacja oznacza wyższą cenę za nieruchomość, ale też większe wydatki związane z jej przygotowaniem. Dodatkowo należy uzbroić klientów w cierpliwość, ponieważ wykończenie pod klucz wpływa na wydłużenie czasu oczekiwania na odbiór lokalu. Pojawia się także kwestia dłuższych odbiorów mieszkań przez kupującego, bo jest więcej elementów do sprawdzenia niż tylko równo położone tynki i podłogi przygotowane do wykończenia.

Mieszkania pod klucz a obecna sytuacja na rynku nieruchomości
Jeszcze przed 2020 rokiem i wybuchem pandemii rynek nieruchomości rozwijał się dynamicznie. Teraz najlepszym określeniem dla branży jest nie dynamika czy spowolnienie, lecz nieprzewidywalność. W zależności od wielu czynników rynek raz spowalnia, aby potem znowu gwałtownie przyspieszyć. Obecnie obserwujemy kolejne przyspieszenie – dokładnie od momentu, w którym w życie weszły przepisy wcielające w życie rządowy program „Bezpieczny Kredyt 2%”. W świetle tej nieprzewidywalności pytanie o to, co najbardziej opłaca się deweloperom, jest szczególnie ważne. Jeszcze trzy lata temu nieruchomości sprzedawały się na etapie „dziury w ziemi”. Zwłaszcza jeśli znajdowały się w dobrych lokalizacjach. Szansa na powodzenie inwestycji była ogromna – bywało i tak, że wykonawca nawet nie wbił łopaty w ziemię, a wszystkie lokale były już wyprzedane. Teraz także warto budować, ale sporo czynników wymaga jeszcze głębszej analizy przed podjęciem decyzji, co, jak i w którym miejscu. Jednym z pytań, jakie musi zadać sobie deweloper, brzmi: czy w danej inwestycji opłaca mi się budować mieszkanie pod klucz, czy lepiej oferować tylko stan deweloperski? Na to można dać tylko jedną odpowiedź: powinniśmy budować tak, jak czujemy. Jeśli wystarczającym wyzwaniem jest dla nas stan deweloperski, to należy na tym poprzestać. Jeśli jednak mamy środki i dogłębną analizę rynku wskazującą na to, że warto w danej sytuacji postawić na wykończenie pod klucz, to dlaczego nie? Musimy być pewni, że mamy czas na rozmowy i ustalenia – zarówno z fachowcami, jak i z klientami. A najlepiej mieć do tego odpowiednich specjalistów, którzy mogą nas odciążyć w tych zadaniach. Zawsze znajdą się klienci szukający stanu deweloperskiego, jak i wykończenia pod klucz. Nie ma złotej zasady mówiącej, że w danej lokalizacji powinno się dawać tylko stan deweloperski, a w innej nie. Na pewno nie warto się obawiać wykończenia lokali pod klucz, ponieważ nie jest to skomplikowane – zwłaszcza dla dewelopera, który ma za sobą cały proces inwestycyjny! Z pewnością będzie drożej, ale to oznacza także wyższy zarobek. Ostatecznie wybór zawsze należy do nas. Budujmy tak, jak dyktują nam serce i… głowa.

Radosław Musiał – prawnik i ekonomista, specjalizujący się obecnie w obsłudze deweloperów i inwestowaniu w nieruchomości. Związany z rynkiem nieruchomości od 2005 roku – zaczynał jako pośrednik i zarządca nieruchomości. Dziś czynnie działający deweloper i inwestor. Autor książek i publikacji branżowych, szkoleniowiec i wykładowca akademicki.

Zyski ukryte w kamienicy. Wywiad z Tomaszem Górą

Rozpoczęła się przedsprzedaż luksusowych apartamentów w „Kamienicy przy Operze” w Łodzi. Wszystkie mieszkania zostaną profesjonalnie wyposażone i wykończone pod klucz w taki sposób, aby bez problemu znalazły najemców. Zarządzaniem obiektem zajmą się spółki Revisit Home. – Produkt adresujemy do klientów o wysokich wymaganiach, którzy chcieliby dobrze zainwestować swoje pieniądze – mówi prezes spółki Tomasz Góra

Aleksandra Zalewska-Stankiewicz: Od kilku lat wspólnie z Wojciechem Orzechowskim podejmujecie działania, dzięki którym inwestorzy zaczynają patrzeć na kamienice jak na szansę. Można powiedzieć, że udało się odczarować kamienice?

Tomasz Góra: Uważam, że przykład inwestycji w Łodzi jest pod tym względem szczególnie budujący. W związku z naszą działalnością rozwinęło się zainteresowanie kamienicami, zarówno z punktu widzenia inwestora indywidualnego, jak i korporacyjnego. Udowodniliśmy, że te nieruchomości mogą mieć wysoki standard i odpowiedni poziom architektoniczny, przy zachowaniu ich wyjątkowej duszy z minionych epok, ale przede wszystkim to, że można je sprzedać w Łodzi w bardzo dobrej cenie.

A.Z.S: Mimo to wciąż wydaje się, że łatwiejsze, bardziej opłacalne i mniej problematyczne jest wybudowanie nieruchomości od podstaw. Kamienicami zainteresowani są tylko doświadczeni inwestorzy?

T.G.: Raczej tak, ponieważ jest to tzw. wyższa szkoła jazdy. Potencjał kamienic coraz częściej dostrzegają większe podmioty. Nie bez powodu mówimy, że największe zyski ukryte są w obdrapanych murach. Choć rzeczywiście, substancje z minionej epoki mogą kryć w sobie niespodzianki, o których dowiadujemy się
dopiero po zbiciu tynków i stropów. Wtedy okazuje się, w jakim stanie jest cały budynek. Zajmując się kamienicami, trzeba brać pod uwagę, że taka działalność może być obarczona zwiększonymi nakładami inwestycyjnymi. Ale summa summarum poniesione koszty po pewnym czasie zwracają się z nawiązką.

A.Z.S: Aktualnie w centrum Waszych zainteresowań znajduje się obiekt przy ul. Narutowicza 47, czyli „Kamienica przy Operze”. Inwestorzy już docenili jej lokalizację?

T.G.: Tak, wszyscy podkreślają jej umiejscowienie. „Kamienica przy Operze” zlokalizowana jest w tzw. Nowym Centrum Łodzi – 200 m od Dworca Fabrycznego. Z okien widać Teatr Wielki. W pobliżu znajduje się największy sąd w mieście, Uniwersytet Łódzki i filharmonia. Naszą misją jest zmieniać Śródmieście i budować mieszkania klasy premium w samym centrum Łodzi i ten obiekt doskonale wpisuje się w to założenie. Zresztą sama kamienica też jest wyjątkowa – łączy w sobie różne style – zmodernizowany neoklasycyzm z elementami secesji.

A.Z.S: Podkreślacie, że ten projekt odpowiada zapotrzebowaniu na dynamiczne zmiany na rynku nieruchomości. Kto będzie odbiorcą „Kamienicy przy Operze”?

T.G.: To idealne rozwiązanie dla klientów indywidualnych i podmiotów, których przedstawiciele chcieliby zainwestować swoje pieniądze w wysokiej jakości produkt. W rozwiązanie, którego wartość będzie rosła w czasie. Jeśli ktoś chciałby kupić mieszkanie i oddać jego zarządzanie w ręce doświadczonego partnera biznesowego, to jest to dla niego doskonała propozycja. Produkt adresujemy do klientów o wysokich wymaganiach. Z pewnością docenią, że ta inwestycja będzie dla nich bezobsługowa. To nasza spółka będzie kompleksowo zarządzała apartamentami, począwszy od zawierania umowy z najemcami, poprzez rozliczanie opłat, na reagowaniu w przypadku awarii skończywszy.

A.Z.S: W Polsce rynek PRS (Private Rented Sector), czyli rynek najmu instytucjonalnego, nie jest tak rozwinięty jak na Zachodzie. Zamierzacie to zmienić właśnie poprzez tę inwestycję?

T.G.: Taki jest nasz cel. Obecnie sektor ten obejmuje niecały 1% wszystkich mieszkań na wynajem, a według analityków jego szczyt w Polsce ma przypaść na lata 2025–2026, co idealnie łączy się w czasie z naszą inwestycją. W Polsce projekty PRS na ten moment realizowane są głównie w Warszawie. Daje to szansę na rozwój w Łodzi, gdzie rynek PRS-u jest względnie młody. W krajach zachodnich rynek najmu jest pod tym względem rozwinięty i sprofesjonalizowany. Bardzo
często firmy, fundusze czy też bardzo zamożne osoby prywatne mają w swoich zasobach wiele budynków, obejmujących nawet po kilka ulic. Dzięki temu łatwiej im zarządzać całymi obiektami – są blisko swoich klientów, reagują na bieżąco na ich problemy, a przez to są bardziej konkurencyjni na rynku. Uważamy, że ten trend jest przyszłościowy. Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy PRS-y stają się konkurencyjnym rynkiem w stosunku do najmu indywidualnego. Zwłaszcza w perspektywie wciąż rosnących cen mieszkań.

A.Z.S: Jakie mieszkania znajdą się w „Kamienicy przy Operze”?

T.G.: Nastawiliśmy się na małe i średnie mieszkania, jedno- i dwupokojowe. W budynku będzie też kilka mieszkań o większej powierzchni w wersji trzypokojowej. Mieszkania zostaną wykończone pod klucz – klient znajdzie w nich dosłownie wszystko, od zmywarki do naczyń po czajnik i suszarkę do ubrań. Lokale będą dostępne w trzech wariantach cenowych – od standardu podwyższonego po klasę premium. Już teraz docierają do nas sygnały, że wielu klientów patrzy na te mieszkania w perspektywie długoletniej inwestycji – 3, 5 czy nawet 10 lat.

A.Z.S: Na jakim etapie jest ta inwestycja? Z materiałów publikowanych w sieci wynika, że cały czas trwa tam „wielka demolka”?

T.G.: Obecnie zbijamy tynki. W listopadzie przejdziemy do wymiany stropów i odtwarzania poszczególnych elementów kamienicy. Materiały i produkty wybierane są starannie, z poszanowaniem budżetu jak i jakości. Założenie jest takie, aby wybrane limitowane marki dały użytkownikowi poczucie luksusu zarezerwowanego dla koneserów. Realizując tę inwestycję, będziemy dbać o zachowanie w nim ducha przeszłości, który jest języczkiem u wagi. Nic w tym dziwnego – dziś wymagający klient szuka produktu jakościowego i chce identyfikować się z wartościami marki.

A.Z.S: Kiedy inwestorzy odbiorą klucze?

T.G.: Wiosną 2025 roku. Obecnie rozpoczynamy sprzedaż lokali. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy na stronę internetową www.narutowicza47.pl, gdzie znajdą Państwo informacje o poszczególnych lokalach. Oferujemy pomoc przy wyborze optymalnej oferty dopasowanej do Państwa potrzeb i możliwości
finansowych.

Tomasz Góra – przedsiębiorca, inwestor, menadżer projektu, deweloper. Od 1995 prowadzi własne firmy, specjalizuje się w finansach, inwestycjach, dużych nieruchomościach. Obecnie prowadzi wraz z Wojtkiem Orzechowskim 7 dużych projektów deweloperskich na kwotę 250 mln zł.

Cypr – dobry klimat do życia i biznesu. Wywiad z Karoliną Lewinską i Sebastianem Bruskim

Karolina Lewinska i Sebastian Bruski, właściciele Niron Invest Group, właśnie przeprowadzili się na Cypr. Do tej pory związani byli z nim biznesowo, teraz
postanowili tu zamieszkać. Uważają, że to miejsce z wielkim potencjałem, który pozwoli im czerpać większe zyski z inwestycji nie tylko dla siebie, ale i dla inwestorów z Polski.

Marta Kubacka: W ostatnim wywiadzie dowiedzieliśmy się, że Waszą specjalnością są trudne i złożone inwestycje z wysokim poziomem ryzyka. Zrealizowaliście z sukcesem flip na kościele. Czy macie jeszcze inne tego typu skomplikowane projekty na koncie?

Karolina Lewinska: Prawie wszystkie.

M.K.: To opowiedzcie o najciekawszych.

Sebastian Bruski: Czytelników na pewno zainteresuje flip na fabryce. Zadzwonił do nas znajomy i zapytał, czy nie chcemy kupić fabryki mebli za kilka
milionów złotych. Nasz instynkt, ale też analiza rynku spowodowały, że w jeden dzień podjęliśmy decyzję o zakupie. Początkowym założeniem był podział
nieruchomości i sprzedaż wyodrębnionych działek. Co ciekawe, zanim podpisaliśmy akt notarialny, już znaleźliśmy pierwszego klienta.

M.K.: Skąd wziął się ten klient?

S.B.: W dużej mierze to kwestia relacji, jakie utrzymujesz z inwestorami, a także ludźmi z branży. Zadzwoniłem do znajomego, ponieważ czułem, że ta nieruchomość będzie dla niego okazją z uwagi na lokalizację, wielkość działki, no i oczywiście cenę. Z ofertą trafiłem. Wkrótce powstanie tam drukarnia opakowań spożywczych. Pozostały teren mieliśmy wyodrębnić jako pojedyncze działki. Pojawili się nawet zainteresowani klienci, ale po kalkulacjach zdecydowaliśmy się zrównać ten teren z ziemią i dać możliwość zakupu ogromnej powierzchni dużym graczom. To hektar ziemi w centrum miasta przy drodze krajowej. Taka powierzchnia pozwala kierować ofertę do zupełnie innego klienta. Warto zaznaczyć, że wartością dodaną były ruchomości, które znajdowały się na gruncie. Stal z rozbiórki hali czy też inne podzespoły takie jak transformator, który był w środku, wygenerowały dodatkowy przychód rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych.

M.K.: Fajna niespodzianka, ale tego nie mogliście przewidzieć. Nie mieliście obaw przed przystąpieniem do tego projektu?

K.L.: Ta inwestycja była obarczona dużym ryzykiem, tym bardziej że nie mieliśmy doświadczenia w nieruchomościach przemysłowych. Dlatego nakreśliliśmy alternatywne scenariusze, które zakładamy przy każdej inwestycji bez względu na jej wielkość. Odroczony termin płatności, alternatywne kredytowanie, możliwość najmu czy też bufor w postaci kapitału inwestorów, którym w ten sposób generujemy zysk.

M.K.: Macie jeszcze inny ciekawy przykład trudnej inwestycji?

S.B.: Dom w surowym stanie, postawiony w miejscu, w którym wybijały wody gruntowe. Właściciel nie mógł sobie z tym poradzić. My ten problem zmieniliśmy w sukces. Odizolowaliśmy wody gruntowe od płyty piwnicy przez wykonanie drenażu pod domem, a następnie zbudowaliśmy zbiornik retencyjny. Dzięki niemu teraz przez cały rok można za darmo podlewać ogród. To było proste rozwiązanie, tylko trzeba było na to wpaść.

K.L.: Kupiliśmy też mieszkanie z lokatorem na Cyprze, co było niezłym wyzwaniem.

M.K.: Ale świadomie czy nie?

K.L.: Zakup był standardowy. Często w kupowanym mieszkaniu znajduje się właściciel czy też lokator, który opuszcza nieruchomość w chwili sprzedaży. Tak miało być i tutaj, jednak tym razem człowiek zamieszkujący nieruchomość okazał się problematyczny i nie chciał polubownie opuścić lokalu pomimo wszelkich umownych postanowień zarówno z wcześniejszym właścicielem, jak i z nami. Temat był utrudniony tym bardziej, że najemca płacił bardzo niski czynsz. Zmiana mieszkania na podobne w tym budżecie, nawet poza miastem, była niemożliwa z uwagi na ceny najmów, które aktualnie obowiązują na lokalnym rynku. To potęgowało jego opieszałość w wyprowadzce. Chcąc jak najszybciej pozbyć się problemu, stosowaliśmy różne metody, takie jak rekompensata finansowa, znalezienie mieszkania zastępczego i remont. Borykaliśmy się z tym najemcą dosyć długo. Pewnego dnia znalazł na klatce martwego ptaka, tę sytuację odczytał jako znak-groźbę. To zrządzenie losu finalnie pomogło nam się pozbyć najemcy. Nigdy byśmy nie wpadli na taki sposób. Cała ta sytuacja była nie do przewidzenia. Nasz zysk to niewątpliwie zdobyte doświadczenie na polu eksmisji lokatorów na Cyprze, a także nieruchomość zakupiona w bardzo dobrej cenie.

M.K.: W Polsce ciężko jest się pozbyć niechcianego lokatora. Jak to wygląda na Cyprze?

K.L.: Można powiedzieć, że jak wszędzie to problematyczny temat. Jeżeli jednak nie mamy do czynienia z długoletnimi umowami najmu, które objęte są odrębnymi regulacjami, to temat nie jest tak skomplikowany jak w Polsce czy też Hiszpanii. Przesłanki takie jak brak uregulowanego czynszu, zakończona umowa upoważniają nas do uruchomienia procesu eksmisji. Czasem niezbędny jest nakaz, niekiedy wystarczy policja, ale jesteśmy w stanie w dość prosty sposób odzyskać swoje mieszkanie.

M.K.: Czym różni się realizacja flipów u nas i na Cyprze?

S.B.: Flipowanie na Cyprze i w Polsce jest bardzo podobne. Tak jak w Polsce, bardzo ważny jest wybór nieruchomości. Generalnie im są tańsze i trudniejsze, tym więcej można na nich zarobić.

M.K.: Jaka jest stopa zwrotu?

S.B.: Aktualnie na Cyprze jest zdecydowanie lepsza koniunktura. Inwestują tu klienci z różnych stron świata, zaczynają bowiem dostrzegać ogromny potencjał wysypy, nie tylko turystyczny, ale i biznesowy. Warto podkreślić, że odkrycie złóż ropy i gazu sprawiło, że Cypr stał się jeszcze bardziej atrakcyjnym miejscem do lokowania kapitału w nieruchomościach. My inwestujemy w południowej części wyspy, gdzie są duże dysproporcje w cenach nieruchomości, a wszystko zależy od standardu i lokalizacji. Aktualnie jest ogromny deficyt mieszkań do najmu, zwłaszcza tych o lepszym standardzie. To wpływa mocno na ceny najmów i gwarantowany sukces. Stopy zwrotu przy normalnie zakupionych nieruchomościach z rynku plasują się w granicach 6–8%. Przy zastosowaniu naszych sposobów możemy wygenerować wyższe zyski rzędu 10% stopy zwrotu.

M.K.: Pewnie jest też druga strona medalu.

S.B.: Jak wszędzie. Działamy tutaj już kilka lat. Mamy sporo doświadczeń na swoim koncie, jednak są też rzeczy, których nie da się przewidzieć. Są lokalne problemy – jednym z nich jest czas procesu inwestycji, który jest dłuższy niż w Polsce. Kolejna kwestia to formalności, takie jak decyzje banków czy urzędów, które bywają bardzo męczące, wymagające i również czasochłonne. Szczerze, to dla niektórych jest nie do przejścia.

M.K.: Ile trzeba mieć pieniędzy, żeby do Was dołączyć?

S.B.: Można do nas dołączyć z kapitałem powyżej 300 tys. zł, jeżeli rozpatrujemy inwestowanie w nieruchomości w Polsce. Do zakupu na Cyprze trzeba mieć około 150 tys. euro. Zdarzają się również projekty współfinansowane, jednak z doświadczenia wiemy, że przy niewystarczającym kapitale oczekiwania są większe, a nasze możliwości jednak mocno ograniczone. W takich sytuacjach raczej oferujemy nasze konsultacje i doradztwo w zakresie indywidualnej strategii.

M.K.: Zbudowaliście bogaty portfel inwestycji, które generują pasywny przychód. Jak czujecie się jako rentierzy? Czy nie macie ochoty już odpuścić, korzystać w pełni z tego, co macie?

S.B.: To nie leży w naszej naturze.

K.L.: Od zawsze chcieliśmy być wolni finansowo, nie po to, żeby spełniać swoje zachcianki, ale żeby mieć zabezpieczenie na przyszłość w razie różnych nieprzewidzianych wydarzeń. Pasywne przychody dają ogromny komfort. Dzisiaj podjęliśmy decyzję o wyprowadzce na Cypr. Nie z przymusu, tylko z wyboru, właśnie dzięki nieruchomościom. Zaczynamy tu nowe życie, jednak nie od zera. Chcemy się dalej rozwijać, bo tacy jesteśmy, ale – powtórzę – jest to nasz
wybór, a nie przymus. To właśnie daje nam nieruchomościowa emerytura.

M.K.: Jak się żyje na tej pięknej wyspie?

S.B.: Na Cyprze jesteśmy obecni od kilkunastu lat, od sześciu lat prowadzimy tu biznes. W końcu zdecydowaliśmy się, żeby tu zamieszkać. Zrobiliśmy to z dwóch powodów. Rynek nieruchomości jest rozgrzany do czerwoności, a my mamy duże doświadczenie i chcemy skorzystać z tej synergii. Po drugie chcieliśmy naszym dzieciom dać inne dzieciństwo, dorastanie w międzynarodowej kulturze, w angielskiej edukacji, w zdecydowanie przyjemniejszym do życia klimacie. Myśleliśmy o tym od 13 lat i w końcu przyszła pora, żeby podjąć decyzję. Nasze dzieci są coraz starsze. Im dłużej byśmy czekali, tym trudniej byłoby nam się zdecydować.

M.K.: Co z nieruchomościami, które zostały w Polsce?

S.B.: Są w dobrych rękach naszych współpracowników. Nasza przeprowadzka nie świadczy o zniknięciu naszej firmy w Polsce. Dzisiaj rozwijamy się zarówno w Polsce, jak i na Cyprze. Oczywiście jest to możliwe dzięki ludziom, którzy tworzą z nami Niron Invest Group i Niron Apartamenty. Dzięki nim i nam jako osobom zarządzającym strukturą z Cypru możemy dalej się rozwijać, a nieruchomości nasze i naszych inwestorów są w dobrych rękach.

Sebastian Bruski – współtwórca i kreator marki Niron Invest Group. Jego główne założenia to osiągniecie wolności finansowej poprzez budowanie portfela własnych nieruchomości na wynajem. Jest zdania, że każdy powinien zabezpieczyć się w źródła pasywnego przychodu. Tym, którzy nie wiedzą, jak to zrobić, podpowiada, jak do tego dojść. Prywatnie były sportowiec, w którym wciąż drzemie duch rywalizacji, spełniony tata, człowiek, który nie wyobraża sobie życia bez pasji, dającej mu równowagę i siłę do działania.

Karolina Lewinska – prezes spółek Niron Invest Group w Polsce i na Cyprze. Kobieta głodna nowych wyzwań, niepoprawna perfekcjonistka. Z pasji do pięknych wnętrz stawia na jakość i gustowne wykończenie oferowanych nieruchomości, co w jej ocenie ma ogromne znaczenie. Jej misja to tworzenie bezobsługowych, dobrej jakości rozwiązań w zakresie nieruchomości, dających komfort inwestowania osobom, które na co dzień nie mają czasu pomyśleć o bezpieczeństwie swoich finansów. Jej marzeniem jest stworzenie silnej, międzynarodowej marki o globalnym zasięgu.

Wilk z Wielkiej Integracji – Wywiad z Kubą Midlem

Rozmawiała Aneta Nagler

W jego życiu dzieje się tyle, co kiedyś na giełdzie przy Wall Street. Szczególnie podczas Wielkiej Integracji, której jest pomysłodawcą i organizatorem. I chociaż wilków tam cała wataha, to on przewodzi stadu. Kuba Midel – wyjadacz nieruchomościowych biznesów, organizator warsztatów rentierskich, youtuber. O rynku nieruchomości wie wszystko i chętnie dzieli się swoją wiedzą z innymi.

Aneta Nagler: Jak Ty znajdujesz na to wszystko czas?

Kuba Midel: Dużo podróżuję, przez co rzadko jestem w Polsce. Jak już jestem na miejscu, to przez te kilka dni intensywnie pracuję. Mam ten przywilej, że mogę wybierać, co i kiedy chcę robić. Jestem wolnym człowiekiem.

A.N.: Dochodzą do tego jeszcze wyjazdy integracyjne, eventy.

K.M.: Dokładnie dwie imprezy integracyjne w roku, ale sam się tym nie zajmuję. Musisz wiedzieć, że sztuką jest dzielić

się pieniędzmi z podwykonawcami. Wtedy masz czas na wszystko.

A.N.: Czyli delegujesz zadania innym osobom, dzięki temu znajdujesz na to wszystko czas?

K.M.: Zwolniłem wszystkich pracowników na umowę o pracę. Obecnie współpracuję z dziesiątkami, jak nie setkami osób. Tak było chociażby na Wielkiej Integracji. Imprezę współtworzyło łącznie około 150 osób. Jako gospodarz chciałem, żeby wszystko było idealnie. Nie można jednak wszystkiego przewidzieć.

A.N.: Branża eventowo-szkoleniowa to praca wielu ludzi, głównie za kulisami. Jako organizator czujesz satysfakcję z tego, że dzięki pracy zespołowej wszystko się udało. A mimo to uczestnicy i tak czepiają się szczegółów.

K.M.: Trzeba to robić najlepiej, jak można, ale idealnie nie wyjdzie nigdy. Wie to każdy, kto organizował imprezę na taką skalę.

A.N.: Co było największą wartością Wielkiej Integracji?

K.M.: Na pewno wystąpienie Marka Kondrata. To jest człowiek, jaki jest – podobno trudny, ale potrafi wyjaśnić różne zjawiska z szerokiej perspektywy. Siedziałem w pierwszym rzędzie, słuchałem i byłem pod wrażeniem.

A.N.: Ja też słuchałam z zapartym tchem.

K.M.: Właśnie na tym to polega. To potężna integracja, na którą przyjeżdżają ludzie z całego świata – z Kanady, ze Stanów Zjednoczonych, z Niemiec, z Holandii. Wszyscy czujemy się razem dobrze. Spotykamy się po to, aby wysłuchać ze sceny prelegentów i poznać różne punkty widzenia. Myślę, że tyle energii płynęło ze sceny czy nawet w kuluarach, że jeżeli ktoś z tego nie skorzystał, to zrobił błąd.

A.N.: Kolejna impreza odbędzie się 6-7 stycznia. Co będzie się działo?

K.M.: Nie wiem, jaka będzie pogoda, ile osób weźmie udział. Wszystko przed nami. Na pewno będzie podsumowanie ostatnich 5 lat. Wystąpi Adrian Gorzycki, Łukasz Smolarski, Michał Kiereś i sporo innych youtuberów. Dla osób, które poszukują inspiracji, wartościowe może okazać się wystąpienie Krzysztofa Stanowskiego. Będą więc nie tylko przedstawiciele branży nieruchomości, ale wszelkich biznesów. Jeszcze nie chcę zdradzać wszystkich szczegółów, ale nie ukrywam, że 6 stycznia obchodzę 40. urodziny – więc będzie się działo!

A.N.: Czekamy w takim razie z niecierpliwością. Porozmawiajmy teraz o twoich wyczynach w mediach społecznościowych. Ostatnio na Twoim Facebooku pojawił się wpis, że praca youtubera wcale nie jest łatwa. Pomimo trudności brniesz w to dalej. Pojawiły się programy telewizyjne.

K.M.: Chciałem obalić mit, że jak ktoś jest rentierem, to żyje z najmu i nic innego nie może robić. To jest kompletna bzdura. To, że masz dobre przychody z nieruchomości, nie oznacza, że możesz nic nie robić.

Ten etap mam za sobą. Lubię, jak coś się dzieje. Produkcje telewizyjne są sporym wyzwaniem. Czasem spędzam pół dnia na planie. Mam możliwość współtworzenia wizji z dyrektorami programowymi, z zarządem, z producentami.

A.N.: A oprócz tego czym się zajmujesz? Kupujesz dalej nieruchomości? Czy to dobry czas na zakupy, skoro ceny zaczynają spadać?

K.M.: Tak, kupuję, bo kupuje się wtedy, gdy ceny spadają. W myśl zasady: bądźcie odważni, kiedy wszyscy drżą, i drżyjcie, kiedy wszyscy są odważni.

A.N.: Jasne, że w czasach kryzysu zawsze jest tak, że niektórzy wyprzedają i wtedy można znaleźć najlepszą okazję. Jednak kupowanie w momencie, kiedy faktycznie mamy duży kryzys gospodarczy, ogromną inflację, wysokie stopy procentowe, które są horrendalne…

K.M.: Ekonomia mówi tak: jeżeli kredyt kosztuje cię 10%, a inflacja jest na poziomie 15%, to warto brać kredyt.

A.N.: Jakie mieszkania warto teraz kupować?

K.M.: Małe mieszkania, bo mają najlepszą stopę zwrotu. Kupujesz za 300 tys. zł mieszkanie, masz z tego 2 tysiące miesięcznie. Pokaż mi taki biznes, gdzie wkładasz 300 tys. zł, nic nie robisz i masz 24 tys. dochodu rocznie. Nie ma lepszego biznesu niż wynajem nieruchomości. I nigdy nie będzie. Flipy się skończyły. Były opłacalne, kiedy mieszkania były niedoszacowane. Natomiast podnajem to świetna sprawa dla młodych ludzi. Bo gdy ktoś ma pracę, to nie będzie się bawił w podnajem.

A.N.: Pozostaje pytanie, co dalej będzie się działo. Jak Ty to oceniasz?

K.M.: Mamy zblokowane kredyty. Ludzie chcą kupować, ale nie mogą. Nieruchomości byłyby dwa razy droższe, tylko nagle przykręcono kurek z finansowaniem. Nie ma pieniędzy. Osobiście czekam na spadki i wierzę, że nastąpią. Pewny jednak nie jestem. Z tego, co widzę, zatrzymał się rynek wtórny. Kowalski z Kowalskim nie handlują ze sobą mieszkaniem w wieżowcu, żeby się wymienić – większy na mniejszy. Natomiast rynek deweloperski zamarł – po pierwsze dlatego, że swoje zarobił, a po drugie ze względu na to, że deweloperzy z premedytacją wstrzymali sprzedaż. Rozumiem to, bo po co deweloper ma wyprzedawać coś za 7 tysięcy, skoro sprzedawał po 9 tysięcy. Lepiej jest poczekać. Jedno wiem na pewno – najem ma się dobrze, jak nigdy przedtem.

A.N.: To Twoja jedyna i słuszna droga?

K.M.: Droga, którą wybrałem. Nie ma lepszego interesu na świecie. Dlatego czekam na zmianę planów zagospodarowania przestrzennego, sprzedaję ziemię i kupuję kolejne mieszkania na wynajem. Ktoś może ocenić, że to jest zła droga. Być może są lepsze biznesy. Ja życzę innym, żeby zarabiali jak najwięcej. Mnie jako przedsiębiorcy ten mały procent nieruchomości dał na tyle duży oddech, że mogę dożywotnio nie wracać z wakacji.

A.N.: A deweloperka? Planujesz w to wejść?

K.M.: Nie planuję. Nie mam czasu na łączenie strategii. Bo jeżeli zacznę inwestować w kryptowaluty, giełdę, inny biznes, do tego nieruchomości, to się okaże, że nie mam czasu iść na grzyby… a bardzo lubię.

A.N.: O tym też powiedziałeś w książce Sztuka równowagi finansowej. Wspominasz tam o tym, żeby znaleźć ten czas dla siebie i funkcjonować zgodnie z własnym stylem.

K.M.: Obserwuję przedsiębiorców od pięciu lat, zawodowo, na konsultacjach. Ludzie są często zmęczeni swoim biznesem. Ja nie, bo mam czas dla siebie.

A.N.: Myślę, że oni potrzebują Cię, żebyś powiedział: „Tak, to jest dobry kierunek”.

K.M.: Albo zły. Czasem trzeba im jakiś pomysł wybić z głowy. W większości przypadków, zwłaszcza w nieruchomościach, nie można się przewrócić. Jest tylko pytanie: jak daleko dojdziesz? To banalnie prosty biznes. Powiem Ci więcej. W ciągu czterech tygodni byłem w 18 krajach – od koła podbiegunowego w Norwegii, Finlandii, Szwecji po Włochy i całe Bałkany – Grecja, Chorwacja, Czarnogóra, Albania. Tydzień we Włoszech i tydzień w Turcji. W Polsce jest najlepiej. Zacznijmy doceniać to, co mamy.

A.N.: Niektórzy uważają, że jesteś niespójny w tym, co mówisz i robisz.

K.M.: Są zarzuty, że jestem niespójny, że kłamię. Że raz mówię: „Muszę pracować”, później: „Jestem rentierem”. Przyznaję się. Jestem największym kłamczuchem świata.

A.N.: Jak to?

K.M.: Jestem na pewno jedną nogą w systemie luksusu, pogoni, pracy, posiadania, pozycji, jakiejś maski, nawet samemu przed sobą. A druga moja strona, nie wiem, czy lepsza, czy gorsza – to jest facet, który nie chce kłopotów. Za to chce mieć klapki, kosz na grzyby, dzieciaki przy sobie, rower, czas na pływanie, pizzę i browara za 5 zł. Są różne etapy w życiu. Wróciłem z wakacji i mam ochotę pracować, to pracuję. Nawet codziennie, dopóki sprawia mi to przyjemność.

A.N.: Powiedziałeś kiedyś, że rentierstwo zaczyna się w głowie.

K.M.: Tak, podpisuję się pod tym w 100%. I sam po sobie widzę, że jestem zachłannym na życie człowiekiem.

A.N.: Ale wiesz, że Ciebie się z tym kojarzy. Mam na myśli pierwszy wywiad dla „Strefy Nieruchomości®”. Ty masz w sobie coś takiego, że puszczasz w eter jakieś zdanie i wywołujesz lawinę komentarzy.

K.M.: Niepotrzebnie. To nie jest kontrowersja. To jest prawda – z mojego, subiektywnego punktu widzenia.

A.N.: Czego w najbliższej przyszłości można się spodziewać po najsłynniejszym wilku watahy nieruchomościowej?

K.M.: Bardzo dziękuję za komplement. Remontuję swój dom – będzie siłownia, garaże, spiżarnia. Chcę sprzedać działki, a pieniądze zainwestować w nieruchomości. Planuję w ciągu dwóch lat stworzyć portfel kilkunastu mieszkań pod wynajem. Chcę być ojcem, mężem, iron-manem, youtuberem oraz prowadzącym…

A.N.: Tego Ci życzę, wilku nieruchomości.

K.M.: Bardzo dziękuję. Przepraszam za rubaszność, buńczuczność i zuchwałość, ale chciałem, żeby było prawdziwie. Widzimy się na Wielkiej Integracji.

A.N.: Widzimy!