W biznesie prowadzi mnie wiara – Strefa Nieruchomości

Wywiad przeprowadziła Aleksandra Zalewska-Stankiewicz

Każdy dzień zaczyna od modlitwy i od… pompek. Uważa, że w jego życiu nie ma przypadkowych spotkań. Jego misją jest stworzenie jak największej ilości miejsc pracy. Poznajcie Krzysztofa Podlewskiego z Ustki, założyciela firmy Invest KZP.

Aleksandra Zalewska – Stankiewicz: Panie Krzysztofie, firma, którą założył Pan z żoną Oksaną, ma – jak sami Państwo twierdzą – realizować marzenia klientów. Jakie to są marzenia?

Krzysztof Podlewski: Rzeczywiście, tak brzmi jedno z naszych haseł przewodnich. Drugi slogan, który planujemy promować, to: „Zaplanuj przyszłość”
i „Kreujemy Zaplanowaną Przyszłość”. Wszyscy mamy różne marzenia, ale jednym z kilku, które łączy ludzi, jest pragnienie posiadania własnego kąta: mieszkania, domku z ogródkiem czy segmentu w szeregowcu. I my staramy się te marzenia spełniać. Ostatnio obserwujemy, że mieszkańcy mniejszych miejscowości z Pomorza Środkowego poszukują pracy w dużych miastach, jak Słupsk czy Koszalin, ponieważ prężnie działają tam Strefy Ekonomiczne. Naturalna kolej rzeczy jest taka, że kiedy młode małżeństwo znajduje pracę, zaczyna rozglądać się za mieszkaniem. My pomagamy im znaleźć te odpowiednie dla nich. Ale oczywiście mamy w swojej bazie również takich klientów, którzy kupują mieszkania wyłącznie w celach inwestycyjnych.

A. Z.-S.: Działalność firmy też zaczęła się od małżeńskiego marzenia o posiadaniu własnego M?

K. P.: Nasze osobiste doświadczenia są bardzo pomocne. Mamy jeden dom za granicą, za chwilę staniemy się właścicielami kolejnego. Jesteśmy bardzo zadowoleni z mieszkania, w którym żyjemy w Ustce. Dlatego teraz pomagamy innym – badamy rynek i sprawdzamy, jakie są potrzeby klientów.

A. Z.-S.: Pandemia zweryfikowała wiele planów i marzeń Polaków. Posiadanie nieruchomości, która zawsze jest stabilnym kapitałem, wciąż pozostaje na szczycie listy marzeń?

K. P.: Pandemia zatrzymała wiele branż. Niektórzy ludzie stracili pracę. Ale przecież nadal gdzieś musimy mieć swoje miejsce do życia. I to nigdy się nie zmieni. Jeśli nadejdzie kolejny kryzys i w związku z nim wiele osób straci etaty lub nie otrzyma kredytu, to zamiast kupować mieszkania, będą chcieli je wynajmować. Zapotrzebowanie na najem może więc wzrosnąć i tu widzę przestrzeń dla inwestorów.

A. Z.-S.: Jakie nieruchomości na Pomorzu Środkowym sprzedają się najlepiej?

K. P.: Numerem jeden są grunty. W Ustce kupiliśmy ziemię na sprzedaż, jeszcze nie szukaliśmy klientów, a już w tej chwili mamy jedenastu chętnych. Ale jest też duże zainteresowanie szeregowcami i bliźniakami, choć mieszania w blokach też świetnie się sprzedają.

A. Z.-S.: Jak pandemia wpłynęła na ceny w nieruchomości w Ustce?

K. P.: Najbardziej podrożała ziemia, nawet do 380 zł za metr kwadratowy. Gdy właściciele sprzedawanych gruntów zauważyli popyt, zaczęli windować ceny. Ceny mieszkań na rynku pierwotnym też poszły w górę, o około tysiąc złotych w porównaniu do stycznia ubiegłego roku. Charakterystyczne było to, że kupujący przychodzili do notariusza z gotówką. Ludzie pewniej czuli się, mając pieniądze zainwestowane w grunty.

A. Z.-S.: Niektórzy wybierali pieniądze z banków i rzeczywiście chcieli je jak najszybciej w coś zainwestować, a nieruchomości okazywały się najbardziej bezpiecznym sposobem.

K. P.: Tak, bo nieruchomość stanowi pewny kapitał. Nie dość, że dzięki niej zamrażamy pieniądze, to jeszcze możemy zarobić. Inwestorom proponujemy także
tzw. gotowce inwestycyjne. Na rynku wtórnym kupujemy mieszkania, remontujemy je i sprzedajemy – potrafimy prowadzić kilkanaście flipów jednocześnie. Mamy w firmie również dział finansowy, który proponuje jeszcze inną formę zarabiania poprzez wspólne inwestycje w projekty deweloperskie. To są długoterminowe inwestycje i forma bezpiecznego lokowania kapitału.

A. Z.-S.: Zasięgi firmy Invest KZP sięgają daleko poza Ustkę. Na czym polega Wasza międzynarodowa działalność?

K. P.: Firma Invest KZP zajmuje się zarządzaniem. Można powiedzieć, że razem z żoną tworzymy taki mały holding. Invest KZP ma kilka swoich projektów
i zarządza jeszcze 4 innymi spółkami. Dwie z nich zajmują się działalnością deweloperską. Inna spółka – zatrudnianiem ekip budowlanych i remontowych, docelowo ma działać jak generalny wykonawcy. Jeszcze inna spółka zajmuje się najmem i podnajmem, pośrednictwem pracy i nieruchomości, wreszcie – transportem. W tej branży działamy międzynarodowo, są to trasy w Unii Europejskiej, ale i poza nią. Stworzyliśmy dwie marki – Trans KZP i Prime Nieruchomości. Właścicielami obu jest Invest KZP. To wszystko już wcześniej zaplanowaliśmy i dlatego scentralizowaliśmy swoje działania, otwierając główną siedzibę w Warszawie, a ponad roku temu oddział spółki w Słupsku.

A. Z.-S.: Jaki ma Pan sposób, aby zapanować nad wszystkimi działaniami, bez szkody dla żadnej z nich?

K. P.: Priorytetem dla mnie jest odpowiednio dobrany zespół i umiejętne delegowanie zadań. Stworzyliśmy kilka zespołów, kolejny właśnie powstaje. Będzie odpowiedzialny za spedycję. Każdy z zespołów ma swojego managera. Sam stale podnoszę swoje kwalifikacje zarządcze poprzez szkolenia i konferencje biznesowe.

A. Z.-S.: Co jest podstawą w relacji z managerami?

K. P.: Jestem osobą wierzącą i zazwyczaj modlę się o każde nowe przedsięwzięcie. Zawsze proszę Boga, aby moje drogi krzyżowały się z odpowiednimi osobami dla mojej firmy i żebyśmy my, jako Invest KZP, byli odpowiednimi partnerami dla naszych współpracowników i kontrahentów. Kiedy emanujemy dobrą energią, ludzie ją odbierają. Serdeczne podejście do człowieka w każdej sytuacji, to kolejny klucz w relacjach z moimi menadżerami.

A. Z.-S.: Jak w dzisiejszych czasach obronić swoje wartości w biznesie, w którym operuje się tak dużymi pieniędzmi?

K. P.: Recepta na to jest następująca. Jeżeli człowiek ma silny kręgosłup moralny i kieruje się zasadami chrześcijańskimi, to w każdej sytuacji będzie stabilny
w swoich zasadach. Jeśli dojdzie do tego asertywność, będzie potrafił stawić czoła pokusom. Działając w taki sposób, można zrobić wiele dobrego dla innych. Czuję wewnętrznie, że moją misją jest stwarzanie miejsc pracy. Jeżeli ja stwarzam nowe miejsce pracy, pomagam nie tylko konkretnemu człowiekowi, ale i całej jego rodzinie.

A. Z.-S.: Angażuje się Pan społecznie w lokalnym środowisku. Przesłanie takich projektów jak wykład motywacyjny przeplatany muzyką rockową?

K. P.: W marcu zaprosiliśmy do Słupska Jarka Wajka, byłego muzyka rockowej grupy „Oddział Zamknięty”. Miał trudne doświadczenia, ale tak jak ja jest człowiekiem bardzo wierzącym i to nas wzmacnia. Pomaga młodym ludziom, wygłaszając wykłady motywacyjne w stylu TED. Na spotkanie zaprosiliśmy uczniów szkół średnich i pedagogów. Wykład wywarł duże wrażenie. Okazało się, że jest duża potrzeba takich spotkań. Chcę wspierać takie osoby jak Jarek Wajk. Tak widzę swoją rolę.

A. Z.-S.: Wydaje się, że człowiek funkcjonujący w branży nieruchomości twardo stąpa po ziemi. Pan jednak interesuje się światem nadprzyrodzonym. Czy ten rodzaj wrażliwości przydaje się w tej branży?

K. P.: Ludziom się wydaje, że świat duchowy jest czymś zarezerwowanym na potem. A tak naprawdę to my w pewnym sensie jesteśmy duchem już teraz, więc jesteśmy częścią świata duchowego. Jeśli będziemy mieć tego świadomość, zaczniemy czerpać z duchowości, której na co dzień i tak używamy. Często mówimy, że coś nas tchnęło, aby zrobić to czy tamto, lub że czujemy od jakiejś osoby wyjątkową energię. To jest właśnie świat duchowy. On wcale nie przeszkadza, wręcz pomaga w relacjach.

Mieszkanie musi się sprawdzić w każdej sytuacji – Strefa Nieruchomości

Wywiad przeprowadziła Aleksandra Zalewska-Stankiewicz

Agnieszka Lesiuk, właścicielka pracowni architektury wnętrz Art Design Studio, to mistrzyni w urządzaniu ciekawych i funkcjonalnych przestrzeni. Propagatorka rozwiązań, które umożliwiają połączenie różnych funkcji nawet w niewielkich mieszkaniach. Uważa, że każdy architekt jest w jakimś stopniu artystą.

Aleksandra Zalewska-Stankiewicz: Projektuję z pasją dla komfortu użytkowników – to Pani słowa. Jakiego komfortu we własnym domu dziś oczekujemy?

Agnieszka Lesiuk: Dla każdego z nas komfort oznacza zupełnie coś innego. Zależny jest od indywidualnych potrzeb, gustu czy chociażby poczucia estetyki. Niektórzy stawiają na rozwiązania opierające się na smart home, umożliwiające zarządzanie automatyką domową oraz urządzeniami elektrycznymi, co pozwala na obniżenie rachunków za prąd czy gaz. Dla innych takie ułatwienia nie są interesujące, ale za to większą wagę przywiązują do funkcjonalności przestrzeni
w mieszkaniu. Są też tacy klienci, dla których najistotniejsze jest zminimalizowanie miejsca, w którym może zbierać się kurz.

A. Z.-S.: Czyli wystrój naszego mieszkania wiele mówi o nas samych?

A. L.: Oczywiście, potwierdzają to także eksperci. Wybór stylu, kolorów, dodatków zdradza wiele o naszym charakterze i stylu życia. Klienci zazwyczaj doskonale wiedzą, czego oczekują, choć może nie zdają sobie z tego sprawy. Moją rolą jest rozpoznanie ich potrzeb i oczywiście dodanie pewnych propozycji od siebie.

A. Z.-S.: Na co zwraca Pani szczególną uwagę, projektując wnętrza? Jakie zasady towarzyszą Pani w pracy?

A. L.: Priorytetem jest dla mnie zagwarantowanie wygody, komfortu i bezpieczeństwa moich klientów. Każdy projekt jest indywidualnym połączeniem optymalnej funkcjonalności z designem. Chodzi o to, aby klientom żyło się w domu wygodnie, aby kochali w nim przebywać i regenerować siły po intensywnym dniu. Jako mama dwójki urwisów wiem też, jak istotną kwestią jest to, aby dzieci miały swoje miejsce do zabawy i nauki, gdzie mogą rozwijać swoje zainteresowania i pasje.

A. Z.-S.: Na jakie projekty jest tej chwili jest największe zapotrzebowanie?

A. L.: Rok 2020 był przełomowy pod wieloma względami, świat po ogłoszeniu pandemii się zatrzymał. Ciężko było wówczas przewidzieć, jak długo potrwa ta wyjątkowa sytuacja i jakie ostatecznie przyniesie efekty. Obecnie obserwuję, że inwestorzy chętniej kupują mieszkania wielopokojowe, w których cała rodzina może wygodnie funkcjonować podczas pracy w trybie home office oraz nauki zdalnej dzieci. Warto na etapie projektu budowlanego uwzględnić częstsze przebywanie w domu wszystkich użytkowników, choć wszyscy mają nadzieję, że niebawem wszystko wróci do stanu sprzed pandemii, dlatego nie zauważam zmian w obecnym projektowaniu dla deweloperów.

A. Z.-S.: Domowe biura – potrzebujemy ich coraz częściej. Jak te przestrzenie powinny być zorganizowane, aby były funkcjonalne, komfortowe?

A. L.: Dużo zależy od możliwości powierzchniowych. W komfortowej sytuacji są ci, którzy mogą dedykować któreś z pomieszczeń na potrzeby biurowe lub niewielkim nakładem przebudować mieszkanie tak, aby wygospodarować osobną przestrzeń na biuro. Jeśli takiej opcji nie ma, poszukuję innych kreatywnych rozwiązań. Niezależnie jednak od możliwości technicznych i lokalowych warto szukać takich rozwiązań, które umożliwią wyłączenie komputera i odstawienie go
w takie miejsce, aby w czasie odpoczynku nie myśleć o pracy. Tym bardziej, kiedy granice między pracą o domem są tak bardzo zatarte. Dbajmy o swój komfort.

A. Z.-S.: Często w Pani projektach można zauważyć obrazy. Pojawiają się nie tylko w strefie przeznaczonej do odpoczynku, ale też w dość nietypowych miejscach, jak jadalnia. Czyli coraz częściej decydujemy się na wprowadzenie do wystroju elementów sztuki.

A. L.: Słuszne spostrzeżenie. Uwielbiam sztukę we wnętrzach. Jej wprowadzenie to „wisienka na torcie”, która podkreśla indywidualny charakter danego pomieszczenia. Inwestorzy coraz częściej decydują się na unikalne i spersonalizowane elementy wystroju wnętrz, najczęściej są to właśnie obrazy. Stosuję je
w moich projektach, kiedy uważam, że warto w danym miejscu umiejscowić „coś” przyjemnego i pasującego do całej koncepcji wnętrza. Czasami są to również obrazy z roślin mumifikowanych, które fantastycznie uzupełniają wnętrza o brakującą zieleń, przy tym są one w zasadzie bezobsługowe i nie potrzebują szczególnej pielęgnacji.

A. Z.-S.: Na ile pandemia wpłynęła na działalność Pani biura? Mówi się o tym, że w czasie lockdownu Polacy zaczęli remontować swoje przestrzenie i oczywiście musieli wygospodarować przestrzeń do pracy w domu. Odczuwa to Pani na co dzień?

A. L.: Zdecydowanie tak. Od ponad roku świat walczy z pandemią, wprowadzane restrykcje i ograniczenia wymuszają zmianę sposobu życia, a to przekłada się na zmianę w sposobie projektowania przestrzeni mieszkalnej. Zostaliśmy zmuszeni pozostać w naszych domach, w których chcemy stworzyć komfortową przestrzeń do codziennego życia i pracy. Często zgłaszają się do mnie inwestorzy, którzy proszą o przeprojektowanie np. strefy dziennej tak, aby łączyła w sobie nie tylko możliwość odpoczynku, ale również pracy w trybie home office. Do tego trzeba wygospodarować przestrzeń dla dzieci, do nauki zdalnej. Zdarza się, że rodzice takie miejsce muszą znaleźć w swoich dotychczasowych sypialniach. Wprowadzenie takich zmiany bardzo często wiąże się z przeprowadzeniem remontu mieszkania.

A. Z.-S.: Dla kogo Pani projektuje?

A. L.: Projektuję wnętrza mieszkalne głównie dla klientów indywidualnych, inwestorów i firm. Jestem otwarta na różnego typu projekty. Podchodzę bardzo elastycznie do nowych wyzwań. Pracuję kompleksowo, współpracując ze sprawdzonymi fachowcami z każdej branży. Lubię przekazywać komplet informacji, tak aby inwestor nie był pozostawiony sam sobie na każdym etapie inwestycji. Świadomy inwestor doskonale wie, w jakim celu korzysta z usług projektanta. Nie tylko w celu znalezienia optymalnych rozwiązań, ale przede wszystkim ze względu na oszczędność czasu i często pieniędzy. Natomiast w przypadku mieszkań inwestycyjnych chodzi o szybkie i mądre podniesienie wartości mieszkania.

A. Z.-S.: Z których realizacji jest Pani najbardziej dumna?

A. L.: Wszystkim inwestycjom poświęcam wiele energii i zaangażowania. Każda z nich jest wynikiem kompleksowego procesu projektowego zgodnego
z potrzebami inwestora. Wskażę jednak inwestycję, która wprawdzie jest jeszcze w trakcie prac wykończeniowych, ale jestem z niej bardzo dumna. To projekt części dziennej w bloku, na jednym z warszawskich osiedli. Na powierzchni salonu, wynoszącej około 20m2, musiałam połączyć funkcję relaksu, spania, spożywania posiłków, garderoby oraz domowego biura. Jednak udało się wygospodarować wiele możliwości. Było to możliwe przez maksymalne zabudowanie ściany. W zabudowie stolarskiej zostało ukryte biurko i sprzęt komputerowy. Postała część zabudowy mieści w sobie pojemną garderobę oraz przestrzeń do przechowywania i ekspozycji drobnych przedmiotów. Swoje miejsce znalazły również ściana telewizyjna z wygodną sofą i dużym stołem z krzesłami.

Autorska Pracownia Projektowania Wnętrz
Art Design Studio
arch. Agnieszka Lesiuk
tel 732 936 226
www.artdesignstudio.eu
www.facebook.com/artdesingstudio

Wsparcie na wyciągnięcie ręki – Strefa Nieruchomości

Artykuł Sponsorowany

Czy warto inwestować? Jeśli tak, to dlaczego i w co? A może jednak lepiej trzymać pieniądze na koncie lub w tzw. „skarpecie”, aby były bezpieczne? Plusem oczywiście jest to, że zawsze możemy po nie sięgnąć, kiedy są potrzebne. A może chcemy, aby nasze pieniądze zarabiały, dawały nam dochód i były zabezpieczeniem na przyszłość? Jeśli tak, to idealnym rozwiązaniem jest inwestycja. Wiele osób się tego boi, ponieważ inwestowanie kojarzy się z ryzykiem stracenia swoich oszczędności. Zwłaszcza wtedy, gdy jesteśmy na początku drogi i brak nam doświadczenia oraz podstawowej wiedzy. Nie jest to jednak tak, że można zarobić albo wielkie pieniądze, albo te wielkie pieniądze stracić. Często nawet mniejszy, ale regularny dochód jest wartościowy i wart przemyślenia. Poza tym nie tylko o dochód chodzi. Inwestując, zapobiegamy dewaluacji naszego majątku spowodowanej inflacją, stajemy się właścicielami firm, które zarabiają dzięki konsumpcji społeczeństwa oraz w najlepszy możliwy sposób przechowujemy nasze oszczędności długoterminowo.

Bardzo ważne w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych jest wsparcie. Mowa tu oczywiście o wsparciu profesjonalnych doradców, którzy od wielu lat zajmują się dziedziną nieruchomości i inwestycji. Mengs jest biurem, które oferuje takie usługi kompleksowo. Zapewniamy pomoc przy wejściu we flipy w strategii 50/50, pożyczki cywilnoprawne oraz doradzamy, jak kupić mieszkanie na wynajem tak, aby jak najwięcej na nim zarobić. Mamy doświadczenie w przygotowywaniu gotowców inwestycyjnych, a dla osób, które już inwestują w nieruchomości, oferujemy remonty mieszkań z gwarancją jakości i terminowości oraz pomagamy
w rozwiązywaniu problemów prawnych. Zajmujemy się również home stagingiem, czyli przygotowujemy nieruchomości do sprzedaży lub pod wynajem. Naszym
zadaniem jest podjęcie wszystkich możliwych kroków, aby podnieść cenę nieruchomości i zainteresować nią jak najwięcej osób. W naszej ofercie znajdą się również produkty oszczędnościowo ubezpieczeniowe, których celem jest długoterminowe oszczędzanie pieniędzy. Pion doradztwa finansowego dysponuje ofertami z największych banków w Polsce. Zajmujemy się kredytami firmowymi, hipotecznymi, leasingami… czyli nasz klient ma wszystko w jednym miejscu i na wyciągnięcie ręki.

Za wszystkie te usługi odpowiada nasz niewielki, ale bardzo zgrany zespół. Nasi ludzie są pełni zapału i nowych pomysłów oraz energii, aby te pomysły wprowadzać w życie. Każdy jest inny, wyjątkowy i to właśnie ta różnorodność sprawia, że współpraca z nimi to naprawdę niezwykłe przeżycie. Stawiamy na indywidualność i wyciągamy z ludzi to, co najlepsze. Na pokładzie Mengs gotowi do działania są zatem doradcy do spraw nieruchomości, finansów oraz doradcy inwestycyjni. Stawiamy na ich ciągły rozwój, szkolenia i bardzo indywidualne podejście do klienta i jego potrzeb. Współpraca z nami ma być nie tylko czystą formalnością prowadzącą do korzyści majątkowych, ale długotrwałą relacją, opartą na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Stawiamy przede wszystkim na dobry kontakt i bezpośredniość, bez której nie będziemy w stanie w 100% zaspokoić potrzeb naszych klientów. Oprócz doradców są z nami również sourcerzy, którzy specjalizują się w wyszukiwaniu okazji inwestycyjnych w obszarze nieruchomości. Staramy się wychodzić naprzeciw obecnym trendom i potrzebom, dlatego dużo wysiłku wkładamy w prowadzenie social mediów. Jest to nie tylko sposób komunikacji czy reklamy. Chcemy stworzyć rzetelne źródło informacji dla naszych obecnych i przyszłych klientów, dlatego będzie można tam znaleźć garść branżowych artykułów, jednak napisanych bardzo prostym i przystępnym językiem. Uważamy, że inwestować może każdy. Przy dobrym wsparciu można zacząć od zaraz, a wiedza i doświadczenie przyjdzie z czasem. Jesteśmy w stanie poprowadzić każdego klienta – od osoby dopiero zaczynającej i stawiającej pierwsze kroki w sferze inwestycji i nieruchomości, po tzw. „starych wyjadaczy”, którzy w tym biznesie siedzą od lat.

Wierzymy, że możemy pomóc każdemu – być wsparciem, służyć mentoringiem oraz niewyczerpanym źródłem wiedzy. Wyróżnia nas wielokierunkowość, wielozadaniowość, niezawodność. Indywidualne podejście do klienta i kompleksowość usług to coś, czego obecny rynek potrzebuje najbardziej.

Biuro Mengs można znaleźć w samym centrum Pruszkowa przy ulicy Komorowskiej 2 lokal 7. Duża witryna widoczna jest z ulicy,
a w nowocześnie i elegancko urządzonym wnętrzu czekają nasi pracownicy, którzy chętnie odpowiedzą na wszelkie pytania. Służymy pomocą i pyszną kawą. Do wglądu mamy też czasopisma branżowe dla klientów głodnych nowości. Skorzystaj z naszych kompleksowych usług – stacjonarnie w biurze oraz przez kontakt e-mail pod adresem biuro@mengs.pl albo wiadomość prywatną w naszych social media.

Nazywam się Jan Tchórzewski i jestem współtwórcą Mengs, specjalizuję się w inwestowaniu w nieruchomości. Mimo młodego wieku, mogę pochwalić się prawie 3 letnim doświadczeniem w branży, a na co dzień zarządzam kapitałem swoim oraz inwestorów o łącznej wartości około 9 milionów złotych tak, aby zachować wysokie stopy zwrotu i jednocześnie bezpieczeństwo inwestycji.
Pewnie stawiam kroki na rynku nieruchomości i nie boję się podjąć odpowiedzialnej decyzji. Razem z moim zespołem nadzorujemy kilkanaście
flipów jednocześnie, lecz nie są mi obce również większe inwestycje jak renowacje kamienic czy adaptacja poddaszy.

Okazje inwestycyjne szukają inwestora
www.podkluczyk.pl

Doświadczeni inwestorzy w nieruchomości wiedzą, że biznes robi się w momencie zakupu. W dzisiejszych czasach ten, kto dysponuje informacją wcześniej niż inni, ma przewagę i niejednokrotnie wygrywa. Szybkie docieranie do najatrakcyjniejszych ofert sprzedaży nieruchomości i składanie ofert kupna jako pierwsi zainteresowani pomaga osiągnąć najwyższe wskaźniki zwrotu z inwestowanego kapitału. Do najlepszych potencjalnych okazji inwestycyjnych należą przede wszystkim oferty bezpośrednie, zamieszczane przez właścicieli nieruchomości. Wiele z nich wcale nie pojawia się na jednym z pięciu najpopularniejszych portali
z ogłoszeniami, tylko na pozostałych stu mniej popularnych czy lokalnych portalach. Przeszukanie ich wszystkich ręcznie każdego dnia to bardzo czasochłonne zadanie. Dla inwestorów ceniących swój czas, a jednocześnie świadomych przewagi uzyskanej z posiadania odpowiednich informacji wcześniej niż inni, powstała innowacyjna aplikacja – podkluczyk.pl, która w 2020 roku zdobyła wyróżnienie w konkursie Mam Pomysł na Startup, organizowanym przez Urząd Miasta Łodzi. Asystent inwestora w nieruchomości podkluczyk.pl pozwala na zautomatyzowanie procesu poszukiwania okazji inwestycyjnych w Internecie. Dzięki przeszukiwaniu ponad stu portali źródłowych zamieszczających oferty sprzedaży mieszkań lub domów z całej Polski, pozwala inwestorowi w jednym miejscu monitorować wybrany lokalny rynek nieruchomości. Od drugiego kwartału 2021 roku funkcjonalność podkluczyk.pl rozszerzona została o wygodne przeszukiwanie licytacji komorniczych. Agregacja i przejrzysta prezentacja ofert pasujących do zadanych kryteriów przynosi wymierne korzyści w postaci
oszczędności czasu, który byłby zmarnowany na ręczne przeszukiwanie wielu portali źródłowych. Oczywiste jest, że czas to pieniądz, chociaż nie tylko czas można zaoszczędzić dzięki aplikacji www.podkluczyk.pl.

Automatyczna klasyfikacja cen na tle lokalnego rynku, przyporządkowująca każdemu ogłoszeniu odpowiadający mu kwartyl cenowy, jest jedną z unikalnych funkcjonalności, które ułatwiają rozpoznanie okazji inwestycyjnych na podstawie ceny ofertowej. O okazyjnych ofertach pasujących do zapisanych filtrów informują powiadomienia mailowe pozwalające przeanalizować najnowsze ogłoszenia jako jedna z pierwszych osób. Już po kilku minutach od zamieszczenia
w Internecie ogłoszenia inwestor jest w stanie umówić się z właścicielem mieszkania na prezentację, a nawet składać ofertę zakupu. Dzięki wykorzystaniu technologii nowoczesny inwestor może odwrócić dotychczasowy schemat poszukiwania okazji inwestycyjnych. Z aplikacją podkluczyk.pl to nie inwestor szuka okazji inwestycyjnych – to okazyjne oferty szukają inwestora i czekają na niego w skrzynce mailowej.

Jak aktualnie wygląda rynek deweloperski w Wielkiej Brytanii? – Strefa Nieruchomości

Wywiad przeprowadziła Alicja Maria Tatomir

Poprzez duży napływ ludności, w Anglii od lat panuje deficyt mieszkaniowy. W branży deweloperskiej do momentu wybuchu pandemii panowało niejako eldorado, a deweloperzy mieli ręce pełne roboty. Statystyki pokazują, że obecna sytuacja na rynku, z powodu wybuchu pandemii, zdecydowanie odcisnęła swoje piętno na branży budowlanej. Rozmawiamy z Dawidem Dowbuszem nt. aktualnej sytuacji oraz o barierach wejścia na rynek deweloperski w UK, w bieżącym roku.

Alicja Tatomir: Zdaje się, że od roku prowadzisz sporą inwestycję deweloperską. Powiedz, proszę, jaki wpływ na przebieg prac budowlanych miały decyzje rządu brytyjskiego, który od marca 2020 r. wprowadził już trzecią krajową blokadę w UK?

Dawid Dowbusz: Tak, w 2019 r. we wrześniu podjęliśmy się budowy osiedla mieszkaniowego na zakupionym przeze mnie gruncie. Na szczęście, z nowym rokiem udało nam się szczęśliwe ukończyć inwestycję, jednak pandemia miała znaczący wpływ na przebieg całego procesu budowy i na ostateczne podsumowanie projektu. Byliśmy jednymi z niewielu deweloperów, którzy nie zaprzestali prac budowlanych podczas pierwszej krajowej blokady. Przewidując, że lockdown może ograniczyć dostęp do materiałów budowlanych, udało nam się zrobić zapasy i nie zatrzymywać budowy.

A. T.: Jakieś są różnice podczas realizacji projektu deweloperskiego pomiędzy Wielką Brytanią a Polską?

D. D.: Dużą zaletą branży deweloperskiej w Anglii jest to, że mamy zdecydowanie bardziej uproszczony system podatkowy niż ten obowiązujący w Polsce. Dla przykładu, w UK będąc spółką deweloperską, odzyskujemy cały VAT, związany z kosztem w postaci zakupionych materiałów czy zatrudnienia wykonawców,
a przy sprzedaży nieruchomości nie naliczamy VAT-u, przez co cena nieruchomości jest atrakcyjniejsza dla nabywcy. Nie znam szerzej branży deweloperskiej
w Polsce, ale z tego co zaobserwowałem to proces budowy różni się diametralnie. W Anglii, nie stawia się budynków mieszkalnych za kapitał pochodzący z wpłat rezerwacyjnych nabywców. Żeby zacząć działać na rynku deweloperskim, mamy możliwość posługiwania się własnym kapitałem, kapitałem inwestorów lub kredytem deweloperskim. Istnieje duże wsparcie ze strony rządu, który tworzy specjalne programy pomocowe dla deweloperów. Ponadto nie istnieje coś takiego jak cesja. Opłata rezerwacyjna za dom w Anglii to są naprawdę śmiesznie małe kwoty. W przypadku rezerwacji jednego z moich domków jednorodzinnych, nabywca musi zapłacić jedynie £ 500, a kwotę całościową należy zapłacić dopiero przy podpisywaniu umowy ostatecznej. Nie rozbijamy opłaty za nieruchomość na etapy. Co ciekawe, przy większych projektach deweloperskich trzeba zapłacić Community Infrastructure Levy tzw. CIL, jest to jednorazowa opłata, którą władze lokalne mogą pobierać od nowych inwestycji na swoim obszarze albo możemy przekazać im część nieruchomości, w zależności co jest dla nas bardziej opłacalne. Trzeba mieć to zawsze na uwadze przy tworzeniu biznes planu

A. T.: Czy zamierzasz podejmować się w niedalekiej przyszłości kolejnych projektów?

D. D.: Oczywiście, plany są tworzone na bieżąco. Obecnie czekam na decyzję miasta w związku z postawieniem nowego bloku mieszkalnego, który po wybudowaniu planuję skredytować i przystosować na wynajem. Sytuacja na rynku nieruchomościowym jest bardzo dynamiczna. Pomimo głębokiej recesji, ceny domów wzrosły w ciągu ostatniego roku w najszybszym tempie od 2016 r. Rząd cały czas próbuje sztucznie ożywić gospodarkę, przez co ceny nieruchomości utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. Oczekiwałem po cichu, że ceny domów mieszkaniowych spadną w drugiej połowie roku 2021 napędzane rosnącym bezrobociem i zakończeniem programów pomocowych. Natomiast brytyjski rząd po raz kolejny przedłużył dofinansowania dla osób zatrudnionych do końca września, ale to nie jedyny problem. Od kwietnia mają wystartować rządowe programy pomocowe, które umożliwią zakup pierwszej nieruchomości na cele mieszkaniowe również na rynku wtórnym, z minimalnym wkładem własnym wysokości 5%. Stopy procentowe kredytów cały czas utrzymują się na
bardzo niskim poziomie. Dodatkowo, do czerwca 2021 r. została przedłużona ulga podatkowa od zakupu nieruchomości, która pozwala nabywcom zaoszczędzić nawet do kilku tysięcy funtów. Duża ingerencja państwa ma ogromny wpływ na obecny boom na rynku nieruchomości, społeczeństwo zamiast oszczędzać wybiera się na grupowe zakupy za rządowe pieniądze. Liczba zatwierdzonych kredytów hipotecznych również jest najwyższa od ponad dziesięciu lat. Halifax, największy brytyjski pożyczkodawca hipoteczny, powiedział, że skutki gospodarcze wywołane przez pandemię odczujemy na rynku nieruchomości już w tym roku
i przewiduje on spadek cen domów o 2–5%. Jednak po obecnych zachowaniach rządu, ciężko przewidzieć jak długo będzie kontynuowana polityka wsparcia
i dodruk pieniądza. Ich skarbonka zdaje się nie mieć dna. COVID-19 nadal ma znaczący wpływ na firmy z branży budowlanej. Rząd jasno stwierdził, że prace budowlane mają być prowadzone, a place budowy powinny pozostać otwarte w całej Wielkiej Brytanii. Powstał plan łagodzenia ograniczeń, a firmy muszą postępować zgodnie z najnowszymi wytycznymi rządu dotyczącymi bezpiecznej pracy podczas pandemii koronawirusa. Problem jedynie stanowi dostęp do surowców i materiałów budowlanych.

A. T.: Czy jest coś, na co szczególnie należy zwrócić uwagę, nie mając doświadczenia podczas realizacji swojego pierwszego projektu deweloperskiego?

D. D.: Uważam, że podstawową sprawą przy projektach deweloperskich jest przeprowadzenie dokładnej analizy gruntu i lokalizacji. Jeżeli działka nie posiada pozwolenia na budowę, przed zakupem działki zawsze należy złożyć tzw. pre-planning do urzędu miasta i zobaczyć, czy lokalna władza wyrazi zgodę na zrealizowanie projektu inwestycyjnego. Jest to koszt kilkuset funtów, ale uchroni to dewelopera przed zakupem nieodpowiedniego gruntu. Po głębszej analizie
rynku doszliśmy do wniosków, że o wiele bardziej opłaca nam się zredukować projekt o jeden dom. Zamiast ośmiu domów, z tego pięciu szeregowych, zdecydowaliśmy się zredukować projekt o jedną nieruchomość, ostatecznie budując siedem domów wolnostojących. Domy wolnostojące w tej okolicy są o około
£ 40 000 droższe od domków szeregowych. Dzięki temu zarobiłem dodatkowe £ 160 000, przy okazji zmniejszając koszt materiałów o wybudowanie dodatkowego domu. Oceniając jakość gruntu, należy sprawdzić, czy nie ma na niej nadmiaru ziemi, gruzu do wywiezienia lub niebezpiecznych roślin typu Japanese Knotweed, które obniżą rentowność inwestycji z powodu dużych kosztów usunięcia problemu. Należy sprawdzić również, czy nie będzie problemu
z przyłączem mediów. Drugim ważnym aspektem, o którym wcześniej wspominałem, jest dokładna analiza lokalizacji, na podstawie danych o cenach nieruchomości w okolicy. Bezwzględnie należy sprawdzić dzielnicę na jakiej chcemy zakupić grunt. Brytyjskie miasta budowane są w sposób kastowy, istnieją lepsze i gorsze dzielnice, z tego powodu w niektórych nieprzyjaznych dzielnicach mieszkaniowych działki mogą mieć zachęcającą ofertę cenową, co niekoniecznie idzie w parze z rentownością takiej inwestycji.

Mierzyć wysoko jak Orły Nieruchomości! – Strefa Nieruchomości

Wywiad przeprowadziła Aleksandra Zalewska-Stankiewicz

Dominik Brzozak i Radosław Biegański od 12 lat skutecznie inwestują w nieruchomości. 100 zrealizowanych projektów o wartości przekraczającej 70 milionów złotych to dla nich za mało. Chcą wznieść się jeszcze wyżej, dlatego intensywnie promują swoją markę „Orły Nieruchomości” i odważnie patrzą
w przyszłość. Na razie działają w Toruniu, Trójmieście i Brodnicy, ale plan jest dalekosiężny – w 2031 roku zamierzają otworzyć budynek na morzu.

Aleksandra Zalewska-Stankiewicz: Z założenia „Orły Nieruchomości” mają latać bardzo wysoko. W duecie łatwiej osiągnąć ekstremalne efekty?

Dominik Brzozak: W życiu często szuka się wspólników latami, aż w końcu nadchodzi taki moment, że trafiamy na właściwą osobę i zaczynamy współpracować. My poznaliśmy się sześć lat temu, w Londynie, na szkoleniu z rozwoju osobistego. Po dwóch latach od pierwszego spotkania zaczęliśmy realizować wspólne projekty, które polegały na flipowaniu. Następnie przyszedł czas na kamienice i inwestycje deweloperskie.

A.Z.-S.: Nie wszyscy są stworzeni do wspólnego działania. W Waszym przypadku razem znaczy więcej. Jak podzieliliście zadania w firmie?

Radosław Biegański: Dominik zajmuje się sferą finansową i szkoleniową, natomiast ja opowiadam za stroną techniczną, projekty deweloperskie. Mam takie powiedzenie, że jeden do kwadratu znaczy jeden, ale już dwa do kwadratu to jest cztery. Kiedy działa się razem, nasze umiejętności się potęgują. Łączy nas wspólny, ambitny cel – w ciągu 10 lat zamierzamy wybudować inwestycję na morzu, o wartości 10 miliardów złotych.

A.Z.-S.: Panie Dominiku, opracował Pan unikalną metodę zakupu nieruchomości bez angażowania dużej gotówki. Na czym ona polega?

D.B.: Przez wiele lat zajmowałem się finansowaniem pojedynczych mieszkań, które sam kupowałem i sprzedawałem, często robiłem to bez udziału środków własnych. Całość remontu finansował bank i w ten sposób można było łatwo zabezpieczyć nieruchomość, wyremontować ją i sprzedać. To doświadczenie ze mną zostało. Dziś przy naszych wspólnych projektach szukamy dźwigni finansowej w postaci odroczonej płatności, niskoprocentowego kredytu czy pieniędzy zbywcy. Wieloletnia współpraca z brokerami finansowymi, zdobyta dzięki temu wiedza i doświadczenie pozwoliły mi na opracowanie unikalnych metod pozyskiwania większych kwot z instytucji bankowych.

A.Z.-S.: Swoim doświadczeniem i ekspercką wiedzą dzielicie się z innymi, pokazując inne podejście do inwestowania. Miło patrzeć, jak innym otwierają się oczy?

D.B.: Ludzie są zaskoczeni, że można w takim modelu, bez pieniędzy albo z niewielkim wkładem własnym zakupić mieszkanie, przerobić kamienicę na mikrokawalerki czy wybudować budynek. Czasem muszę kilka razy tłumaczyć, jak stworzony przeze mnie model funkcjonuje w praktyce. Niektóre mechanizmy są skomplikowane, ale potem okazuje się, że działając schematycznie i systemowo, można je powielać. Co potwierdzają również realizacje absolwentów naszych
szkoleń. Czujemy misję społeczną, mamy swoją fundację, która wspiera osoby potrzebujące, przede wszystkim niepełnosprawne. Przy naszej pomocy mogą one nabyć mieszkanie, nie mając własnego kapitału. Wykorzystujemy do tego kredyty i dotacje.

A.Z.-S.: Panie Radosławie, realizuje Pan inwestycje w systemie, któremu nadał Pan autorską nazwę – MAX FLIPY. Rozumiem, że chodzi o maksymalizację zysku z flipu?

R.B.: Wszyscy wiemy, na czym polegają tradycyjne flipy. Natomiast w max flipie bazujemy na mieszkaniu właściciela. Remontujemy je na bazie umowy przedwstępnej, z wpisem roszczenia w hipotekę mieszkania właściciela. W remont mieszkania angażujemy od 30 do 40 tys. zł i sprzedajemy z takim samym zyskiem, czyli zarabiamy sto procent z kapitału. Mamy dużo większą wydajność i jesteśmy w stanie zrealizować 3 albo 4 inwestycje jednocześnie, dzięki czemu mnożymy zysk.

A.Z.-S.: Dąży Pan do tego, by w inwestycjach stosunek zysku do ryzyka wynosił 3:1 lub był wyższy. Od początku Pan tak działał?

R.B.: Zawsze zadawałem sobie pytanie, jak przy minimalnym wkładzie realizować coraz to większe inwestycje. Szukałem nowych możliwości. Zaczęło się od
max flipów, następnie przeszedłem do inwestycji deweloperskich. Przy pierwszej zastosowałem dokładnie taki sam model jak przy max flipach, dzięki czemu przy 300 tys. zł inwestycji zwrot wyniósł 200 procent.

A.Z.-S.: Szkolicie innych, jak zarobić na mikrokawalerce. Są chętni na tak małe mieszkania?

D.B.: W Brodnicy udało nam się przerobić na mikrokawalerki cały budynek. W Trójmieście, w kamienicy o powierzchni 1100 metrów, na 18 mieszkaniach, wydzieliliśmy 50 kawalerek. Nikt w Gdańsku nie zrobił tego w tak dużej skali. Siła mikrokawalerek polega na tym, że ludzie poszukują prywatności. Są w stanie dobrze zapłacić za samodzielne, funkcjonalne, wygodne i ładnie wykończone mieszkanie, nawet jeśli ma ono mały metraż. Tym sposobem mikrokawalerki wynajmujemy w cenie podobnej do większych kawalerek. Widzimy, że te inwestycje to świetny kierunek, nawet w dobie pandemii.

A.Z.-S.: Opłaca się inwestować w mikrokawalerki także w mniejszych miastach?

D.B.: Jak najbardziej, tam również cieszą się zainteresowaniem, ponieważ są to najmniejsze samodzielne jednostki do mieszkania. Okazuje się, że zapotrzebowanie jest nie tylko w Trójmieście, także na rynku toruńskim i brodnickim. Brodnica jest świetnym przykładem. Z sukcesem można tam wynajmować mikrokawalerki nawet za 1 tys. zł, podczas gdy wynajem 50-metrowego mieszkania w tym mieście to koszt w wysokości 1 400 zł, nie licząc opłat.

A.Z.-S.: A jaki przepis „Orły nieruchomości” mają na to, aby zbudować markę solidnego dewelopera?

D.B.: Jeśli chodzi o inwestycje deweloperskie, chcemy ugruntować się lokalnie. W 30-tysięcznej Brodnicy budujemy osiedla. Ostatnio lokalna gazeta wymieniła nas jako jednego z trzech deweloperów, którzy mają wpływ na rozwój miasta. Staliśmy się marką zauważalną w regionie. Na rynku trójmiejskim trudniej zostać dostrzeżonym, jednak cały czas konsekwentnie dużo pracujemy w terenie i działamy biznesowo.

R.B.: Dziś wiemy, w jakim kierunku zmierzamy, a czego absolutnie nie chcemy robić. Odchodzimy od flipów i rewitalizacji kamienic. Skupiamy się na skalowaniu biznesu deweloperskiego i budowaniu coraz większej ilości budynków i osiedli na północy Polski. Założyliśmy sobie, że w ciągu 10 lat zrobimy coś ekstremalnie wielkiego.

A.Z.-S.: Plan już jest, bardzo unikatowy. Czym będzie się wyróżniał Wasz projekt – torpeda?

R.B.: Przyświeca nam idea, aby się wyróżnić i robić rzeczy, których nie robią inni, jednocześnie mając z tego frajdę, ponieważ życie mamy tylko jedno. W ciągu 10 lat chcemy wybudować budynek na morzu. To jest nasza misja i wizja życia. Wiemy, jak ją osiągnąć.

D.B.: Inwestycja zakończy się w roku 2031. Jeszcze nikt w Polsce nie zrobił tak nowatorskiego projektu. A poza tym, codziennie o 6:30 mówimy w mediach społecznościowych o nieruchomościach, o inwestycjach deweloperskich. Prowadzimy także szkolenia stacjonarne w Gdańsku – warsztaty deweloperskie oraz warsztaty z mikrokawalerek. Chcemy dzielić się nasza wiedzą, dając ludziom konkretną wartość, po to, by tak jak my, rozwinęli swoje skrzydła w branży nieruchomości.

Małą łyżeczką, ale cały czas – Strefa Nieruchomości

Wywiad przeprowadziła Aneta Nagler

– czyli deweloperka nie jest dla wszystkich

Najpierw wiedza, potem działanie. Stopniowe i przemyślane. To dewiza Pawła Preisnera, dewelopera z Rzeszowa, który odnosi spektakularne sukcesy. Za budowę prestiżowego wieżowca ST 55 i wprowadzenie na rynek nowatorskiej aplikacji „Moja inwestycja – budowa krok po kroku” został nagrodzony tytułem dewelopera roku 2020.

Aneta Nagler: Na rynku działasz od ponad 20 lat, na koncie masz kilka imponujących przedsięwzięć, w tym Osiedle Strażacka, Hotel Bacówka i ST Tower, spektakularny budynek zrealizowany w Rzeszowie. Mógłbyś skupić się na swoich inwestycjach, a postanowiłeś szkolić innych, prowadząc Warsztaty Deweloperskie. Dlaczego to robisz i jak udaje Ci się na wszystko znaleźć czas?

Paweł Preisner: Wiem, jak trudne bywają początki, ponieważ sam kiedyś zaczynałem. Złożoność ustaw i przepisów kodeksu postępowania administracyjnego, skomplikowane i długotrwałe procedury urzędnicze – to wszystko wymaga od początkującego dewelopera dużej wiedzy i pochłania mnóstwo czasu. Mając świadomość, jak słaby jest w Polsce poziom szkolenia w obszarze deweloperskim, postanowiłem dzielić się z innymi tym, czego sam dowiedziałem się przez lata mojej pracy. Robię to z przyjemnością, przekazywanie wiedzy bardzo mnie fascynuje. Mam świadomość, że uczestnicy moich warsztatów chcą otrzymać jak najszerszy zakres informacji, które jednocześnie będą odwoływały się do przypadków z życia wziętych. I ja im to daję, ponieważ w pracy dewelopera spotkałem się z wieloma trudnymi sytuacjami, właściwie żadne okoliczności nie są mi obce. Tak jak różni są ludzie, tak różne są nieruchomości, choćby ze względu na lokalizację, widok, sąsiedztwo, geologię czy założenia urbanistyczne danego terenu. A jeśli chodzi o czas… Mój obecny sposób działania wymaga ode mnie dobrej organizacji. Przydaje się umiejętność zarządzania i ludźmi, i projektami deweloperskimi. Moim działaniom sprzyja też umiejętny podział zadań w firmie, dzięki temu mogę funkcjonować w wielu obszarach.

A. N.: Zapytam o to, co pewnie tłumaczysz uczestnikom warsztatów – jak zostać dziś deweloperem i zarabiać na deweloperce? Jak wejść w ten proces bezpiecznie i skutecznie. Wreszcie – jak wybierać najlepszych mentorów?

P. P.: Warto zainwestować w warsztaty, ponieważ edukacja jest kluczem do odniesienia sukcesu na rynku. Tylko mając wiedzę, można działać bezpiecznie
i skutecznie. Poza tym trzeba nauczyć się sposobu myślenia dewelopera. Taki przekaz dostaje się na warsztatach. Ale w Polsce tylko trzy firmy, w tym moja, organizują dobre szkolenia. Osoby wyedukowane, bazujące na doświadczeniach szkoleniowców, zminimalizują błędy przy pierwszej inwestycji. A przestrzeń do działania na rynku nieruchomości jest bardzo duża, ponieważ w kraju wciąż brakuje 2 milionów mieszkań. Jednak proces deweloperski trzeba przeprowadzić mądrze i bezpiecznie, aby ponieść jak najmniej strat. Bo niestety nie wszystkie inwestycje są trafione.

A. N.: Czy każdy może zostać deweloperem? Istnieje takie przeświadczenie, że jest to zajęcie dostępne dla wszystkich, ponieważ nie wymaga zdobycia żadnej licencji ani pozwolenia. Wystarczy przejść proces pod opieką szkoleniowca i jest się gotowym do działania. Co o tym myślisz?

P. P.: Na pewno nie każdy może zostać deweloperem po odbyciu trzydniowego kursu. Niektóre osoby po ukończeniu moich warsztatów rezygnują z deweloperki. Spójrzmy na liczby. Na warsztaty przyjeżdża 20 osób, uczestnicy płacą za udział 5 tys. zł netto, czyli na jednym szkoleniu mogę zarobić 100 tys. zł. Właściwie tyle samo, ile na jednej szeregówce. A rocznie buduję kilkadziesiąt szeregowców i kilkaset mieszkań. Szkoleń nie robię więc dla pieniędzy, ale dlatego, aby osoby, które zaczynają działać w branży deweloperskiej, nie psuły rynku.

A. N.: A jeżeli już wchodzą w ten proces, to, żeby wchodzili ze świadomością…

P. P.: Ze świadomością ryzyka. Czuję potrzebę przestrzegania przed odpowiedzialnością, jaka ciąży na deweloperze. Jestem z wykształcenia ekonomistą, moja żona jest prawnikiem, ale zanim zajęliśmy się deweloperką, również postawiliśmy na edukację. To samo radzę innym – najpierw wiedza, a potem działanie stopniowe, krok po kroku, aby móc udźwignąć problemy finansowe, jeśli takie się pojawią. Nie warto inwestować od razu w całe osiedla czy galerie. Jest takie powiedzenie: „Małą łyżeczką, ale cały czas”. Rozwój firmy deweloperskiej tak właśnie powinien wyglądać. Jeżeli budujesz jeden dom, to za rok wybuduj dwa. Po dwóch – cztery i tak dalej. Zabawa się zaczyna przy 100. Bo jak jest 100, to chcesz 200. Pamiętaj, że rozwijasz się nie tylko biznesowo, ale też mentalnie. Uczysz się funkcjonować w nowej przestrzeni finansowej. Kiedyś dla mnie przelew na milion złotych był czymś niesamowitym. Dzisiaj milion przelewam raz w tygodniu.

A. N.: To wróćmy do Warsztatów. Sam powiedziałeś, że po szkoleniu niektórzy rezygnują z deweloperki, ale mnie interesują ci, którzy zostają. Co dają im Twoje
Warsztaty?

P. P.: Przede wszystkim uświadamiam kandydatom na deweloperów, co ich może czekać, gdy zajmą się tym zawodowo. Pokazuję im, w jaki sposób rozwiązałem trudne sprawy w zakresie prawa, ekonomii, komunikacji, negocjacji, architektury, świadomego inwestowania. Na warsztatach analizujemy projekty przyniesione przez uczestników. Tym sposobem jednemu z inwestorów udało się zaoszczędzić ponad milion złotych. Bo zrezygnowaliśmy z parkingów podziemnych,
a zawnioskowaliśmy o wykonanie parkingu naziemnego. Podczas warsztatów, na forum, zadzwoniliśmy do architekta i zapytaliśmy, w jakim celu zrobił
parking podziemny przy tej inwestycji. Powiedział, że wydawało mu się, że tak będzie fajnie. Takich sytuacji było wiele. Podczas warsztatów udostępniam też dokumenty, z których sam korzystam przy realizacji moich inwestycji. Są one opracowane przez kancelarie prawne. Dostęp do dokumentów można też kupić
w moim sklepie deweloperskim.

A. N.: Za wieżowiec ST 55 i Twoją aplikację deweloperską „Moja inwestycja – budowa krok po kroku” otrzymałeś nagrodę i tytuł dewelopera roku 2020. Jakie emocje wywołała ta wygrana?

P. P.: Faktycznie nagroda dewelopera roku dała mi ogrom satysfakcji i zadowolenia. To świetne uwieńczenie tego, co robię, ale i zobowiązanie, że kolejne projekty będą równie ciekawe i rozpoznawalne na rynku. Natomiast aplikacja jest nowatorskim rozwiązaniem, rodzajem samouczka, który ułatwia realizację inwestycji. Liczba użytkowników aplikacji – 3 tysiące – świadczy o tym, jak bardzo to narzędzie było potrzebne. Wyobraź sobie, że jedziesz samochodem i widzisz ciekawe miejsce. Zatrzymujesz auto, a aplikacja automatycznie znajduje numer działki, jej obręb i inne parametry. Aplikacja przypomina nam o różnych elementach, na które trzeba zwrócić uwagę, np. o zbiornikach retencyjnych, o zjeździe, o odpowiednio wykonanej geologii, o zabudowie sąsiedzkiej, o zapewnieniu mediów.

A. N.: Aplikacja jest na pewno narzędziem, który może ułatwić pewne procesy, ale nie wykona za nas całej pracy.

P. P.: Aplikacja daje tylko zarys, ale też umożliwia stworzenia własnej wizji osiedla czy zagospodarowania domu. Udziela też praktycznych rad, np. jeżeli postawiłeś działkę na gazociągu, to musisz złożyć wniosek o przekładkę. Wspiera nas też w procesie poszukiwania architekta i w kolejnym etapie, związanym
z samą budową. Uwierz, że nie wszyscy wiedzą, że np. okna trzeba zamówić 6 tygodni przed montażem. Każdy szczegół trzeba dokładnie zaplanować, a to wymaga czasu, pieniędzy i wiedzy. Aplikacja ułatwia nam wiele spraw, podpowiada rozwiązania.

A. N.: Czym będą się wyróżniały Warsztaty, które odbywają się w dniach 11-13 maja?

P. P.: Poszerzyłem je o nowe elementy, jak spotkanie z Wojtkiem Orzechowskim, który rozpoczął pierwsze działania deweloperskie – przykładem jest Miniakademik. Pojawi się ekspert w zakresie negocjacji – Wojtek Woźniczka. Uważam, że negocjacje w deweloperce są kluczowym elementem. Tym, na którym zarabia się najwięcej. Dotyczy to zarówno kupna działki, jak i negocjacji z generalnym wykonawcą i podwykonawcami czy dostawcami produktów. Tomek Kammel pokaże, w jaki sposób powinniśmy zwracać się do partnerów biznesowych. Forma przekazu ma znaczenie. Musi być dopasowana do odpowiedniego odbiorcy. Może spowodować zamknięcie transakcji, ale przede wszystkim doprowadzić do finalizacji inwestycji. W gronie szkoleniowców będzie też moja żona.

A. N.: Trzeba dodać, że Hotel Bacówka, w którym odbywają się warsztaty deweloperskie, to dzieło Twojej żony.

P. P.: Ja zajmuję się stroną ekonomiczną, natomiast wizualizacje to domena Asi. Kobiece oko w deweloperce jest niezwykle ważne. To kobiety podejmują 90% decyzji zakupowych. Jest taka anegdota, że para ogląda mieszkania. Obejrzała ich dziewięć, żadne z nich nie spodobało się kobiecie. Wchodzą do dziesiątego. Kobieta w końcu mówi „tak”, a mężczyzna już nawet tego mieszkania nie ogląda. Zgadza się na wszystko.

Fragment książki: „Wszystko o flipach. 200 pytań do eksperta” – Strefa Nieruchomości

Autor: Wojciech Orzechowski

Skąd wziąć pieniądze na remont?

Wartość całej inwestycji jest sumą dwóch składowych: ceny zakupu nieruchomości oraz kosztów remontu. Kiedy przeprowadzamy kalkulację inwestycji, należy dodatkowo doliczyć koszty okołozakupowe (KO) i koszty okołokredytowe (KK). Koszt zakupu i koszt remontu to jednak zdecydowanie największe wydatki
w planowanym budżecie. Jeżeli kupujesz mieszkanie za 200 tys. zł, a remont kosztował będzie 50 tys., to całkowita wartość inwestycji wynosi 250 tys. zł. W takiej sytuacji potrzebujesz 10 proc. wkładu własnego, to jest 25 tys. zł, a pozostałe 225 tys. zł otrzymujesz w formie kredytu bankowego. Nie musisz się obawiać, skąd wziąć pieniądze na inwestycję, ponieważ bank finansuje koszty remontu w postaci kredytu.

Ile orientacyjnie należy zainwestować w remont?

Wyróżniam kilka strategii przeprowadzania remontu. W ramach Warsztatów Inwestowania w Nieruchomości WIWN® uczestnicy wykonują remont generalny przy użyciu bardzo dobrych materiałów oraz z pomocą zaufanej ekipy remontowej, która zapewnia dobry standard i jakość. Na rynku nieruchomości dostrzeżesz zapewne wiele mieszkań, które są sprzedawane bez uprzedniego remontu – ewentualnie zdarza się, że są trochę odświeżone, a czasem widać, że wykonano drobny remont po najniższych kosztach. Natomiast strategia, którą my stosujemy, zakłada, że chcemy dać klientowi produkt z górnej półki, w miarę możliwości odpowiednio dopasowany do standardu budynku i do rynku, na którym klient to mieszkanie kupuje. Z drugiej strony przeszacowany remont nigdy nam się nie zwróci. Jeśli klient jest gotów zainwestować więcej w wykończenie, wtedy zdecyduje się raczej na zakup mieszkania na rynku pierwotnym, a nie wtórnym. Dlatego też, przygotowując strategię WIWN®, dość gruntownie zbadałem temat optymalnych kosztów remontowych. Koszt remontu w proponowanym przez nas standardzie wynosi około 900 zł/m2 przy założeniu, że dana nieruchomość ma 50 m2. W skład tak kalkulowanego remontu wchodzą tzw. trzy grupy kosztów.
Pierwsza z nich to koszt ekipy remontowej, który wynosi ok. 260 zł/m2. Zadbaj, by była to dobra, sprawdzona ekipa, która wykona prace sprawnie i porządnie. Następną grupę kosztów tworzą materiały niepoliczalne (czyli to, czego nie widać) – zamykają się zazwyczaj w kwocie ok. 140 zł/m2. Do kolejnej grupy kosztów zaliczamy materiały i elementy wykończeniowe (takie jak: drzwi wewnętrzne, drzwi zewnętrzne, glazura, terakota, sedes, panele, klamki, umywalka, kabina prysznicowa, wanna i inne). Jeżeli chcesz wykończyć mieszkanie na przyzwoitym poziomie, czyli wyremontować je od początku do końca (zgodnie z zasadą: „wrzucamy trzy granaty, wszystko burzymy i robimy od początku”), musisz zainwestować w granicach 900 zł/m2. Jeżeli zainwestujesz mniej, może się okazać,
że zastosowane przez Ciebie materiały, nie sprawią, że mieszkanie będzie wyglądać jak „perełka”, nie wywoła tak zwanego „efektu wow!”

Jak wybrać dobrą ekipę remontową?

Najlepiej znaleźć kogoś z polecenia. Porozmawiaj ze znajomymi. Może ktoś z Twojego otoczenia remontował ostatnio mieszkanie i może polecić Ci sprawdzoną ekipę. W ramach prowadzonych przeze mnie warsztatów wymieniamy się kontaktami do zaufanych zespołów remontowych i często zdarza się, że kiedy taka ekipa kończy pracę u jednego uczestnika warsztatów, zazwyczaj rozpoczyna od razu remont mieszkania u kolejnej osoby. Jeśli okaże się, że nikt znajomy nie może Ci polecić żadnej ekipy, będziesz musiał sam ją znaleźć i wybrać spośród innych. Najlepiej ogłosić się na którymś z portali internetowych, chociażby w serwisie oferia.pl. Zawsze też możesz udać się do najbliższego marketu budowlanego i zapoznać się z ogłoszeniami na specjalnej tablicy, gdzie ekipy remontowe często zostawiają do siebie kontakt. W trakcie moich warsztatów wyznaczam uczestnikom takie zadanie: muszą zebrać wszystkie kontakty do ekip remontowych, jakie aktualnie znajdują się na tablicy ogłoszeniowej pobliskiego marketu budowlanego, zadzwonić do nich i ustalić przez telefon, która z tych ekip byłaby gotowa wykonać remont. Dodam, że uczestnicy podają sugerowaną przeze mnie stawkę, a ona od razu odsiewa większość ekip, które z założenia pracują na innych warunkach. To sprawia, że bardzo szybko z całego grona potencjalnych wykonawców zostają najwyżej cztery ekipy remontowe potencjalnie zainteresowane Twoim zleceniem. Wtedy zadaniem uczestnika warsztatów jest rozmowa z każdą z nich. Najlepiej też zaprowadzić je do mieszkania, które zamierzasz remontować, zapoznać z zakresem prac do wykonania, potwierdzić, czy dobrze się zrozumieliście przez telefon, pokazać mieszkanie, przedstawić harmonogram
i plan prac. Jeżeli wynegocjujesz już konkretne warunki z ekipą remontową, wtedy prosisz o referencje. Najlepiej byłoby, gdyby zaprowadzili Cię do nieruchomości, którą wcześniej remontowali, abyś mógł ocenić jakość wykonanych tam prac. Wtedy też jest szansa porozmawiać z właścicielami tych nieruchomości i zapytać, czy są zadowoleni. Oczywiście istnieje ryzyko, że taka ekipa Cię oszuka i pokaże mieszkanie, w którym nie pracowała. Przed tym trudno się zabezpieczyć, ale zadanie kilku prostych pytań, dopytanie o szczegóły techniczne remontu potencjalnie wykonywanego przez daną ekipę, szybko pokaże, czy były to prace wykonane przez ludzi, z którymi właśnie rozmawiasz. Ostatecznie, nawet jeśli uda Ci się znaleźć godną zaufania ekipę remontową, której
będziesz pewien, i tak warto sprawdzać na bieżąco postęp prac i jakość wykonania poszczególnych etapów. Czujność nigdy nie zaszkodzi, a może Cię uchronić przed błędami, które znacznie wydłużą czas trwania remontu i narażą Cię na dodatkowe koszty. Zapraszam Cię do obejrzenia webinaru na temat remontu zatytułowanego 14 krytycznych momentów, w których należy przypilnować ekipę remontową. Wymieniam kluczowe etapy, na których musisz zwrócić uwagę,
w jaki sposób Twoja ekipa wykonuje remont i zweryfikować jakoś wykonywanych przez nią prac tak, abyś był w 100 proc. pewien, że remont zakończy się pomyślnie, a Twoja ekipa dobrze wykona swoje zadanie.

Co powinna zawierać umowa remontowa?

Umowa remontowa? Im krótsza, tym lepsza i tym łatwiej przekonasz ekipę remontową, aby ją podpisała. Umowa taka powinna składać się z preambuły, w której zamieszczasz dane swoje oraz dane ekipy remontowej. Taką umowę powinien podpisać właściciel firmy remontowej lub osoba, która bezpośrednio będzie wykonywać ten remont. Jeżeli podpisuje ją pracownik w imieniu pracodawcy, powinien okazać pełnomocnictwo. Pamiętaj, aby na samym początku zapytać, czy wykonawcy posiadają wykupione ubezpieczenie OC, wręcz niezbędne na czas remontu. Gdyby bowiem okazało się, że ekipa remontowa coś „sknoci”, OC chroni Cię przed odpowiedzialnością finansową. W czasie remontu dochodzi do różnego rodzaju pomyłek, czasem poważnych w swych skutkach: na przykład ekipa przeprowadzająca remont może źle zamontować kaloryfer i w nocy, podczas nieobecności Twojej i pracowników ekipy, puści zawór albo łącze i przez całą noc będzie się wylewać woda, zalewając jednocześnie mieszkanie Twoje i sąsiadów, a może nawet cały pion. Kto wtedy pokryje koszty tej szkody? Dlatego skrupulatnie określ w umowie obowiązki swoje i ekipy remontowej, ustal cenę i odwołaj się do załącznika, którym powinien być dokładny harmonogram prac. Powinien się w nim znaleźć precyzyjny wykaz prac remontowych, jakich oczekujesz, z podziałem na etapy, a także informacja, kto jest odpowiedzialny za zakup niezbędnych materiałów i jakie to będą materiały. Naprawdę warto poświęcić chwilę na opracowanie takiego harmonogramu. Dzięki temu umowa jest zwięzła
i przejrzysta, natomiast harmonogram wspaniale doprecyzowuje jej treść i porządkuje informacje o Twoich oczekiwaniach w stosunku do przyszłej ekipy remontowej. Gotowy wzór takiej umowy możesz nabyć na stronie www.skleprentiera.pl.

Jak przeprowadzić remont mieszkania, żeby uzyskać efekt „wow!”?

Remont mieszkania pod inwestycję trzeba od początku do końca dokładnie zaplanować i przemyśleć, a najlepiej, aby było ono remontowane pod okiem specjalisty – architekta lub dekoratora wnętrz. Materiały użyte do wykończenia takiego mieszkania powinny być modne, zgodne z najnowszymi trendami,
w miarę uniwersalne, a z drugiej strony powinny sprawić, że klient już na progu odczuje przyjemność i komfort oraz ciepło bijące z tego mieszkania. Jakość wykończenia powinna być utrzymana na wysokim poziomie, a standard trzeba dopasować do charakteru lokalu, biorąc pod uwagę wszystkie elementy: kolor
i wzór podłóg, kolor ścian, drzwi, elementy wykończeniowe w łazience (tak zwany biały montaż), stylistykę drzwi i elementów oświetleniowych itd. Mieszkanie
z „efektem wow!” to takie, o którym sam bez zastanowienia będziesz mógł powiedzieć: „Chciałbym tutaj zamieszkać!”. Aby to było możliwe, trzeba włożyć dużo serca w remont takiego mieszkania, dobrze przypilnować ekipę remontową, zrealizować założony plan. Pamiętaj, aby zastosować dobre, solidne, markowe materiały. Warto zatrudnić taką ekipę remontową, która będzie wiedziała, jak wykonać remont na wysokim poziomie. Jeżeli chodzi o materiały wykończeniowe, zawsze polecam użyć ceramiki marki Koło w łazience, baterii Grohe, drzwi Dre lub innych elementów znanych marek, co pozwoli odczuć kupującemu, że faktycznie ma do czynienia z wykończeniem w wysokim standardzie.

Kuszący rynek – Strefa Nieruchomości

Wywiad przeprowadziła Wioletta Odalska

Sytuacja pandemii skierowała wielu inwestorów na rynek nieruchomości premium, które w sytuacjach inwestycyjnych są jednym z bardziej pożądanych przestrzeni do lokowania pieniędzy – mówi w wywiadzie Tomasz Góra, reprezentujący łódzką spółkę Revisit Home, która realizuje innowacyjne projekty deweloperskie w ramach projektu 100Kamienic.pl. Inwestycje powstają w samym centrum Łodzi: blisko Rynku Kobro, Bramy Miasta, dworca Łódź Fabryczna czy łódzkiej opery. Co wyróżnia rynek premium oraz dlaczego warto inwestować w tych czasach w ten rynek nieruchomości? Zapraszam na rozmowę z Tomaszem Górą.

Wioletta Odalska: Panie Tomaszu, zainteresowanie rynkiem premium jest bardzo duże. Jak dziś charakteryzuje się rynek premium?

Tomasz Góra: Gdybym miał go scharakteryzować w trzech słowach, powiedziałbym: prestiż, unikalność, wartość historyczna. Kwestie oczywiste to doskonała lokalizacja – ścisłe centrum miasta, jego prestiżowa część, ale też tereny turystyczne, niepowtarzalność inwestycji. Klientami nieruchomości premium są osoby bardzo wymagające, oczekujące najwyższych standardów pod każdym względem – każdy detal ma tu zatem ogromne znaczenie. W tym przypadku chodzi jednak też o coś więcej… o pewne poczucie wyjątkowości. Podaż nieruchomości premium jest ograniczona, co w sytuacji niesłabnącego popytu sprawia, że ich ceny wciąż rosną. Jest to związane z mniejszym dostępem do gruntów, zwłaszcza w miastach, gdzie jest coraz mniej miejsca na takie inwestycje. Wszystkie te elementy sprawiają, że odbiorca końcowy czuje się w pewien sposób elitarnie. Zachęcam do zapoznania się z naszym obiektem na stronie www.100Kamienic.pl przy projekcie „Słonecznych Tarasów”, gdzie pokazujemy inspirowanie się dawną, fabryczną Łodzią. Z jednej strony nawiązujemy do założeń zabudowy wielkomiejskiej, gdzie mamy trzy strefy: zewnętrzną – uliczną, wewnętrzna – dziedziniec i ciszę, która daje współżycie mieszkańców. Bardzo cieszę się, że możemy realizować tego typu projekty, bo to jest jakaś kwintesencja takiego życia społecznego, gdzie starając się pogodzić wszelkiego rodzaju potrzeby
i oczekiwania zarówno mieszkańców, jak i tego, co niesie ze sobą niestety w ograniczeniach miejsce, czyli śródmieście – jednak udaje się realizować i budować coś wyjątkowego i prestiżowego dla łodzian.

W. O.: Jakimi zatem cechami musi się wyróżniać nieruchomość, aby można było określić ją mianem nieruchomości premium?

T. G.: Nieruchomości premium są luksusowe – to powinno być widać na pierwszy „rzut oka”. Konieczny jest wysoki standard, zarówno samych mieszkań, jak
i powierzchni wspólnych. Warto wziąć pod uwagę takie elementy jak: wysoka dbałość o akustykę, uzyskiwana poprzez montaż okien o podwyższonym standardzie „ponadnormatywnym”, elementy wzbogacające przestrzeń wspólną: np. bardzo bogato wykończone lobby, klatki schodowe i korytarze obłożone kamieniem / windy wjeżdżające do apartamentów / garaż, przeważnie z dwoma/ trzema miejscami na każdy apartament / elewacja z kamienia / prestiżowa lokalizacja / uporządkowany teren wokół / ciekawy, nietuzinkowy pomysł architektoniczny na bryłę budynku / starannie zaprojektowane ogrody na dachach / apartamenty
z większą wysokością pomieszczeń oraz z dużymi tarasami. Wszystkie nasze inwestycje deweloperskie w ramach 100Kamienic.pl są oryginalnie zaprojektowane
i przemyślane. W przypadku apartamentów: „Słoneczne Tarasy” i „Wiszące Ogrody” na uwagę zasługują przede wszystkim nowatorskie rozwiązania.

W. O.: Jakich unikatowych rozwiązań możemy się spodziewać?

T. G.: Na dachach będą utworzone ogrody, dające namiastkę natury tam, gdzie nie ma jej w tradycyjnej formie. Ponadto zainstalowane będą windy, z których od razu będzie można wejść do mieszkania. Niecodziennym rozwiązaniem będą windy dla samochodów oraz dbałość o akustykę poprzez wyciszenie mieszkań
i klatek schodowych, dzięki specjalnym technologiom minimalizującym odgłosy z zewnątrz. Na uwagę zasługuje również zastosowanie wysokiej elegancji i jakości materiałów stosowanych we wnętrzach, w których dominować będzie: kamień, stal nierdzewna, szkło i drewno egzotyczne. Ważnym udogodnieniem w przypadku „Wiszących Ogrodów” będzie efektowny hol wejściowy i monitoring. Wśród standardów opcji wykończenia będzie automatyka domowa, umożliwiająca sterowanie funkcjami lokali, tj. ogrzewanie i oświetlenie.

W. O.: Wartość rynku premium rośnie. Co sprawia, że rynek nieruchomości luksusowych stale przyciąga do siebie nowych inwestorów?

T. G.: Łatwo zauważyć, że po ostatnim roku, wartość rynku premium mimo powszechnego lockdownu i wielu restrykcji osiąga spektakularne kwoty za mkw. Popyt na mieszkania luksusowe pozostał na stabilnym poziomie, dorównującym 2019 r. Jeśli chodzi o sprzedaż to wartość rynku premium w Warszawie sięgnęła aż 779 milionów złotych (wg analizy High Level Sales & Marketing). Co ciekawe, wybuch pandemii paradoksalnie pozytywnie wpłynął na ten segment rynku. Inwestorzy zwrócili się w kierunku lokowania środków pieniężnych w rynek nieruchomości, wybierając go jako stabilniejszą formę niż instrumenty finansowe proponowane przez banki. Ponadto Polacy zarabiają coraz więcej, a zatem więcej wydają i chcą dołączyć do wyjątkowego, elitarnego grona posiadającego najnowocześniejsze i najdroższe nieruchomości w kraju i na świecie. A biorąc pod uwagę niestabilną sytuację w Polsce i za granicą, osoby z nadwyżkami finansowymi lgną do bezpiecznej przystani finansowej jaką są nieruchomość premium. Główny powód to wysoka stabilność ich cen, ma to istotne znaczenie zwłaszcza w okresach dekoniunktury. W przypadku dzielnic o charakterze premium, ich wahania są znacznie mniejsze niż w przypadku pozostałych obszarów. Luksusowe nieruchomości stanowią szczególny rodzaj inwestycji, którą można monetyzować na wiele sposobów. Przede wszystkim wynajem na krótki lub długi termin lub sprzedaż z zyskiem po pewnym czasie.

W. O.: Kto kupuje dziś w Polsce luksusowe apartamenty? Jakie są motywacje zakupowe tych osób?

T. G.: Wielu osobom wydaje się, że luksusowe nieruchomości posiadają wyłącznie celebryci znani z pierwszych stron magazynów. Od dawna jednak tak nie jest. Wśród takich klientów są osoby z różnych środowisk: właściciele małych i średnich przedsiębiorstw, osoby piastujące ważne stanowiska czy przedstawiciele wolnych zawodów. Potencjalni klienci luksusowych apartamentów szukają w życiu wygody, komfortu oraz możliwości korzystania z najnowszych technologii. Są to ludzie, dla których piękne wnętrza, duża przestrzeń i funkcjonalność mieszkania to naprawdę istotne aspekty. To osoby, które nie mają czasu, więc cenią sobie ponadprzeciętny standard, a w szczególności usługi dodatkowe, na przykład recepcję, w której kurier może zostawić przesyłkę czy salę fitness, która nie będzie zatłoczona. Przeważnie posiadają oni nadwyżkę finansową, która pozwala im na zakup takiego apartamentu i są zmotywowani do zamienienia pieniądza
papierowego na wartość materialną/fizyczną. Taki „typowy” nabywca zazwyczaj podejmuje racjonalne inwestycyjne decyzje dotyczące obrotu nieruchomościami.

W. O.: Mówiliśmy o lokalizacji, jako wiodącym elemencie rynku premium. Gdzie najczęściej umiejscowione są nieruchomości z segmentu premium?

T. G.: Najbardziej atrakcyjne lokalizacje znajdują się w centrach dużych miast. Uwagę przykuwają prestiżowe dzielnice, które oferują wszelkiego rodzaju usługi
w bliskiej okolicy, a nawet w tym samym budynku, m.in. kosmetyczkę, fryzjera, piekarnie – wszystko na wyciągnięcie ręki. To najbardziej topowe inwestycje na rynku. W segmencie premium znajdują się luksusowe apartamenty, mieszkania loftowe, rezydencje, pałace, jak również reprezentacyjne kamienice w dobrych lokalizacjach. To jednak także wakacyjne kurorty – w górach, nad morzem, na Mazurach, ale też np. na Podlasiu (takie nieruchomości są często przeznaczone
na tzw. second home). Proszę zwrócić uwagę, że nasze inwestycje w ramach projektu 100Kamienic.pl, takie jak „Słoneczne Tarasy”, „Wiszące Ogrody”, Lofty
na Wólczańskiej czy Kamienica przy łódzkiej Operze, zlokalizowane są w ścisłym centrum Łodzi.

W. O.: Czy powiedzenie, że inwestowanie w nieruchomości premium w Polsce jest bezpieczniejsze i może przynosić większe zyski jest prawdziwe?

T. G.: Polska jest jeszcze młodym rynkiem, jeżeli chodzi o nieruchomości premium, ale Polacy szukają luksusu i coraz częściej dostrzegają jego potencjał.
W naszym kraju stopa zwrotu z wynajmu tego typu obiektów daje możliwość odzyskania wniesionego wkładu po około 20 latach. Dla porównania na dojrzałym rynku w Austrii, w Wiedniu stopa zwrotu z wynajmu pozwoli odzyskać wkład po stu latach. Rynek nieruchomości luksusowych w Polsce jest mniej rozwinięty
w porównaniu do krajów Europy Zachodniej. To jednak atut oraz szansa dla inwestorów biorąc pod uwagę fakt, że to gałąź, która będzie się sukcesywnie rozwijać.

W. O.: Mówi się, że inwestowanie w luksusowe nieruchomości jest alternatywą dla lokat i aktywów kapitałowych. Czy rzeczywiście tak jest, jeśli tak, to dlaczego?

T. G.: Nieruchomości premium poprzez swoje wszystkie wyżej wymienione i opisane cechy „dają gwarancję”, iż ich zakup pozwoli odzyskać wniesiony kapitał
w zaktualizowanej sile nabywczej. Na przestrzeni ostatnich 15-20 lat nieruchomości o podwyższonym standardzie – dziś nazywane premium – wzrosły na wartości.
Klienci są zainteresowani inwestowaniem w bezpieczne aktywa, które mają dobre perspektywy na wzrost wartości. Inne formy lokowania kapitału, np. obligacje, lokaty i waluty, wypadają na tym tle o wiele mniej atrakcyjnie. Nieruchomości były, są i będą uznawane za bezpieczną przystań.

Tomasz Góra

Przedsiębiorca, inwestor, menadżer projektu, deweloper. Od 1995 prowadzi własne firmy, specjalizuje się w finansach, inwestycjach, dużych nieruchomościach. Obecnie prowadzi wraz z Wojtkiem Orzechowskim 7 dużych projektów deweloperskich w Łodzi na kwotę 250 mln zł w ramach projektu 100Kamienic.pl

Umowa najmu instytucjonalnego – Strefa Nieruchomości

Tekst: Marcin Witkowski – Radca Prawny, Kancelaria „Chudzik i Wspólnicy Radcowie Prawni” sp.p

W 2017 roku w polskim porządku prawnym pojawiła się nowa umowa najmu – najem instytucjonalny . Konstrukcyjnie umowa najmu instytucjonalnego wzorowana jest na umowie najmu okazjonalnego.

Umowę najmu instytucjonalnego od umowy najmu okazjonalnego odróżnia przede wszystkim osoba wynajmującego. Przy najmie instytucjonalnym wynajmującym może być tylko podmiot, który prowadzi działalność gospodarczą w zakresie wynajmowania lokali. W przypadku natomiast umowy najmu okazjonalnego po stronie wynajmującego może występować tylko osoba fizyczna, która nie prowadzi działalności gospodarczej w zakresie wynajmowania lokali. W obu umowach najemcą może być tylko osoba fizyczna.

Kolejna istotna różnica to długość okresu najmu. Obie umowy najmu mogą być zawarte jedynie na czas oznaczony. Umowa najmu okazjonalnego może być jednak zawarta tylko na okres nie dłuższy niż 10 lat. Choć umowa najmu instytucjonalnego także jest zawierana na czas oznaczony, nie ma w tym przypadku ograniczenia w zakresie czasu trwania najmu. Umowa ta może być zatem zawarta na 20, 30 lat, a nawet dłużej. Należy przy tym podkreślić, że do umowy najmu instytucjonalnego nie ma zastosowania art. 661 § 1 Kodeksu cywilnego przewidujący, iż najem zawarty na czas dłuższy niż dziesięć lat poczytuje się po upływie tego terminu za zawarty na czas nieoznaczony.

W obu przypadkach do umowy najmu należy załączyć oświadczenie najemcy w formie aktu notarialnego, w którym najemca poddał się egzekucji i zobowiązał się do opróżnienia i wydania lokalu używanego na podstawie umowy najmu. Jednak w przypadku najmu instytucjonalnego lokalu nie ma obowiązku wskazania przez najemcę innego lokalu, w którym będzie mógł zamieszkać w razie wykonania egzekucji obowiązku opróżnienia lokalu. Nie jest zatem także wymagane oświadczenie właściciela lokalu lub osoby posiadającej tytuł prawny do lokalu o wyrażeniu zgody na zamieszkanie najemcy i osób z nim zamieszkujących w lokalu wskazanym w ww. oświadczeniu. Dodatkowo w przypadku umowy najmu instytucjonalnego nie trzeba zgłaszać faktu zawarcia umowy najmu naczelnikowi urzędu skarbowego.


Najem instytucjonalny jest rozwiązaniem przeznaczonym dla przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą w zakresie wynajmowania lokali mieszkalnych. Niewątpliwie z punktu widzenia wynajmujących jest to rozwiązanie o wiele lepsze niż „zwykły” najem lokalu mieszkalnego. Jednocześnie w porównaniu do umowy najmu okazjonalnego umowa najmu instytucjonalnego wymaga mniejszej ilości formalności, co może być istotne zwłaszcza w przypadku wynajmowania wielu lokali mieszkalnych.

Zaczęło się od marzeń… – Strefa Nieruchomości

Tekst opublikowany jako nagroda w konkursie Polskiego Forum Nieruchomości
Tekst: Iwona Kobaka Brus

Już jako nastolatka oglądałam amerykańskie programy z cyklu „przed i po”. Magiczne metamorfozy domów rozpalały wyobraźnię i chęć podążania podobną drogą w przyszłości. Niestety wiele materiałów i rozwiązań nie było wówczas osiągalnych w Polsce.

Praca w turystyce i podróże do ponad pięćdziesięciu krajów zaowocowały mnóstwem architektonicznych i wnętrzarskich inspiracji. Fascynowało mnie codzienne życie ludzi dalekich kultur – to, jak i gdzie mieszkają. Dzięki nawiązanym relacjom udało mi się gościć w indyjskich pałacach maharadżów czy w wykutych w skałach berberyjskich domach tunezyjskiej Matmaty. Zainspirowana historią Sławka Muturiego, chciałam spełniać marzenia i tak jak on – połączyć obie pasje – podróżowanie i nieruchomości. Wiedziałam, że mogą one dać mentalną wolność i pozwolić zwiedzać świat bez obaw o finanse i urlopy.

Fascynacja home stagingiem

Jak większość kobiet – uwielbiałam zmieniać, dekorować i urządzać… Oglądanie oryginalnych wnętrz zaowocowało eklektycznym przeplataniem się ze sobą kilku stylów. Lubię nowoczesny minimalizm, ale i nieprzemijalną klasykę. W aranżacjach inwestorskich bazuję na stylu industrialnym oraz skandynawskim – ciągle popularnym wśród Polaków. Duże znaczenie przywiązuję do zapachów i zabawy światłem. Wykorzystuję drewno oraz żywe kwiaty, nastrojowe świece i kolorowe poduchy, gdyż na bardziej zuchwałe pomysły nie pozwala moda i konkretne wymagania inwestorów.

„Flippowanie i fapowanie” w jednym, czyli strategia Wojciecha Orzechowskiego i Jakuba Midela

Po zbadaniu krakowskiego rynku i nawiązaniu pierwszych deweloperskich relacji obrałam strategię „flippa i flapa”. Jej głównym założeniem jest pozyskiwanie nowych kawalerek na wynajem z możliwością wydzielania osobnych sypialni, co znacząco podnosi wartość nieruchomości. Jak się okazało, patent małych mieszkań stał się złotym środkiem na ciężkie COVID-owe czasy. Moim targetem były flipy z prawem cesji i kreowanie nowoczesnych mieszkań na wynajem długoterminowy. Dzięki starannej selekcji i urządzaniu pod klienta korporacyjnego łatwiej jest minimalizować ryzyko niewypłacalności. Bywa, że umowę najmu podpisuje sama firma, która już w kontrakcie deklaruje zapewnienie właściwego lokum.

Dlaczego rynek pierwotny?

Sporym atutem rynku pierwotnego było większe bezpieczeństwo transakcji oraz możliwość prawa cesji. Nowocześnie zaprojektowane osiedla, zadbane trawniki i pachnące świeżością przestronne części wspólne sprawiły, że rynek pierwotny stał się dla mnie oczywistym wyborem. W nowych mieszkaniach pomija się też kłopotliwy etap usuwania gruzu, pieców i starych instalacji. Nie trzeba martwić się hałasem i wywozem odpadów, który oprócz problemu z sąsiadami generuje także dodatkowe koszty. Jak to jednak bywa, wielu rzeczy nie da się przewidzieć, czego przykładem może być moja niedawna historia.

Zdążyć przed COVID-em, czyli jak w sześć dni wykończyć dwa mieszkania na wynajem?

Był mglisty marcowy dzień, gdy w radio poinformowano o pierwszych przypadkach koronawirusa w Polsce. Jedni nim straszyli, drudzy go ignorowali, a w smogowym powietrzu wisiał jakiś srogi niepokój. Z powodu zawodowych zobowiązań w Polsce mogłam zostać jeszcze tylko tydzień – musiałam więc zdążyć przed zamknięciem granic. Intuicja mówiła, by się bardzo spieszyć. Nie przypuszczałam, że już wkrótce zostanie ogłoszony lockdown, który tak bardzo zachwieje całym rynkiem krakowskiego najmu. Mieszkania trzeba było zatem skończyć i wynająć jak najszybciej.

Problemy na budowie

Fachowcy weszli, gdy mury były jeszcze troszkę mokre. Inżynier dyskutował z kierownikiem o dopuszczalnym kącie nachylenia ścian i o liście zaznaczonych poprawek z protokołu. Ten spór trwał ponoć już od dwóch tygodni. Brak obiecanego prądu, zbyt mało miejsca dla kilku robotników jednocześnie, pomylone terminy dostaw oraz za duże kabiny prysznicowe to tylko niektóre problemy, z którymi przyszło mi się zmierzyć na początku. Nie było się co załamywać – trzeba było działać. Na pierwszy ogień miały pójść łazienki – równolegle z nimi malowanie, a potem montaż drzwi i podłóg. Na końcu miały wjechać kuchnie, balkony zaś czekały na przychylność aury.

Szczęście sprzyjało do czasu…

Wilgotne mury schły niestety dosyć wolno. Pan Czesiu – emerytowany malarz – zgodził się opóźnić malowanie. Zapytał, czy mogą z synem pracować nocami ze względu na dokuczającą mu bezsenność. Było to wręcz idealne – nie musieli sobie wchodzić w drogę z innymi fachowcami. Włączono też kaloryfery, a życzliwy pan Tadzio udostępnił pochłaniacze wilgoci, które pracowały wtedy na okrągło. W moim sercu w końcu pojawiła się nadzieja. Terminy dostaw były ustalone etapowo i co kilka godzin podjeżdżały auta z nowymi dostawami. Gdy w jednej łazience schła folia hydroizolacyjna, w drugiej były już kładzione płytki. Glazurnicy pracowali po 12 godzin – z gorączką oraz z objawami astmy. Zaraz po ich wyjściu – wchodzili malarze, rozpoczynając swoją nocną zmianę.

Jedenastu robotników pięciu narodowości równocześnie

Praca szła dość gładko do czasu, gdy montażysta kuchni stwierdził, że obie przywiezione lodówki są niestety za wysokie. Po ustaleniu innych modeli i nowej dostawy okazało się, że i te nie mieściły się pod blatem. Gdy wreszcie dojechały te właściwe, w mieszkaniach było sześć lodówek, a za chwilę miały przyjechać jeszcze łóżka i kolejne meble. Na ich skręcanie miejsca nie było już wcale. Wkrótce nadjechali montażyści i z wkrętarkami w rękach rozejrzeli się po zagraconych pomieszczeniach. Gdy już byłam bliska załamania, pojawił się sąsiad, który właśnie odebrał klucze od dużego, czteropokojowego mieszkania. Poprosiłam o udostępnienie jego czterech kątów do skręcania mebli. I tak w trzech mieszkaniach pracowało jedenastu robotników pięciu narodowości równocześnie.

Sztuka negocjacji, czyli przez kawę i pączki do końca remontu

Jedenastu wspaniałym szło nawet całkiem dobrze… do wybuchu pierwszego konfliktu. Nie znając ukraińskiego – kompletnie nie wiedziałam, o co chodzi. Presja czasu i duże zmęczenie robiły swoje. Ktoś próbował rozładować atmosferę kawałami, z których nikt się nie śmiał. Chcąc ratować sytuację, zaparzyłam mocną kawę i przyniosłam pączki. Podkreślając swą dozgonną wdzięczność, prosiłam, by wytrzymali ostatnie godziny tej mordęgi.

Szczęśliwy finał i międzynarodowa integracja na budowie

Nie mogąc uwierzyć, że chyba się udało – zamówiłam cztery wielkie pizze, a jeden z panów wyciągnął nawet wódeczkę… Wkrótce dołączył też przyszły najemca, który – jeśli wierzyć jego spontanicznym potrunkowym deklaracjom – także postanowił kupić mieszkanie… na szczęście pod Wrocławiem.

Iwona Kobaka Brus Inwestorka, fiperka, sourcerka, miłośniczka home stagingu… Specjalizuje się w małych deweloperskich mieszkaniach na wynajem dla klientów korporacyjnych i młodej kadry managerskiej. Zakochana w podróżach i w nieruchomościach. Krakowianka. Lubi bywać w pięknych miejscach, poznawać ciekawych ludzi oraz tworzyć wartościowe relacje.