Odważna dama nie będzie płakać sama

Redakcja: Aleksandra Zalewska-Stankiewicz
Rozmawiała: Aneta Nagler

Natalia Jaworska, urodzona w Ukrainie, ponad trzy lata temu rozpoczęła życie w Polsce. Jej siła charakteru i determinacja doprowadziły ją do tego, że w pandemii otworzyła firmę wykończeniowo-remontową. Kiedy w ubiegłym roku odbierała nagrodę Businesswoman Awards, powiedziała: „To dopiero początek, wszystkie trudne rzeczy już za nami, a fajny czas dopiero się zaczyna”. Ale potem przyszła wojna. Natalia znów przeorganizowała swoje życie, aby pomagać swoim rodakom, o czym opowiedziała Anecie Nagler.

Aneta Nagler: Zajmujesz się ciężkim kawałkiem chleba w nieruchomościach, bo zarządzasz ekipami budowlanymi i remontowymi. Jak do tego doszło? I jak wygląda takie zarządzanie z perspektywy kobiety?

Natalia Jaworska: Kiedy 3,5 roku temu przyjechałam do Polski, zaczynałam od sprzątania. Pracowałam w hotelach, byłam również zatrudniana do czyszczenia mieszkań po remontach. I gdy tak chodzi- łam od lokalu do lokalu, to zrozumiałam, że metamorfozy mieszkań są niezwykle inspirujące. Pozwalają stworzyć zupełnie nowe miejsce, inaczej wyglądające, mające inny kolor, światło, ustawienia. Zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy i ja mogłabym zająć się tą dziedziną biznesowo. Zwłaszcza że jestem obdarzona zmysłem artystycznym. Miałam też dostęp do ekip remontowych. Poza tym stwierdziłam, że z zarządzeniem poradzę sobie lepiej niż mężczyzna. Chodzi o sposób patrzenia na pewne sprawy. Na przykład dla mężczyzny ważny jest wymiar sza+i, ale nie zastanawia się nad kwestiami wizualnymi – jak ona będzie wyglądała względem całości, czy będzie się dobrze komponować z innymi meblami. A ja na to patrzę inaczej.

A.N.: I założyłaś własną firmę wykończeniowo-remontową. Ilu miałaś pracowników?

N.J.: Firmę założyłam w kwietniu ubiegłego roku. Podjęłam współpracę z kilkoma osobami z Ukrainy. Na początku największą trudność sprawiała mi terminologia budowlana. Po rosyjsku albo po ukraińsku mogłam wytłumaczyć, czego potrzebujemy, czym się zajmujemy, ale trudniej było to zrobić w języku polskim.

A.N.: Jak dziś wygląda Twoja działalność?

N.J.: Obsługuję zarówno inwestorów, którzy chcą kupić mieszkanie pod flipa, jak i wspólnoty oraz spółdzielnie. Prowadzimy remonty klatek schodowych, wjazdów do garażu. Wciąż szukam dla nas kolejnych zleceń, dlatego biorę udział w przetargach w spółdzielniach mieszkaniowych. Lubię to uczucie, kiedy członkowie wspólnot mieszkaniowych doceniają nasze starania, chwalą np. kolor płytek. To dla mnie ważne, że nasza praca jest pożyteczna i daje ludziom radość. Moi inwestorzy są zarówno z Polski, jak i z Ukrainy.

A.N.: A na jakie trudności najczęściej natrafiasz w swojej pracy?

N.J.: Denerwuję się, gdy mimo starań i włożonego wysiłku ludzie nie doceniają naszej pracy. Podam przykład. Często na klatkach schodowych pracownicy ustawiają rusztowania i w pewnym momencie wychodzą po materiały. Wtedy zdarza się, że ktoś z lokatorów przenosi rusztowanie czy drabinę na inną ścianę. Wówczas ekipa musi wszystko ustawić raz jeszcze. To nie są jednostkowe przypadki, czasem ta sama sytuacja powtarza się kilka razy, jakby ktoś utrudniał pracę specjalnie.

A.N.: Pandemia nie zatrzymała rynku nieruchomości. Zauważyłaś istotne zmiany z perspektywy swojej działalności?

N.J.: Mieliśmy dużo więcej zamówień na remonty, ponieważ ludzie kupowali mieszkania od deweloperów. Było to spowodowane tym, że Ukraińcy brali kredyty hipoteczne i osiedlali się w Polsce. Sądzę, że ze względu na obecną sytuację takich zleceń będzie więcej. Bardzo lubię zlecenia na rynku pierwotnym. Możemy wtedy przewidzieć efekt końcowy, jasno ustalić zasady współpracy ze zleceniodawcami. Na rynku wtórnym czasem zdarzają się przykre niespodzianki. Bywa, że trzeba zlikwidować stare rury czy piony.

A.N.: Zaczynałaś w pandemii. Nie bałaś się, że może być ciężko?

N.J.: Wystartowałam, bo na sto procent wiedziałam, że mi się powiedzie. Taki mam charakter. Nigdy się nie poddaję. A jeśli zdarzają się trudności, wówczas pracuję jeszcze więcej. Nie boję się trudnych zleceń. Podjęłam się pracy w spółdzielni mieszkaniowej w zakresie oczyszczania klatek schodowych. Reakcje ludzi były niesamowite. Dziękowali za to, że po 30 latach w końcu ktoś posprzątał ich klatkę schodową. Kiedy pracowałam w tych blokach, poznałam wiele osób, z którymi do dziś utrzymuję kontakty. Proponowałam im wykonanie drobnych remontów, przeróbek. A potem zaczęły się pierwsze flipy.

A.N.: W zeszłym roku otrzymałaś nagrodę Businesswoman Awards 2021. Czy ma ona dla Ciebie specjalne znaczenie, czy po prostu sprawia Ci radość, że spełniasz się jako kobieta sukcesu?

N.J.: Ta nagroda jest potwierdzeniem, że wybrałam właściwą drogę. Cieszę się, że inni to dostrzegają i doceniają. Po otrzymaniu statuetki odebrałam mnóstwo telefonów z gratulacjami. Pojawiały się takie głosy, że gdyby mnie nagrodzili Ukraińcy, to byłoby to miłe, a jednak zwyczajne. Ale mnie odznaczyli Polacy, co jest ogromnym sukcesem. Bardzo się z tego cieszę.

A.N.: Dla mnie jesteś silną, zaradną kobietą, z pięknym sercem. Pomagasz swoim rodakom. Działasz bardzo aktywnie, wspierasz swoją ojczyznę. Organizujesz busy, które przewożą ludzi. Powiedz, jak można do ciebie dołączyć.

N.J.: Wszelkie aktualne informacje na ten temat publikuję na Facebooku. Piszę tam, co jest najbardziej potrzebne.

A.N.: A czy według Ciebie Polacy zdają test na solidarność dla Ukrainy?

N.J.: Tak, ja nigdy nie spotkałam nieżyczliwych Polaków. W żadnej swojej pracy nie miałam do czynienia ze złymi ludźmi. Ludzie z Ukrainy, którzy przyjeżdżają do Polski, nie kryją wzruszenia. Kiedy czują ciepło płynące od Polaków, nie mogą powstrzymać łez. To jest dla mnie niesamowite, że ludzie z Polski potrafią tak bezinteresownie pomagać. Zresztą ja też tak działam. Udzielam pomocy każdemu, kto się do mnie zgłosi. Staram się łączyć ludzi. Na przykład Agnieszka z Krakowa postanowiła udostępnić swoje 3-pokojowe mieszkanie ukraińskiej rodzinie. Potrzebowałam 2 dni, aby znaleźć odpowiednie osoby. Ostatecznie zamieszkały tam 3 kobiety i 4 dzieci. Mój syn mieszka w Krakowie i obiecał, że będzie im pomagał w organizacji codziennego życia.

A.N.: A co sądzisz o dezinformacji ze strony rosyjskich mediów?

N.J.: Mamy w Rosji rodzinę – siostrę, brata, wujka. I ci ludzie, którzy mieszkają w Rosji, w ogóle nie rozumieją, co się u nas dzieje. U nich jest inna cywilizacja, a media podają kłamliwe informacje. Z ust mojej rosyjskiej rodziny słyszę: „To wszystko jest nieprawda. Wasi wojskowi przebierają się za naszych żołnierzy”. Tymczasem Rosjanie teraz przyjeżdżają samochodami do Ukrainy, wywieszają białe flagi, oznaczające, że nie będą strzelać do ludzi. Więc nasi Ukraińcy ich przyjmują, a oni strzelają.

A.N.: Na samym początku zorganizowałaś współpracę z merem, czyli z prezydentem swojej miejscowości, odbierałaś mieszkańców i przewoziłaś ich do Polski.

N.J.: Tak. Na początku było 16 osób. Potem 32, następnie dwa razy po 50. A potem 100 i coraz więcej. Teraz 250 osób. Samochody oraz busy wciąż kursowały i zabierały kolejne osoby.

A.N.: Gdzie te osoby rozlokowałaś?

N.J.: Na przykład na granicy. Tam jest dużo ośrodków, które pomagają. Prężnie działają też wolontariusze, rozwożą ludzi po całej Polsce. Bardzo pomógł mi Jarosław Figat – dyrektor hotelu Ibis Warszawa Ostrobramska, w którym udało się ulokować mamy z dziećmi.

A.N.: Była też pomoc pojedynczych osób.

N.J.: Tak. Tatiana Pałucka przyjęła dziewczynę z dwójką malutkich dzieci. Brat jej męża odebrał 17-letniego chłopaka, który nie ma nikogo oprócz mamy, a jego mama – lekarka – przebywa w Ukrainie. No i wyobraź sobie: chłopak (17 lat), który płacze, tęskni, nie rozumie języka polskiego. W pierwszych dobach pomagałyśmy mu we trzy – ja, Tania i ta koleżanka. Wszyscy go uspokajali. Ale bardzo trudno było mu opanować silne emocje.

Na początku wojny odbierałam ludzi z granicy i zostawiałam ich w punktach pomocy społecznej. Taki punkt funkcjonował na przykład w Akademii Koźmińskiego. Teraz takich miejsc jest o wiele więcej – są dworce, arena, Torwar. Wzrosła też liczba osób udzielających pomocy.

A.N.: Organizujesz przewożenie i zakwaterowanie. Czy uruchamiasz jeszcze jakieś inne wsparcie?

N.J.: Działam mocno dla ludzi z mojego rodzinnego miasta – umawiam ich przyjazd na konkretny dzień. Tam wszyscy się organizują i przyjeżdżają na granicę, a ja o wyznaczonej godzinie jadę z kierowcą, odbieram dzieci i całe rodziny. Staram się też przekazywać mieszkańcom Ukrainy, jak wygląda sytuacja w Polsce. Przesyłam im zdjęcia i wiadomości, w których tłumaczę, co się u nas dzieje. Chodzi o to, aby nie bali się tutaj przyjeżdżać. Poza tym, jeśli na granicy wolontariusze proponują uchodźcom autobus do Francji czy Szwecji lub innych krajów, to proszę, aby Ukraińcy również do nich wsiadali. Trzeba jechać tam, gdzie od razu jest miejsce do życia, niekoniecznie do Warszawy, Opola czy Gdańska. Spośród 250 osób, które przyjechały za moim pośrednictwem, tylko 5 mogło sobie pozwolić na wynajęcie hotelu. Bo ludzie naprawdę przechodzili przez granicę bez paszportów, bez aktów urodzenia. Gdy pojawiała się szansa na wyjazd z Ukrainy, zabierali dzieci, ewentualnie rzeczy, które mieli pod ręką, i wyjeżdżali. Dopiero w autobusie uświadamiali sobie, że nie mają ani dokumentów, ani środków do życia. To jest bardzo trudne. Staram się jednak pomagać moim rodakom, jak mogę. I dziękuję Polakom za ich otwarte serca i pomoc dla Ukrainy.

Piłka w grze – Z Wojciechem Orzechowskim rozmawiała Aneta Nagler – Strefa Nieruchomosci

Rozmawiała Aneta Nagler

Dziś nastały czasy spowolnienia i walki o klienta. Ale – jak mówi Wojciech Orzechowski – trzeba cierpliwie czekać, negocjować i obserwować rynek, aby pozyskać okazje na rynku. W 2021 podjął wyzwanie zrealizowania 25 flipów. A w 2022 pobił swój challenge i osiągnął ich 100. A to wszystko – jak twierdzi – jest możliwe, gdy człowiek kieruje się cierpliwością i chłodną kalkulacją, która pozwala mu obrać właściwy kierunek. Zapraszam na wywiad z Wojciechem Orzechowskim, inwestorem, fliperem, deweloperem, który w czasach kryzysu widzi szansę dla siebie.

Aneta Nagler: Jak w czasach stagnacji na rynku mieszkaniowym radzisz sobie jako fliper?

Wojciech Orzechowski: Muszę przyznać, że dziś są trudne czasy. Nieruchomości sprzedają się powoli. Natomiast obserwując rynek, sytuację geopolityczną, nie nastawiam się na to, że będzie jakaś korekta cen nieruchomości. Wręcz uważam, że ceny nieruchomości będą rosły, tylko że będą sprzedawały się dłużej. W związku z tym potrzeba dużo cierpliwości i opanowania. Należy zwrócić uwagę na pewne kwestie. Przede wszystkim istotne jest to, skąd masz kapitał. Bo jeżeli z finansowania bankowego, to musisz mieć odpowiednio przeprowadzone kalkulacje na wypadek, gdyby nieruchomość sprzedawała się nawet rok. A jeżeli realizujesz finansowanie z inwestorami, to musisz pamiętać o zapisach w umowach o tym, że inwestorzy będą cierpliwie czekać na finalizację transakcji. Jeżeli zaś nieruchomość jest sfinansowana z twoich środków, to sam musisz się uzbroić w cierpliwość i grać zgodnie z tym, jakie warunki dyktuje rynek.

A.N.: W mediach dużo jest informacji na temat tego, że czasy są trudne dla osób, które sprzedają swoje nieruchomości lub chcą kupić mieszkanie dla siebie. A jak u Ciebie wygląda sprzedaż flipów?

W.O.: Na 18 wystawionych mieszkań co 2 tygodnie dochodzi do transakcji, ale zobaczymy, jak będzie w przyszłości. Ja w sprzedaży flipów stosuję wszelkiego rodzaju możliwości promocji i docierania do klientów. Staram się z ogłoszeń wybrać tych najbardziej rokujących klientów. Ale jednocześnie współpracuję z agencjami, które są otwarte na to, aby swoimi kanałami promować mieszkania i brać wynagrodzenie za skuteczną sprzedaż. Czasy są trudne dla tych, którzy chcą sprzedać i muszą czekać na odpowiedniego klienta.

A.N.: Czyli Twoją podstawową zasadą jest dobra obsługa, wysłuchanie potrzeb klienta i cierpliwa sprzedaż nieruchomości?

W.O.: Tak, ale w tym czekaniu liczy się umiejętne przypominanie się, pytanie, na jakim etapie jesteśmy, żeby zakończyć sprzedaż. Należy zapytać klienta: „Co można jeszcze zrobić, żeby nieruchomość spełniała oczekiwania?”. Staram się tworzyć ładne nieruchomości, żeby wygrywały jakością, projektem, home stagingiem, jakością zdjęć, dobrą obsługą. Wszystko, co jest możliwe, to podnoszenie jakości, po to, żeby mieć przewagę konkurencyjną. Dzisiaj umiejętność negocjacji i sprzedaży jest bardzo ważna i decyduje o tym, czy szybko zrealizujemy transakcję. Jeżeli nie czujesz się dobrym sprzedawcą, to trzeba przejść z tego odpowiednie szkolenia, żeby zdobyć klientów.

A.N.: Czy wg Ciebie dziś liczy się chłodna kalkulacja, a decyzje trzeba podejmować bez emocji?

W.O.: Nie wiem, czy chłodna kalkulacja. Ja jestem zakochany w nieruchomościach. I decyzje podejmuję na podstawie wyliczeń. Ale tak, liczy się twarda kalkulacja i to, co wynika z Excela. Jeżeli wiem, po jakich cenach dzisiaj nieruchomości szybko się sprzedają, to po odjęciu wszystkich kosztów i uwzględnieniu zysku, mam wynik, w jakiej cenie powinienem kupować nieruchomości, i to determinuje mój ewentualny zakup. Więc czekam na odpowiednie nieruchomości, poszukuję ich, negocjuję, twardo obstaję przy tej matematyce, uwzględniam lokalizację, cechy nieruchomości, aspekty prawne. I kupuję wtedy, gdy wszędzie świeci się zielona lampka.

AN: W 2022 roku zrealizowałeś swój challenge w zakresie liczby flipów. Sam siebie zaskoczyłeś. Opowiedz, jak udało się to wyzwanie.

W.O.: Mamy mocne spowolnienie, więc w ostatnich 10 miesiącach sprzedałem 15 nieruchomości z łącznym zyskiem 1,2 mln zł. Dlatego uważam, że jest to sukces. Mam wystawionych 18 nieruchomości na sprzedaż, a 22 nieruchomości jeszcze realizuję. Kolejnych ponad 40 mieszkań mam zarezerwowanych na nowy rok do odbioru. Więc gdyby tak patrzeć, to zbliżam się do setki realizowanych flipów. Oczywiście ja działam zgodnie z zasadą: celuj w gwiazdy, wylądujesz na Księżycu. Prawie 100 transakcji podjętych, rozpoczętych, być może część z nich będzie finalizowana w 2023 roku – to mimo wszystko wynik rewelacyjny. To jest tylko kwestia odroczenia sprzedaży i zysku. Trzeba po prostu uzbroić się w cierpliwość, a klient w końcu się pojawi. Najważniejsze, że piłka jest w grze i te nieruchomości są, a na wynik będzie trzeba poczekać.

A.N.: Jeszcze do niedawna mieliśmy rynek sprzedającego, teraz to kupujący dyktuje warunki. Jak to wygląda na Twoich inwestycjach?

W.O.: Dziś kupujący przychodzi i oczekuje dobrych nieruchomości, w dobrej cenie, dobrej lokalizacji, spodziewa się pięknie wyremontowanych wnętrz. I uważam, że my spełniamy te warunki. Oczywiście piękno czy satysfakcja są to pojęcia względne, bo dla niektórych będzie istotna jakość wykończenia, dla kogoś będzie się liczyła estetyka wewnątrz, a dla innych kluczowa będzie lokalizacja. Każdy klient podchodzi do zakupu subiektywnie. A ja staram się spełniać oczekiwania i potrzeby nabywców.

A.N.: I jeżeli te wszystkie subiektywne czynniki się połączą, to wtedy klient przychodzi i mówi: „Wow, biorę”.

W.O.: Tak. Ostatnio w Poznaniu sprzedaliśmy takie mieszkanie, które zostało wystawione na początku grudnia, a teraz mam już efekt w postaci klienta i podpisania umowy przedwstępnej. Zatem sprzedaż trwała około 2 tygodni – i jest to wielki sukces. Ale mam też mieszkanie, które sprzedaje się 10 miesięcy, mimo że jest naprawdę ładne i duże. Najważniejszy w tej inwestycji jest zysk, który poprzez wzrost wartości nieruchomości szacowany jest na 160 tys. Mam w tym wypadku bardzo duże pole do popisu, bo mogę obniżyć cenę mieszkania o 50 tys. i cały czas zarabiam. Klient może dyktować warunki co do samej nieruchomości. Natomiast jestem jako inwestor mocno otwarty i cieszę się, jeżeli spełniam wymagania klienta, a jednocześnie mogę dobrze zarobić na tej inwestycji.

AN: Powiedziałeś na ostatnim spotkaniu regionalnym WIWN® w Łodzi, że w 2020 i 2021 żałowałeś że kupiłeś za mało nieruchomości. Czy w 2022 nasyciłeś swój portfel flipera?

W.O.: Rozpocząłem lub sfinalizowałem łącznie prawie 100 transakcji. Ta liczba 100 jest taka symboliczna. Jest to liczba, którą spokojnie jeden fliper z dobrym zespołem może osiągnąć, a jednocześnie cieszyć się potencjalnymi zyskami w zakresie od 3 mln do 5 mln zł. To jest kwestia tylko samych perełek, które się przejmie. Na niektórych zarabiam 30 tys., a na innych 160 tys. Gdyby dzisiaj okazało się, że mogę przejąć 300 mieszkań w dobrej lokalizacji i w dobrej cenie, wyremontować je i sprzedać, to z pewnością bym to zrobił. Bo to jest potencjał, który możemy wykorzystać.

A.N.: Czy dziś, kiedy odpłynął klient kredytowy, jest dobry czas na fliperskie inwestycje w nieruchomości?

W.O.: Klient odpłynął, ale i przypłynie z powrotem. Czekam na obniżkę stóp procentowych i otwarcie się rynku kredytowego. Dziś wszyscy oczekujemy pęknięcia bańki popytowej, która teraz rośnie. Masa młodych ludzi chce poprawić swój status życia, kupić lepsze mieszkanie, większe, w innej lokalizacji. Nie ma takiej możliwości, jaka była przez ostatnie pięć lat. Stopy procentowe są wysokie i dziś są trudności w otrzymaniu kredytu, bo nie wszyscy te warunki spełniają. Ale niebawem się to zmieni, gdyż tak wyglądają cykle koniunkturalne.

A.N.: Wierzysz w to, że na początku roku sytuacja zacznie ulegać zmianie?

W.O.: Sądzę, że od marca sytuacja się poprawi, bo to już będzie czas, kiedy partia rządząca będzie musiała wykazać się ratowaniem gospodarkii będzie chciała pokazać wyborcom, że inflacja spada, że można obniżać stopy procentowe. A gdyby do tego doszła jeszcze finalizacja wojny w Ukrainie, to mamy sytuację, w której naprawdę mocno ten rynek mieszkaniowy będzie się napędzał. I odsyłam do „Strefy Nieruchomości®” nr 17, gdzie publikowałem 19 powodów, dla których rynek nieruchomości przetrwa i obroni się cenowo. I te wszystkie aspekty pokazują, że ceny nieruchomości będą wzrastać.

A.N.: Jesteś nie tylko fliperem i deweloperem, ale również autorem unikatowego szkolenia uczącego flipowania na rynku. Czy trudne czasy to dobry moment do pozyskiwania wiedzy na Warsztatach Inwestowania w Nieruchomości®?

W.O.: Właśnie dzisiaj, kiedy biorę udział w tym wywiadzie, przeprowadziłem szkolenie z flipowania, tzw. „Mentoring roczny”, i to, co podkreśliłem na warsztatach, to to, że ci, którzy przyjechali, trafili na najlepszy czas na naukę. Dlatego że dzisiaj się uczą, a kupować będą, kiedy na rynek wypłynie sporo nieruchomości w dobrej cenie. A prawdopodobieństwo pojawienia się perełek będzie bardzo duże.

A.N.: Jak widzisz 2023 rok dla rynku fliperskiego?

W.O.: Ci, którzy nie sprzedali mieszkań w 2022 roku, sprzedadzą w roku 2023. Można liczyć na podwyżki cen, można liczyć na zwiększenie konkurencyjności, na zmniejszenie podaży, na to, że ten popyt jest, na to, że ceny nieruchomości będą rosły. Życzę dużo optymizmu, życzę powodzenia i wykorzystania tych szans, które się dla nas pojawiają.

Przyjmij wyzwanie: „challenge 20”
Zrób 20 flipów w rok i zarób 600 tys zł:
www.wiwn.pl/20

Zrób pierwszego flipa pod moim okiem:
www.skleprentiera.pl/warsztaty

Wojciech Orzechowski – przedsiębiorca, inwestor, deweloper, mentor. Twórca Warsztatów Inwestowania w Nieruchomości – WIWN.PL®. Wydawca czasopisma „Strefa Nieruchomości®”. Autor książek Zarabiaj na nieruchomościach, Wszystko o FLIPACH – 200 Pytań do Eksperta oraz bloga zarabiajnanieruchomosciach.pl.

Nie powielamy schematów – Strefa Nieruchomości

Rozmawiała: Aleksandra Zalewska-Stankiewicz

– Na rynku nieruchomości nie ma sytuacji bez wyjścia, dlatego nie można się poddawać. Jesteśmy w stanie pomóc każdemu, kto ma sprecyzowany cel i jest nastawiony na działanie – mówi Agata Jaślarz, ekspertka w doradztwie kredytowym i specjalistka do spraw zarządzania nieruchomościami. Od 10 lat mieszka w Wielkiej Brytanii. Jako doświadczona inwestorka w praktyce sprawdziła zastosowanie wielu dźwigni finansowych. Wspólnie z Eweliną Janowską założyła firmę AJ Empire, która specjalizuje się w kredytach deweloperskich i krótkoterminowych.

A.Z.-S.: W jaki sposób odkryłyście swoje zamiłowanie do nieruchomości?

Agata: Wpływ na wybór mojej drogi zawodowej miała pewna sytuacja z dzieciństwa. Moi rodzice postanowili powiększyć nasze 3-pokojowe mieszkanie w bloku, kupując sąsiedni lokal. Jednak ze względu na niespodziewane okoliczności, nie sprzedali tego mieszkania, lecz je wynajęli. Do dziś pamiętam widok mojej mamy stojącej ze stosem banknotów. To był czynsz za pół roku z góry. Już wtedy pomyślałam, że praca w nieruchomościach może być nie tylko ciekawa, ale i opłacalna. I rzeczywiście po latach udało mi się zrealizować ten plan. W Anglii zaczęłam pracować jako agentka specjalizująca się w wynajmie nieruchomości. Obserwowałam, jak zarabiają inni, ale też jakie błędy popełniają. W pewnym momencie uznałam, że warto poszerzyć wiedzę, aby móc zarabiać więcej. Dlatego postanowiłam dokładnie poznać brytyjski system kredytowy, który w perspektywie stanie się moją dźwignią finansową do pozyskiwania nieruchomości. I tak zostałam doradcą.

Ewelina: Mnie zainspirował emitowany w Wielkiej Brytanii program „Homes under the hammer”. Zobaczyłam w nim, w jaki sposób inwestują i zarabiają inni. Byłam pod wielkim wrażeniem sposobu działania inwestorów. Na aukcjach kupowali nieruchomości na sprzedaż lub pod wynajem. Wcześniej wydawało mi się, że właścicielem domu może zostać wyłącznie osoba, która ma dużo gotówki. Sądziłam, że możliwości finansowania kończą się na kredycie hipotecznym. Program telewizyjny pokazał mi, że są inne sposoby. Później zapisałam się na szkolenie do Agaty, od której otrzymam sporą dawkę fachowej wiedzy.

A.Z.-S.: Kim są Wasi klienci?

Ewelina: Jesteśmy w stanie pomóc każdemu, kto mieszka w Anglii i poza jej granicami. Współpracujemy z inwestorami z całego świata. Mamy nawet klientów z Chin i z Singapuru. Z Polski oczywiście również.

Agata: Z naszych usług korzystają zarówno osoby bardzo doświadczone na rynku, jak i początkujący inwestorzy. Po uzyskaniu odpowiedzi na trzy pierwsze pytania, jakie zadaję klientom, wiem, jaki jest ich poziom wiedzy na temat inwestowania. Od razu staje się jasne, czy ktoś przeszedł szkolenie, czy dopiero wchodzi na rynek. Jeśli ktoś dopiero zaczyna, proponujemy mu udział w szkoleniach.

A.Z.-S.: Jakie błędy popełniają najczęściej początkujący inwestorzy?

Agata: Często wydaje im się, że inwestowanie jest bardzo proste. Słuchają historii innych i myślą, że szybko zarobią pieniądze. Tymczasem pierwsze problemy zaczynają się już na etapie wypełnienia aplikacji kredytowej. Wtedy łatwo się zniechęcić. Ale od tego jest nasza firma, aby pomóc klientowi przejść przez procedury.

Ewelina: Klienci nie potrafią kalkulować. Nie wiedzą, jakie środki powinni przeznaczyć na depozyt, a jakie na remont. Nie są w stanie przewidzieć, ile będzie kosztowało odnowienie mieszkania. Podstawowym błędem jest założenie, że zakup nieruchomości będzie łatwy i ograniczy się do 3 miesięcy. Trzeba założyć, że ten proces potrwa przynajmniej pół roku i nie mamy na to żadnego wpływu. Poza tym większość osób myśli, że wynajmowanie mieszkań jest bardzo proste. Polega to na otwarciu drzwi, podpisaniu pierwszej lepszej umowy z internetu i pobieraniu pieniędzy. Problemy zaczynają się, gdy najemcy przestają płacić. Dlatego warto mieć wiedzę, jak wybrnąć z takiej sytuacji.

A.Z.-S.: W Polsce rynek nieruchomości jest bardzo nasycony, choć wciąż są obszary do zagospodarowania. Jak jest w Anglii. Gdzie jest przestrzeń do działania?

Agata: W Anglii każdy sposób inwestowania może przynieść profity, jednak radzę skupić się na HMO (houses of mulitple occupancy – przyp. red.), czyli na mieszkaniach, w których żyją niespokrewnione ze sobą osoby. Ten model polega na tym, że lokatorzy mają oddzielne sypialnie, ale korzystają ze wspólnych przestrzeni, jak kuchnia czy łazienka. HMO to popularna forma w Wielkiej Brytanii, jednak większość osób próbuje zorganizować takie domy w jak najprostszy sposób, aby jak najszybciej zarobić. Inwestując w HMO, warto brać przykład z Dawida Dowbusza, który wybiera nieoczywiste rozwiązania. Znajduje trudniejsze do przerobienia nieruchomości, dzięki czemu zyskuje wycenę komercyjną i świetnie na nich zarabia.

A.Z.-S.: Kiedyś to Wy uczyłyście się od innych. Dziś same szkolicie. To naturalna droga?

Agata: Swoje pierwsze kroki stawiałam na Asbiro Inwestors, u Dawida Dowbusza. Zorientowałam się, że ja mam dużo wiedzy, której inni potrzebują. Przy każdym spotkaniu w ramach Asbiro ustawiała się do mnie kolejka osób, które chciały podyskutować o praktycznych rozwiązaniach. 80 procent zainteresowanych stanowiły kobiety. U Dawida te proporcje układały się odwrotnie. Zrozumiałam, że daję kobietom nie tylko wiedzę, ale też odwagę do działania i pewność siebie. To ważne, ponieważ wciąż brakuje im siły przebicia w tym biznesie, w którym prym wiodą mężczyźni. Poza tym zaczęłam spełniać się w roli szkoleniowca, ponieważ uwielbiam mówić, a uczestniczki szkoleń chcą słuchać. Później powstała grupa wsparcia, gdzie dzielę się wiedzą, ale też dużo uczę się od innych. Choćby o remontach i o wynajmie krótkoterminowym.

A.Z.-S.: Na jakie tematy szkoleń jest największe zapotrzebowanie?

Ewelina: Mnóstwo osób chce zarabiać na HMO, ponieważ kalkulacja tego typu inwestycji jest bardzo przekonująca. Dawid Dowbusz zainspirował wielu inwestorów. Ale już teraz trzeba się oglądać za innymi rozwiązaniami. Warto patrzeć do przodu, ponieważ jeśli wszyscy zdecydują się na HMO, to w końcu pokoje będą stały puste. Myślę, że bardzo perspektywiczny jest rozwiązanie single let, czyli wynajem całego domu dla rodziny lub pary. Takich domów brakuje w Wielkiej Brytanii, więc na pewno z czasem będzie można podnosić czynsz i dobrze na nich zarabiać. I co ważne, nie trzeba od razu porywać się na bardzo wysoki standard remontów jak w Polsce . W Anglii popularnością cieszą się zwyczajne domy i mieszkania, z dwiema lub trzema sypialniami, z dostępem do ogródka.

A.Z.-S.: Specjalizujecie się w kredytach deweloperskich i krótkoterminowych. Trudno dostać kredyt w Wielkiej Brytanii?

Ewelina: Jeśli nieruchomość spełnia wymogi i stanowi dobre zabezpieczenie, a kupujący przedstawi na nią konkretny plan, bank raczej udzieli kredytu. Warunkiem jest depozyt na poziomie 25-30 procent. Przy pomocy prawnika, który przygotuje odpowiednie dokumenty, jesteśmy w stanie zorganizować taki kredyt w dwa tygodnie. Jednak trzeba liczyć się z tym, że kredyty krótkoterminowe są droższe, a ich oprocentowanie sięga jednego procenta miesięcznie. Ale jeśli ktoś chce zacząć zarabiać szybciej lub ma nie najlepszą historię kredytową, to czasem jest to jedyna opcja. Naszym klientom radzimy, aby wzięli kredyt na termin dłuższy niż trzy miesiące, ponieważ w przypadku wcześniejszej spłaty dostajemy nadpłacone odsetki. To rozwiązanie może się przydać w momencie, gdy remont się przedłuży.

Agata: Nasze kredyty są dla doświadczonych inwestorów, którzy chcą zarobić i wiedzą, w jaki sposób zamierzają to osiągnąć. Zachęcamy ich do tego, aby biorąc kredyt, znali strategię na wiele miesięcy do przodu, zwłaszcza jeśli zamierzają przekredytować pożyczkę. Trzeba myśleć w dłuższej perspektywie. Szczegółowy plan jest też ułatwieniem dla nas, abyśmy wiele miesięcy wcześniej mogły starać się o wstępną zgodę w banku.

A.Z.-S.: Od 8 do 10 października w Londynie będzie odbywała się konferencja „Biznes bez granic”. Organizujecie ją razem z Dawidem Dowbuszem. Dlaczego warto na niej być?

Agata: Konferencja adresowana jest do wszystkich, którzy chcą zarabiać na nieruchomościach, biznesach oraz innych możliwościach inwestycyjnych. Udział w tym wydarzeniu otworzy przed Wami nowe możliwości. Poznacie historie najlepszych inwestorów i skuteczne metody inwestowania oraz sprawdzone rozwiązania kredytowe. Swoimi doświadczeniami podzielą się Wojciech Orzechowski, Dawid Dowbusz, Paweł Albrecht, Kuba Midel, Michał Krajewski i ja. Słuchając naszych historii, na pewno znajdziecie wiele inspiracji. Będzie też szansa na rozmowę z osobami, które osiągnęły ogromne sukcesy. A czasem odpowiedzi na zwykłe pytania mogą zmienić całe Twoje życie. Przygotowujemy również nowość – „Dragons Den”. To propozycja dla osób, które potrzebują wsparcia dla swoich inicjatyw. Podczas 10-minutowej prezentacji uczestnicy będą mogli przedstawić swój pomysł na biznes. Jeśli przekonają do swojej idei inwestorów, zyskają wspólników i zrealizują swój plan. Warto dać sobie szansę i pojawić się w Londynie. Kusząca jest też perspektywa spotkania towarzyskiego – my, inwestorzy, lubimy się bawi ć . Warto pospieszyć się z kupnem biletów wstępu, ponieważ zostało ich niewiele.

Jak wybrać i kupić działkę pod pierwszą inwestycję deweloperską? – Strefa Nieruchomości

Autor: Paweł Górski, Michał Rosiak

Obserwując poczynania aspirujących deweloperów zauważyliśmy, że na równi z obawami dotyczącym i finansowania inwestycji, wybór i zakup odpowiedniej działki jest największą przeszkodą do wejścia w świat branży deweloperskiej. Nic dziwnego! Jest to etap obarczony szeregiem ryzyk. Ryzyk, przed którymi obawy determinują negatywne decyzje zakupowe.

Zdajemy sobie sprawę, że działki pod pierwszą inwestycję deweloperską to segment na rynku, w którym musicie konkurować z „Kowalskimi”. W szczególności
w mniejszych miejscowościach, gdzie próg „wejścia” jest dużo niższy. Należy tam działać szybko i zdecydowanie!. Dlatego chcielibyśmy przedstawić najważniejsze aspekty, jakie powinny być związane z zakupem działki, tak aby decyzje zakupowe przychodziły wam z większą łatwością.

Czym powinna charakteryzować się atrakcyjna działka pod pierwszą inwestycję?

Pierwsza inwestycja optymalnie powinna składać się z czterech lokali w dowolnej konfiguracji. Mogą to być:

  • 2 domy jednorodzinne wolnostojące
    2 lokalowe,
  • 2 domy jednorodzinne 2 lokalowe
    w zabudowie bliźniaczej,
  • 4 domy jednorodzinne w zabudowie
    szeregowej.

Powierzchnia działki pod taką inwestycję powinna oscylować w granicy 1000 mkw. Biorąc pod uwagę powyższe, skupmy się w pierwszej kolejności na miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego i sprawdźmy wskaźniki dotyczące zabudowy. Jeśli chodzi o formy zabudowy, wystarczy, aby plan dopuszczał zabudowę jednorodzinną wolnostojącą. Jednak uwaga! Plan nie może ograniczać liczby budynków na jednej działce – co często można zauważyć podczas czytania miejscowych planów. Jeśli nie mamy takiego ograniczenia, możemy już postawić dwa wolnostojące budynki jednorodzinne dwulokalowe.

Co z odległością między nimi? Obowiązujące warunki techniczne nie określają odległości pomiędzy dwoma domami jednorodzinnymi na jednej działce. Dlatego możemy je zlokalizować w niewielkiej odległości względem siebie.

Minimalne wartości wskaźników

Zacznijmy od maksymalnej powierzchni zabudowy. Zakładamy, że chcemy budować kompaktowe domy o powierzchni około 100 mkw. Potrzebujemy więc około 500 mkw powierzchni całkowitej wszystkich budynków, biorąc pod uwagę dwie kondygnacje. Do osiągnięcia tej wartości wystarczy nam tak naprawdę wskaźnik na poziomie 25% (maksymalnej powierzchni zabudowy).

Zwróćmy też uwagę na intensywność zabudowy. To wskaźnik odnoszący się do powierzchni całkowitej budynków mierzonej po obrysie zewnętrznym wszystkich kondygnacji na poziomie posadzki. W przypadku naszej modelowej działki 1000 mkw. i potrzeby osiągnięcia poziomu 500 mkw. powierzchni całkowitej, wskaźnik ten powinien wynosić minimum 0,5 1000m2*0,5=500 mkw.

Następna jest minimalna powierzchnia biologicznie czynna. W naszym modelowym przypadku ten wskaźnik powinien być maksymalnie na poziomie 60%. Oznacza to, że zagospodarowanie naszej działki w 600 mkw. powinno być uwzględnione jako tereny zielone. Biorąc pod uwagę 250 mkw. pow zabudowy naszych budynków, 600 mkw. pow. biologicznie czynnej pozostaje nam jeszcze 150 mkw. na utwardzenia. Mamy to! Oczywiście im bardziej korzystne wskaźniki dla was tym lepiej, ale skupiamy się na minimum, które pozwoli nam wykonać inwestycję czterolokalową. Uwaga! Plan zawsze czytamy w całości. Jeżeli działka nie jest objęta planem musimy uzyskać decyzję o warunkach zabudowy. My unikamy takich działek, gdyż znacząco wydłużają proces inwestycyjny.

Jaki jest najbardziej optymalny kształt działki?

Optymalnie działka powinna mieć kształt prostokąta przylegającego dłuższym bokiem do drogi. Jeżeli jest odwrotnie, powinna być na tyle szeroka, aby móc wydzielić pięciometrowy ciąg pieszo-jezdny. Zwróćmy uwagę także na warunki gruntowe.

O ile przy większych inwestycjach, w szczególności takich, gdzie możemy osiągnąć wysokie ceny sprzedaży, gorsze warunki gruntowe są do zaakceptowania (gdzie ponadnormatywne koszty posadowienia bilansuje wysoka cena sprzedaży), o tyle przy mikroskali mogą całkowicie zrujnować rentowność. Warunki gruntowe powinny być sklasyfikowane jako proste, a same grunty powinny charakteryzować się jako nośne z niskim zwierciadłem wód gruntowych.

Księga wieczysta i media na działce

Koniecznie sprawdzamy, czy dział III i IV w księdze wieczystej są wolne od wszelkich roszczeń i obciążeń. Weryfikujemy też to, czy na przykład na działce nie jest ustanowiona jakaś służebność. W przypadku mediów wstępnie przebieg sieci możemy sprawdzić na portalu geoportal.gov, jeśli właściciel nie posiada mapy do celów informacyjnych. Sprawdzamy tam odległości od sieci oraz ich przekroje. Jednak są to informacje jedynie poglądowe. Nawet jeśli sieć znajduje się w granicy działki nie musi to oznaczać, że będzie możliwość, aby się w nią wpiąć.

Analiza rentowności i konkurencji

Jeżeli wszystkie powyższe aspekty są spełnione, czas na najważniejszą część, mianowicie analizę rentowności. Zbadajcie lokalny rynek, ustalcie w jakich
cenach sprzedają domy inni deweloperzy. Osobiście zlecamy wycenę gruntu oraz wycenę wartości budynku już po wybudowaniu rzeczoznawcy majątkowemu, który wykonuje taką analizę na podstawie cen transakcyjnych oraz tendencji dla danego terenu. Im więcej macie danych, tym łatwiej będzie wam prawidłowo oszacować cenę sprzedaży lokali. Uwaga! Do wstępnych obliczeń przyjmujemy zawsze wariant pesymistyczny. Tym bardziej w dobie szalejących cen materiałów budowlanych.

Jak szybko i bezpiecznie zakupić nieruchomość gruntową?

W przypadku takich działek warunkowanie podejścia do umowy przyrzeczonej otrzymaniem pozwolenia na budowę staje się praktycznie niemożliwe z racji ogromnego zainteresowania takimi gruntami. Z tego względu stosujemy model zakupowy, w którym możemy skrócić okres oczekiwania sprzedającego na umowę końcową. Mamy przy tym pewność, że działka z biznesowego punktu widzenia jest dla was atrakcyjna, a jej zakup bezpieczny.

Kroki przy analizie

  • Działka posiada MPZP spełniający wasze
    założenia biznesowe.
  • Analiza rentowności
  • Sprawdzenie księgi wieczystej.
  • Sprawdzenie dostępu do mediów. Podczas
    sprawdzania mediów na samym początku
    polecamy kontakt telefoniczny z gestorami
    sieci. Warto ich zapytać o to, czy pobliskie
    sieci należą do nich oraz czy mogą się
    pojawić jakieś przeciwwskazania do
    przyłączenia. Nie otrzymacie wiążącej
    odpowiedzi, ale dowiecie się, czy w ogóle
    warto ubiegać się o warunki przyłączeniowe.
  • Rezerwacja działki/umowa przedwstępna
    z minimum dwoma najważniejszymi
    warunkami:
  • Otrzymanie przyłączeniowych warunków
    technicznych od gestorów sieci dla
    planowanej inwestycji.
  • Pozytywna opinia geotechniczna. Zapis w tej
    formie może być uznany za mało precyzyjny i
    może powstać potrzeba ściślejszego
    określenia warunków gruntowych. Wtedy
    należy określić, że warunki gruntowe
    powinny zostać sklasyfikowane jako proste.
    A sam grunt powinien charakteryzować się
    dobrą nośnością bez obecności namułów,
    torfów, czy gytii.

Czas na uzyskanie takich warunków powinien
mieścić się w 8 tygodniach 

  • Zakup działki.

Zastosowanie powyższego modelu z pewnością ułatwi wam wybór działki pod pierwszą inwestycję deweloperską i sprawi, że cały proces stanie się bardziej przewidywalny!

Równowaga w życiu i biznesie – Strefa Nieruchomości

Wywiad przeprowadziła Aneta Nagler

Beata Namiotko ma niezwykły dar. W duszy artystka, w pracy konkretna i zdeterminowana, gruntownie wykształcona ekonomistka. Od 15 lat z sukcesem inwestuje w nieruchomości – na sprzedaż i na wynajem. Jako mentorka i trener motywacyjny potrafi tak skutecznie zmotywować innych do działania, że pod jej wpływem ludzie zmieniają swoje życie. Jak mówi w wywiadzie – „Żeby wejść na górę, trzeba najpierw być na dole. Iść powoli, czasem odpocząć. Jeżeli porwiesz się na wysoką górę bez przygotowania, na pewno jej nie zdobędziesz, tylko się sfrustrujesz.” Dlatego dla wielu kobiet jest mentorką i wyznacza nowy kierunek rozwoju.

Aneta Nagler: Beato, Twoje zawodowe życie związane jest nie tylko z nieruchomościami, ale też z mentoringiem i z występami publicznymi. Od roku niewiele się w tej materii dzieje. Tęsknisz za życiem sprzed pandemii?

Beata Namiotko: Najbardziej brakuje mi spotkań z ludźmi, eventów i szkoleń. Wprawdzie część działań przeniosła się do sieci, ale nie zastąpią one rozmów face to face. Dla mnie w kontaktach międzyludzkich bardzo ważne są emocje. Lubię poznawać nowe osoby, słuchać, jak inni osiągają sukcesy i rozwiązują swoje problemy. To mnie motywuje do działania. Koronawirus nam to zabrał, natomiast pozostałe sprawy w moim życiu się nie zmieniły. Kiedy zaczęła się pandemia, realizowałam kilka remontów, sprzedawałam mieszkania i wynajmowałam pokoje. Powiedziałam: „Nie stać mnie na żaden covid, nikt za mnie kredytów nie zapłaci”. Oczywiście, nie bagatelizowałam sytuacji pandemicznej, ale nadal pracowałam, robiłam flipy, przygotowywałam mieszkania dla inwestorów i codziennie wychodziłam do własnego biura z poczuciem szczęścia, że wychodzę do pracy. Nigdy wcześniej aż tak tego nie doceniałam.

A.N.: Powiedziałaś, że w Internecie nie da się zbudować silnych relacji. Czyli Twoim zdaniem żaden live nie zastąpi kontaktu z drugim człowiekiem? W opinii wielu inwestorów łączenie się w sieci może być pomocne nie tylko w odbudowywaniu płynności biznesowej, ale też relacyjności.

B.N.: W Internecie trudno jest o to, aby coś naprawdę zaiskrzyło między uczestnikami spotkania czy szkolenia. Najczęściej w ogóle się przecież nie widzą. Wcześniej pełnymi garściami czerpałam z Warsztatów WIWN®, ze spotkań „Mieszkanicznika” czy „Inwestorek”. Największą wartością jest bezpośredni kontakt
z drugim człowiekiem i wsparcie, jakie od niego otrzymujemy. To niezwykle cenne, kiedy ktoś daje nam swój numer telefonu i mówi: „Zadzwoń, gdy będziesz mnie potrzebować”. Chcę powiedzieć, że covid spowodował, że uruchomiliśmy wiele możliwości, których wcześniej nie zauważaliśmy. Dużo zmian, spotkań, szkoleń online zostanie z nami na zawsze, bo są dobre i uzupełniające. Co jest najważniejsze? Żebyśmy mieli wybór – a nie tylko Internet albo spotkania wyłącznie na żywo. Model hybrydowy będzie przyszłością.

A.N.: A jak oceniasz dzisiejszą sytuację na rynku nieruchomości?

B.N.: Nieruchomości bardzo zdrożały. Powodem jest gigantyczna inflacja. Pieniądz w dużym tempie traci na wartości, a ci, którzy go mają, na potęgę inwestują
w nieruchomości. Niektórzy od razu kupują po kilka mieszkań. Wielu inwestorów zaciąga kredyty, bo wiedzą, że za chwilę będzie jeszcze drożej. Klienci indywidualni są bardziej zdecydowani niż przed pandemią. Wiedzą, czego chcą, skończyła się era tzw. oglądaczy. Jeżeli chodzi o wynajem, muszę przyznać,
że ceny nieco spadły, a równocześnie wzrosły koszty obsługi. Natomiast ja nie mogę narzekać.

A.N.: W pandemii nie zatrzymałaś się ani na chwilę. Nadal remontowałaś, wynajmowałaś i sprzedawałaś. Czy coś jednak zmieniłaś w swoich działaniach?

B.N.: Pandemia pokazała, że trzeba być bardzo elastycznym i szybko się uczyć. Wcześniej wynajmowałam mieszkania w systemie rocznym, w pandemii musiałam to zmienić. Jeśli klient przyjeżdża z zagranicy na pół roku, nie zawsze może przewidzieć, czy na miejscu znajdzie pracę, czy zajęcia na uczelni będą odbywały się stacjonarnie, czy online. Trzeba umieć współpracować z klientem. Kryzys weryfikuje wszystko: czy mamy wiedzę, czy jesteśmy przygotowani na zmiany. Wszystko, co słabe, nie przetrwa – słabe firmy, słabe związki, słabe relacje, słabe mieszkania. Na kiepsko kupionych mieszkaniach już się nie zarobi.

A.N.: To nadal dobry moment na inwestowanie? Sama powiedziałaś, że ceny mieszkań idą w górę, a inflacja galopuje.

B.N.: Zawsze warto inwestować w nieruchomości. Jednak trzeba to robić systematycznie i mądrze, opierając się na wiedzy ekspertów, mentorów i pośredników. Niestety, można zaobserwować, jak dużo osób wpada w tzw. owczy pęd. Takie działanie odradzam wszystkim. Jeżeli nie masz przemyślanej strategii, nie uporządkowałeś swoich spraw, to nie tykaj się nieruchomości, bo się poparzysz.

A.N.: Można się jakoś przygotować na kryzys?

B.N.: Jestem efektywna, pracuję intensywnie, na 100 procent. Mam taki skrót: CPD – Czynności Przynoszące Dochód. A co przynosi dochód? Kupowanie, sprzedawanie, wynajmowanie, inwestowanie. Wszystko inne, czyli odbiór mieszkania, wydawanie pokoju, pisanie e-maili – to sprawy bieżące, które można na kogoś przenieść albo zlecić komuś, kupując usługę. Jeżeli mocno skoncentrujesz się na tym, żeby zajmować się czynnościami przynoszącymi dochód, a resztę obowiązków zdelegujesz, to będziesz na kryzys przygotowany.

A.N.: Wspomniałaś o przemyślanej strategii. W jaki sposób i skąd ją pozyskać?

B.N.: Jest na to kilka sposobów. Warto korzystać ze szkoleń, czytać książki. Ale trzeba też obiektywnie ocenić swoje możliwości. Zastanowić się, czy nieruchomości to na pewno temat dla mnie, czy poradzę sobie z ich obsługą, a może będzie trzeba ją komuś zlecić. Poza tym nieruchomości, jak sama nazwa wskazuje, są nieruchome i ciężkie. Łatwo je kupić, natomiast trudno się ich szybko pozbyć. Inwestowanie na tym rynku jest kosztowne i stresujące zwłaszcza dla osób spoza branży, a te popełniają najwięcej błędów przy zakupie. Trzeba więc odrobić lekcje z Excela, policzyć, za ile je kupię, za ile wynajmę i jaka będzie rentowność tej inwestycji. Moim zdaniem ceny nieruchomości w Polsce wciąż będą rosły. Nieruchomości mają bardzo silne fundamenty. Z jednej strony jest to ziemia, której nie przybywa, a zatem ceny działek są na coraz to wyższych poziomach. Z drugiej strony są to rosnące koszty pracy oraz materiałów budowlanych, zwiększający się popyt na nieruchomości w celach mieszkaniowych i inwestycyjnych jako ochrona kapitału czy też ucieczka przed inflacją. Wszędzie w Europie ceny nieruchomości są wyższe niż w Warszawie. Myślę, że osiągniemy taki poziom cen jak w Wiedniu, Paryżu, Oslo czy Berlinie.

A.N.: Czekasz na uwolnienie restrykcji, aby rozpocząć serię szkoleń. Jaka jest ich idea?

B.N.: Dziś już nie czekam na uwolnienie restrykcji. Uczę zarówno stacjonarnie, jak i online. Moją ideą jest dzielić się wiedzą i doświadczeniem. Chcę zachęcić do mądrego, długofalowego inwestowania w nieruchomości. Na kursach uczę flipowania. Sama jestem doświadczoną fliperką. Robię to od wielu lat. Uczę, jak zarabiać na nieruchomościach. Jestem autorką kursu „Flipowanie bez tajemnic”. Prowadzę kursantów od momentu wyszukania okazji inwestycyjnych, które na rynku są zawsze. Flipowanie może być drogą do zdobycia kapitału, budowania wolności finansowej.

A.N.: I wtedy wkraczasz Ty, pokazując, jak można mądrze inwestować. A jak to się zaczęło, że weszłaś w rynek nieruchomościowy? Bo jesteś dla mnie osobą, która bardzo stawia na rozwój osobisty.

B.N.: Nieruchomości dają możliwości rozwijania się w wielu dziedzinach. Dzięki nim zyskałam wolność finansową. To była moja pierwsza motywacja do wejścia na ten rynek. Nieruchomości to są także ludzie i relacje, które kocham i w których się spełniam. Mogę wciąż się szkolić, uczyć innych i jest jeszcze coś – realizuję swoją pasję artystyczną. Uwielbiam urządzać wnętrza, przychodzi mi to z łatwością. Wchodzę i widzę, jak wnętrze będzie wyglądało po remoncie. Podejmuję decyzję szybko i łatwo. Bez wysiłku zwiększam wartość mieszkań i tego też chcę uczyć na moich kursach.

A.N.: Znajdujesz też czas na podróże?

B.N.: Oczywiście, podróże to moja wielka pasja. Żyję w równowadze i wszystkich do tego zachęcam. Nie zaniedbuję rodziny, nie przepracowuję się. Jestem bardzo zadaniowa, czyli jak wymyślę jakiś projekt, to robię wszystko, aby go zakończyć. Jeśli po drodze pojawią się problemy, na pewno je rozwiąże, korzystając przy tym z pomocy innych. Wiem, że trudności będą pojawiały się zawsze. Droga bez przeszkód prowadzi donikąd.

A.N.: A Twoje ulubione miejsce, do którego lubisz powracać?

B.N.: Cypr, Malta i Wyspy Kanaryjskie. Kocham zimny ocean, jego siłę. Chodzi o to, by zmierzyć się z falami. Ten wiatr, ta niewyszukana pogoda, czarne, piękne plaże wulkaniczne. Podróże sprawiają, że nabieram dystansu. Wszystkim polecam wybrać się poza granice Europy, na przykład do Azji. Są na świecie niezwykle biedne rejony, gdzie nie ma wody, gdzie jest naprawdę trudno o pracę, a ludzie są tam szczęśliwi, radośni, potrafią się zatrzymać, porozmawiać. I nie narzekają tak jak w Polsce. Ja po każdej podróży jestem inna, nabieram pokory, dystansu i szacunku do życia.

A.N.: A jak wyglądają Twoje podróże podczas pandemii koronawirusa?

B.N.: Z jednej strony podróżuje się lepiej, bo nie ma tłumów i wszystko jest tańsze. W listopadzie zwiedziłam Egipt, byłam też w RPA. W obecnych warunkach mogłam zachwycić się piramidami czy Doliną Królów. Zabytki są bardziej dostępne, na wyciągnięcie ręki. Jeśli będziemy przestrzegać obostrzeń, podróż będzie bezpieczna. Nie chodzi o to, żeby teraz usiąść i płakać. Inwestujmy, podróżujmy, dbajmy o swoje rodziny. Żyjmy zdrowo, mądrze się odżywiajmy, wypoczywajmy. Jeżeli nie stać nas na duże podróże, organizujmy te małe. Jeżeli nie mamy odwagi, wyjdźmy do lasu, do parku na godzinę, na dwie. Bądźmy w dobrej energii
i wtedy pokonamy trudności.

A.N.: Istnieją jednak ludzie, których dopadł kryzys. Na czym w takiej sytuacji się skupić, żeby faktycznie wyjść na prostą?

B.N.: Najważniejsze w życiu jest działanie. Z działania wynika doświadczenie, a z doświadczenia rozwój. Dlatego lekiem na kryzys jest aktywność. Wstańmy
z kanapy, wyjdźmy na spacer, poświęćmy 3-4 godziny w tygodniu na wyciszenie się. Pamiętajmy też, że góry nie zdobywa się od szczytu. Żeby wejść na górę, trzeba najpierw być na dole. Iść powoli, czasem odpocząć. Jeżeli porwiesz się na wysoką górę bez przygotowania, na pewno jej nie zdobędziesz, tylko się sfrustrujesz.

A.N.: Czyli sukces osiąga się drobnymi kroczkami.

B.N.: Tak. Ale trzeba iść w różnych kierunkach. Nie zaniedbujmy przyjaciół, rodziny, domu. Nie żyjmy w bałaganie, nie przepracowujmy się, bo pracoholizm jest
zły. Z niego wynikają ogromne pieniądze, ale cóż z tych ogromnych pieniędzy, jeżeli będziemy bez najbliższych i do tego w słabej kondycji? Zanim podejmiemy jakieś działanie, zadajmy sobie pytanie, dlaczego to robimy i co chcemy osiągnąć.

Wiedza, determinacja i konsekwencja – Strefa Nieruchomości

Wywiad przeprowadziła Aleksandra Zalewska – Stankiewicz

– Wchodzę w ten świat i robię swoje

Jego przykład pokazuje, że niezależność finansową osiągają ci najbardziej pracowici i najwytrwalsi. Nastawiony na ciągłą naukę, z doświadczeniem emigranta, sukces osiągnął w Polsce. Poznajcie Jacka Kłosińskiego z Trójmiasta, który mówi w wywiadzie, że kluczem do sukcesu w jego przypadku okazały się 3 czynniki: nieustanna nauka, determinacja oraz networking.

Aleksandra Zalewska – Stankiewicz: Człowiek czynu, bardzo konkretny – tak można Pana opisać. Zacznijmy więc od konkretów. 8 inwestycji zrealizowanych przez półtora roku i 7 kolejnych w trakcie. A na starcie miał Pan oszczędności, które miały wystarczyć tylko na połowę jednej inwestycji w Trójmieście. Jak osiąga się sukces finansowy w tak krótkim czasie?

Jacek Kłosiński: Taki efekt można osiągnąć, jeśli skupimy się na trzech głównych obszarach: wizja, edukacja i działanie. W moim przypadku zaczęło się od głębokiego pragnienia i ogromnej chęci osiągnięcia czegoś więcej niż praca na etacie i życie z gołej pensji z miesiąca na miesiąc. W pewnym momencie pragnienie zmieniłem w konkretną wizję. Było mi łatwiej, ponieważ miałem z góry wyznaczony konkretny cel i wiedziałem, do czego dążę.

A. Z.-S.: Zaczął Pan działać w nieruchomościach, uzbrojony w odpowiednią wiedzę. Postanowił Pan uczyć się od mistrzów.

J.K.: Tak, ale zanim tak się stało, zastanawiałem się, jakiej wiedzy i umiejętności potrzebuję. Gdzie i od kogo mogę się uczyć? Kogo potrzebuję do mojego zespołu? Brałem też pod uwagę, żeby powierzyć pewne kwestie specjalistom w swojej dziedzinie, zamiast robić wszystko samemu. I tak z listą potrzebnych mi umiejętności i osób, które pomogą mi zrealizować cel, ułożyłem sobie ścieżkę do sukcesu, którą do dnia dzisiejszego konsekwentnie realizuję.

A. Z.-S.: Pewnie na Pana drodze pojawiały się kryzysy i wątpliwości. Co pchało Pana do przodu?

J.K.: Umiejętność samodyscypliny, skłonność do wysiłku i podejmowanie niezliczonej ilości prób i błędów. Tylko od nas zależy, ile razy możemy podnieść się po porażce, wstać i działać dalej. Jak bardzo możemy pracować nad naszym charakterem i rezygnować z chwilowych przyjemności, poświęcając więcej czasu na realizację zadań, które w długoterminowej perspektywie doprowadzą nas do wyznaczonych celów. Ja byłem mocno zdeterminowany.

A. Z.-S.: Jaki sprecyzował Pan swój cel?

J.K.: Po powrocie z Wielkiej Brytanii do Polski postanowiłem zostać inwestorem na rynku nieruchomości. Idąc dalej, miałem plan, aby w niedługim czasie szybko się wzbogacić i zostać pełnoetatowym rentierem. Dzięki podpowiedzi kolegi, trafiłem do Wojtka Orzechowskiego na Warsztaty Inwestowania w Nieruchomości. To spotkanie otworzyło mi oczy. Na warsztatach zdobyłem niezbędną wiedzę i poznałem właściwych ludzi. Od razu po ukończeniu kursu zacząłem realizować strategię Wojtka. Znajdowałem okazje inwestycyjne, pozyskiwałem inwestorów do współpracy i prowadziłem remonty. Kolejny cel był taki, aby automatyzować działania i skalować biznes oraz pozyskiwać coraz więcej mieszkań. I tak upłynęło około 20 miesięcy od momentu, gdy rozpocząłem przygodę z WIWN®. Na starcie dysponowałem kwotą 250 tys. zł. Do tej pory kupiłem 21 mieszkań, z czego 14 zostało już sprzedanych, a łączna kwota zysku z wygenerowanych inwestycji wynosi do tej pory ponad 760 tys. zł.

A. Z.-S.: Co w przypadku Pańskiej działalności okazało się kluczem do sukcesu?

J.K.: Początkowo wydawało mi się, że doświadczenie, które zdobyłem w UK przez dwa lata pracy jako pośrednik nieruchomości oraz moja 3-letnia przygoda
z prowadzeniem firmy remontowej. Dzięki temu miałem łatwiejszy start. Ale kluczem do sukcesu okazały się 3 czynniki: nieustanna nauka, determinacja oraz networking. Oprócz wiedzy, którą zdobyłem na Warsztatach WIWN®, brałem udział w różnych szkoleniach z branży nieruchomości. Dużo inwestowałem i wciąż inwestuję w rozwój osobisty, sporo czytam. Od początku byłem mocno zdeterminowany, nie zrażały mnie niepowodzenia. Był czas, gdy pracowałem 8 godzin na etacie i mimo to każdego dnia potrafiłem obejrzeć siedem, a nawet osiem mieszkań. Pracowałem od rana do późnego wieczora, tak czasem jest i do tej pory. Wszystkim polecam też networking. Bardzo ważne jest, uczestniczyć w spotkaniach branżowych, wymieniać się doświadczeniem i robić wspólne interesy.
W tej branży kapitał ludzki ma znacznie większe znaczenie niż kapitał bankowy

A. Z.-S.: Ma Pan za sobą doświadczenie emigranta. Pracował Pan w Wielkiej Brytanii jako pośrednik nieruchomości. Jak polski rynek nieruchomości prezentuje się w porównaniu do brytyjskiego?

J.K.: Różnice są ogromne, a widać to już na poziomie zakupu nieruchomości. W Anglii zarówno kupujący, jak i sprzedający mają swojego notariusza, co znacznie wydłuża proces zakupu czy sprzedaży. U nas wszystko obsługuje jedna kancelaria, możliwe jest załatwienie wszystkich spraw w jeden dzień, więc moim zdaniem do przeprowadzania flipów zdecydowanie lepsza jest Polska. W Polsce mamy również znacznie wyższy standard wykończenia nieruchomości. W Wielkiej Brytanii domy i mieszkania wyglądają podobnie, na podłogach kładzie się wykładziny, a ściany maluje się na biało lub w kolorze magnolii.

A. Z.-S.: A jakie różnice zaobserwował Pan na rynku najmu?

J.K.: Największe różnice widoczne są w najmie na pokoje. W UK musimy mieć do tego licencję HMO (house multiple occupancy). Polega to na tym, że Urząd Miasta ustala nam warunki dotyczące liczby i sposobu zakwaterowania najemców, co w bardzo dużym stopniu komplikuje proces najmu i ogranicza nasze przychody. W Polsce w obszarze najmu na pokoje oprócz koniunktury nie mamy żadnych ograniczeń.

A. Z.-S.: A co w Wielkiej Brytanii jest łatwiejsze?

J.K.: Na pewno lepsza jest kultura bankowości. W Anglii istnieją nieograniczone możliwości kupowania kolejnych nieruchomości poprzez ich refinansowanie (remortgage).

A. Z.-S.: Które trendy z Wielkiej Brytanii w Pańskiej ocenie przeniosą się do Polski?

J.K.: Myślę, że przejmiemy od Anglików sposób selekcjonowania najemcy. Tam funkcjonuje on bardzo dobrze, dzięki czemu unika się wielu rozczarowań. Nie da
się jednoznacznie powiedzieć, czy to UK, czy Polska jest lepsza do inwestowania w nieruchomości. Życie w każdym kraju ma swoje plusy i minusy, a ten, kto będzie otwarty na naukę i zdyscyplinowany, osiągnie sukces niezależnie od miejsca.

A. Z.-S.: Uważa Pan, że powrót do Polski był dobrą decyzją pod względem zawodowym?

J.K.: Uważam, że to była najlepsza decyzja w kontekście rozwoju zawodowego i osobistego. Dziś robię rzeczy, o których kiedyś mogłem tylko pomarzyć. Wszystko zawdzięczam wyłącznie edukacji i ciężkiej pracy. Kiedyś sądziłem, że sukces finansowy w Polsce mogą osiągnąć tylko ci, którzy wywodzą się z zamożnych rodzin. Ja do wszystkiego musiałem dojść sam.

A. Z.-S.: Twierdzi Pan, że flipy to najlepszy i najbezpieczniejsza forma inwestowania. Dlaczego?

J.K.: Ponieważ zarabiamy już na etapie zakupu nieruchomości, kiedy nabywamy ją poniżej wartości rynkowej. Poza tym flipowanie gwarantuje nam zabezpieczenie własnych środków w postaci mieszkania oraz pełną kontrolę nad finansami w procesie inwestycyjnym. Jednocześnie bardzo ważne jest,
że te inwestycje są krótkoterminowe, a ulokowane środki wracają do nas zaraz po sprzedaży mieszkania. Jeśli dla porównania otworzymy restaurację lub hotel, podpiszemy długoterminową umowę wynajmu na lokal i zatrudnimy ludzi, w momencie kryzysu konsekwencje finansowe będą ogromne. We flipach w każdej chwili możemy zacząć, zrobić przerwę albo w ogóle przestać inwestować. Jeśli nie mamy przychodów, nie mamy też kosztów. A o sukcesie czy porażce może tylko zadecydować odpowiednia wiedza lub jej brak.

A. Z.-S.: Jak flipować z głową, aby na początku się nie zachłysnąć nagłym przypływem gotówki?

J.K.: Inteligencja finansowa to jeden z kilku obszarów rozwoju osobistego, nad którym każdy z nas powinien nieustannie pracować. Najlepiej po prostu nie wydawać tych pieniędzy, a przynajmniej znaczną większość od razu reinwestować w kolejne mieszkania. Dla osób zainteresowanych dyscypliną finansową polecam moim zdaniem najlepszą książkę z tej dziedziny „Finansowy Ninja” Michała Szafrańskiego.

A. Z.-S.: Jaka kwota jest potrzebna na start początkującemu inwestorowi bez doświadczenia, który marzy o niezależności finansowej?

J.K.: Na początku wystarczą niewielkie środki na kursy i szkolenia. To zazwyczaj wydatek sięgający maksymalnie kilku tysięcy złotych. Te pieniądze można spokojnie odłożyć z każdej pracy na etacie. Warto zainwestować, ponieważ wiedza poparta sumienną praktyką szybko przyniesie wysokie rezultaty finansowe. Nie trzeba od razu inwestować własnych pieniędzy. Można także zarabiać na wyszukiwaniu i przekazywaniu informacji o okazjach innym inwestorom, pomagać im
w procesie inwestycyjnym, albo po prostu obracać nieruchomościami, finansując je obcym kapitałem.

A. Z.-S.: Co na początkującym etapie inwestowania jest absolutnie zakazane, aby nie doprowadzić swojego pierwszego flipa do katastrofy?

J.K.: Odradzam inwestowanie bez fachowej wiedzy i wsparcia doświadczonych osób. Jestem absolutnie przekonany o tym, że jeśli ktoś zostanie odpowiednio przeszkolony, a następnie sumiennie odrobi lekcję i wykorzysta skrupulatnie zdobytą wiedzę, na pewno zarobi na inwestycji. W początkowej fazie nie unikniemy błędów. Dlatego ja wybrałem wariant szkolenia z flipów z mentoringiem. Po zakończeniu szkolenia stacjonarnego poza wsparciem Wojtka Orzechowskiego oraz liderów regionalnych otrzymałem kompleksową opiekę prawną, wsparcie przy remontach, a nawet możliwość wspólnego finansowania inwestycji przez innych uczestników warsztatów.

Kobieta w męskim świecie – Strefa Nieruchomości

Wywiad przeprowadziła Aneta Nagler

– Wchodzę w ten świat i robię swoje

Basia Domarus inspiruje, motywuje, zmienia renomę pośrednika nieruchomości krok po kroku. Wie, że wystarczy w życiu zrobić ten pierwszy krok, aby przełamać stereotypy i druzgocące opinie, które zalały branżę pośrednictwa. „Przekroczenie bariery komfortu boli tylko na początku. Potem jest już tylko lepiej” – mówi w wywiadzie. A w życiu kieruje się dewizą projektowania swojego życia i afirmowania nawet najdrobniejszych zwycięstw. Bo jak mówi: „To, o czym myślisz – rośnie”. Działając w męskim świecie, radzi sobie doskonale, ponieważ wie, jak słabość przekuć w siłę, a z atutów kobiecości uczynić oręż i przepis na sukces. Zapraszam Cię w świat Basi Domarus.

Aneta Nagler: Basiu, dziś jesteś bardzo rozpoznawalnym pośrednikiem nieruchomości i autorką szkolenia na ten temat. Jak w Twoim życiu pojawiły się nieruchomości?

Basia Domarus: Kiedy mieszkałam w Irlandii, prowadziłam księgarnię dla Polaków. Księgarnia na obczyźnie to nie jest to samo co księgarnia w Polsce. Żeby wyjść naprzeciw oczekiwaniom moich klientów, stworzyłam usługę zamawiania książki, której nie znajdą w ofercie. Pamiętam, że książka „Bogaty ojciec, biedny ojciec” sprzedawała się od samego początku, można powiedzieć, że od zawsze. Szybko zorientowałam się, że jest na nią szczególny popyt. Początkowo sądziłam, że to jakiś nowy trend, który minie. Jednak książka wcale nie była nowością, a mimo to ludzie regularnie ją kupowali. Sprzedawałam jej tyle, że stwierdziłam
w końcu, że sama chcę ją przeczytać! Uznałam, że musi w tym tkwić jakiś fenomen – tyle ludzi kupuje książkę o tak dziwnym tytule. Gdy ją przeczytałam, sama zapragnęłam sprzedawać nieruchomości. Wiedziałam, że kiedyś moja przygoda z księgarnią dobiegnie końca, ponieważ nie mogę robić jednego przez całe życie. Jestem głodna nowych doświadczeń i wyzwań, a nieruchomości są wspaniałą do tego areną.

A.N.: Basiu, uwielbiasz zgłębiać, poznawać nowe rzeczy. Określa Cię stwierdzenie: „I stay hungry”. Jak znajdujesz w sobie siłę, żeby mimo wielu przeciwności
być nadal tak uśmiechniętą i pogodną osobą?

B.D.: Nie będę oryginalna, ponieważ zacytuję: „To, o czym myślisz – rośnie”. Jeśli koncentrujesz się na tym, że jest ci źle, to faktycznie będzie ci jeszcze gorzej. Jeśli nastawisz się pozytywnie, wszechświat będzie ci sprzyjał. Rano po przebudzeniu, jeszcze zanim wyjdę z łóżka, rozmyślam, jaka jestem szczęśliwa, wymieniam w myślach, za co jestem wdzięczna. Oto obudziłam się, los dał mi kolejny dzień życia. Nie wiem, czy przeżyję cały, ale właśnie dostałam poranek.
I to już jest świetna wiadomość. Prowokuję los do dobrego. Co robić, by mieć energię w chwilach, gdy się nie chce? Cóż, ROBIĘ właśnie dlatego, że mi się nie chce. Jeśli zaplanowałam trening, a pogoda nie sprzyja, to i tak nie zmieniam planów. Jeśli mi się nie chce, to właśnie dlatego zakładam buty i idę pobiegać, żeby mi się zachciało. Wiem, że wystarczy zrobić ten jeden, pierwszy krok. Przekroczenie bariery komfortu boli tylko na początku. Potem jest już tylko lepiej. Zatem powtórzę – „to, o czym myślisz – rośnie”. Na czym skupiasz uwagę, tego będziesz miał więcej.

A.N.: Myślisz, że afirmowanie i przekierowywanie myśli jest kluczem do osiągania życiowych sukcesów?

B.D.: Oczywiście. Projekcja zaczyna się w głowie, rzeczywistość ją odzwierciedla. Wchodzę w każdy dzień z pewnym nastawieniem, z założeniem, że to będzie wspaniały dzień. Oczekuję dobrych rzeczy. Ważne są też słowa, jakimi opisujemy rzeczywistość, oraz intencja, z jaką je wypowiadamy. Pozwól, że się odniosę do anegdoty o firmie obuwniczej, która wysłała dwóch przedstawicieli do dalekiej Afryki, aby sprawdzili, czy jest sens zakładać tam fabrykę produkującą
i sprzedającą obuwie. Po tygodniu dzwoni jeden z przedstawicieli i mówi: „Słuchajcie, nie ma sensu stawiać fabryki, tu nikt nie ma butów, oni wszyscy chodzą boso. Tu się nie da sprzedawać butów”. I dzwoni drugi przedstawiciel i mówi: „Słuchajcie, tu jest eldorado, tu jest raj na ziemi! Oni wszyscy chodzą boso, wszyscy potrzebują naszych butów!”.

A.N.: Czyli można dwojako spojrzeć na tę samą sytuację.

B.D.: Dokładnie tak. Można nawet zrobić o krok więcej i własną słabość przekuć w siłę. Skonfrontować, odnaleźć w sobie największego sabotażystę i zamienić go w coś pracującego dla nas, na naszą korzyść, na nasze sukcesy. Albo nieustannie skupiać się na negatywie, na tym, że komuś się nie udało, to ja nie będę próbować. Dlatego myślę, że warto afirmować każdy dzień i każdy swój sukces. Mówić sobie każdego poranka, że ten dzień będzie wspaniałą przygodą. Można świadomie wprowadzić się w pewien nastrój i wywołać pozytywne emocje.

A.N.: Pamiętam, że w pierwszym wywiadzie, którego udzieliłaś do „Strefy Nieruchomości®”: Efektywność to stan umysłu – mówiłaś, że te nasze myśli
i nastawienie, te cele, które sobie ustawiamy, są kluczowe i determinują nasze sukcesy.

B.D.: Zgadza się. Zmiany zaczynają się od nas samych. Porzekadło mówi: stań się zmianą, którą chcesz widzieć w świecie. Wchodząc w polski rynek nieruchomości, zobaczyłam narzekanie, marudzenie, niespójność, niezrozumienie oraz konflikt między klientem a pośrednikiem. Ja temu wszystkiemu mówię NIE. Nie skupiam się na pejoratywnych sytuacjach, tylko na odczarowaniu branży, na standardach, które sama stosuję i do których zapraszam kolegów po fachu. Wraz ze mną są absolwenci kursu Nowoczesny Pośrednik 2.0, którzy reprezentują spójne, transparentnie określone standardy. Wiem, że my mamy moc, że będzie nas coraz więcej. Ja daję początek do zmiany, sama będąc tą zmianą. Nie mówię ludziom, co mają robić. Mówię: „Spójrz, co ja robię, zapraszam do współpracy”.

A.N.: Swoimi szkoleniami i kursem Nowoczesny Pośrednik 2.0! chcesz zmienić złą renomę przypiętą do środowiska agentów nieruchomości.

B.D.: Moją misją jest odczarować tę branżę. Szkolenie Nowoczesny Pośrednik 2.0 to kompletny program, który laika zamienia w dobrze zarabiającego pośrednika. To program inny niż wszystkie, ponieważ zawarty w nim materiał jest tak ułożony, aby nawet osobę z zerowym doświadczeniem przygotować do
samodzielnej pracy w zawodzie. Pokazuję, jak wyznaczyć cel, dzięki któremu pośrednik osiągnie swój sukces zawodowy, rozwieje obawy, z którymi boryka się na co dzień, zbuduje perfekcyjny kontakt z klientem, pozyska oferty na wyłączność, pozna zasady negocjacji win-win, dowie się, jak przygotować nieruchomość oraz siebie i właścicieli do szybkiej i skutecznej sprzedaży, zgłębi wszystkie formalności prawne oraz zasady długotrwałej współpracy z inwestorami. Otrzyma także komplet dokumentów niezbędnych do pracy Nowoczesnego Pośrednika.

A.N.: Basiu, współczesny klient jest coraz bardziej świadomy, czego oczekuje od pośrednika. Co jest zatem celem w tym kursie?

B.D.: Chcę sprawić, aby pośrednicy byli cenionymi specjalistami, ekspertami od nieruchomości. Pragnę też, aby klienci rozumieli naszą pracę, aby chętnie
płacili nasze wynagrodzenie, aby nas szanowali i mieli satysfakcję ze współpracy. Pragnę pokazać pośrednikom, jak można pracować inaczej, w przyjaznej atmosferze, i zachęcić ich do współpracy. Jednak gdziekolwiek występuje, prawie zawsze znajdzie się jedna osoba, która mówi: „Nie wierzę ci, to nie jest możliwe, żeby klient zapłacił 6%”. I ja wiem, że to jest pośrednik, który ma kłopoty. To jest pośrednik, który kiepsko zarabia, który ma słabe relacje z klientami. Kiedy słyszę takie słowa, to odpowiadam: „Patrz, ja i moi absolwenci już tak pracujemy. Możesz do nas dołączyć, nauczyć się nowych kompetencji, dostarczyć klientowi wysokiej jakości usługę i cieszyć się dobrą z nim relacją”. Zapraszam każdego, kto chce dołączyć do naszej społeczności.

A.N.: Wg mnie klient wybiera daną usługę i pośrednika świadomie.

B.D.: Oczywiście. To jest tak samo, jak gdy kupujesz jakiś produkt. Przecież możesz wybrać jeżdżenie 12-letnim fordem albo nowym, pięknym Lexusem. Jedno
i drugie to jest pojazd, który zawiezie cię z punktu A do punktu B. Jeden kosztuje 5 tys. zł, a drugi kosztuje pół miliona zł. Przecież ty sam dokonujesz wyboru,
nikt ci nie narzuca swojej woli. Człowiek, który wsiada do jednego z tych aut, podjął świadomą decyzję. A zatem, jeżeli któryś z pośredników mówi: „To
niemożliwe, żeby jakiś klient tyle ci zapłacił”, to wiem, że on nigdy nie przyjął takiego wynagrodzenia. A ja mówię: za ceną idzie jakość. Ta sama usługa ma prawo kosztować mniej albo dużo, dużo więcej. I są klienci, którzy to rozumieją i doceniają.

A.N.: Basiu, jeżeli klient godzi się na współpracę z pośrednikiem, którego prowizja wynosi 6%, to decyduje się na to z jakiegoś powodu. Jakich unikatowych cech dostarczasz, że klient chce pracować właśnie z Tobą?

B.D.: Moi klienci otrzymują ode mnie przede wszystkim LOJALNOŚĆ. Jeśli kupuję nieruchomość dla klienta, to negocjowanie ceny jego zakupu, stoi troszkę
w konflikcie z moim wynagrodzeniem. A mimo to walczę jak lwica, żeby zbić cenę maksymalnie. Dlaczego? Ponieważ dobro mojego klienta jest moim absolutnym priorytetem. Ustalam z klientem wynagrodzenie, naprawdę wysokie, ale dzięki temu klient ma moją pełną lojalność. Wie, że gram do jego bramki. I u mnie nie ma takiej sytuacji, że kupujący powie: „Pani Basiu, jak pani przekona swojego klienta do obniżenia ceny o 20 tys., to 2 tys. dostanie pani pod stołem”.
Wielu słabo zarabiających pośredników, dostając tego typu ofertę, daje się przekupić. Widzi w tym szansę dodatkowego zarobku, podreperowania budżetu…
Mój klient ma gwarancję mojej wierności. I sądzę, że w tym tkwi mój sukces wysokich prowizji.

A.N.: To przejdźmy do tego, jak stać się skutecznym pośrednikiem.

B.D.: Aby stać się skutecznym pośrednikiem, kluczowe są relacje. Ja nie sprzedaję samej usługi. Ja pomagam ludziom rozwiązywać ich problemy. Pomagam
w sytuacjach, w których oni sobie nie radzą. Daję klientowi swoją wiedzą i doświadczenie, uwalniam jego czas. Wyręczam go w sprawach, na których on się nie zna. Wychodzę z założenia, że klient mi płaci za swoją niewiedzę. To ja mam wiedzieć, jaka jest najwyższa cena, którą można uzyskać za jego nieruchomość, jakie dokumenty są potrzebne i jak je zdobyć, jak zapewnić poczucie bezpieczeństwa klientowi oraz bezpieczeństwo transakcji, jak weryfikować kupującego-oglądacza, który zmarnuje nasz czas. Po mojej stronie leży szereg działań, które mają na celu dopilnować wszystkiego, skrócić czas doprowadzenia do transakcji, zminimalizować koszty, zmaksymalizować cenę sprzedaży. I, powtórzę, kluczowe w tym wszystkim są RELACJE. Od nich wszystko się zaczyna i na nich kończy.

A.N.: Czyli budujesz kompleksową relację z klientem.

B.D.: Tak. Nasza relacja zaczyna się od gruntownego sprawdzenia, czy to, co wymyślił dla siebie klient, jest naprawdę najlepszym, co może dla siebie zrobić
w danej chwili. I ta relacja nie kończy się na etapie sprzedaży jego nieruchomości. Ona trwa. Mój klient wie, że oprócz tego, że sprzedaję jego nieruchomość, mogę mu pomóc w znalezieniu obsługi księgowej, ekipy do przeprowadzek, ekipy remontowej, kogoś od ubezpieczeń nieruchomości. Staram się dać klientowi kompleksową usługą i przewiduję, co mu będzie potrzebne. Wyprzedzam jego myśli i zadaję pytania, jeszcze zanim on sam się zorientuje, że czegoś potrzebuje.
Chodzi nie tylko o sprzedaż nieruchomości, lecz także o zbadanie i usatysfakcjonowanie potrzeb klienta. Jeśli ja sama nie świadczę jakiejś usługi, to kieruję go do sprawdzonych osób. Kompleksowa usługa rodzi kompleksową relację. Relację na lata.

A.N.: Dlatego też powiedziałaś w wywiadzie do „Strefy Nieruchomości®”, że najważniejszym czynnikiem współczesnego handlu są relacje. Ale sukces pośrednika to też profesjonalna, wysokiej jakości obsługa klienta, z budowaniem profesjonalnego wizerunku pośrednika, obsługą posprzedażową…

B.D.: Tak. Sukces pośrednika to m.in. świadome zbudowanie wizerunku. Jeśli chcesz być pośrednikiem profesjonalnym, to pierwszym krokiem są media społecznościowe. Drugim – spójność. Jeśli nie chcesz inwestować w siebie, nie licz na to, że zainwestuje w ciebie klient. Jeśli jesteś pośrednikiem, który nie przeszedł żadnego szkolenia, nie odbył żadnego kursu, nie nabywa nowych umiejętności, nie szuka nowości branżowych, to jakie masz oczekiwania? Jeśli się nie rozwijasz, to się zwijasz. Zadbaj o samorozwój, o zdobywanie nowych kompetencji, o solidne rozpoznanie rynku. Bądź głodny. Stwórz spójny wizerunek w social mediach, pokaż się jako profesjonalista w swojej branży, pochwal się sukcesami zawodowymi, a nie imprezą z ostatniej soboty czy wycieczką do ciepłych krajów.
Aby dać wysokiej jakości obsługę, również posprzedażową, aby mieć profesjonalny wizerunek skutecznego pośrednika, chętnie uczestniczę w kursach moich kolegów po fachu, których traktuje nie jak konkurentów, ale jak mentorów czy partnerów biznesowych. Chcę być na bieżąco. Do branży wchodzą młodsi pośrednicy, nowe technologie, nowe metody. Zmieniają się także potrzeby klientów i aby być na bieżąco, trzeba się nieustannie edukować.

A.N.: W Twoim przypadku problem to jest możliwość.

B.D.: Moje motto to: „Słabość przekuj w siłę!”. Mówię o tym w swojej książce „Champagne za dziewięć 5dziesiąt, czyli jak sprawić, by klienci zabiegali o ciebie”. To jest właśnie kwestia mentalnego ustawienia i sposobu podejścia do spraw. Jeśli masz jakąś słabość, to się z nią skonfrontuj, zidentyfikuj i nie tylko ją
zaakceptuj czy po prostu z nią żyj – przekuj ją w siłę. Często podaję za przykład Nicka Vujicica. Człowieka, który urodził się bez rąk i bez nóg. Ten mężczyzna pracuje tylko jeden miesiąc w roku, pozostałe 11 miesięcy udziela się charytatywnie, wspomaga swój kościół, motywuje ludzi i cieszy się szczęśliwym życiem. Ma 4 dzieci, przepiękną żonę i garściami czerpie z życia. Pływa, nurkuje, podróżuje, a nawet gra na perkusji! Jego wrodzone kalectwo nie tylko nie przeszkodziło w tym, aby wieść wspaniałe życie, on ze swojego kalectwa uczynił potężną siłę, dzięki której stał się wspaniałym mówcą, którego słucha cały świat.

A.N.: Basiu, wiadomo, że biznes to raczej męski świat. Jak się w nim odnajdujesz?

B.D.: No cóż, śmiało mogę powiedzieć, że w męskim świecie pływam niczym ryba w wodzie. Doskonale czuję się w męskim towarzystwie i chętnie uczę się od panów ich „bezkompleksowości”. Gdy mężczyzna osiąga sukces zawodowy, zazwyczaj jest gotowy mówić o tym wszem wobec, informować cały świat i zachwalać własną wspaniałość każdemu. Kobieta natomiast, osiągając naprawdę spektakularne wyniki, nadal żyje w przeświadczeniu, że nie zrobiła nic wielkiego, że właściwie nie za bardzo jest się czym chwalić i że z pewnością są lepsi od niej. Co prawda nam, kobietom, nie brakuje kompetencji, wykształcenia czy wiedzy. Myślę, że gubi nas zwyczajnie brak pewności siebie. Mężczyzna, patrząc w lustro, widzi supergościa, kobieta spoglądająca na swoje odbicie widzi wszelkie niedoskonałości oraz obszary „do poprawy”. Osobiście bardzo lubię ten męski świat. Obserwuję kolegów i dużo się od nich uczę. Wierzę też, że my, kobiety, wnosimy do świata biznesu element odrobinę bajkowy. Dajemy empatię, cierpliwość, życzliwość. Niczym muzyka łagodzimy obyczaje. Przy nas panowie stają się lepszą wersją siebie. Zatem w świecie biznesu, mocno zdominowanym przez mężczyzn, nadal jest miejsce dla ambitnych, kreatywnych kobiet. Wchodzę w ten świat i robię swoje.

A.N.: Powiedz, na czym aktualnie się skupiasz.

B.D.: Pośrednicy mówią: „Basiu, potrzebujemy kursu, szkolenia. Chcemy mieć satysfakcjonującą współpracę z klientami”. Więc ja reaguję na potrzeby branży. Niedawno wyszła pierwsza edycja kursu Biznes Architekta, gdzie wspólnie z Dagmarą Drozd-Piwnicką szkolimy ludzi z zakresu prowadzenia firmy, dochodowego przedsiębiorstwa architekta. Kolejny kurs, nad którym pracuję, to Marketing w służbie pośrednika. Świat się zmienił, zmieniły się strategie sprzedażowe, narzędzia, których używamy – i również dostaję bardzo dużo pytań na ten temat. Ludzie chcą do swoich biznesów angażować wartości, które propaguję. Chcą prowadzić biznes etycznie, lojalnie, w zgodzie ze sobą, dając wysoką jakość usługi i zarabiając przy tym adekwatne pieniądze. W tym roku chcę też wydać drugą część książki Champagne…, którą obiecałam i o którą upominają się moi czytelnicy. Mam ambicje odczarować branżę i wiem, że jest to tylko kwestią czasu.

A.N.: Masz zatem misję do spełnienia.

B.D.: Widzę, jak wiele jest do zrobienia. Dostrzegam też bardzo dużo ludzi, którzy myślą tak jak ja. Czuję, że jest wiele osób, które identyfikują się z tym, co robię, z wartościami, które wyznaję, i że razem naprawdę odczarujemy naszą branżę. Dostaję potężny feedback, wiele prywatnych wiadomości, w których ludzie piszą mi, że chcą ze mną współpracować. Zatem w tym roku oczekujcie nowych kursów, nowych inicjatyw i projektów. Mam także nadzieję, że już niebawem spotkamy się offline w Gdańsku na elitarnym evencie nieruchomościowym. Ale o tym kiedy indziej…

Pokonaj swój strach i poczuj głód nieruchomości! Wywiad z Wojtkiem Orzechowskim – Strefa Nieruchomości

Pokonaj swój strach i poczuj głód nieruchomości!

Wywiad przeprowadziła: Aneta Nagler

Wojtek Orzechowski to wizjoner. Stworzył 23 projekty, wśród których są ogromne projekty deweloperskie, Maraton WIWN®, Strefa Nieruchomości® czy Gut.pl. Trudno nie wspomnieć o Warsztatach WIWN®, w których dotychczas przeprowadził przez cały proces inwestycyjny ponad 1700 Absolwentów i dla wielu osób jest wzorem do naśladowania. Nigdy nie pokazuje drogi na skróty, nie daje prowizorycznych rozwiązań. Przyciąga do siebie ludzi, którzy widzą w nim mentora, budzącego zaufanie i kierującego się w swoim życiu wartościami. Jak mówi w naszym wywiadzie „podróży życia nie można zaczynać bez jasnego celu”. A z każdego problemu można wyjść silniejszym i na fundamentach dotychczasowych porażek budować kolejne sukcesy. Opanowując zaś sztukę wewnętrznej równowagi, można stworzyć pełnię samego siebie – swoje własne arcydzieło.

Aneta Nagler: Jeżeli to, co robimy, jest dla nas pasją, to odnosimy sukcesy.

Wojciech Orzechowski: Myślę, że tak. Sukces odnosisz wtedy, kiedy czujesz się spełniony, kiedy czujesz, że swoimi działaniami pokonujesz swój strach przed porażką. I jeśli osiągniemy ten wewnętrzny sukces, czujemy się szczęśliwi, to wtedy o wiele lepiej postrzegamy świat i pozytywniej do niego podchodzimy. Emanujemy tym na zewnątrz i przyciągamy pozytywnych ludzi, którzy nas wspierają. I w związku z tym buduje się niesamowita aura wokół nas. Myślę, że jestem na drodze do pełnego spełnienia, ponieważ realizuję takie projekty, w tym inwestycje deweloperskie, o których nigdy w życiu nawet nie myślałem i nie marzyłem.

A.N.: Wyznaczyłeś sobie swoje cele, będąc na studiach. Czy dziś, gdy prowadzisz 23 projekty, czujesz, że jesteś człowiekiem spełnionym?

W.O.: Tak. Większość moich celów i marzeń została zrealizowana. Podczas wyprawy zwanej życiem każdy wie, że będzie podróżować do rozmaitych miejsc. I według mnie tej wielkiej podróży nie można zaczynać bez jasnego celu, podobnie jak nie wskoczyłabyś do samochodu i nie udała się w długą trasę, nie określiwszy celu, ani kierunku. Moim celem egzystencjalnym było osiągnięcie dobrych przepływów pieniężnych, dzięki którym dziś nie muszę się martwić, czy zapłacę za Internet, czy będę miał na paliwo.

A.N.: Czy wolność finansowa i rentierstwo, o których często mówisz, to tylko pieniądze i brak trosk, jak przeżyć od pierwszego do pierwszego? Czy może to też osiągnięcie wolności w zakresie dysponowania swoim czasem, pracowania, kiedy się chce, a nie kiedy trzeba?

W.O.: Oczywiście, realizacja pierwszego wiążę się z drugim. Świadomość posiadania dodatkowych przepływów finansowych, które generuję z moich wielu projektów oraz nieruchomości, pozwala mi na niezależność i swobodne dysponowanie czasem. Zatem jeśli chcę, to w każdym momencie mam możliwość pojechania w dowolne miejsce, spotkania się ze znajomym na drugim krańcu świata czy tak jak dziś rozmawiania z Tobą. Wolność finansowa przekłada się na takie proste rzeczy jak spędzanie czasu na przyjemnościach. Oczywiście, abym był w tym miejscu, w którym dziś jestem, musiałem wyzbyć się wielu złych nawyków i pokonać problemy, które pojawiały się na mojej drodze życia. Musisz wiedzieć, że to była droga wytężonej, ciężkiej pracy. 

A.N.: Osiągnąłeś bardzo wiele w swoim życiu. Jesteś człowiekiem sukcesu. Czy nie powinieneś teraz odpoczywać, jak taki prawdziwy rentier?

W.O.: Nie. Ja nie lubię bezruchu. Nie umiem być bezczynny. Kiedy siedzę i nie mam co robić, to czuję się niepotrzebny. Dzisiaj myślę, że zrealizowałem prawie wszystkie moje cele. Dokonałem wielu przewrotów w moim życiu, ale one pokazują, że jestem tu, gdzie chciałem być, i czuję się szczęśliwy. I to jest najważniejsze. Nowe wyzwania realizowane są już bez gorączki. Po prostu traktuję to bardziej jako hobby. Dzisiaj mogę sobie żyć i pracować spokojnie. Jednocześnie przyjmuję nowe wyzwania, bo jeżeli życie stawia mnie w sytuacji, gdzie jest szansa, a ja mam tylko powiedzieć TAK lub NIE, to jestem otwarty na każdą nową propozycję. To, że dziś jestem w tym miejscu, to tak jak mówiłem w ostatnim wywiadzie, jest wynik wielu porażek i upadków, z których wyciągałem wnioski na przyszłość.

A.N.: A co Cię napędza? Co daje motywację i inspirację do nowych działań? Kolejne projekty, kolejne wyzwania?

W.O.: Lubię nowe wyzwania. Lubię działać. Jeżeli więc dziś prowadzę 23 duże projekty, to oczywiście z nich czerpię swoją energię. Okazuje się, że człowiek może mieć wiele takich projektów i wyzwań. Tylko musi właściwe oddelegować pewne zadania i stworzyć kompetentny zespół. Ja czuję się częścią tych nowych pomysłów, a kolejne idee, inwestycje – dążenie do ich stworzenia, napędzają moje ciało i umysł.

A.N.: A co jest lepsze według Ciebie: idea, droga do realizacji czy finalizacja projektu?

W.O.: Myślę, że wszystkie elementy są ważne. Droga do celu najczęściej jest pełna wyboistych sytuacji, a to daje mi napęd do pokonywania trudności. Każde wyzwanie i nawet problem na drodze wzmacnia moją osobowość i powoduje, że jestem bardziej produktywny, wykazuję się z czasem większą kreatywnością, a potem przychodzi to ukoronowanie i spełnienie. Wtedy można usiąść i delektować się tym, co zostało stworzone przy mojej pomocy i całego zespołu. Ten efekt, którego jestem częścią. To jest dla mnie wspaniałe.

A.N.: A teraz opowiedz, jak reagujesz na porażki.

W.O.: Są chwile lekkiego załamania. Są też takie chwile, i zdarza mi się to raz na 10 lat, że zamykam się, rozklejam i jest moment płaczu, gdzie muszę wylać z siebie te wszystkie żale.

A.N.: Jesteś wrażliwym mężczyzną?

W.O.: Jestem. A potem biorę się w garść, ponieważ uważam, że z każdego problemu można wyjść. Nie można jednak tego zrobić, siedząc i tylko się zadręczając. Czyli trzeba podejmować szereg kolejnych prób i uczyć się. Walczyć o to, żeby stanąć na nogi. Po bankructwie musiałem stworzyć firmę, która będzie generować takie przychody, które pozwolą mi spłacić wszystkie moje długi. Chodziłem więc od firmy do firmy, mimo że duma czasem mi na to nie pozwalała. Niekiedy też przychodziły myśli: „Byłem już tak daleko, a znów zaczynam od początku”, ale się nie poddawałem.

A.N.: Ty miałeś jednak cel i determinację, żeby zacząć działać i wyjść z problemu. Ruszyłeś z miejsca. A jak postawić pierwszy krok, żeby uciec znad tej przepaści, gdy już czujemy, że jesteśmy na dnie? Co musiałeś zrobić, żeby pokonać tę największą granicę – oporu w nas samych?

W.O.: Trzeba działać i znaleźć swój pomysł, jak rozwiązać problem. To znaczy moje zdanie jest takie, że w każdym problemie powinienem odnaleźć to, co może mi pomóc w przyszłości, aby nigdy więcej nie znaleźć się w takiej sytuacji. Ponadto należy próbować wszystkiego tak, że gdy przyjdzie jakieś rozliczenie, to będę mógł sobie powiedzieć: „Wiesz co? Zrobiłeś wszystko, co mogłeś, i nie wyszło. Jednak próbowałeś”. Uważam, że jeżeli działasz, to zawsze okazuje się, że możesz do czegoś dojść, może się znaleźć grupa ludzi, która ci pomoże, znajdzie nowe rozwiązania. Zgłosiła się do mnie kiedyś pewna dziewczyna, która zadłużyła się na 200 tys. i roztrwoniła wszystko w hazardzie. I co teraz? Trzeba zmierzyć się z tą sytuacją i znaleźć rozwiązanie. Walczyć z tym do skutku. Niekiedy potrzeba nam na rozwiązanie dwóch lat, a innym razem pięciu. Dlatego trzeba sobie ustalić plan działań, jak osiągnąć ten etap, gdy staniesz się nowym człowiekiem i powiesz sobie: „Zaczynam od nowa”.

A.N.: Jesteś przykładem osoby, która mimo porażek życiowych i zawodowych jest dla wielu osób wzorem, przykładem skutecznego działania w życiu i biznesie. Czujesz na plecach taką presję, że Twój mentoring i wsparcie może komuś pomóc, a komuś innemu zaszkodzić?

W.O.: Zdaję sobie sprawę z tej odpowiedzialności. Natomiast zawsze krytycznych decyzji staram się unikać. Staram się tak doradzać, że jeżeli ktoś miałby zainwestować i ponosić ryzyko, to lepiej niech nie inwestuje. Jeżeli mamy jakieś wątpliwości, trzeba odpuścić i poczekać. Więc lepiej wchodzić w inwestycje, co do których jesteśmy przekonani. Jeżeli ja czuję to sam, osobiście, to mówię, że zachowałbym się w określony sposób, ale oczywiście ty musisz podjąć decyzję. Może się okazać, że ta podpowiedź będzie zła, niekorzystna. Z tym się trzeba liczyć. Należy pamiętać, że sami kształtujemy swoje życie i bierzemy za nie odpowiedzialność.

A.N.: Pytam, dlatego że realizując swój mentorski program Warsztatów Inwestowania w Nieruchomości, wypuściłeś spod swoich skrzydeł już ponad 1000 osób. I na pewno czujesz się ojcem sukcesu wielu ludzi, którzy dziś dumnie realizują ogromne projekty. Przeprowadzasz z nimi wywiady, pokazujesz ich historie podczas Maratonu WIWN®.

W.O.: Ustawiłem sobie kiedyś cel nadrzędny w zakresie motywowania innych, zarażania ich do działania i dziś przychodzi do mnie wiele osób, które uczestniczą w moich Warsztatach Inwestowania w Nieruchomości®, a ja ich prowadzę przez cały proces inwestycyjny. Dziś ponad 1000 osób ukończyło już moje warsztaty i połowa z nich miała osoby towarzyszące, zatem moja społeczność liczy blisko 1700 osób. A z tych 1000 około 700 zrobiło flipa pod moim okiem (w tej chwili może 720). I odnotowaliśmy może 5-6 porażek. Zazwyczaj to były porażki spowodowane samowolnym działaniem lub niedopilnowaniem całego procesu inwestycyjnego i ja, gdy to analizuję, zazwyczaj powtarzam: „No szkoda, że nie skonsultowałeś tego ze mną”. Takie sytuacje na pewno się będą zdarzać, ja jednak staram się także pomagać tym ludziom i podsuwam im pewne rozwiązania. Przy inwestowaniu na tym rynku trzeba się liczyć z tym, że pierwsza nieruchomość może być stratą. Ważne, co potem z tym zrobimy. Czy się poddamy, czy raczej spróbujemy stanąć na nogi i odbić się od porażek.

A.N.: Dochodzimy do sedna Twojej filozofii, którą przedstawiasz na Warsztatach WIWN®. Nawet jeżeli spotykają nas jakieś kryzysowe sytuacje, trzeba działać. A odnosząc się do pandemii koronawirusa i różnych zawirowań na rynku, sądzisz, że kryzys może być szansą i możliwością na odbudowanie swojej firmy i stworzenia nowych perspektyw rozwoju?

W.O.: Myślę, że trzeba podejmować próby. Odnajdujemy się w całkiem nowym świecie. Będą w tej chwili zupełnie inne sposoby komunikacji i sprzedaży. Myślę, że dzisiaj sukces leży w sprzedaży. Te firmy w tej chwili muszą postawić przede wszystkim na nowoczesne sposoby docierania do klienta, przekonywania go i uzyskiwania wysokich wyników. Jak wiemy, sama produkcja nic nie daje, bo dzisiaj można wszystko wszędzie wyprodukować, gorzej jest sprzedać produkt lub usługę. Kluczowa kwestia to kreatywność, umiejętne podejście sprzedażowe tak, żeby na tym zyskiwać i wykorzystać tę zaistniałą sytuację. Ja uczę na moich Warsztatach oraz w filmach motywacyjnych, które publikuję na YouTubie, że najważniejsza jest skuteczność i determinacja w działaniu oraz dostrzeganie szklanki zawsze do połowy pełnej. Zachęcam do wejścia na mój kanał. Moim celem jest również pokazywać drogę wyjścia z trudnych sytuacji i skutecznego działania.

A.N.: Jaki wg Ciebie będzie trend inwestycyjny w 2021 rok? W jakie nieruchomości Polacy powinni inwestować?

W.O.: Pojawia się wiele głosów, że trzeba się wycofać, uciekać z nieruchomości, co jest oczywiście błędnym podejściem. Dlatego rynek się mocno przerzedzi i dla inwestorów na pewno będzie to wspaniałe wyzwanie. Nie będzie już bowiem aż tak dużej konkurencji, ale z drugiej strony mogą się pojawić atrakcyjne nieruchomości. Na pewno biurowe i komercyjne lokale będą się cieszyły mniejszym powodzeniem ze względu na pracę zdalną i na różnego rodzaju obostrzenia. Idziemy w kierunku home office, czyli potrzebne są większe mieszkania. Częściej sprzedają się domy jednorodzinne, szeregowce z małymi ogródkami, mieszkania z tarasami i ogrodami na dachu, tak jak w naszych „Słonecznych Tarasach” czy „Wiszących Ogrodach”, które można zobaczyć na stronie www.100kamienic. pl. COVID pokazał, że dzisiaj mamy dużo wolnego pieniądza w gospodarce. I ludzie już lokują swoje środki i będą dalej inwestować w nieruchomości premium. To jest przyszłość, którą chcę budować.

Łódź skazana jest na sukces! – Strefa Nieruchomości

Wywiad Adamem Pustelnikiem Wiceprezydentem Miasta Łodzi przeprowadziła Aneta Nagler

Każdy z nas przychodzi z określonymi talentami, tylko nie zawsze zdajemy sobie z nich sprawę. Jeżeli nie potrafmy określić jaki mamy cel i misję, to brniemy po omacku i nie wiemy, w którym kierunku podążamy. Adam Pustelnik sam mówi, że „cel i misję ma dość jasno określone”. Jego talentem jest wysoko rozwinięta umiejętność łączenia ludzi. Cel sam w sobie. Rozumie i przyciąga biznes do Łodzi, ponieważ wie, jakimi argumentami kierują się inwestorzy. Urodził się w Niemczech, studiował w Polsce, w Stanach, w Londynie, w Genewie. Mieszkał w wielu krajach, zdobył doskonałe wykształcenie. Posiada łatwość i swobodę poruszania się w strefe publicznej i biznesowej. Dla mnie jest takim łącznikiem, mostem między tymi światami. Rozmawialiśmy o zmianach, pomysłach i jego wizji Łodzi. Jedno wiem na pewno – z takim ludźmi, jak Adam Pustelnik, Łódź na pewno skazana jest na sukces. 

Aneta Nagler: Mieszkałeś w wielu krajach, otrzymałeś światowe wykształcenie, pracowałeś w administracji publicznej oraz w międzynarodowych korporacjach. Czy te doświadczenia pomagają Ci dziś w realizacji działań, które piastujesz jako I wiceprezydent Łodzi?

Adam Pustelnik: Myślę, że nie przeszkadzają. Urodziłem się w rodzinie, która wyemigrowała w czasach PRL do Niemiec. Takie doświadczenie, które powoduje i zmusza kogoś, żeby odnalazł się w nowym środowisku, buduje jego odporność i charakter. To pozwala wykształcić umiejętności odnalezienia się w każdej sytuacji. Podobnie było z pierwszymi siedmioma latami mojego życia w Niemczech, tak było z liceum w Teksasie. To są bezcenne doświadczenia, ponieważ pozwalają złapać szerszą perspektywę, nabyć umiejętność zaadaptowania się w nowym środowisku, I uważam, że to wnosi wartość w nasze życie.

A.N.: Szkoła podstawowa w Niemczech, matura i studia w USA. Następnie Oksford, Genewa. A teraz jesteś w Polsce. Wszędzie mamy inną społeczność, inne pomysły na biznes. Czy ta umiejętność asymilacji elementów z różnych kultur oraz wszechstronność Twojej edukacji pomaga w zarządzaniu i tworzeniu nowej wizji dla Łodzi.

A.P.: Do swojego wykształcenia i edukacji podchodziłem dość pragmatycznie. Uważam – i to rekomenduję każdemu– że należy się uczyć przez całe życie. I wielu mądrych ludzi to podkreśla, że rozwój w siebie jest najważniejszą wartością. Kiedyś byłem na spotkaniu z Wojciechem Sobierajem, założycielem Alior Banku. Spotkanie było Londynie, gdzie akurat prezes Sobieraj był prelegentem. Rozpoczął swoje wystąpienie od takiego sformułowania: „Hey, I’m Wojtek, I like learning”. Powiedział to facet około pięćdziesiątki, który pracował w głównych firmach consultingowych na świecie, założył Alior Bank, a oprócz tego prowadzi teraz fintechowy start-up z dużym sukcesem i jest przez wielu ludzi uważany za jedną z największych osobowości polskiej bankowości. I właśnie on stwierdził, że najbardziej w całym swoim życiu lubi się uczyć. Mimo, że wydawałoby się, że akurat on jest już w Himalajach swoich osiągnięć zawodowych i doszedł do rzeczy, które dla większości z nas są w ogóle poza zasięgiem – to nie zaprzestał permanentnego doskonalenia się.

A.N.: Osobiście uważam, że to jest bardzo dobry kierunek. Nieustanne kształcenie jest nieodłącznym warunkiem rozwoju człowieka.

A.P.: Ja zawsze inwestowałem w wiedzę i to rekomenduję każdemu. To pozwala łapać szerszą perspektywę – to po pierwsze. A po drugie – jest to pewnego rodzaju ubezpieczenie na życie. Odpowiednio inwestując w kompetencje, w edukację nie jesteśmy więźniem jednego miejsca, jednego stanowiska, jednej pracy, mamy pewną swobodę w myśleniu, bo ta ustawiczna nauka daje komfort i poczucie, że można się odnaleźć wszędzie.

A.N.: Mieszkałeś w tylu państwach. Dlaczego wybrałeś Łódź?

A.P.: Po prostu lubię Łódź. Tu zdecydowanie lepiej się mieszka niż wskazywałby na to, jeszcze nie tak dawno, wizerunek miasta, który miał swoje deficyty. Stąd jest wszędzie blisko, jest bardzo dostępna infrastruktura dla dzieci. Korzystanie ze żłobków, z przedszkoli bez ograniczeń jest ogromną zaletą i wydaje mi się, że wielu moich kolegów mieszkających na co dzień w Warszawie marzyłoby o takiej dostępności, jaką my tu mamy. Zarazem jest to miasto, które oferuje pełną ofertę wszystkiego, co jest potrzebne do tego, żeby korzystać z miasta w czasie wolnym. Ze wszystkich – zwanych ładnie z angielska – amenities na poziomie zupełnie europejskim, zarazem w bardzo przystępnych progach. Przyjechaliśmy do Łodzi z rodzicami z Niemiec w 1995 r. i wtedy Łódź daleko odbiegała od swojego obecnego stanu – wizualnie i rozwojowo.

A.N.: We wrześniu 2020 r. zostałeś pierwszym wiceprezydentem Łodzi i prawą ręką Prezydent Hanny Zdanowskiej. Jasne i ciemne strony tej funkcji.

A.P.: Nie co dzień dostaje się szansę współkształtowania kierunku rozwoju miasta. Możliwość uzyskania wpływu na miejsce, z którego pochodzę ja i moja rodzina, była dla mnie niepowtarzalną szansą. Ale trzeba pamiętać, że taka funkcja jest niejednoznaczna. Patrząc na tę nominację z zewnątrz można widzieć tylko sukces, ale funkcjonowanie w sferze publicznej rodzi też dużo różnych obciążeń. Swoboda działania i elastyczność w instytucji publicznej, a na tzw. rynku biznesowym jest zupełnie inna. Tutaj działa się w systemie wielu różnych ograniczeń i zależności. Trzeba uszanować nasz lokalny checks and balances, który powoduje, że, po pierwsze, jest bardzo ograniczone pole  do arbitralnych decyzji. Po drugie, musi być brana pod uwagę wola wielu interesariuszy. Po trzecie, trzeba zawsze brać pod uwagę aspekt społeczny w podejmowaniu decyzji. I po czwarte, należy dokonywać analizy inwestycji i otoczenia, w którym się funkcjonuje.

A.N.: Taka funkcja daje możliwość wpływania na rozwój miasta, połączenia wiedzy i doświadczenia zdobytego na polu biznesowym. Czy decydując się na pracę w urzędzie i zostawiając biznes, miałeś własną wizję rozwoju Łodzi?

A.P.: Obejmując takie stanowisko, trzeba brać pod uwagę ciągłość strategiczną. To nie jest tak, że nagle wchodząc w strukturę urzędu, mając wiele różnych pomysłów, zaczerpniętych z biznesu, można tak po prostu wywrócić stół z kartami. To tak nie działa. Funkcjonowanie w urzędzie i dla miasta to jest ciąg tysięcy decyzji, a pandemia pokazała, że trzeba zachować pewną dozę elastyczności i być otwartym na zmiany.

A.N.: Masz otwarte podejście do roli biznesu i kapitału zewnętrznego w rozwoju miasta. Pracowałeś kilka lat w Urzędzie Miasta oraz w zdobyłeś doświadczenie w sektorze prywatnym – jak możesz zatem wykorzystać te doświadczenia i wiedzę?

A.P.: Wydaje mi się, że to co ja mogę wnieść do aktualnej strategii, to dobre zrozumienie rynku prywatnego. Kapitału, który wiem, gdzie się kumuluje i jaką kieruje się logiką. Uważam, że inwestycje prowadzone w Łodzi są punktem wyjścia do właściwie wszystkich innych dziedzin. Ogromna część procesów, które dzieją się w mieście, w państwie, jest zależna od zamożności obywateli, od możliwości rozwoju i od wypełnienia kapitałem, a, który to kapitał wnoszą pracodawcy, inwestorzy. To jest tak, że moglibyśmy zadekretować istnienie miliona restauracji w danym punkcie – jeśli nie będzie dostatecznie dużej liczby ludzi, których będzie na to stać, żeby z nich korzystać, to będzie krok jałowy.

A.N.: Wizytówką Łodzi są kolejne miejsca: Manufaktura, EC1, Monopolis, imponujący projekt na terenie imperium włókienniczego Karola Scheiblera, projekty Revisit Home. Do tego projekt miasta, czyli rewitalizacja łódzkich kamienic idą pełną parą. Łódź z roku na rok pięknieje i przyciąga inwestorów, o czym mogą świadczyć nowo powstające inwestycje. Co jeszcze można zrobić, żeby przyciągać kolejny kapitał?

A.P.: Należy tworzyć warunki, żeby ten kapitał czuł się tu dobrze i stabilnie. Często stabilność, nawet jeśli jest okraszona wieloma ograniczeniami, jest ogromną wartością. Wspominasz o Fuzji, Monopolis, czy Nowym Centrum Łodzi. Każdy z tych projektów jest efektem i wynikiem skutecznego przyciągania inwestycji i inwestorów. Zatem stworzenie odpowiednich warunków to jest jeden punkt.

A.N.: To już się dzieje, np. powstający projekt wielopoziomowych parkingów w Nowym Centrum Łodzi w ramach partnerstwa publiczno – prywatnego (PPP). Jest to świetna perspektywa, żeby przyciągać kapitał oraz udostępniać tereny pod zewnętrznych inwestorów.

A.P.: PPP jest po prostu bardzo dobrym narzędziem prorozwojowym w rękach i miasta, i państwa. Wspomniałem Łódź – Księży Młyn 19 lider / inwestor • STREFA SPOTKAŃ o tym, że bardzo istotne jest tworzenie warunków, żeby kapitał mógł napływać, rozwijać się i prosperować. Aby tak się stało bardzo ważne jest sukcesywne usuwanie barier. Sądzę, że zaangażowanie mnie w urząd miało taki właśnie cel, popularyzację narzędzia, jakim jest PPP. Aktualnie pracujemy nad wytypowaniem kilkunastu innych projektów, których lista będzie udostępniona w I kwartale br. Nieustająco trwają prace w tym zakresie. Natomiast wydaje mi się, że takim najbardziej oczywistym punktem i miejscem, gdzie Łódź ma solidne argumenty, narzędzia i zasób, będą mieszkania komunalne.

A.N.: Powiedziałeś, że Łódź jest skazana na sukces i gdybyś nie wierzył w tę wizję, to nie podjąłbyś się działań i pełnienia tej funkcji.

A.P.: Łódź z kilku przyczyn jest skazana na sukces w sensie gospodarczo-miejskim. Jedną z nich jest osadzenie infrastrukturalne w Łodzi oraz jej lokalizacja acja nienaturalna, gdyby takie miasto nie prosperowało. Atutem jest sprzężenie infrastrukturalne z Warszawą, które, w moim mniemaniu, jest dla nas przewagą konkurencyjną, bo pozwala Łodzi długofalowo być beneficjentem bliskości Warszawy. Jak spojrzymy na różnego rodzaju metropolie na świecie, takie dualne – Dallas-Forth Worth czy Filadelfia- -Nowy Jork – spokojnie oprócz głównego ośrodka, którym zawsze była, jest i będzie Warszawa, która ma wszystkie instytucje centralne, właściwie wszystkie centra korporacyjne, to Łódź korzysta na swojej lokalizacji. I dlatego wróżę jej sukces.

A.N.: A tak już prywatnie, co wywołuje uśmiech na Twojej twarzy?

A.P.: Co wywołuje uśmiech? Rodzina, dom, czyli to, co dla mnie najważniejsze. To dla nich zdecydowałem się przyjąć propozycję zostania wiceprezydentem Łodzi. Chcę zmieniać nasze rodzinne miasto. To właśnie rodzina jest źródłem mojej radości. A z rzeczy bardziej przyziemnych, ostatnio namiętnie śledzę taki profil na Instagramie @make_life_harder. Lepszej kuracji śmiechem próżno szukać. Wiceprezydent Miasta Łodzi Adam Pustelnik z rodziną w samym środku kraju i Europy. Usytuowanie przy wiodącej nitce autostrad, bliskość do centralnego portu komunikacyjnego powoduje, że to byłaby sytuacja nienaturalna, gdyby takie miasto nie prosperowało. Atutem jest sprzężenie infrastrukturalne z Warszawą, które, w moim mniemaniu, jest dla nas przewagą konkurencyjną, bo pozwala Łodzi długofalowo być beneficjentem bliskości Warszawy. Jak spojrzymy na różnego rodzaju metropolie na świecie, takie dualne – Dallas-Forth Worth czy Filadelfia- -Nowy Jork – spokojnie oprócz głównego ośrodka, którym zawsze była, jest i będzie Warszawa, która ma wszystkie instytucje centralne, właściwie wszystkie centra korporacyjne, to Łódź korzysta na swojej lokalizacji. I dlatego wróżę jej sukces.

A.N.: A tak już prywatnie, co wywołuje uśmiech na Twojej twarzy?

A.P.: Co wywołuje uśmiech? Rodzina, dom, czyli to, co dla mnie najważniejsze. To dla nich zdecydowałem się przyjąć propozycję zostania wiceprezydentem Łodzi. Chcę zmieniać nasze rodzinne miasto. To właśnie rodzina jest źródłem mojej radości. A z rzeczy bardziej przyziemnych, ostatnio namiętnie śledzę taki profil na Instagramie @make_life_harder. Lepszej kuracji śmiechem próżno szukać. 

Moja Mapa Marzeń O życiu, miłości, prowadzeniu biznesu w kryzysie i szansach na rozwój rozmawiamy z Beatą Pawłusiewicz. – Strefa Nieruchomości

O życiu, miłości, prowadzeniu biznesu w kryzysie i szansach na rozwój rozmawiamy z Beatą Pawłusiewicz.

Wywiad przeprowadziła: Aleksandra Zalewska – Stankiewicz

Beata Pawłusiewicz – inwestorka, kobieta niezależna i charyzmatyczna. Doświadczona pośredniczka, specjalistka w najmie krótkoterminowym – zarządzała nawet 50 mieszkaniami jednocześnie. Marzycielka-buntowniczka – tak o sobie mówi. Kiedy po raz pierwszy pojawiła się w Alpach, a było to 23 lata temu, od razu pokochała to miejsce. Wiedziała, że kiedyś powróci tam na zawsze. I tak się stało. Już niedługo będzie gospodynią małego pensjonatu w Alpach – to pewnik. W rozmowie ze Strefą Nieruchomości® tłumaczy, dlaczego we Włoszech warto inwestować w apartamenty, a w Polsce – w mikrokawalerki.

Aleksandra Zalewska – Stankiewicz: Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia. To Pani dewiza. Czy to największe marzenie w obszarze nieruchomości już Pani spełniła?

Beata Pawłusiewicz: Kiedy pierwszy raz usłyszałam ten cytat Jakuba B. Bączka, to poczułam, że bardzo się z nim identyfikuję. Również uważam, że nie wystarczy marzyć, aby marzenia mogły się spełnić, trzeba im w tym pomóc. Oczywiście pomocne będzie wykonanie mapy marzeń albo zwyczajne wypisanie marzenia na kartce. Ja jestem marzycielką-buntowniczką, ponieważ moje pomysły bywają czasem zaskakujące. Tak było, kiedy pięć lat temu wymyśliłam, że chciałabym prowadzić niewielki pensjonat w Tyrolu. Sprecyzowałam 14 STREFA SPOTKAŃ • lider / inwestor nawet obszar – niemieckojęzyczną część Włoch. Oczami wyobraźni widziałam kameralne miejsce, z 10 pokojami, gdzie ludzie będą przyjeżdżać na wypoczynek. Wielokrotnie wizualizowałam sobie ten pensjonat. Zaczęłam szukać inwestora.

A.Z-S.: Spełniła Pani już to marzenie?

B.P.: Częściowo tak, ponieważ w październiku 2020 roku przeprowadziłam się do Włoch. Zamieszkałam w Alpach, wprawdzie nie w Tyrolu, ale po drugiej stronie gór. Dlaczego tam? Ponieważ z okolic pochodzi mój partner – Włoch, którego poznałam rok temu. Marzenie o pensjonacie już prawie jest sfinalizowane. Pozyskałam dwóch inwestorów, którzy chcieliby inwestować we włoskich Aplach, a ja szukam miejsca, w którym ten wymarzony pensjonat powstanie. Okolice są bardzo malownicze. Wyobrażam sobie, że wybudujemy ten pensjonat nad jeziorem Garda lub Iseo, między górami. W tej chwili badam rynek. Ale już wiem, że to miejsce ma ogromny potencjał.

A.Z-S.: Czyli realizuje Pani krok po kroku swój plan, ale z tego, co słyszę, i w tym planie jest miejsce na spontaniczność, bo miłości nie można zaprojektować.

B.P.: To prawda. Mojego mężczyznę poznałam w miejscu, w którym miało mnie nie być, na imprezie sylwestrowej, na której zjawiłam się przypadkiem. Pozwoliłam ponieść się temu uczuciu. Miłość zaprowadziła mnie do Włoch, ale od razu zaczęłam też działać tam zawodowo. We Włoszech współpracuję z dwiema agencjami pośrednictwa nieruchomości. Jedną z nich prowadzi Polka, drugą – Włoch. Ta współpraca jest konieczna, ponieważ nie mam jeszcze licencji do prowadzenia własnej działalności we Włoszech.

A.Z-S.: Zanim ten pensjonat powstanie, minie jeszcze trochę czasu. Jaką ofertę dla inwestorów z Polski ma Pani w tym momencie?

B.P.: Zachęcam polskich inwestorów, aby inwestowali we Włoszech w apartamenty pod wynajem krótkoterminowy. Oferuję znalezienie takiego apartamentu, przygotowanie go pod wynajem i pełną obsługę, czyli zarządzanie apartamentem. Zainteresowanie jest duże, ponieważ nieruchomości we Włoszech są tańsze niż w Polsce. Jeśli przykładowo zainwestujemy 60 tys. euro, to w skali roku na takiej inwestycji zarobimy 25 tys. euro. Stopa zwrotu jest więc bardzo zachęcająca. Wynika to z faktu, że ceny wynajmu takiego apartamentu są dużo wyższe niż w Polsce, 100 euro za noc to tutaj norma. We włoskie Alpy przyjeżdża bardzo dużo niemieckich turystów. Jak tylko włoski rząd otworzy granice, będziemy zapraszać inwestorów z Polski na rekonesans.

A.Z-S.: Pandemia koronawirusa ograniczyła jednak nasze możliwości turystyczne. Nie wiadomo, jak ta sytuacja wpłynie na nasze plany wyjazdowe. Jak zachęca Pani inwestorów do kupna apartamentu właśnie w tym miejscu?

B.P.: W Alpach boom na wyjazdy zaczyna się już w marcu. Nad jeziorami alpejskimi można spotkać mnóstwo turystów, zwłaszcza tych, którzy pasjonują się sportami. Można tu uprawiać żeglarstwo, kitesurfing, surfing czy kajakarstwo. Obecność Alp daje świetne warunki do chodzenia po górach i wspinaczki. To raj dla osób jeżdżących rowerami szosowymi i górskimi. Można też jeździć konno i latać na paralotni. Tyrol jest świetnym miejscem dla rodzin z dziećmi, jak i dla aktywnych freaków. To eldorado dla osób, które chcą aktywnie spędzać wakacje. Jednocześnie blisko są perełki, jak Werona, Bergamo, Wenecja. W jednym miejscu mamy połączenie włoskiej historii, kultury, włoskiego jedzenia i sportów ekstremalnych. Zimą (od grudnia do kwietnia) oczywiście można jeździć na nartach.

A.Z-S.: W pandemii jednak liczba turystów zmalała. Inwestorzy mogą obawiać się, że ta sytuacja wcale się nie poprawi.

B.P.: Ależ turyści we włoskich Alpach są! Włosi to naród, który uwielbia turystykę świąteczną, weekendową i wakacyjną. Oni wewnętrznie nakręcają sobie turystykę. Niemcy uwielbiają tę część Alp. Przylatują tu turyści z Polski, z Anglii czy ze Skandynawii. Na całym świecie Italia kojarzy się z luzem, z dobrym jedzeniem.

A.Z-S.: Jak bardzo włoski rynek nieruchomości różni się od polskiego? Czy podejście Włochów do biznesu jest inne niż Polaków?

B.P.: Włosi są bardzo leniwi. Mają awersję do remontowania. Polacy przywiązują większą wagę do szczegółów. Dlatego mieszkania polskich inwestorów od razu się wyróżniają. Ale jednocześnie turystyka to siła napędowa Włochów, to podstawa biznesu. Dlatego włoski rząd jest mniej restrykcyjny w pandemii. W czasie lockdownu gastronomia nie pracowała, ale hotele były czynne.

A.Z-S.: Wynajmem krótkoterminowym zajmuje się Pani od 7 lat. Na ile w Polsce nadal jest to dziedzina do zagospodarowania?

B.P.: Wciąż jest duże zapotrzebowanie. Na początku prowadziłam działalność na terenie Krakowa, gdzie wynajmowaliśmy mieszkania w trybie hybrydowym. Od marca do końca września naszymi klientami byli turyści, a od października wynajmowaliśmy mieszkania studentom, którzy przyjeżdżali do Polski z zagranicy. Przyjeżdżali również do nas biznesmeni, uczestnicy konferencji, a także pracownicy z Ukrainy. Z czasem moja działalność wyszła daleko poza Kraków. W ramach współpracy z dużą firmą, jedną z tzw. wielkiej trójki, obsługujemy wynajmy krótkoterminowe w kurortach i dużych miastach, jak Warszawa, Wrocław, Gdańsk, Poznań, Międzyzdroje, Kołobrzeg i Zakopane. Każde z tych miejsc charakteryzuje się zupełnie inną specyfiką. W zależności od miasta przyjeżdżają do nas klienci w celach turystycznych lub biznesowych.

A.Z-S.: Ale to, co łączy tych klientów, to fakt, że zatrzymują się w mieszkaniu na krótszą lub dłuższą chwilę. Co Pani, jako osoba uwielbiająca podróżować i mająca na tym polu duże doświadczenie, przekuła na apartamenty, którymi Pani zarządza?

B.P.: Jako klient podróżujący po świecie nie cierpię atmosfery hotelu, w którym wszystko jest surowe i puste. Nie lubię, kiedy w hotelu nie można zrobić sobie zwykłej herbaty, a na każdy posiłek trzeba pójść albo do restauracji, albo do miasta. Drażnią mnie wentylowane pomieszczenia. Lubię podróżować ekonomicznie, wolę wyjeżdżać nawet sześć razy w roku niż raz w roku jechać do sześciogwiazdkowego hotelu. Być może Alpy urzekły mnie tak bardzo również dlatego, że zawsze wynajmowaliśmy apartamenty wakacyjne, w których był aneks kuchenny i duża przestrzeń. Jako pasjonatka górskiej jazdy rowerem nie miałam problemu, żeby na przykład przechować rower w apartamencie, było na to wystarczająco dużo miejsca. Te wszystkie niuanse przenoszę do swojej działalności. W Krakowie wprowadziłam zasadę – mieszkaj po królewsku, czując się jednocześnie jak w domu.

A.Z-S.: Jakie inwestycje w tej chwili prowadzi Pani w Polsce?

B.P.: W Krakowie zarządzam niewielką liczbą nieruchomości. Działam też w całej Polsce. Jestem menadżerem, który pozyskuje mieszkania do zarządzania. Jako pośrednik pomagam inwestorom kupować lub sprzedawać takie nieruchomości. W tej chwili skupiam się na sprzedaży mikrokawalerek w centrum Łodzi, gdzie docelowo chcę prowadzić wynajem krótkoterminowy. Miejsce jest idealne – w pobliżu teatru, w samym centrum, na ulicy równoległej do Piotrkowskiej. Mikrokawalerki z powodzeniem można wynajmować turystycznie na kilka dni, ale też osobom, które przyjeżdżają na jedną noc – np. na koncert czy w celach biznesowych. To jest bardzo dobre rozwiązanie dla inwestorów, którzy mają mały kapitał do zainwestowania, ponieważ najniższy próg wejścia to 120 tys. zł.

A.Z-S.: Konkurencja na rynku wynajmu krótkoterminowego jest duża. Jakie ma Pani sposoby, aby prześcignąć konkurencję?

B.P.: Trzeba się wyróżnić nowoczesnością i oryginalnością. Sprzedaż noclegów prowadzimy oczywiście na Booking.com i na Airbnb.pl. Nastały takie czasy, że gdziekolwiek jesteśmy, konkurujemy z całym światem zdjęciami i lokalizacją. Jeśli chodzi o Włochy, prowadzę blog (Bea Italia), na którym zachęcam do odwiedzania okolic jeziora Iseo. Robię promocję Italii jako krainy szczęśliwych ludzi i pięknych miejsc. Taki storytelling o tym, jak wygląda moje życie

A.Z-S.: Jakie narzędzia i rozwiązania pomagają w zarządzaniu tyloma nieruchomościami jednocześnie?

B.P.: Był moment, że mogłam nocować 120 osób naraz i wszystkie moje apartamenty były rozproszone po Krakowie. Bazuję na współpracy. Preferuję outsourcing sprzątania czy prania. Zatrudniłam asystentkę, która była moją wirtualną recepcją. Wszystko mamy zautomatyzowane. Są skrytki i zamki na kody. Klucze wydajemy automatycznie. Klienci płacą kartą. Przyzwyczaiłam ludzi do tego, że wynajmujący w moich apartamentach mają być samodzielni.

A.Z-S.: Prowadzenie kilku biznesów naraz zapewne sprawdziło się w pandemii i pomogło przetrwać biznesowo. Czuła się Pani bezpieczniej?

B.P.: W pewnej chwili na pięć zawodów, które uprawiałam, zamknęli mi cztery. Skoncentrowałam się na pośrednictwie, ponieważ można było sprzedawać mieszkania. Potem Polacy ruszyli na wakacje. Inwestorzy poczuli, że inwestycje w kurortach to świetne rozwiązanie. Ostatnie lato spędziłam w Kołobrzegu, gdzie zajmowałam się najmem krótkoterminowym. Spełniłam kolejne marzenie o pracy bezpośrednio z plaży

A.Z-S.: Jak zatem ocalić biznes w sytuacji kryzysowej?

B.P.: Wniosek jest jeden. Trzeba szybko reagować na zmieniającą się sytuację. Kiedy można było wynajmować na kwarantannę – tym się zajęliśmy. Gdy pojawiła się opcja wynajmu dla personelu medycznego – poszliśmy w tym kierunku. I nie można się bać zmian ani nowoczesnej technologii. Ten, kto umie szybko odnaleźć się w sprawach technologicznych, dużo zyskuje.

A.Z-S.: Prowadzi Pani szkolenia i warsztaty. Kto może na nich zyskać?

B.P.: Jestem praktykiem, mówię klientom, na co powinni uważać. Wyjaśniam, jak zmaksymalizować zyski z najmu. Opowiadam o błędach, które sama popełniłam, przestrzegam innych. Wyjaśniam, kiedy można otworzyć kalendarz, a kiedy go zamknąć. Kiedy podnieść cenę, jak przeprowadzić remont, z kim współpracować, jak zautomatyzować proces najmu. Osoby, które korzystają z 10-minutowych darmowych konsultacji ze mną, prawie zawsze wracają na płatne konsultacje.

Napisałam e-booka, który nazywa się „Airbnb.com i Booking.com – 10 błędów początkującego gospodarza”.
To kompendium wiedzy dla rozpoczynających swoją przygodę z nieruchomościami na wynajem krótkoterminowy.

Z kodem rabatowym: STREFA2021 ten e-book jest do pobrania bezpłatnie.